unia europejska grono.net epuls

To nie jest żart. Wiem, że w kontekście publikowanych informacji na temat Grono ten news może być potraktowany jako hmmm prima aprilis ale tak nie jest. Rzućcie proszę okiem sami na treść komunikatu….

Publikuję pełen tekst informacji jaki został sporządzony przez rzeczników Epuls i Grono. Rozumiem, że to jest jakaś manifestacja wspólnoty działań obu serwisów? Zauważycie jakie liczby użytkowników podają oba serwisy - dobry case w sprawie GEMIUS a reszta świata. Dla porównania takiej cyferki podał oficjalnie Megapanel za luty 2008.

Różnice są spore w liczbie UU w stosunku do deklarowanej przez serwisy liczby zarejestrowanych userów - jak traktować rozbieżność? Martwe dusze? Różnice w metodologii i technologii statystyk?

Podstawowowy wniosek jaki mi się nasuwa po lekturze newsa to oczywiście dlaczego właśnie Grono i Epuls, które razem nie mają nawet tylu użytkowników co Fotka (o N-K nie wspomnę bo to już serwis bijący się z czołowymi portalami) są “unijnymi” wybrańcami?

Jeśli któryś z rzeczników byłby łaskaw znaleźć chwilę czasu i podesłać mi na priva (albo w formie komentrza do tego wpisu) jakieś oficjalne stanowisko będę wdzięczny.

Za oknem słońce, wiosna łagodnie i powoli przechodzi w lato. Nie chcę mi się wymyślać żadnych mniej lub bardziej absurdalnych teorii - liczę na Waszą kreatywność w komentowaniu i proszę o obiektywizm :)

“Unia Europejska tworzy kodeks postępowania dla serwisów społecznościowych”

Komisja Europejska planuje ujednolicić regulaminy i politykę prywatności bijących rekordy popularności serwisów społecznościowych. Do projektu zaproszono między innymi gigantów rynku światowego, jak Facebook, MySpace, YouTube czy Yahoo!, a spośród polskich serwisów społecznościowych Epuls i Grono.net.

Unia Europejska realizuje działania na rzecz bezpiecznego internetu, zwłaszcza dla niepełnoletnich użytkowników sieci w ramach programu Safer Internet. Od roku 2005 do końca 2008 wyda łącznie na ten cel ponad 45 milionów euro. Teraz UE chce stworzyć jednolity Kodeks Postępowania dla serwisów społecznościowych i wydawców stron, który chroniłby internautów. Główne problemy, które mają być regulowane, to ochrona prywatności, filtrowanie treści oraz kwestie moderacji i raportowania o nadużyciach.

Pierwszym krokiem w kierunku stworzenia takiego dokumentu było zaproszenie do rozmów przedstawicieli największych światowych serwisów społecznościowych takich jak Facebook, MySpace, YouTube czy Yahoo!. Komisja europejska chce wspólnie z serwisami wypracować zasady ochrony użytkowników internetu, a w końcowym efekcie doprowadzić do powstania oficjalnego Kodeksu Postępowania. Jedynymi przedstawicielami Polski w pracach nad tym dokumentem są serwisy społecznościowe Epuls i Grono.net.

„Każdego dnia staramy się zapewnić naszym odbiorcom maksymalne poczucie bezpieczeństwa i komfortu, szczególną troską otaczając najmłodszych.” – mówi Agata Piłka, Kierownik Działu Moderacji w Grono.net. „Dlatego chętnie wesprzemy Komisję naszym doświadczeniem z zakresu moderacji, animacji i dbania o dobro użytkownika oraz podzielimy się naszymi codziennymi obserwacjami” – dodaje.

„Trudno rozmawiać o bezpieczeństwie użytkowników internetu pomijając zdanie tych, na których stronach internauci spędzają najwięcej czasu, czyli serwisów społecznościowych. Jako Epuls mamy ponad pięcioletnie doświadczenie w ochronie młodzieży i dzieci korzystających z naszego serwisu oraz w jego moderacji. Zaproszenie największych społeczności do prac nad poprawą bezpieczeństwa użytkowników jest słuszną inicjatywą.” - dodaje Wolfgang Laskowski, rzecznik prasowy Epuls.

Komisja Europejska przewidziała cztery robocze spotkania jeszcze w tym roku. Podczas nich przedstawiciele serwisów społecznościowych oraz eksperci unijni powinni wypracować kompromis dotyczący jednolitego Kodeksu Postępowania. Pierwsze z nich odbyło się w Brukseli pod koniec kwietnia. Richard Swetenham, koordynator projektu z ramienia KE przewiduje podpisanie dokumentu na luty 2009 roku.

Informacje o Epuls:

Epuls to największa w Polsce platforma komunikacyjna dla młodzieży – 90 procent użytkowników to osoby, które nie ukończyły 24-ego roku życia. Liczba zarejestrowanych użytkowników wynosi ponad dwa miliony trzysta tysięcy. Portal generuje ponad 700 milionów odsłon miesięcznie, co według badań Megapanel PBI/Gemius plasuje go w czołówce największych witryn polskiego Internetu. Liczba zarejestrowanych użytkowników serwisu wynosi 2 miliony 600 tysięcy.

Epuls jest nr 1 wśród wszystkich polskich serwisów pod względem średniego czasu spędzanego miesięcznie przez użytkownika, który wynosi ponad 10 godzin (źródło: wyniki Megapanel PBI/Gemius, październik 2007).

Właścicielem serwisu jest Pixelate Ventures Sp. z o.o., której największym udziałowcem jest Grzegorz Gorczyca, twórca serwisu Epuls. Na początku 2007 roku jednym z udziałowców spółki został niemiecki fundusz inwestycyjny Holtzbrinck Ventures, będący częścią dużej, międzynarodowej grupy wydawniczej Holtzbrinck GmbH.

Informacje o Grono.net:

Grono.net jest serwisem społecznościowym skupiającym rozbudowane, chronione społeczności przyjaciół i znajomych. Społeczność Grono.net jest zamknięta, co oznacza, że zarejestrować się w serwisie Grono.net można dopiero po otrzymaniu zaproszenia od osoby, która jest już jego użytkownikiem. Witryna oferuje szereg funkcji umożliwiających komunikację ze znajomymi, umożliwia odbudowywanie utraconych kontaktów i poznawanie ludzi o podobnych zainteresowaniach.

Społeczność Grono.net tworzy w chwili obecnej 1 600 000 użytkowników. Serwis dostępny jest także w wersji angielskiej. Grono.net jest w czołówce stron Web 2.0 na polskim rynku. W 2006 roku witryna otrzymała nagrodę Aktivist „Nocne Marki” w kategorii „Zajawka 2006: Najlepszy serwis Web 2.0”. W Grono.net zatrudnionych jest ponad 50 osób. Najliczniejszy jest dział IT, który tworzy 35 pracowników. Siedziba firmy mieści się w Warszawie, na ulicy Szturmowej 2a.

Informacji udzielają:

Ze strony Epuls:
Wolfgang Laskowski
rzecznik prasowy Pixelate Ventures
tel.: +48 510 189 555
e-mail: w.laskowski@pixelate.pl

Ze strony Grono.net:
Ilona Grzywińska
PR Manager
Tel: +48 605451460
e-mail: i.grzywinska@grono.net

PS. Odpowiedz na część zadanych przeze mnie pytań możecie przeczytać tutaj

Grono strikes back

7:29 6th May 2008

grono ciemną stroną mocy?

Wybudzając się z błogiego lenistwa niespodziewanie otrzymałem oficjalną odpowiedź z Grono w temacie wywiadu z Tomkiem Lisem. Odezwał się w tym samym czasie Wojtek Sobczuk oraz Michał Krzemień zarzucając mi manipulację, oszczerstwa i stawanie po stronie Tomka Lisa w zamian za czerpanie korzyści z tego ohydnego procederu…

Komentarz takiej oto treści zagościł pod tym wpisem:

“Arturze,

chcialbym Cie spytac dlaczego opublikowales na swoim blogu ten post szkalujacy moja osobe i pelen nieprawdy. Czy jestes jakos zwiazany z Tomaszem Lisem i jego probami wyludzenia ode mnie pieniedzy? Jestes jego przyjacielem/wspolnikiem w oszustwach? Czy dlatego nie zweryfikowales ani slowa z tego co napisal o mnie ze mna? Wyjasnij prosze co Cie do tego sklonilo”.

Cieszy mnie to, że ktoś z Grono w końcu odniósł się do opublikowanego ponad dwa miesiące temu wywiadowi z Tomkiem Lisem. Odpowiadam publicznie ponieważ jest to odpowiedź na komentarze Wojtka i Michała, które każdy może przeczytać.

Cieszy mnie też ton wypowiedzi Wojtka i Michała - obaj zarzucają mi wiele: począwszy od oszczerstwa, manipulację, brak standardów dziennikarskich - Panowie, więcej wyobraźni! Dorzuciłbym jeszcze: efekt cieplarniany, porażki Kubicy i łysienie plackowate. Tak jest za tym wszystim stoję ja a w wolnych chwilach przekabacam wiernych userów Grono i proponuję im rejestrację w Bebo. Panowie, litości!

Wojtku - ewidentnie macie (jako Grono) problemy z reagowaniem w tzw. sytuacjach kryzysowych. Sami produkujecie problemy, które potem wybuchają Wam w twarz: sprawa blip / blimp, walka z wynikami głosowania na AntyWebie, dziwaczne zmiany wpisów na Wikpedii - to tylko ostatnie przykłady skandali wygenerowanych przez Was samych.

Sprawa Tomka (zostawmy na chwilę ocenę sporu kto ma w nim rację) jest także klasycznym przypadkiem zamiatania pod dywan - a nuż się uda i rozejdzie się po kościach. Jako zespół Grono mogliście dojść do porozumienia dawno temu i załatwić to po cichu - w wyniku działań obu stron sprawa nabrała rozgłosu i wymaga załatwienia w świetle reflektorów. Upublicznienie jej było już tylko kwestią czasu.

Do Tomka mam stosunek neutralny - jego wypowiedź opublikowałem ponieważ Tomek w przeciwieństwie do Was zgodził się odpowiedzieć na moje pytania bez problemu. Czy ja mu wierzę to moja osobista sprawa i nie starałem się aby moja postawa czy komentarz sugerował publicznie moje sympatie. Ważne dla Was powinno być co sądzą na ten temat internaci a to możecie poczytać w komentrzach pod wywiadem.

Jak może zauważyłeś jako osoba mieniąca się blogerem przypisałem sobie prawo komentowania wydarzeń i otaczającej mnie rzeczywistości. Nie jestem dziennikarzem, nie obowiązują mnie kodeksy etyczne ani komisje koleżeńskie - te kwestie rozwiązuje za pomocą zdrowego rozsądku. Możesz powiedzieć, że napisałem kłamstwo jeśli udowodnisz mi to - inaczej rzucasz bezpodstawne oskarżenia.

Jako samowolny komentator sam wybiera cel i źródło. Jeśli zarzucasz mi stronniczość to ja odpowiadam - dopełniłem obowiązków i starałem się pozyskać wiedzę z obu stron barykady. Wasze milczenie było dla mnie jednoznacznym dowodem, że nie chcecie (ze mną) rozmawiać na ten temat.

Kwestia problemów w (i z) Grono jest powszechnie znana od lat tym którzy znają się w branży. Tomek postanowił udzielić wywiadu mnie (hmm nie wiem czy wiesz ale również publicznie o zgrozo wypowiadał się podczas tego spotkania Bootstrap) poniewaz poprosilem go o to i byla to moja inicjatywa. Uważam, ze morał płynący z tej historii moze stanowić nauczke dla innych mlodych ambitnych polskich start-upow’ców.

Zarzucasz mi szarganie Twojego nazwiska, pisanie kłamstw - wybacz ale z przedstawionego wywiadu według mnie nie można wyciągnąć takich wniosków. Możesz oczywiście się nie zgodzić z moją opinią i skierować sprawę do odpowiednich instytucji. Deklaruję publicznie, że służę swoją osobą jeśli taki pomysł powstanie w Twojej głowie.

Poza tym to nie jest wypowiedź moja ale Tomka więc jeśli uważasz, że ja powinnienem czuć się odpowiedzialny za postępowania Tomka to muszę Cię zmartwić - nie muszę. Jako osoba dorosła Tomasz Lis odpowiada za wszystkie swoje działania samodzielnie. Tak to już jest po skończeniu 18 roku życia (w Polsce).

Rozumiem, że uważasz wersję Tomka za odbiegającą od prawdy. Oczywiście masz takie prawo. W tym wypadku albo przedstawisz własną wersję (opartą na sprawdzalnych faktach) albo uznam, że nie posiadacie żadnych istotnych argumentów aby zarzucać kłamstwo mi czy Tomkowi.

Jeśli żądasz sprawiedliwości - proszę bardzo opisz jak to było z początkiem Grono w Twojej wersji. Oczekuję, że dotrzymasz słowa i prześlesz mi swój tekst. Jak już wspomniałem kilka razy - gotów byłem i jestem opublikować wersję obu stron aby czytelnicy sami wyrobili sobie własne zdanie. Skorzystasz?

Płakanie, że jestem zły, okrutnie traktuję Grono i działam na korzyść nie wiadomo kogo (Fotki? N-K? Bebo?) jest histerycznym argumentem. Nie mam i nie posiadam udziałów w żadnym serwisie społecznościowym a moja firma Revolver Interactive nie pracuje dla żadnego Waszego konkurenta.

Moja propozycja - uderzcie się gremialnie w piersi, posypcie głowy popiołem (jako zarząd i właściciele) i zacznijcie traktować internautów, użytkowników swojego serwisu poważnie. Grono stacza się sukcesywnie w przepaść (to oczywiście moje zdanie) i próba zaklinania rzeczywistości nie zmienią tego. Ani znajdowanie tematów zastępczych i próba kneblowania innych źródeł niż Wasza firma.

Tak z ciekawości - jak według Ciebie miałaby wyglądać Wasza autoryzacja wywiadu z Tomkiem? Miałbym wyrzucić wszystkie fragmenty w których pojawiają się kwestie sporne? Miałbym opublikować kadłubek wywiadu tylko dlatego, że jednej z zainteresowanych stron nie spodobało się kilka fragmentów? Mamy chyba inne wyobrażenie o prowadzeniu bloga i zabawy w quasi-dziennikarzenie.

Zmiany w serwisie o których słychać od lat może zahamują proces stagnacji ale być może (oby nie) okaże się, że zbiór 1 mln internautów jakie pozyskało Grono nie jest w stanie utrzymać serwisu w perspektywie 2-3 lat. Szkoda abyście zniknęli z rynku w takim stylu i to teraz.

Michale - twój profil zniknął z serwisu GoldenLine. Co to może oznaczać? Ja stawiam na wzięcie się do roboty kogoś z PR kto zakazał wypowiadania się “czołowym” zderzakom Grono.

A może w końcu sponsorom Grono przestała się podobać sytuacje w której serwis pogrążony w stagnacji ssie wagony kasy a członkowie zarządu angażują się w pyskówki na forach i blogach zamiast pracować nad poprawą serwisu?

Albo może sam skasowałeś swój profil bo przestały Ci się podobać rozmowy na forach GL dotyczące Grono - w większości pokazująca niezadowolenie internautów z obecnego kształtu serwisu?

Michale - Twój poziom wypowiedzi nadal mnie bawi i zdumiewa. Jak ulał pasuje do Ciebie taki klasyczny opis “śmieszy, tumani, przestrasza”. Napisałeś:


“Z zalozenia nie dyskutuje z ignorantami. Ale to nie upowaznia Cie do publikowania oszczerstw w stosunku do osob ktorych nawet nie spytales o komentarz”

Mail z pytaniami jaki Ci wysłałem nie był zaproszeniem do dyskusji tylko prośbą o ustosunkowanie się kogoś z Grono (niekoniecznie Ciebie). Zbyłeś mnie, nie raczyłeś odpowiedzić a teraz imputujesz mi ignorancję. Gdzie logika, gdzie sens?


“A jesli nie wiesz jak sie weryfikuje jakikolwiek artykul, to zanim sie wezmiesz za dziennikarstwo(?) to polecam prawo prasowe poczytac”

Aby zweryfikować artykuł trzeba go najpierw móc przesłać zainteresowanemu. Olaliście mnie więc nie chcąc czekać w nieskończoność na ruch z Waszej strony puściłem wersję Tomka. Miałem czekać aż łaskawie ruszycie cztery litery i po dwóch miesiącach mi odpowiecie? Może tak działa się w Gronie. Ja wolę pracować inaczej.

Wtręt o przekręcaniu ksywy / aliasu - tak, przepraszam masz rację. Tutaj się zgadzam i powiem, że nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Zdarza mi się w trakcie pisania przekręcać daty, liczby, nazwiska. Przyjmij moje przeprosiny.

Mam nadzieję, że doczekam się odpowiedzi od Wojtka, Michała a może nawet Roberta i przedstawienia wersji drugiej wydarzeń dotyczących powstania Grono.

Panowie - bardzo Was do tego zachęcam!

May the Force be with you!

GetApple.pl - nowe wieści!

15:53 25th April 2008

getapple.pl

Drodzy MacUserzy. Jestem baaardzo mile zaskoczony Waszymi reakcjami na informacje o powstaniu inicjatywy GetApple. Dostaliśmy (ja i Paweł Nowak) wiele propozycji i próśb oraz zapytań - obiecuję na wszystkie odpowiedzieć…

Miło mi poinformować, że oprócz Warszaffki i Krakowa GA będzie się odbywać w Poznaniu i Trójmieście (chodź dochodzą mnie słuchy, że kilka kolejnych miast właśnie się wacha). Uwaga! Nie ma żadnych wytycznych co do miejsca organizacji (w sensie lokalizacji) - może to być świetlica w małej wsi jak i klub nocny w Wielkim Mieście. Decyzja należy do Was - jeśli czujecie, że jest potrzeba zorganizowania i poprowadzanie GA zapraszamy.

Organizatorzy:
Zachęcam do zgłaszania się jeśli komuś marzy się zdobycie doświadczenia jako organizator oraz wsparcia społeczności aplle’owców. W sprawach organizacji i wszelkie pytania związane z GA piszcie na: zorganizuje(at)getapple.pl. W najbliższym okresie opracujemy “wskazówki” dla wszystkich organizatorów GA w celu jak najlepszej komunikacji i standaryzacji.

Sponsorzy:
Jeśli natomiast uważasz, że Twoja firma zyska przez sponsoring takiej imprezy (w dowolnym z wymienionych miast) proszę zgłoś się do nas za pomocą maila: info (at) getapple.pl

Uczestnicy:
Wypatrujcie (po długim weekendzie zapewne) informacji na stronie GetApple - tam zamieszczane będą wszystkie newsy dotyczące GA z podziałem na miasta. Będą tam się pojawiać zdjęcia, relacje i zapowiedzi przyszłych spotkań oraz zapewne forum dyskusyjne dla społeczności jaka mamy nadzieję się wytworzy wokół spotkań.

Co do Warszawy - na 99% spotkania będą się odbywały w sushi barze Skorupka prawie w centrum Warszawy. Miejsca akurat starczy na rzutnik i około 20-30 osób. Z Pawłem ustaliliśmy, że aby zachować “networkingowy” charakter spotkań wybierzemy niedzielę godzinę 17.00 jako dzień i godzinę rozpoczęcia.

Oczywiście podczas spotkań będzie chcieli od Was uzyskać feedback - jeśli okaże się, że z jakiegoś powodu godzina i dzień nie pasują większości osób będziemy się dostosowywali do Waszych potrzeb.

Na koniec - złożyłem wniosek o przyjęcie GA w poczet spotkań typu Mac User Group - jeśli pracownicy wujka Jobsa pozytywnie nas zweryfikują to będziemy mieli lepsze przełożenie na różne oficjalne czynniki.

PS. Postanowiłem GetApple podłączyć do wora inicjatyw “około-aulowych” stąd logotyp GA będzie zapewne pojawiał się na Auli co pewien czas.

New Connect Club

23:12 24th April 2008

New Connect Club

Skorzystałem z zaproszenia od Ewy Stępień i Michała Fabera organizatorów i animatorów NCClub. Mile zostałem zaskoczony atmosferą oraz drinkami i cateringiem. Pałaszując i popijając winem słuchałem opowieści Adama Maciejewskiego oraz Aleksa Osadzińskiego…

Spotkanie w czwartkowy wieczór zaingurowało cykl spotkań New Connect Club w zamyśle organizatorów - miejsce spotkań ludzi z branży IT oraz “garniturowców” z GPW i NC. Faktycznie garniturów było dużo na sali ale krawatów już mniej.

Spotkałem parę znajomych twarzy ale generalnie zaskoczył mnie brak wielu osób developujących swoje projekty widywanych na Auli. Czyżby jednak NC był traktowany jako zło konieczne w szukaniu funduszy? Ciekawy temat do sprawdzenia przy najbliższej okazji.

adam maciejewski GPW

Adam Maciejewski - GPW - copyright by NCC

Jakby ktoś nie wiedział Adam Maciejewski jest członkiem zarządu NC. Alex Osadziński natomiast pracuje dla VC Trinity i działa od 20 lat w rejonie Doliny Krzemowej nad własnymi start-up’ami oraz przy doradzaniu i inwestowaniu w nie.

michał faber

Michał Faber na NCC - copyright by NCC

Alex przedstawił prezentację jak działają VC w Dolinie, dlaczego warto być start-upem w US i jakie widzi główne różnice między działaniami funduszy w Stanach a w Europie. Generalnie bida z nędzą panowie i panie - sam Osadziński do tej pory przeputał na start-upy jakieś 230 mld $ (tak, tak - miliardów) jako osoba pracująca w Trinity. Jak to się ma do naszych krajowych VC wolę nie pytać - pewnie troche gorzej…

alex osadziński trinity

Alex Osadziński - facet z miliardami dolarów na pomysły - copyright by NCC

Trinity dostaje rocznie jakieś 3 tysiące pomysłów z czego finałowo inwestuje się w 10 pomysłów. Alex podkreślał jednak, że dla niego kontakt z młodym przedsiębiorcą jest świętością - zawsze odpisuje na maile i spotyka się z interesująco wyglądającymi projektami. Dlaczego? Proste - każdy z odrzuconych może być kolejnym Facebookiem albo Googlem. A taka świadomość boli VC.

W Dolinie ważna jest reputacja, którą buduje się latami - nikt normalny nie będzie traktował start-upy jak upierdliwe muchy bo zrażenie do siebie danego przedsiębiorcy może drogo kosztować kiedy to trafi się za jakiś czas na tego samego gościa, którego się wyrzuciło z “głupim” pomysłem.

Ciekawostkę jaką podkreślił parę razy Osadziński - w Stanach jest powszechny element “naiwności”. Taka naiwność skutkuje tym, że realizowane są projekty, które w Europie uznano by za debilne, dziecinne i głupie - w US nie dość, że traktuje się je poważnie i łoży kasę to zdobywają rynek i można na nich zarobić. Ot taka drobna różnica w mentalności między starym a nowym światem.

Po części oficjalnej można było “ponetłorkingować” do czego byliśmy zachęceni kolejnymi porcjami jedzenie i napitków - skorzystałem i jestem zadowolony. Jak na pierwsze spotkanie nie było źle - czekam na kolejne.

PS. Więcej fotek ze spotkania NCC znajdziecie tu

Ci, którzy zapisali się również na dzień otwarty na NewConnect mogli dostać taką fajną koszulkę zaprojektowaną przez Piotra Młodożeńca.

united pot smokers t-shirt

Ja co prawda nie miałem jej na sobie w czwartek ale jak się okazało po powrocie do domu wpasowałem się tematycznie w spotkanie zakładając hmmm… dość przedsiębiorczego t-shirta. A tak się dziwiłem dlaczego kilka osób ze zdziwieniem wpatrywało się w moją klatkę piersiową. Teraz wiem, ze nie chodziło o mięśnie…

official new connect club t-shirt

RSS - walka ze krzakami :(

13:04 22nd April 2008

Przepraszam za brak polskich znakow, ale niestety walka z RSSem trwa i pomimo kilku dobrych pomyslow niestety nie udalo mi sie pozbyc problemu kodowania…

Wyglada na to, ze problem tkwi w FeedBurnerze - w WP zmienilem strone kodowa na UTF-8 oraz zgodnie z poradami Pawla Lipca pozmienielm troche flakow w WP. Nietstety nadal jak widac po poprzednich postach problem pozostal - w zwiazku z tym zwracam sie z prosba do szanownych zagladaczy na mojego bloga o pomoc :)

Za pozytywne rozwiazanie problemu stawiam nagrode na Auli (dla osob z Warszawy) a dla innych cos wymysle :)

UPADTE: Wygląda na to, że mam już rozwiązanie podpowiedziane przez Jarka Pendowskiego, któremu bardzo dziękuję za pomoc i zanalizowanie problemu! :)

GetApple - dorwij jabłuszko!

8:00 18th April 2008

getapple.pl apple mac

Już za chwileczkę już za momencik w Warszawie i Krakowie będziesz mógł podzielić się swoją niewiedzą z innymi uczestnikami weekendowych spotkań. Dewizą spotkań będzie zdanie: “pokaż mi czego nie umiesz”. Zapraszamy wszystkich, którzy nie umieją i nie boją się do tego przyznać…

Podczas ostatniej Auli oficjalnie poinformowałem o GetApple czyli warsztatach dla słiczerów z Windows na Mac’a, którzy mają wreszcie to “cudowne” urządzenie w swoim ręku i nie za bardzo wiedzą co z nim zrobić :) Warsztaty będą się odbywać w którejś z warszawskich knajpek w centrum - będzie wi-fi, rzutnik i osoba prowadząca - od chętnych wymagane będzie posiadanie własnego sprzętu i kasy na herbatę / ciastko i tym podobne smakowitości.

GetApple jest całkowicie darmowe i nie jest inicjatywą związaną z SAD ani Apple ani żadną inną organizacją czy firmą. Amen. Niemniej jednak jeśli ktoś (firma) chce stać się sponsorem spotkań w Wawie czy Krakowie - zapraszam do kontaktu. Dogadamy się.

GetApple to spotkania dla pomyślane jako warsztaty z prostą formułą - nie zamierzamy uczyć tam czegoś wielkiego. Nie będzie to namiastka szkoleń ani streszczenia podręczników dostępnych w księgarniach z gatunku “how to..”. Chciałbym aby na GetApple pojawiały się osoby świadome czego nie wiedzą i z czym mają problemy.

Osoba prowadząca będzie cierpliwie wyjaśniała, tłumaczyła i pokazywała co i jak zrobić aby pozbyć się problemu czy uzyskać stosowany efekt. Nie chciałbym tłumów i raczej będę rezerwował na spotkania małe salki zdolne pomieścić 15-20 osób.

Będzie liczyła się szybkość zapisów a może jakaś praca domowa wykonana na rzecz spotkań. Albo może będziemy dobierali ludzi po problemach jakie chcą rozwiązać - zobaczymy, rozmowy i ustalenia trwają.

GetApple będzie odbywać się w dwóch miastach (jeśli ktoś z innego miasta poza stolicą i Krakowem chciałbym także zorganizować takie spotkanie zapraszam do kontaktu i omówienia spraw franczyzy). W Krakowie osobą prowadzącą spotkania będzie Paweł Nowak znany z appleblog.pl “mac ewangelista”. Polecam blog Pawła oraz jego drugi projekt - skarbnica wiedzy dla osób stawiających pierwsze kroki z nowym mac sprzętem.

Paweł oprócz GetApple prowadzi również szkolenia komercyjne więc takie warsztaty mogą stać się fajną i miłą opcją aby zapoznać się z maczkiem a potem pomyśleć o profesjonalnym pakiecie szkoleń. Po szczegóły w sprawach “GetApple Kraków” albo szkoleń zapraszam do skontaktowania się z Pawłem.

Oprócz tematów Mac’a chcemy (jeśli będzie zainteresowanie) w przyszłości pochylić się nad iPhone’m, iPod’em i innymi ciekawymi rozwiązaniami ze stajni Apple. Mam nadzieję, że formuła barcampowa i atmosfera weekendowa udzieli się wszystkim uczestnikom - w końcu chodzi o zabawę!

Zapraszamy gadżeciarzy / wyznawców PC / gejów i lesbijki / tramwajarzy / kolekcjonerów podstawek pod piwo / bogatych i rozrzutnych maniaków / biednych studentów zapożyczających się do ostatniej koszuli na swojego pierwszego “maczka”.

Słowem powitamy każdego. Nawet jeśli powiesz publicznie “Nienawidzę jobsa. nienawidzę Apple” przyjmiemy Cię z otwartymi ramionami i postaram przekonać, że jesteś w mylnym błędzie.

Jeśli nadal nie jesteś przekonany czy warto się zapisać i uczestniczyć w naszych spotkaniach - krótki film. Nadal nie chcesz dołączyć do nas?:)

Strzeż się geeka z Twitterem

8:00 12th March 2008

sarah lacy - sexy disaster

Wywiad z Markiem “Mr.Facebook” Zuckerbergiem przeprowadzony na SXSW przez Sarah Lacy stał się sławny w czasie paru godzin. Jeśi Twitter miały opcję “kill” to Sarah Lacy byłaby martwa już w czasie zadawania drugiego pytania. Dziś w sieci pojawił się cały zapis wideo wywiadu i każdy może wyrobić sobie zdanie na ten temat co stało się w Austin…

Wczoraj zachęcony nagłówkami RSS śledziłem lincz medialno - blogosferowy w serwisach polskich i zagranicznych. Zanosiło się na to, że będziemy świadkami pierwszego w dziejach morderstwa cyfrowego - po takiej ilości negatywnych ocen i kubłów brudów wylanych na dziennikarkę szacownego wydawnictwa inny komentarz nie przychodził mi do głowy.

Dziś rano zerknąłem na AntyWeb a potem na TechCrunch. Zaparzyłem sobie dzbanek herbaty i obejrzałem pełną relację z rzeczonego wywiadu w wersji pełnej 56 minut i 58 sekund. I zdębiałem.

Podpisuje się pod słowami Arringtona ten Pan upatruje źródło problemu w tym, że dziennikarka nie była geekiem ale seksowną młodą kobietą. Ratunku!!

Przytłaczająca liczba komentarzy dosłownie zmieszała z błotem dziennikarkę. Twitter zgrzytał i buczał od wpisów od których cierpły uszy. Użytkownicy tego zacnego serwisu używali sobie na całego podkręcając atmosferę w czasie trwania wywiadu. Patrząc na wpisy i komentarze na blogach wydawałoby się, że sam Szatan zstąpił do sali SXSW i ogłosił koniec świata.

Dla wielu osób pani Sarah Lacy właśnie zakończyła swoją karierę w mediach elektronicznych i powinna dostać dożywotni zakaz komentowanie świętych spraw dotyczących nowych mediów. Amen.

Żeby było jasne - ustalanie czy autorka wywiadu promowała swoją książkę, czy zadawała nudne pytania by jest tylko lansującą się dziennikarką, czy Zuckerberg jest “mało interaktywny” w czasie publicznych występów czy też która strona miała rację - ludzie krzyczaczy z sali, że “pytania są nudne” czy też osoby broniące Sarah Lacy. Nie chcę wchodzi w spory merytoryczne.

Każdy (zachęcam do obejrzenia wywiadu) może sobie wyrobić swoje zdanie po obejrzeniu tego wywiadu. Moje są następujące - Zucekerberg do gigantów krasomóstwa nie należy (Arrington twierdzi, że Zuckerberg jest bardzo trudną osobą jeśli chodzi o wywiady) i zapewne jego nieśmiała i wycofana postawa mocno kontrastowała z odbiorem dziennikarki.

Sarah Lacy faktycznie prezentowała się o niebo lepiej - ładna, uśmiechająca się może zbyt często zadawała dziwne pytania (czasami miałem wrażenie, że to jest randka a nie wywiad). Dodajmy, że wcześnie robiła już wywiady (do swojej książki) z Zuckerbergiem więc znają się i ich “zażyłość” może nie być udawana.

Być może kobieta dziennikarz zadająca banalne czasami (przyznaję bez bicia) pytania to było coś czego środowisko geeks i tekkies i wszelkiej maści zapaleńców z SXSW znieść nie mogło? To pytanie stawiam jako osoba uczestnicząca w ostatniej Auli podczas której widziałem reakcję uczestników na zapowiedź spotkań Geek Girls. Z sali posypały dość jarczmarno-koszarowe żarty. Wypadek przy pracy? Nie sądzę.

Wróćmy do SXWS. Pierwsza fala ataku została przypuszczona przez grupę osób komentujących wywiad na Twitterze potem rozlała się na blogi. Osoby wyposażone w laptipy na sali zapewne czytały komentarze innych (nie znajdujących się na konfernencji osób) jeszcze bardziej podgrzewające atmosferę. Krzyki i pohukiwania z sali stawały się głośniejsze aż do momentu kiedy sam Mark zapytał o co właściwie chodzi w pytaniach dziennikarki.

Oto chodziło publice, która za pomocą oklasków w zasadzie uniemożliwiła zadanie dalszych pytań. Lider pokazał sforze, że można przypuścić atak. Ludzie pokolenia zbudowanego z hierarchii ważności na Diggu dali upust swoim frustracjom. Burn the witch! Burn her!

Jedna z komentujących osób wpis Arringtona napisała: “If twitter helps a group of bored influential people pass their time, great. But let’s keep twitter in the background, and not let it replace valuable discourse or content. The fact you can use it to whine, or led credence to a story, is painful.”.

Komentuje emocjonalnie to co się stało na SXSW z czysto osobistego punktu widzenia. Na konferencjach na których ostatnio byłem czy też uczestniczylem jako organizator regularnie pojawia się kwestia “dopuszczenia głosów z sali” jako elementu “web-dwa-zerowego” podejścia do organizowania konferencji. Dajmy ludziom platformę to zapełnią ją ciekawymi i wiele wnoszącymi do dyskusji wątkami. Guzik prawda. Trele morele.

Nie wypada nie mieć np. Blipcasta i rzutnika pokazującego komentarze na żywo (ba, część wpisów tworzona jest przez ludzi siedzących na sali) uczestnikom. Po doświadczeniach z ostatniej Auli w TVN staje na stanowisku, że komunikator oznacza niestety dopuszczenie do głosu (demokratycznie a jakże!) sfrustrowanych, nihilistycznie nastawionych do życia pacjentów zamkniętych ośrodków.

Nie chcę oczywiście generalizować, ale nawet kilka głosów w stosunku do kilkuset uczestników robi złą atmosferę. Uwierzcie mi, że spędzanie czasu na czyszczeniu relacji z wulgaryzmów, linków do porno site’ów i innych pomysłowych prób zaistnienia jest dość męczące.

To nie zdaje egzaminu. Nie można zmusić ludzi do korzystania z narzędzi tylko w jeden (dobry) sposób. To jest klasyczny dylemat -dajesz ludziom narzędzia i oczekujesz, że wyniknie z tego tylko coś dobrego.

Na blogu Second Thoughts znalazłem bardzo trafne podsumowanie tego co stało się podczas wywiadu z Zuckerbergiem: “Depending on who you are, you will see this incident as either the triumph of the new media, the defeat of the old media, or a resounding indictment of all of them and the posting of another win for “games” and their gods.”

Dzieci rewolucji zjadają siebie żywcem ku uciesze innych dzieci. Tak ma wyglądać blofgosfera i social media? Proszę zatrzymać świat, ja wysiadam.

Moje wnioski osobiste płynące z obserwowanie wydarzeń na SXSW oraz polskich spotkań w duchu barcampowym:

My, Internauci oświeceni blaskiem swoich laptopów, rostrząsający na forach i blogach różnice między Web 2.0 a 3.0 i tym podobne akademickie dylematy działamy tak samo jak zwykły tłum na ulicy. Ktoś rzuci kamień (posta) ktoś potem powie, że widział “na własne oczy jak…” (post napisany na podstawie innego wpisu) i tak to się kręci. Niewiel się zmieniło od czasu pierwszego wydania tej książki. “Wielkie miasto” zmieniło się w “wielką sieć” a demonstracje na ulicach we flame’y na forach i w komentarzach w serwisach informacyjnych.

My, internauci lubimy krew i igrzyska - wystarczy nam rzucić na żer parę nie do końca prawdziwych faktów a w “social media” rozgorzeje bój na wyzwiska i kalumnie. Źródło informacji (wiadomo przecież - tradycyjne media kłamią) nie są już tak istotne co punkt widzenia i moc przebicia się ze swoją wersją. Acha, byle informacje była ze wszechmiar bulwersująca. I najlepiej w postaci wideo, żeby dało się zrobić “copy-paste” i wysłać znajomemu na gg.

Smutne są te nasze social media i rewolucja mająca zmienić na zawsze role nadawcy i odbiorcy.

PS. Na koniec polecam coś ze starej, telewizyjnej szkoły robienia wywiadów. To się nazywa energia i posłannictwo!

PPS. A to jest komentarz Lacy na Twitterze :)

TUBA20 - zaproszenie

7:00 28th February 2008

tuba2

Panie i Panowie! TUBA02 ponownie zawita do stolicy za sprawą Maćka Budzicha. Tym razem będzie marketingowo - interaktywnie. W panelu gości pojawią się znane i całkiem nowe polskie agencje interaktywne opowiadające o swoich case study. Nie zabraknie też informacji o marketingu szeptanym i politycznym…

Maciek Budzich zaczyna jawić mi się jako główny nakręcacz naszych rodzimych spotkań branżowych - pomaga nam i wspier Aulę a oprócz tego organizuje (z wydatną pomocą Artegence) spotkania z serii TUBA na których pojawiają się wszyscy wielcy świata reklamy i mediów (no prawie wszyscy). Na TUBIE po prostu wypada być do czego serdecznie zapraszam!

TUBA02

Tutaj znajduje się plakat w PDF imprezy.

Start: 16:00 (3 marca 2008, poniedziałek)
Miejsce: Warszawa, Multikino – Złote Tarasy
Koniec: ok. godz. 20:30

Oficjalny program:

1.Andrzej Szewczyk (Artegence) opowie o tym, jak zmienia się, i czy w ogóle jeszcze istnieje, granica między telewizją a internetem.

2. (180heartbeats) - case study Samsung-dobrerady.info – czyli Pani Bożenka z klubu Kreatywnych Księgowych od kuchni. Marcin opowie jak przygotowuje się kampanię wirusową dla wąskiej grupy specjalistów i jej efektach.

3. Adam Wysocki (NEXT) opowie o wprowadzaniu nowego produktu na rynek za pomocą bloga. To przedsięwzięcie (jeśli chodzi o blogi) zdobyło jak do tej pory najwyższe uznanie w konkursach branżowych – otrzymując w tym roku srebrne Effie za telewizjęnowejgeneracji.pl

4. Mariusz Woźnicki z agencji Harder&Harder przybliży kilka spraw związanych z tematem marketingu szeptanego (niestety u nas w Polsce zasługującego częściej na miano marketingu szemranego).

5. Kasia Dragović (Szkoła Mistrzów Reklamy) przedstawi krótki film o marketingu politycznym i jego konsekwencjach w Serbii i na Ukrainie.

6. Pokaz filmu Metropolis Fritza Langa - Metropolis to film nakręcony w 1927 roku przez niemieckiego reżysera Fritza Langa. Film, który już od niemal stulecia stanowi inspirację dla pokoleń twórców filmowych, został całkowicie odrestaurowany. Nowa edycja filmu trwa 118 minut, zawiera odnalezione (zaginione po wojnie) sceny, a także krótkie opisy tych fragmentów, które zostały wycięte, wbrew woli reżysera, niedługo po premierze filmu w 1928 roku. Oprawę muzyczną do tego filmu będzie realizował na żywo Dj Licky.

Jak dostać się na TUBE02?

Jeśli wybierasz się na TUBĘ02, przeczytaj uważnie poniższy akapit. Wstęp na TUBĘ02 jest bezpłatny. Aby jednak ułatwić nam zorganizowanie takiej imprezy postanowiliśmy przy tej edycji wprowadzić listę wstępu. Wystarczy wysłać zgłoszenie zawierające „TUBA02” w temacie, na mój adres (maciekMAUPAmediafun.pl).

Zgłoszenie powinno zawierać:

Imię i nazwisko
Firma (strona www, adres bloga itp)
e-mail kontaktowy

W ciągu dwóch dni organizatorzy wyślą potwierdzenie i szczegóły odbioru zaproszeń.

To wszystko, do zobaczenia na TUBIE02!

MicroGooYahoo

16:56 13th February 2008

yahoo w uścisku microsoft i google

W światku internetowym od paru tygodni nic bardziej nie rozgrzewa komentatorów i specjalistów branżowych jak podchody Microsoftu i chęć przejęcia Yahoo. Większość komentarzy wskazuje tu na podtekst wojny MS ze znienawidzonym przez Ballmera Google’em i mają rację. Wydaje się, że ta firma, która kupi Yahoo zwycięży globalnie i postawi poprzeczkę kolejnemu konkurentowi bardzo wysoko…

Jeśli ktoś jakimś cudem nic nie wiem o całej sprawie polecam poczytać Antyweb gdzie Grzesiek w porządku chronologicznym dokumentuje całą zabawę i wojenkę dwóch największych potęg świata IT. To co rozpala umysły to oczywiście kwota przejęcia oraz wizja władzy i wpływów jakie dostanie zwycięska firma, która bardziej skusi Yahoo.

Google - wiadomo to potęga wyszukiwania informacji + reklama. Microsoft to prodcuent i dystrybutor systemu operacyjnego oraz słabnącej ale jednak przeglądarki będącej aktualnym liderem. Obie firmy są jakby z innych bajek - powstały zupełnie inaczej, w innych czasach i były odpowiedziami na zupełnie inne problemy. MS to prehistoria można rzec - firma debiutował w czasach kiedy dyskietka była jednynym słusznym sposobem archiwizacji danych a IBM jawił się jako wiecznie trwający gigant IT. Google to dziecko ery internetu i wyszukania - całość biznesu wywodzi sie z pracy rąk dwóch ludzi jako akademicki projekt.

Gates zaczynał swoją karierę od sprzedaży IBM MS-DOS a Page i Brin zaczynając biznesową przygodę swoje pierwsze pieniądze dostali od funduszu VC. Różnice i anegdotki świadczące o tym jak zupełnie różnymi firmami są MS i Google można by mnożyć. Na pewno jednak jako firmy rodem z kapitalistycznej, zgniłej Ameryki chcą jednego: nowej kasy a co za tym rządu dusz jakie mogą pozyskać.

Obie firmy bardzo pragną przekonać Yahoo do siebie ponieważ zasadniczo Yahoo ma wszystko to czego nie mają MS czy Google. Ten kto będzie mógł skorzystać z bazy danych userów Flickr, del.icio.us. czy Kelkoo znacząco zwiększy przewagę nad konkurentem. W momencie kiedy oprócz Facebooka (już skubanego kawałek po kawałku) na rynku internetowym nie został żaden duży i łakomy kąsek Yahoo stał się papierkiem lakmusowym w bitwie pomiędzy MS i Google. Kto da więcej. Kto jest bardziej zdeterminowany. Kto w następny rok wkroczy z pokaźnym bagażem nowych userów i przychodów.

Wizja przejęcia Yahoo nie daje spać żadnej ze stron. Determinacja rośnie. Informacje co i rusz zmieniają się o 180 stopni - odrzcuili ofertę MS. Przyjeli. Odrzucili. I tak w kółko. I pewnie jeszcze potrwa póki sztaby prawników i negocjatorów i przekupionych dziennikarzy nie wypalą się strzelając do siebie “super tajnymi” mailami szkalującymi konkurencję.

Czy wogóle rywalizacja o Yahoo możne coś znaczyć dla polskiego internauty? Mało ale jednak. Jeśli Yahoo zostanie kupione przez MS to pewnie zamiast portalu MSN (dziś polska premiera) znajdziemy tam brand Yahoo. Jeśli Google - zapewne Flickr połączony zostanie z Picassą. Przykładów konsumpcji “dóbr” Yahoo można mnożyć - tak pozytywnych jak i tych złych. Społeczność Flickr zaczęła produkować własne reklamy mające pokazać co się stanie jak ich ukochany serwis zamieni się w kolejną aplikację Microsoftu -przyszłość malowana jest w czarnych (no niebieskich) barwach.

Osobiście zgadzam się z argument, że próba wchłonięcia takiego kolosa jak Yahoo może okazać się mało zdrowa dla wchłaniającego. Kultura korporacyjna, dublowanie stanowisk (a w rezultacie ich redukcja), zamieszanie komptenecyjne może spodować, że świeżo upolowanego Yahoo zaczną opuszczać wartościowi pracownicy i pewnie wybiorą konkurencję. Pytanie ile pomysłów odpłynie z firmy i ile wartych? Ilu z pracowników założy własne firmy i już “na swoim” będzie robiło to samo tylko dla siebie? Być może okaże się, że firma po przejęciu straci część użytkowników na rzecz nowych serwisów i usług, które pojawią się jako odpowiedź np. na Flickr’a spod znaku MS czy Google’a.

Wychodząc z takiego założenia widać, że po Yahoo “historia się nie skończy” i, że to co dla jednych jest końcem dla innych będzie zaledwie początkiem biznesu. Czego życzę sobie, Wam i zwycięskiej firmie w walce o Yahoo.

Odrobina dystansu

20:46 8th February 2008

dać sobie spokój z odrobiną dystansu

Odpadłem na kilka dni od klawiatury stacjonarnego komputera, wybiłem się z rytmu pisania i sprawdzania co piszą inni i muszę stwierdzić ze smutkiem, że life sucks kiedy trzeba znowu przeklikać się przez zaspy zaległej poczty i bardzo-ważnych-informacji na blogach. Naprawdę. Parę dni bez logowania (albo właśnie wylogowania) i zaczynam inaczej patrzeć na ten cały wirtualny zgiełk…

Odpalam srogo przekarmionego zasysacza RSS i popadam w lekką konsternację - a to Ziobro przejechał swój laptop a to Marcin Jagodziński wziął na fleki Alka Tarkowskiego z wdziękiem słonia w składzie porcelany a to znowu stąd i tamtąd krzyk się niesie, że naszą (czyli moja i Twoja) prywatność tylko GIODO może uchronić albo gorzej - już została skonsumowana przez google’owego Lewiatana.

MałyMiękki zapragnął Yahoo więc Google go glanuje płacząc co się stanie jak MS dostanie nową zabawkę. Parę osób na raz poczuło gwałtowną chęć pożyczania mi kasy. Oczywiście na niezły procent. Lichwa? Gdzie tam - social lending you fool!

A jeszcze parę dni temu zanim znowu mój umysł nie został okopcony Bardzo Ważnymi Informacjami śmieliśmy się z pewnej pani z pewnego państwa na A, która wynajmowała nam pokoje, że z poważną miną tłumaczyła nam jak ważne jest segregowanie śmieci a w szczególności wrzucanie resztek biologicznych do specjalnego pojemnika.

Potraktowałem sprawę bardziej zabawowo niż pragmatycznie i zmuszałem się do segregowania odpadów w domowym zaciszu.

Parę dni później ofukałem znajomego, który źle umieścił swoje śmieci w pojemnikach. Po powrocie do rodzinnego miasta-stolicy na widok śmietników z wylewającymi się sfermentowanymi resztkami jedzenia wzruszyłem ramionami - byłem u siebie, na swoich śmieciach (sic!) i nie musiałem się juz wygłupiać pomyślałem.

Błąd. Tak samo jak zatrzymywanie się przed pasami i przepuszczanie pieszych. Albo zbieranie odchodów swoich milusińskich. Albo nie wyrzucanie papierosów na ulicę. Może nie pomoże to nam zbudować drugiego Google’a ale na pewno poprawi relacje między nami. Te prawdziwe nie wirtualne.

I już wiem, że parę osób puknie się w głowę czytając to i pomyśli “po kiego piszesz takie bzdety baranie przecież to ja już wiem”. Ja też tylko kompletnie nie umiem tego zastosować w życiu. Ale zaczynam to dostrzegać z pewnego oddalenia kiedy można nabrać odrobiny dystansu do siebie.

Wrócmy jednak z obłoków na ziemię. Właśnie odbyła się 16-ta edycja Auli i mam wrażenie, że jest to jeden z najważniejszych projektów jakie do tej pory udało mi się współtworzyć ponieważ kompletnie nie chodzi w nim o zysk ale o edukowania i możliwość wymiany doświadczeń.

Aula nabiera rumieńców dzięki świeżemu zaciągowi kilku osób (dziwnym trafem wszyscy są z mafii z bednarskiej). Mamy już więc spory team, który realizuje naprawdę świetne pomysły i odważa się mięć jeszcze lepsze. 26 lutego będziemy mogli zaprezentować spotkanie pod hasłem Ogólnopolski Barcamp, które mam osobiście nadzieję da sposobność do rozmów o wypracowaniu jakieś wspólnej formuły spotkań.

Znowu w TVN tym razem bardziej niż zwykle oficjalnie z większą ilością gości i bogatszym programem a potem impreza dla wytrwałych. Zapowiadam z góry kilka niespodzianek! Wizyta Reshmy Sohoni z Seedcamp.com mam nadzieję pomoże zrozumieć i uwierzyć naszym lokalnym young entrepreneurs, że mogą ścigać się z innymi krajami i wcale nie jest to walka Wisły Kraków z Realem Barcelona.

Chcemy i będę osobiście naciskał aby takich wizyt dających możliwość kontaktu z zagranicznymi środowiskami było więcej bo pomagają walczyć z uprzedzeniami (nie uda się, nie mamy środków, po co walczyć z lepszymi) i być może pomogą realnie jakiemuś polskiemu start-up’owi.

Tak więc uszy do góry, zima łaskawa jest tego roku i widzimy się 26-go lutego!