RSS - walka ze krzakami :(
13:04 22nd April 2008
Przepraszam za brak polskich znakow, ale niestety walka z RSSem trwa i pomimo kilku dobrych pomyslow niestety nie udalo mi sie pozbyc problemu kodowania…
Wyglada na to, ze problem tkwi w FeedBurnerze - w WP zmienilem strone kodowa na UTF-8 oraz zgodnie z poradami Pawla Lipca pozmienielm troche flakow w WP. Nietstety nadal jak widac po poprzednich postach problem pozostal - w zwiazku z tym zwracam sie z prosba do szanownych zagladaczy na mojego bloga o pomoc :)
Za pozytywne rozwiazanie problemu stawiam nagrode na Auli (dla osob z Warszawy) a dla innych cos wymysle :)
UPADTE: Wygląda na to, że mam już rozwiązanie podpowiedziane przez Jarka Pendowskiego, któremu bardzo dziękuję za pomoc i zanalizowanie problemu! :)
GetApple - dorwij jabłuszko!
8:00 18th April 2008

Już za chwileczkę już za momencik w Warszawie i Krakowie będziesz mógł podzielić się swoją niewiedzą z innymi uczestnikami weekendowych spotkań. Dewizą spotkań będzie zdanie: “pokaż mi czego nie umiesz”. Zapraszamy wszystkich, którzy nie umieją i nie boją się do tego przyznać…
Podczas ostatniej Auli oficjalnie poinformowałem o GetApple czyli warsztatach dla słiczerów z Windows na Mac’a, którzy mają wreszcie to “cudowne” urządzenie w swoim ręku i nie za bardzo wiedzą co z nim zrobić :) Warsztaty będą się odbywać w którejś z warszawskich knajpek w centrum - będzie wi-fi, rzutnik i osoba prowadząca - od chętnych wymagane będzie posiadanie własnego sprzętu i kasy na herbatę / ciastko i tym podobne smakowitości.
GetApple jest całkowicie darmowe i nie jest inicjatywą związaną z SAD ani Apple ani żadną inną organizacją czy firmą. Amen. Niemniej jednak jeśli ktoś (firma) chce stać się sponsorem spotkań w Wawie czy Krakowie - zapraszam do kontaktu. Dogadamy się.
GetApple to spotkania dla pomyślane jako warsztaty z prostą formułą - nie zamierzamy uczyć tam czegoś wielkiego. Nie będzie to namiastka szkoleń ani streszczenia podręczników dostępnych w księgarniach z gatunku “how to..”. Chciałbym aby na GetApple pojawiały się osoby świadome czego nie wiedzą i z czym mają problemy.
Osoba prowadząca będzie cierpliwie wyjaśniała, tłumaczyła i pokazywała co i jak zrobić aby pozbyć się problemu czy uzyskać stosowany efekt. Nie chciałbym tłumów i raczej będę rezerwował na spotkania małe salki zdolne pomieścić 15-20 osób.
Będzie liczyła się szybkość zapisów a może jakaś praca domowa wykonana na rzecz spotkań. Albo może będziemy dobierali ludzi po problemach jakie chcą rozwiązać - zobaczymy, rozmowy i ustalenia trwają.
GetApple będzie odbywać się w dwóch miastach (jeśli ktoś z innego miasta poza stolicą i Krakowem chciałbym także zorganizować takie spotkanie zapraszam do kontaktu i omówienia spraw franczyzy). W Krakowie osobą prowadzącą spotkania będzie Paweł Nowak znany z appleblog.pl “mac ewangelista”. Polecam blog Pawła oraz jego drugi projekt - skarbnica wiedzy dla osób stawiających pierwsze kroki z nowym mac sprzętem.
Paweł oprócz GetApple prowadzi również szkolenia komercyjne więc takie warsztaty mogą stać się fajną i miłą opcją aby zapoznać się z maczkiem a potem pomyśleć o profesjonalnym pakiecie szkoleń. Po szczegóły w sprawach “GetApple Kraków” albo szkoleń zapraszam do skontaktowania się z Pawłem.
Oprócz tematów Mac’a chcemy (jeśli będzie zainteresowanie) w przyszłości pochylić się nad iPhone’m, iPod’em i innymi ciekawymi rozwiązaniami ze stajni Apple. Mam nadzieję, że formuła barcampowa i atmosfera weekendowa udzieli się wszystkim uczestnikom - w końcu chodzi o zabawę!
Zapraszamy gadżeciarzy / wyznawców PC / gejów i lesbijki / tramwajarzy / kolekcjonerów podstawek pod piwo / bogatych i rozrzutnych maniaków / biednych studentów zapożyczających się do ostatniej koszuli na swojego pierwszego “maczka”.
Słowem powitamy każdego. Nawet jeśli powiesz publicznie “Nienawidzę jobsa. nienawidzę Apple” przyjmiemy Cię z otwartymi ramionami i postaram przekonać, że jesteś w mylnym błędzie.
Jeśli nadal nie jesteś przekonany czy warto się zapisać i uczestniczyć w naszych spotkaniach - krótki film. Nadal nie chcesz dołączyć do nas?:)
Wielkie granie w Blue City!
19:00 29th March 2008

W dniach 5-6 kwietnia w warszawskim centrum handlowym „Blue City” odbędzie się największa impreza dla miłośników gier komputerowych podczas tej wiosny. Na ponad 4 tysiącach metrów kwadratowych zorganizowane zostaną turnieje, konkursy oraz zabawy związane z grami. Wszystko to podczas finału polskiej edycji imprezy „Kode5 Global Gaming Revolution”…
W imieniu swoim jak i reszty zespołu AdAction ogłaszam i zapraszam na Kode5 :)!
Poniżej oficjalna informacja prasowa dotycząca imprezy:
Organizatorzy polskiego Kode5 przygotowali mnóstwo atrakcji dla wszystkich, którzy odwiedzą „Blue City”. Będzie można na przykład wcielić się w gwiazdę rocka podczas turnieju w grę „Guitar Hero III - Legends of Rock”. W dwudniowym turnieju zawodnicy będą mogli co godzinę wygrać ciekawe i atrakcyjne nagrody. Najlepsi zawodnicy otrzymają w niedzielnych finałach (6 kwietnia) nagrody specjalne.
Atrakcje czekają także na osoby lubiące śpiewać – to dla nich zorganizowane zostaną rozgrywki w „SingStar Eska hity na czasie”. Wiele emocji przysporzy z pewnością finał rozgrywek superprodukcji „Call of Duty 4”, w którym weźmie udział sześć drużyn, a z członkami drużyn będzie można dodatkowo stanąć w szranki w rozgrywkach Deathmatch. Dla miłośników poważniejszych rozrywek Betsson.pl przygotuje pokaz i naukę w pokera.
Doskonale bawiąc się w Warszawie będzie można przenieść się do innego miasta, wirtualną jazdę po Lublinie będzie można odbyć dzięki wyścigom w Mercedesie klasy C po ulicach tego miasta w Second Life. Specjalnym wydarzeniem będzie na pewno przedpremierowy pokaz gry „Frontlines: Fuels of War” zorganizowany przez sklepy komputerowe Reactor na tydzień przed oficjalną polską premierą tej gry.
Na odwiedzających czekają także dodatkowe atrakcje, m.in. nagrody gwarantowane od sponsorów czy występy grupy rockowej Zbawiciele.
“Wydarzenia takie jak turniej KODE5 i imprezy jemu towarzyszące są okazją do spotkania wszystkich osób lubiących dobrą rozrywkę – zarówno graczy traktujących grę jako zabawę, jak i zawodowych wyjadaczy. Jedno jest pewne, połączy ich doskonała zabawa, którą zapamiętają na długo. ” – mówi Maciej Czerwiński z firmy Gradobicie.pl, współorganizatora turnieju Kode5 w Polsce.
Łączna wartość nagród rozdanych podczas kwietniowej imprezy przekroczy 100.000 zł. Większa część tej sumy będzie przeznaczona dla osób odwiedzających Kode5 i biorących udział w zabawach oraz rozgrywkach.
Jak zapewniają organizatorzy, polski finał Kode5 i wydarzenia mu towarzyszące, mają pokazać, że gry komputerowe to doskonała rozrywka dla całych rodzin. Filozofią tej imprezy jest pokazanie, że granie staje się rozrywką międzypokoleniową.
“Rozrywką, w której mogą uczestniczyć dzieci i rodzice, z której mogą korzystać znajomi i przyjaciele podczas spotkań towarzyskich” - mówi Jacek Jankowski, dyrektor zarządzający AdAction, organizatora turnieju Kode5 w Polsce.
Głównymi zawodami imprezy są finały Counter Strike i Warcraft III. 5 i 6 kwietnia w warszawskim „Blue City” zostanie wyłoniona najlepsza pięcioosobowa drużyna i najlepszy gracz, którzy pojadą na światowy finał „Kode5 Global Gaming Revolution”, gdzie będą reprezentować nasz kraj.
Więcej informacji:
iPhone chce (do) biznesu
8:00 14th March 2008

14 dni po wypuszczeniu SDK dla iPhone’a firma Apple ogłosiła 100 tysięczne pobranie tego pakietu aplikacji (tylko w USA!). Oznacza to, że wierna armia gorliwych wyznawców religii kościoła Apple’a pod wezwaniem św.Jobsa dostała do rąk narzędzia do walki z Bablionem nie tyle już Microsoftu co całej branży telefonii komórkowej…
Mam taką swoją prywatną teorię - myślę, że Gates i Ballmer mają kilka laleczek voodoo, których bardzo często używają (może nawet sie wymieniają nimi?). Jedna przedstawia Steve’a Jobs’a a dwie pozostałe Larry’ego Page’a i i Sergey’a Brin’a. Laleczki są wyciągane przy okazji ogłaszania przez Apple lub Google nowych informacji dotyczących rozwoju obu firm.
W ciągu ostatnich dwóch tygodni laleczka Jobsa została zapewne nieźle zmaltretowana - Apple wypuścił swój zestaw narzędzi deweloperskich do iPhone’a czym oficjalnie zaprosił programistów do pisania nowych aplikacji na swoim telefonie. Dodajmy, że z sukcesem jak widać po ilości pobrań.
Jobs ma powody do zadowolenia - iPhona sprzedaje się bardzo dobrze. Wyniki zaprezentowane podczas tej konferencji pokazują, że magia Apple’a działa. W USA rynek przeglądarek mobilnych został zmonoplizowany przez Safari (ponad 70%). Udział iPhone w sprzedaży smrtphones uplasował się na poziomie 28% (cytuję z głowy). To oznacza, że Jobs ze swoim telefonem wdarł się na ciężki rynek szturmem i zajął świetny przyczółek do dalszych działań.
Kto podczas ogłaszania debiutu iPhone’a widział w tym wydarzeniu tylko przełom w telekomunikacji ten mylił się bardzo. Jobs za pomocą Apple zamierza konsekwentnie realizować strategię żywcem wziętą z pola walki o muzykę - najpierw hardware (iPod), potem software (iTunes) i możliwość sprzedaży online (znowu iTunes).
To samo zamierza powtórzyć z iPhone’m - najpierw słuchawka, potem software do niej (kontrolowany przez Apple) a na końcu sklep AppStore gdzie każdy developer będzie mógł sprzedawać swój produkt za dowolną cenę. Gdzie jest haczyk? Apple zabierze 30% (można dyskutować czy to jest dużo czy mało - patrząc na praktyki polskich operatorów GSM uważam, że to bardzo uczciwy podział) oraz ma głos decydujący jaki soft może być wystawiane w AppStore - zarzekają się na razie, że pozwoli to na kontrolę eleminację pornografii, wirusów i wszelkiego innego zła epoki cyfrowej.
Stworzenie sklepu z którego oprogramowanie ściagane może być za pomocą telefonu nie jest niczym nowym - patrząc jednak na fakt, że Apple kontroluje i decyduje jakie aplikacji mogą być wgrywane na ich urządzenie nie można nie zauważyć, że firma z Cupertino jest monopolistą z ludzką twarzą. Albo grasz tak jak my chcemy albo produkuj soft do szuflady.
Z drugiej strony - masz małą firmę w garażu ze świetnym produktem - wrzucasz na AppStore i czekasz na kasę co miesiąc od Apple’a. Zero kosztów utrzymania ruchu, promocji (założę się, że znalezienie się w “Top 10′ aplikacji w AppStore będzie miało siłę “efektu Digg’a”) i dostajesz 70% kasy. Miodnie.
Dłuższą część konferencji zdominowała tematyka biznesowych narzędzi jakie pojawią się w nowym updacie dla iPhone. Nie obyło się bez sojuszu z wrogiem - soft iPhone 2.0 będzie zawierał wsparcie dla Microsoft Exchange. Ten ruch pokazuje, że ponad krytyką “evil software from Redmond” Jobs potrafi dostrzeć pieniądze leżące w firmach i dużych korporacjach.
Prostota tworzenia softu na iPhone’a miały obrazować testy przeprowadzone przez grupy inżynierów z branży gier komputerowych (Electronics Arts i SEGA). Dostali oni do ręki iPhony i SDK i w czasie 2 tygodni mieli pokazać co można zrobić w tak krótkim czasie.
EA przedstawiła wersję gry “Spore” a Nintendo w zasadzie całkowicie grywalną iPhonow’ą wersję “Super Monkey Ball”. Jeśli to prawda o nie marketingowy chwyt to czeka nas wysyp gier na iPhone’a - 10 milionów użytowników na pewno chce w coś pograć na swoich jabłkowych cacuszkach.
Dla tych, którzy chcą dokładnie widzieć co oferuje SDK i jakie zmiany pojawią się w firmware 2.0 zapraszam na blog Appleblog Pawła Nowaka (swoją drogą dzięki Pawłowi odkryłem co to znaczy znaleźć się w “rodzinie” Apple’a - Paweł bardzo cierpliwie sekundował mi w moich potyczkach z MacBookiem i dodawał otuchy. Pawle, jeszcze raz dziękuję!).
A tu znajdziecie parę cierpkich słów na temat SDK - nie wszystko wygląda tak różowo jakby deweloperzy chcieli..
PS. Acha no i oczywiście wyścig zbrojeń kręci się dalek - firmware 2.0 został już złamane. Jak zareaguje Apple?
Strzeż się geeka z Twitterem
8:00 12th March 2008

Wywiad z Markiem “Mr.Facebook” Zuckerbergiem przeprowadzony na SXSW przez Sarah Lacy stał się sławny w czasie paru godzin. Jeśi Twitter miały opcję “kill” to Sarah Lacy byłaby martwa już w czasie zadawania drugiego pytania. Dziś w sieci pojawił się cały zapis wideo wywiadu i każdy może wyrobić sobie zdanie na ten temat co stało się w Austin…
Wczoraj zachęcony nagłówkami RSS śledziłem lincz medialno - blogosferowy w serwisach polskich i zagranicznych. Zanosiło się na to, że będziemy świadkami pierwszego w dziejach morderstwa cyfrowego - po takiej ilości negatywnych ocen i kubłów brudów wylanych na dziennikarkę szacownego wydawnictwa inny komentarz nie przychodził mi do głowy.
Dziś rano zerknąłem na AntyWeb a potem na TechCrunch. Zaparzyłem sobie dzbanek herbaty i obejrzałem pełną relację z rzeczonego wywiadu w wersji pełnej 56 minut i 58 sekund. I zdębiałem.
Podpisuje się pod słowami Arringtona ten Pan upatruje źródło problemu w tym, że dziennikarka nie była geekiem ale seksowną młodą kobietą. Ratunku!!
Przytłaczająca liczba komentarzy dosłownie zmieszała z błotem dziennikarkę. Twitter zgrzytał i buczał od wpisów od których cierpły uszy. Użytkownicy tego zacnego serwisu używali sobie na całego podkręcając atmosferę w czasie trwania wywiadu. Patrząc na wpisy i komentarze na blogach wydawałoby się, że sam Szatan zstąpił do sali SXSW i ogłosił koniec świata.
Dla wielu osób pani Sarah Lacy właśnie zakończyła swoją karierę w mediach elektronicznych i powinna dostać dożywotni zakaz komentowanie świętych spraw dotyczących nowych mediów. Amen.
Żeby było jasne - ustalanie czy autorka wywiadu promowała swoją książkę, czy zadawała nudne pytania by jest tylko lansującą się dziennikarką, czy Zuckerberg jest “mało interaktywny” w czasie publicznych występów czy też która strona miała rację - ludzie krzyczaczy z sali, że “pytania są nudne” czy też osoby broniące Sarah Lacy. Nie chcę wchodzi w spory merytoryczne.
Każdy (zachęcam do obejrzenia wywiadu) może sobie wyrobić swoje zdanie po obejrzeniu tego wywiadu. Moje są następujące - Zucekerberg do gigantów krasomóstwa nie należy (Arrington twierdzi, że Zuckerberg jest bardzo trudną osobą jeśli chodzi o wywiady) i zapewne jego nieśmiała i wycofana postawa mocno kontrastowała z odbiorem dziennikarki.
Sarah Lacy faktycznie prezentowała się o niebo lepiej - ładna, uśmiechająca się może zbyt często zadawała dziwne pytania (czasami miałem wrażenie, że to jest randka a nie wywiad). Dodajmy, że wcześnie robiła już wywiady (do swojej książki) z Zuckerbergiem więc znają się i ich “zażyłość” może nie być udawana.
Być może kobieta dziennikarz zadająca banalne czasami (przyznaję bez bicia) pytania to było coś czego środowisko geeks i tekkies i wszelkiej maści zapaleńców z SXSW znieść nie mogło? To pytanie stawiam jako osoba uczestnicząca w ostatniej Auli podczas której widziałem reakcję uczestników na zapowiedź spotkań Geek Girls. Z sali posypały dość jarczmarno-koszarowe żarty. Wypadek przy pracy? Nie sądzę.
Wróćmy do SXWS. Pierwsza fala ataku została przypuszczona przez grupę osób komentujących wywiad na Twitterze potem rozlała się na blogi. Osoby wyposażone w laptipy na sali zapewne czytały komentarze innych (nie znajdujących się na konfernencji osób) jeszcze bardziej podgrzewające atmosferę. Krzyki i pohukiwania z sali stawały się głośniejsze aż do momentu kiedy sam Mark zapytał o co właściwie chodzi w pytaniach dziennikarki.
Oto chodziło publice, która za pomocą oklasków w zasadzie uniemożliwiła zadanie dalszych pytań. Lider pokazał sforze, że można przypuścić atak. Ludzie pokolenia zbudowanego z hierarchii ważności na Diggu dali upust swoim frustracjom. Burn the witch! Burn her!
Jedna z komentujących osób wpis Arringtona napisała: “If twitter helps a group of bored influential people pass their time, great. But let’s keep twitter in the background, and not let it replace valuable discourse or content. The fact you can use it to whine, or led credence to a story, is painful.”.
Komentuje emocjonalnie to co się stało na SXSW z czysto osobistego punktu widzenia. Na konferencjach na których ostatnio byłem czy też uczestniczylem jako organizator regularnie pojawia się kwestia “dopuszczenia głosów z sali” jako elementu “web-dwa-zerowego” podejścia do organizowania konferencji. Dajmy ludziom platformę to zapełnią ją ciekawymi i wiele wnoszącymi do dyskusji wątkami. Guzik prawda. Trele morele.
Nie wypada nie mieć np. Blipcasta i rzutnika pokazującego komentarze na żywo (ba, część wpisów tworzona jest przez ludzi siedzących na sali) uczestnikom. Po doświadczeniach z ostatniej Auli w TVN staje na stanowisku, że komunikator oznacza niestety dopuszczenie do głosu (demokratycznie a jakże!) sfrustrowanych, nihilistycznie nastawionych do życia pacjentów zamkniętych ośrodków.
Nie chcę oczywiście generalizować, ale nawet kilka głosów w stosunku do kilkuset uczestników robi złą atmosferę. Uwierzcie mi, że spędzanie czasu na czyszczeniu relacji z wulgaryzmów, linków do porno site’ów i innych pomysłowych prób zaistnienia jest dość męczące.
To nie zdaje egzaminu. Nie można zmusić ludzi do korzystania z narzędzi tylko w jeden (dobry) sposób. To jest klasyczny dylemat -dajesz ludziom narzędzia i oczekujesz, że wyniknie z tego tylko coś dobrego.
Na blogu Second Thoughts znalazłem bardzo trafne podsumowanie tego co stało się podczas wywiadu z Zuckerbergiem: “Depending on who you are, you will see this incident as either the triumph of the new media, the defeat of the old media, or a resounding indictment of all of them and the posting of another win for “games” and their gods.”
Dzieci rewolucji zjadają siebie żywcem ku uciesze innych dzieci. Tak ma wyglądać blofgosfera i social media? Proszę zatrzymać świat, ja wysiadam.
Moje wnioski osobiste płynące z obserwowanie wydarzeń na SXSW oraz polskich spotkań w duchu barcampowym:
My, Internauci oświeceni blaskiem swoich laptopów, rostrząsający na forach i blogach różnice między Web 2.0 a 3.0 i tym podobne akademickie dylematy działamy tak samo jak zwykły tłum na ulicy. Ktoś rzuci kamień (posta) ktoś potem powie, że widział “na własne oczy jak…” (post napisany na podstawie innego wpisu) i tak to się kręci. Niewiel się zmieniło od czasu pierwszego wydania tej książki. “Wielkie miasto” zmieniło się w “wielką sieć” a demonstracje na ulicach we flame’y na forach i w komentarzach w serwisach informacyjnych.
My, internauci lubimy krew i igrzyska - wystarczy nam rzucić na żer parę nie do końca prawdziwych faktów a w “social media” rozgorzeje bój na wyzwiska i kalumnie. Źródło informacji (wiadomo przecież - tradycyjne media kłamią) nie są już tak istotne co punkt widzenia i moc przebicia się ze swoją wersją. Acha, byle informacje była ze wszechmiar bulwersująca. I najlepiej w postaci wideo, żeby dało się zrobić “copy-paste” i wysłać znajomemu na gg.
Smutne są te nasze social media i rewolucja mająca zmienić na zawsze role nadawcy i odbiorcy.
PS. Na koniec polecam coś ze starej, telewizyjnej szkoły robienia wywiadów. To się nazywa energia i posłannictwo!
PPS. A to jest komentarz Lacy na Twitterze :)
Król jest nagi!
8:30 7th March 2008

Zamierzony błąd językowy w tytule mający sygalizować, że mówić będziemy o swojskiej marce Mobilking - marce dla wszystkich fajnych chłopaków. W erze kiedy w sprzedaży były / są (nie wiem, nie palę) zapalniczki z gołymi paniami nie dziwi wcale, że powstaje telefonia komórkowa dla “prawdziwych mężczyzn”…
W kraju w którym CKM wygrywa w kategorii sprzedaż z Playboyem nie powinno dziwić już nic. A jednak. Operatorzy mobilni tak bardzo wyczekiwani przez rynek (podobno) a dość niechętnie witani przez starych operatorów (z ledwo skrywanym chłodem) jak się okazało poprzedniego roku nie zaliczą do udanych. Można nawet powiedzieć - dostali po tyłku (jeśli wierzyć informacjom z UKE).
Wirtualni operatorzy (mBank mobile, myAvon, WPmobi i Ezo Mobile) przekonali do swojej oferty zaledwie…100 tys. użytkowników. Czwórka trzymająca władzę czyli Era, Orange, Plus i Play na pewno cieszą się z tego faktu ponieważ oznacza to, że z puli ponad 41 mln aktywnych kart SIM MNVO udało się wyszarpnąć bardzo skromny i mało tłusty kawałek.
Przyczyny porażki operatorów wirtualnych? “Przegrywają oni, ponieważ nie mają znanej marki, odpowiedniej sieci sprzedaży i sprzętu” - mówi Grażyna Piotrowska-Oliwa, prezes Orange. Jacek Niewęgłowski, wiceprezes Play’a zwraca uwagę, że “grzechem pierworodnym MVNO jest uzależnienie się tych firm od operatorów posiadających infrastrukturę techniczną. Ponoszone w związku z tym opłaty stanowią aż 60-70 proc. wszystkich ich wydatków”
A teraz mamy marzec 2008 i kolejny wirtualny operator chce zdobywać nasze serca i kieszenie - MobilKing. Jak oficjalnie się nam przedstawia: “Męski świat potrzebuje męskich podniet. Właśnie dlatego dodatkowo proponujemy Ci najnowsze sportowe wiadomości, gry, dzwonki, filmy i tapety erotyczne. Bez nich nie ma dobrej zabawy!”
Jak dla mnie powyższy zdania opisują typowego Pana Kazia co to łypnie okiem na pogodynkę z oddając się lekturze Faktu, kiedyś namiętnie ściskając w dłoni oszronioną puszkę piwa “Kiepscy” oglądał “Różową Landrynkę” na Polsacie a w pracy nad szafką ma Miss Polonia 85′ w stroju kąpielowym. Reklamy TV MobilKing naładowane są erotyką (TVP wycofała się z ich emisji) i zapewne będą wygrywane na tej nucie jeszcze długo. Pytanie tylko do kogo? Dla młodych adeptów pornografii czy dla starszej grupki czytającej jeszcze papierowe gazetki?
Młodzi mają Internet i mnóstwo miejsc gdzie mogą poobcować z pięknem ludzkiego ciała (nawet nie chce mi się wymieniać URL :). Za darmo, 24/h na wyciągnięcie ręki (myszki). Oni mają skusić się na ofertę MobilKing w zamian za tapety z gołymi dupami? (powiedzmy szczerze - panny są kiepskie i daleko im do poziomu liderów internetowych serwisów porno.)
Nie wiem czy teorię “długiego ogona” pięknie drenowaną przez np. taki Amazon można łatwo zastosować na innych polach marketingu - telefonia komórkowa różni się znacząco od Internetu (sorry za banał). Czy naprawdę Pan Kazik da się skusić plakatem z “gołą babeczką” od MobilKing? Ceny oferowane są okej ale należy pamiętać, że jak w przypadku każdego MNVO pierwsze cenniki są bardzo kuszące bo firma wlicza lekki dumping cen w koszta promocji.
A co właściwie mi chodzi? O to, że narzekamy na powstawanie serwisów w sieci, które są profilowane dla bardzo wąskich grup odbiorców. A, że to nie opłacalne, że kto czyta książki dyskutuje o polityce na poziomie wyższym niż flame i wyzwiska od ubeków, kto szuka treści poza wielkością cycków Kasi Cichopek. Z GEMIUSA wychodzi, że naród jeśli coś w sieci robi na masową skalę to pisze do swoich kolegów ze szkolnej ławy, szuka plotek i ogląda zdjęcia (najlepiej swoich nagich sąsiadek).
MobilKing wchodzi na rynek, gdzie jest silna konkurencja, karty wydają się rozdane a grupa docelowa do której kierują swoje usługi jest mało lojalna. Na co więc liczą. Jakie badania musieli zrobić marketerzy, że ktoś dał kasę (dużą dodajmy) na to aby zrobić lauch nowego brandu, kampanię i obsługiwać potem “prawdziwych mężczyzn” nowymi plakatami z cycatymi strażakami.
Ile zdobędzie klientów MobilKing do końca 2008 roku? 20-40 tysięcy? Ilu z nich odejdzie bądź nie dokupi kolejnych doładowań? Naprawdę chciałbym zobaczyć te badania.
Po swoich przepychankach z VC, którzy bez 2-3 milionów userów kupujących za 200 pln miesięcznie nie chcą słyszeć o inwestycjach w internetowe staru-up’y naprawdę dziwię się jak na rynku można chcieć walczyć i wykrawawiać się do kilkudziesięciu tysięcy Panów Kaziów. Może urzekła ich wizja realizacji młodzieńczych fantazji (praca w porno biznesie) a może legiony Panów Kaziów w Polsce są większe niż zasięg Google’a?
Acha - zainstalowałem sobie jedną z seksistowskich tapet na swoim mac’u. looks damn good :)
POLSKA TELEFONIA KOMÓRKOWA W LICZBACH:
82% Polaków ma telefon komórkowy
41,5 mln aktywnych kart SIM działało w Polsce w grudniu 2007
92% użytkowników wysyła wiadomości SMS
45% użytkowników wysyła MMS-y
91 zł miesięcznie wydaje statystyczny właściciel telefonu na abonament
50 zł miesięcznie kosztuje średnio korzystanie z kart pre-paid
49 zł miesięcznie to średni koszt utrzymania telefonu w ofercie mix
4 razy częściej Polacy używają komórek niż telefonów stacjonarnych
źródło: UKE, GUS, Money.pl
PS. Kilka razy pisząc nazwę firmy podświadomie dodawałem “e” do wyrazu “mobil”. Domena mobileking.pl przekierowuje na zaślepkę (na szczęście domena zarejestrowana przez MEC) na której nie ma żadnej dodatkowej informacji bądź przekierowania na właściwą domenę - głowę daje sobie uciąć, że zanim marka się upowszechni i “wejdzie nam głów” WIELE osób będzie wbijało się na pustą stronę. Halo! Czy ktoś w Mobil(e)King mnie słyszy?
Elefanta zalicza pierwsze 100 tys.
18:30 20th February 2008

Dziś kolejny wpis z cyklu “cudze chwalicie swego nie znacie”. Prezentuję serwis Elefanta.pl, który w czasie trzech miesięcy zebrał 100 tys. polskich użytkowników. Informacja o wynikach serwisu pojawiła się i szybko zniknęła a szkoda bo warto tego typu pozytywne przykłady w naszej branży propagować. Poniżej wywiad z założycielem Piotrem Krawcem…
AK74 - Piotrze, dziekuje za znalezienie chwili czasu dla mnie. Możesz się przedstawic - co robiles do tej pory zawodowo?
Moje doświadczenie w branzy internetowej przekracza 8 lat, w trakcie których kierowałem działami marketingu, promocji i PR w spółkach internetowych, między innymi w: Onet.pl, Money.pl czy Getin.pl SP SA.
Elefanta jest realizowany przez zespół czteroosobowy, a teraz już pięciu. Ja jestem pomysłodawcą i liderem projektu. Aktualnie odpowiadam już tylko za sprawy związane z tzw. front officem – marketingiem, sprzedażą, komunikacją, rozwojem i strategią, a także sprawami bieżącymi.
AK74 - 100 tys. UU w 3 miesiące to wynik więcej niż świetny. Możesz zdradzić jakiego typu kanałów marketingowych użyliście w celu promocji serwisu?
Z tej racji, ze jesteśmy start-up’em i sami finansujemy projekt, więc zdecydowaliśmy się na narzędzia oferujące najlepszą relację ceny do efektu. Dzięki mojemu doświadczeniu możemu robić to skutecznie.
AK74 - Elefanta.pl nie jest pomysłem autorskim a raczej polską wersją - możesz zdradzić jakie serwisy obserwowaliście i jakimi inspirowaliście się przy projektowaniu swojej wersji?
Elefanta jest lokalnym, polskim rozwiązaniem – w związku z czym odpowiada potrzebom polskich internautów, co przejawia się choćby dużym udziałem stron polskich w stosunku do zagranicznych. Ponadto, Elefanta jest kompilacją kilku projektów (m.in. stumbleupon) oraz naszych własnych pomysłów wspartych kilkuletnim doświadczeniem w branży internetowej i IT.
Posiada także, oczywiście naszym zdaniem, zdecydowanie lepszą grafikę oraz rozwiązana jest lepiej kwestia animowania społeczności wokół serwisu. Co ważne Elefanta nie jest Digg’iem, Wykopem lub Gwarem. Tam jest zupełnie inna filozofia, choć są pewne obszary wspólne.
AK74 - Czy czujecie oddech konkurencji w Polsce? Jakbys ocenił niszę serwisów rekomendujących linki w Polsce? Gdzie w niej znajduje się Elefanta.pl
W Polsce, oprócz Elefanta.pl nie ma serwisów rekomendujących strony. Są tak naprawdę tylko 2 serwisy social bookmarkingowe – linkr.pl, linkologia.pl ale on nie do końca rekomenduje na takiej zasadzie jak elefanta, poza tym one nie wykorzystują toolbara. To tak jak w USA – social bookmarkingowych jest z setka, ale tylko jeden rekomendujący – Stumble upon. Tak samo w Polsce.
Wiele osob porównuje Elefanta.pl do wykopu, ale to to jakby porównać Digg.com do StumbleUpon.com – inna bajka. Jeżeli chodzi o zasięg social bookmarkingowe to wygląda to mniej więcej tak. Oczywiście, Elefanta.pl nie jest wolna od wad. I jeszcze długa droga przed nami i projektem, abyśmy byli tam gdzie chcemy.
AK74 - Początkowo dochodziły mnie glosy, ze serwis nie działa dobrze pod takimi przeglądarkami jak Safari i OS X. Poradziliście sobie już z problemami software’owymi?
To zadanie jest na naszej liście “to do” na jednym z najwyższych miejsc.
AK74 - Jak powstała Elefanta.pl? Jako garażowy start-up czy macie juz sprecyzowaną wizję rozwoju? Planujecie rozwijać się organicznie czy będziecie szukali inwestorów?
Zaczynamy jak większość startupów, np. Bill Gates; no może trochę lepiej, bo nie w garażu tylko w biurze J. A poważnie – jak najbardziej powaznie. Jest biznes plan, wizja i strategia rozwoju, zarówno długookresową, jak i operacyjną. Inwestor – nie robimy tego aktywnie, ale jesteśmy otwarci na propozycje.
AK74 - Na koniec sakramentalne - nad czym pracujecie i czego można spodziewać się na Elefanta.pl w bliskiej przyszłości?
Niestety nie możemy podzielić się tymi informacjami :)
AK74 - Piotrze dziękuję za wywiad i życzę powodzenia.
Ty prosumencie!
21:28 23rd January 2008

Jest wybredną, złą i nielojalną jednostką. Kupuje tylko to o czym dowiedział się od znajomych. Konsumuje tylko towary niszowe, których reklamy nie uświadczy w telewizji czy radio. Kiedyś był zmorą marketerów teraz wreszcie znaleziono niszę dla takich przypadków - prosument!…
W Spale koło Łodzi 31.01-02.2008 odbędzie się konferencja próbująca wyjaśnić “jak zachowuje się klient w interaktywnych czasach, czyli generacja prosumentów w natarciu”.
Format konferencji jest oparty o Consumer Behaviour (Consumer Purchase Decision Process). Jak prowadzić skuteczne działania marketingowe i sprzedażowe w interaktywnych kanałach? Badania, case studies, dyskusje. Celem tegorocznej konferencji jest zbudowanie świadomości, jak media interaktywne zmieniają zachowania konsumentów oraz kryteria wyboru produktów i usług.
To świat, w którym konsumenci oczekują dialogu, poprzez swoją aktywność mają wpływ na markę oraz sposób postrzegania jej przez innych konsumentów. Przejmują inicjatywę i kontrolę nad marką. Dzięki 2nd IMM marketerzy poznają najbardziej efektywne, interaktywne narzędzia, sposoby wywierania wpływu na tzw. prosumenta oraz dowiedzą się, jak przekonać go do swojej marki.
Na ile internauci mają wpływ na naszą markę? Czy są odbiorcami czy nadawcami informacji o produktach? Czy mamy do czynienia z tworzeniem się społecznej piątej władzy?
O aktywnych postawach internautów w procesie poszukiwania i tworzenia informacji o produktach opowie raport firmy Gemius SA “Internauci - konsumenci czy prosumenci?”, przygotowywany specjalnie dla uczestników 2nd IMM, którzy poznają jego wyniki jako pierwsi.
Formuła konferencji oparta jest na modelu “Consumer Purchase Decision Process”, który pozwala prześledzić proces podejmowania decyzji przez prosumenta. Program konferencji “2nd Interactive Marketing Meeting” został podzielony na następujące bloki:
BLOK A | Jak z sukcesem wprowadzić markę na rynek? Czego pragniesz, Prosumencie, czyli rozpoznawanie potrzeb?
BLOK B | Kiedy i gdzie pokazywać markę? Jak Prosument szuka informacji o produkcie/usłudze?
BLOK C | Dlaczego Prosument ma wybrać właśnie Twoją markę? Jak ocenia wartość Twojej marki?
BLOK D | Czy, od kogo i kiedy Prosument kupi Twoją markę? Jak sprawić, żeby dokonał transakcji?
BLOK E | Pamiętasz? Wrócisz? Polecisz innym? Jak budować lojalność Prosumenta wobec marki?
Uczestnicy konferencji “2nd Interactive Marketing Meeting” będą także mogli wziąć udział w warsztatach dotyczących:
Planowania kampanii reklamowych w Internecie
Ideą warsztatów jest zrozumienie podstawowych elementów kampanii reklamowych w Internecie oraz roli Internetu w marketing-mixie.
Jak wygląda proces planowania kampanii internetowej i jakich informacji należy oczekiwać od domu mediowego?
Czy język reklamy internetowej jest tożsamy z językiem mediów tradycyjnych?
Zarządzania projektami e-marketingowymi
Ideą warsztatów jest omówienie procesu tworzenia projektu e-marketingowego pod kątem współpracy Klient - Agencja, z akcentem na wskazanie punktów styku Klient - Agencja istotnych dla powodzenia projektu (począwszy od briefingu, zasad komunikacji, przez harmonogram i zasady jego egzekucji, niezbędne akceptacje, przygotowywanie materiałów, testy, odbiór, weryfikację wyników).
Steve Jobs musi odejść
11:25 16th January 2008

Dwa słowa. Macworld i Steve Jobs. Wielkie show i wielkie nadzieje na kolejny cios dla legionów wiernych PCtowców spod znaku Windows & blue screens. Jeśli “coś” ma się zdarzyć w branży komputerów to zazwyczaj dzieje się właśnie podczas tej imprezy i mówi się o tym przez cały następny rok. Czy tak było i teraz?…
Osobiście uważam, że nie. Może zabrzmi to dziwnie, może już biała klasyka spod znaku Apple’a nie świeci już tak bardzo jak na początku (od roku jestem pół “switcherem” - pół bo przesiadłem się na macbook’a ale nadal używam Windows częściej niż natywnego OS) a może po prostu cuda nie zdarzają się codziennie (okej, co roku).
Na Macworld 2007 Jobs pokazał iPhone’a. W tym roku pokazał to, że nawet on nie ma patentu na cykliczne podbijanie rynków nowymi gadżetami. Dlaczego tak surowo oceniam swojego guru? Przecież fakty mówią same za siebie:
> Leopard: sprzedał się w ilości 5 milionów kopii w ciągu 3 miesięcy
> Iphone: po 200 dniach od chwili debiutu iPhone znalazł ponad 4 miliony nabywców. Jak to wygląda w porównaniu do konkurencji? W USA telefon Jobsa urwał z tortu smartphone’s około 20%!
> Iphone again: Ukłon w stronę Google - teraz na jego mapach nasz iPhone zlokalizuje nas dzięki GPRS.
> Było coś o iTunes - 4 miliardy piosenek sprzedanych do tej pory. Od 15 stycznia 2008 będzie można wypożyczanie filmy (również HD) dzięki aplikacji iTunes. Za wypożyczenie filmu na 24h w cenie 2.99$ za starsze tytuły, 3.99$ za nowości.
I na koniec po kultowej zagrywce / odzywce “one more thing!” Jobs wyjmuje z koperty (tak, tak!) nowego MacBooka Air. Teraz już wiemy co kryło się pod zdaniem “There is something in the air” które pojawiło się na plakatach reklamujących Macworld ‘08. “Najcieńszy (1 cm w najgruszym miejscu) laptop na świecie” - krzyczy Jobs. Kosztuje tylko 1799 $ (startowa cena - za model droższy zapłacimy 3 tys. $). I co? I tym razem świat nie oszalał ani nie wstrzymał oddech z zaskoczenia.
MacBook Air nie jest tym na co czekał rynek rozbudzony zeszłorocznym pokazem “przełomu w telekomunikacji” czyli mówiąc po ludzku - iPhonem. Nie jestem odosobniony w twierdzeniu, że za cenę prawie 1800 $ dostanę “po prostu i tylko” lekki laptop. Gdzie tu rewolucja? Gdzie ten przełom na miarę filozofii “zmieniania świata” by Steve Jobs? Może zamiast wywalać taką sumę na ultracienki produkt lepiej zainwestować w jakiś bardziej wypasiony PDA?
Zawsze nurtowało mnie czy tak naprawdę laptopy mają być po prostu mniejszymi wersjami PC czy spełniać inne funkcje (w domyśle prawie te same co PC). Jeśli jestem poza biurem to czy potrzebuję (wiem, wiem generalizuje) odpalić proste aplikacje i chyba najważniejsze - mieć możliwość ściągania danych z Internetu. Reszta może poczekać chwilę.
Jak dla mnie nowy laptop Jobsa jest śmiałą propozycją designerską i hokus pokus technologicznym (”przyjaciele” z Intela zmniejszyli procek specjalnie dla MBA o 60% Czyli cały czas nas oszukiwali i kazali nosić wielgachne laptopy a tu proszę - senior Jobs prosi i ma?) ale nie przekonałbym mnie do przesiadki z PC. To nie jest ten argument, który by mnie złamał i rzucił na kolana.
Z PC przesiadłem się na Mac’zka z powodu okropnej Visty o czym pisałem tu. Gdybym miał w tym roku dokonać tak gwałtownej zmiany chyba jednak poczekałbym na spadki cen Maca. W takiej konfiguracji jest piekielnie drogi i nie wnosi nic nowego!
Co więcej - po wywaleniu z wnętrza napędu optycznego (tak,tak!) taki laptop w podróży już nie umili nam czasu oferując możliwość odtwarzania filmów z DVD (okej, wiem można je zripować na HD tylko kto ma na to czas?). I jakoś nie przekonuje mnie opcja “pożyczania” dostępu do napędu w innym Mac’u za pomocą Wi-Fi. Za mało Mac’ów jeszcze wokół mnie i PC z wbudowanym Wi-Fi.
Okej, zatem mamy cienki laptop i cienko zareagowała giełda oraz kursy Apple. Jobs pewnie wie, że w tym roku może być gorzej jeśli chodzi o amerykańską gospodarkę i co się z tym wiąże nastroje konsumentów - sprzedawania “tylko” super lekkiego Mac’a może stać się trudna szczególnie, że cenowo i wydajnościowo produkt Apple’a nie bije specjalnie konkurencji na głowę a wręcz jest dużo droższy.
Czyżby zatem genialny nos zawiódł? Czyżbyśmy byli świadkami końca ery białych gadżetów i powolnej “mac-de-ewangelizacji”? Na pewno nie - nawet jeśli MBA nie stanie się hitem, nawet jeśli sprzedaż Apple TV czy iPhone’a nie pobije rekordów sprzed roku to nadal firma Jobsa będzie wyznaczała nowe trendy - być może nie tak rewolucyjne jak w minionych czasach.
A być może po prostu świat czeka i gotów jest na kolejnego Jobsa i jego wizje? Ja przy całym szacunku do zdolności pana S.J. nie miałbym nic przeciwko temu. W biznesie rywalizacja jest bardzo ważna a Jobs uwielbia wyzwania co pokazał wiele razy.
Ja czekam już na Macworld 2009.
Co się stanie z Naszą-Klasą?
16:15 1st December 2007

Prorokowane 6 mln użytkowników w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Pobicie już na głowę Grono. Zamach na pozycję lidera Fotki. Walka o prymat największego w Polsce serwisu społecznościowego. Bebo? Pino? MySpace? Nie, po prostu Nasza-Klasa.pl. Blef czy oczywista oczywistość?…
Do refleksji skłonił mnie ten wpis Alberta Tomaszewskiego na AntyWebie oraz komentarze do niego dołączone. Ze wszystkich znaków na ziemi i niebie (i Aleksie) wynika. że NK za chwilę przebije liczebność Fotki i stanie się liderem w Polsce serwisów społecznościowych. “Prawdziwym liderem” dodają inni ponieważ społeczność NK wyrosła nie na portalu czy przy okazji innej aktywności ale właśnie w ramach jednego i jasno określonego celu - nawiązywani relacji między osobami uczęśczającymi do tych samych szkół czy klas. Tyle teoria.
Co się stało z naszą klasą?
Pyta Adam w Tel-Avivie,
Ciężko sprostać takim czasom,
Ciężko w ogóle żyć uczciwie -
Co się stało z naszą klasą?
Wojtek w Szwecji, w pronoklubie
Pisze - dobrze mi tu płacą
Za to, co i tak wszak lubię.
NK jest specyficznym społecznością - w zasadzie jeśli obedrzeć ją z PR hype’u zostanie wewnątrz serwisowa poczta (działająca tak sobie) oraz mozliwość budowania własnego profilu wraz z zamieszczaniem zdjęć na forach klasowych czy szkolnych. I w tej prostocie leży według mnie genialność i seksowność całego pomysłu. Zero blipów / innych klono-twiterrów / forów w stylu phpBB czy open source’owych galerii i innych “łeb-dwa-zerowych” narzędzi. Na NK wchodzi się po to aby odnaleźć, zaprosić i skompletować swoją klasę. Ludzie walą drzwiami i oknami ponieważ interfejs jest w miarę intuicyjny, funkcjonalności proste a cała interakcja odbywa się za pomocą znanych już narzędzi (mail / forum / galeria). Mogą z takiego serwisu korzystać 20-to, 40-to jak i 60-cio latkowie.
Twórcy w osobie Macieja Popowicza zapytani przez Alberta o rozwój odpowiedział “Na pewno jeśli Nasza Klasa za rok nie będzie miała 6 mln zarejestrowanych kont, to będzie to porażka.”. Plan bardzo ambitny, nastawienie buńczuczne ale jakże miło usłyszeć pozytywne myślenie w tym wypadku wsparte kasą od inewstora. Ja jednak twierdzę, że NK nie nakłoni do otworzenia 6 mln kont w ciągu 12 miesięcy. Dlaczego?
Kaśka z Piotrkiem są w Kanadzie,
Bo tam mają perspektywy,
Staszek w Stanach sobie radzi,
Paweł do Paryża przywykł,
Gośka z Przemkiem ledwie przędą,
W maju będzie trzeci bachor.
Próżno skarżą się urzędom,
Że też chcieliby na Zachód.
NK jeśli pozostanie społecznością w takim kształcie w jakim prezentuje się obecnie stanie się zakładnikiem swojego wizerunku - “wpadnij, znajdź kolegów / koleżanki, zaproś, wypadnij”. Powracanie do takiego serwisu będzie ciężkie jeśli funkcjami animowania społeczności zajmą się sami użytkownicy. Bo ile spotkań w stylu “..a pamiętasz kto ściągał od kogo na klasówce z polskiego..” można zorganizować? Ile razy można cieszyć się z dołączenia się do grupy dawno nie widzianej osoby z klasy? Pamiętajmy też o prostych zależnościach - jeśli nie utrzymuje z kimś kontaktów to znaczy, że nie zależało mi na tych relacjach tak samo jak drugiej stronie.
Czy musieliśmy lubić wszystkich w swojej klasie? Nie. Czy oni musieli lubić nas. Też nie. To oznacza, że nie da się zaprosić i nakłonić do interakcji wszystkich kolegów i koleżanek z przeszłości. Ergo - nie wszyscy polacy muszą mieć swój profil na NK nie dlatego, że nie znają tego serwisu ale dlatego, że nie chcą należeć do takiej grupy.
Kolejny problem jaki widzę -kogo szukamy na NK. Strzelę w ciemno - ponad połowa zlinkowanych użytkowników to ludzie z klas podstawówkowych obecnie w wieku 30-35 lat. Okresu przedszkolnego nikt nie pamięta a relacje ze studiów są nadal żywe i nie wymagają sztucznego przedłużania. Czyli jeśli grupa “podstawówkowa” wysyci się to serwis może stanąć. Zachodnie serwisów typu “reunion” podzieliły się już na serwisy specjalizujące się w niszach - mamy do wyboru poszukiwnia kolegów z podstawówki, liceum czy studiów. Może za chwilę w Polsce też taki specjalizujący serwis się pojawi i uszczknie Naszej-Klasie trochę userów?
Odnalazłem klasę całą -
Na wyganiu, w kraju, w grobie,
Ale coś się pozmieniało,
Każdy sobie żywot skrobie -
Odnalazłem całą klasę
Wyrośniętą i dojrzałą,
Rozdrapałem młodość naszą,
Lecz za bardzo nie bolało.
Ilość użytkowników rejestrujących się w serwisie NK jest godna pozazdroszczenia. Żaden inny polski serwis społecznościowy nie ma takiego impetu jak NK. Grono zostało w tyle, Fotka zaczyna być na wyciągnięcie ręki. Co potem? Pewnie samotne liderowanie zestawieniom Gemiusa. I co potem? Radość twórców i gratulacje branży. Okej, ale serwis ma inwestora, który włożył 3 mln pln i zapwne oczekuje zwrotu z inwestycji (chyba, że odchowa i sprzeda kolejnemu graczowi np. AOLowi albo MySpace’owi). Czyli oprócz dumy z pęczniejącej ilości kont trzeba się zastanowić na czym NK może zarabiać. A ilość użytkowników wzmaga apetyt na mega zarobek. Czy jednak aby? Czy po to wchodzę na NK aby kupowować polisę OC albo części komputerowe? Don’t think so.
Najprościej zarabiać można na pewno na reklamach - z taką ilością i odsłonami może stać się idealnym miejscem dla znienawidzonych kampanii typu “run-on-site”. Klienci kochają, użytkownicy nienawidzą i uciekają z takich serwisów. Co jeszcze? Opłaty za dostęp. Hmmm - jeśli dobrze pamiętam choćby case study MniamMniam.pl to taki ruch gilotynuje 50% użytkowników. Nie lubimy płacić a co gorsza może dać to pole dla powstania bezpłatnej konkurencji.
Czyli jeśli nie reklama i opłaty to co? Pozostaje e-commerce albo stanie się “kontenerem na wigdety”. Przez e-commerce rozumiem sprzedaż dopasowanych do profilu użytkownika czy klasy produktów i usług firm trzecich. Otworzenie się na inne serwisy i zaproszenie twórców widgetów do implementacji swoich rozwiązań na platformie NK wydaje mi się na dzień dzisiejszy najmniej problemtatycze i inwazyjne z punktu widzenia użytkwonika - gorzej z warstwą przychodową. Trzeba będzie zapytać się Rafała za parę miesięcy jak i co Fotka zyskała poprzez owtarte API. Kolejny problem jak się pojawi to wiarygodność NK jeśli zapragnie zmienić swoją podstawową funkcję - jeśli chce handlować to idę na Allegro.
Niestety w głowach osób zarządzających NK może pojawić się myśl “stańmy się wszystkim” i wepchną do serwisu wszystko to co jest w innych serwisach - własny klon twittera, komunikator, system aukcyjny, awatary 3D, fotki i bóg jeden wie co jeszcze. To będzie koniec NK jaki znamy. Jeśli chcę obejrzeć filmy przeszukuję YouTube. W powszechnej świadomości Nivea to przede wszystkim krem do rąk a coca cola ciemny słodki napój. Nivea nie produkuje samochodów ani elektroniki a Coca-Cola nie szyje butów sportowych i nie zakłada sieci banków. Brand musi być jednoznacznie kojarzony inaczej zaczynają się problemy z jego odbiorem.
Mówimy o zarejestrowanych kontach ale nie zapominajmy, że żyjąca społeczność to co innego. Grono tez ma dużo zarejstrowanych użytkowników i zdycha z braku umiejętności zawiadywania społecznością i wsłuchiwania się w jej problemy.
Reasumując - statystyki i liczby mówią, że szykuje się hit na skalę do tej pory nie spotykaną. Chłodna analiza wskazuje, że wzrost Naszej Klasy musi się zakończyć szybciej niż chcą tego autorzy. Ja stawiam na 3-4 mln zarejestrowanych kont do końca 2008 roku.
Jeśli ktoś chce podrążyć temat to ciekawą analizę (podpartą liczbami i faktami) przedstawił na swoim blogu Piotrek Wrzosin - muszę przyznać, że zgadzam się z większością argumentów i wniosków co w przypadku Piotrka nie jest częste ;)
Nie wiem sam, co mi się marzy,
Jaka z gwiazd nade mną świeci,
Gdy wśód tych - nieobcych - twarzy
Szukam ciągle twarzy dzieci,
Czemu wciąż przez ramię zerkam,
Choć nie woła nikt - kolego! -
Że ktoś ze mną zagra w berka,
Lub przynajmniej w chowanego.
Własne pędy, własne liście,
Zapuszczamy - każdy sobie
I korzenie oczywiście
Na wygnaniu w kraju, w grobie,
W dół, na boki, wzwyż ku słońcu,
Na stracenie, w prawo - w lewo…
Kto pamięta, że to w końcu
Jedno i - to samo drzewo…*
* - tekst piosenki: Jacek Kaczmarski
8 komentarze »
