unia europejska grono.net epuls

To nie jest żart. Wiem, że w kontekście publikowanych informacji na temat Grono ten news może być potraktowany jako hmmm prima aprilis ale tak nie jest. Rzućcie proszę okiem sami na treść komunikatu….

Publikuję pełen tekst informacji jaki został sporządzony przez rzeczników Epuls i Grono. Rozumiem, że to jest jakaś manifestacja wspólnoty działań obu serwisów? Zauważycie jakie liczby użytkowników podają oba serwisy - dobry case w sprawie GEMIUS a reszta świata. Dla porównania takiej cyferki podał oficjalnie Megapanel za luty 2008.

Różnice są spore w liczbie UU w stosunku do deklarowanej przez serwisy liczby zarejestrowanych userów - jak traktować rozbieżność? Martwe dusze? Różnice w metodologii i technologii statystyk?

Podstawowowy wniosek jaki mi się nasuwa po lekturze newsa to oczywiście dlaczego właśnie Grono i Epuls, które razem nie mają nawet tylu użytkowników co Fotka (o N-K nie wspomnę bo to już serwis bijący się z czołowymi portalami) są “unijnymi” wybrańcami?

Jeśli któryś z rzeczników byłby łaskaw znaleźć chwilę czasu i podesłać mi na priva (albo w formie komentrza do tego wpisu) jakieś oficjalne stanowisko będę wdzięczny.

Za oknem słońce, wiosna łagodnie i powoli przechodzi w lato. Nie chcę mi się wymyślać żadnych mniej lub bardziej absurdalnych teorii - liczę na Waszą kreatywność w komentowaniu i proszę o obiektywizm :)

“Unia Europejska tworzy kodeks postępowania dla serwisów społecznościowych”

Komisja Europejska planuje ujednolicić regulaminy i politykę prywatności bijących rekordy popularności serwisów społecznościowych. Do projektu zaproszono między innymi gigantów rynku światowego, jak Facebook, MySpace, YouTube czy Yahoo!, a spośród polskich serwisów społecznościowych Epuls i Grono.net.

Unia Europejska realizuje działania na rzecz bezpiecznego internetu, zwłaszcza dla niepełnoletnich użytkowników sieci w ramach programu Safer Internet. Od roku 2005 do końca 2008 wyda łącznie na ten cel ponad 45 milionów euro. Teraz UE chce stworzyć jednolity Kodeks Postępowania dla serwisów społecznościowych i wydawców stron, który chroniłby internautów. Główne problemy, które mają być regulowane, to ochrona prywatności, filtrowanie treści oraz kwestie moderacji i raportowania o nadużyciach.

Pierwszym krokiem w kierunku stworzenia takiego dokumentu było zaproszenie do rozmów przedstawicieli największych światowych serwisów społecznościowych takich jak Facebook, MySpace, YouTube czy Yahoo!. Komisja europejska chce wspólnie z serwisami wypracować zasady ochrony użytkowników internetu, a w końcowym efekcie doprowadzić do powstania oficjalnego Kodeksu Postępowania. Jedynymi przedstawicielami Polski w pracach nad tym dokumentem są serwisy społecznościowe Epuls i Grono.net.

„Każdego dnia staramy się zapewnić naszym odbiorcom maksymalne poczucie bezpieczeństwa i komfortu, szczególną troską otaczając najmłodszych.” – mówi Agata Piłka, Kierownik Działu Moderacji w Grono.net. „Dlatego chętnie wesprzemy Komisję naszym doświadczeniem z zakresu moderacji, animacji i dbania o dobro użytkownika oraz podzielimy się naszymi codziennymi obserwacjami” – dodaje.

„Trudno rozmawiać o bezpieczeństwie użytkowników internetu pomijając zdanie tych, na których stronach internauci spędzają najwięcej czasu, czyli serwisów społecznościowych. Jako Epuls mamy ponad pięcioletnie doświadczenie w ochronie młodzieży i dzieci korzystających z naszego serwisu oraz w jego moderacji. Zaproszenie największych społeczności do prac nad poprawą bezpieczeństwa użytkowników jest słuszną inicjatywą.” - dodaje Wolfgang Laskowski, rzecznik prasowy Epuls.

Komisja Europejska przewidziała cztery robocze spotkania jeszcze w tym roku. Podczas nich przedstawiciele serwisów społecznościowych oraz eksperci unijni powinni wypracować kompromis dotyczący jednolitego Kodeksu Postępowania. Pierwsze z nich odbyło się w Brukseli pod koniec kwietnia. Richard Swetenham, koordynator projektu z ramienia KE przewiduje podpisanie dokumentu na luty 2009 roku.

Informacje o Epuls:

Epuls to największa w Polsce platforma komunikacyjna dla młodzieży – 90 procent użytkowników to osoby, które nie ukończyły 24-ego roku życia. Liczba zarejestrowanych użytkowników wynosi ponad dwa miliony trzysta tysięcy. Portal generuje ponad 700 milionów odsłon miesięcznie, co według badań Megapanel PBI/Gemius plasuje go w czołówce największych witryn polskiego Internetu. Liczba zarejestrowanych użytkowników serwisu wynosi 2 miliony 600 tysięcy.

Epuls jest nr 1 wśród wszystkich polskich serwisów pod względem średniego czasu spędzanego miesięcznie przez użytkownika, który wynosi ponad 10 godzin (źródło: wyniki Megapanel PBI/Gemius, październik 2007).

Właścicielem serwisu jest Pixelate Ventures Sp. z o.o., której największym udziałowcem jest Grzegorz Gorczyca, twórca serwisu Epuls. Na początku 2007 roku jednym z udziałowców spółki został niemiecki fundusz inwestycyjny Holtzbrinck Ventures, będący częścią dużej, międzynarodowej grupy wydawniczej Holtzbrinck GmbH.

Informacje o Grono.net:

Grono.net jest serwisem społecznościowym skupiającym rozbudowane, chronione społeczności przyjaciół i znajomych. Społeczność Grono.net jest zamknięta, co oznacza, że zarejestrować się w serwisie Grono.net można dopiero po otrzymaniu zaproszenia od osoby, która jest już jego użytkownikiem. Witryna oferuje szereg funkcji umożliwiających komunikację ze znajomymi, umożliwia odbudowywanie utraconych kontaktów i poznawanie ludzi o podobnych zainteresowaniach.

Społeczność Grono.net tworzy w chwili obecnej 1 600 000 użytkowników. Serwis dostępny jest także w wersji angielskiej. Grono.net jest w czołówce stron Web 2.0 na polskim rynku. W 2006 roku witryna otrzymała nagrodę Aktivist „Nocne Marki” w kategorii „Zajawka 2006: Najlepszy serwis Web 2.0”. W Grono.net zatrudnionych jest ponad 50 osób. Najliczniejszy jest dział IT, który tworzy 35 pracowników. Siedziba firmy mieści się w Warszawie, na ulicy Szturmowej 2a.

Informacji udzielają:

Ze strony Epuls:
Wolfgang Laskowski
rzecznik prasowy Pixelate Ventures
tel.: +48 510 189 555
e-mail: w.laskowski@pixelate.pl

Ze strony Grono.net:
Ilona Grzywińska
PR Manager
Tel: +48 605451460
e-mail: i.grzywinska@grono.net

PS. Odpowiedz na część zadanych przeze mnie pytań możecie przeczytać tutaj

Grono strikes back

7:29 6th May 2008

grono ciemną stroną mocy?

Wybudzając się z błogiego lenistwa niespodziewanie otrzymałem oficjalną odpowiedź z Grono w temacie wywiadu z Tomkiem Lisem. Odezwał się w tym samym czasie Wojtek Sobczuk oraz Michał Krzemień zarzucając mi manipulację, oszczerstwa i stawanie po stronie Tomka Lisa w zamian za czerpanie korzyści z tego ohydnego procederu…

Komentarz takiej oto treści zagościł pod tym wpisem:

“Arturze,

chcialbym Cie spytac dlaczego opublikowales na swoim blogu ten post szkalujacy moja osobe i pelen nieprawdy. Czy jestes jakos zwiazany z Tomaszem Lisem i jego probami wyludzenia ode mnie pieniedzy? Jestes jego przyjacielem/wspolnikiem w oszustwach? Czy dlatego nie zweryfikowales ani slowa z tego co napisal o mnie ze mna? Wyjasnij prosze co Cie do tego sklonilo”.

Cieszy mnie to, że ktoś z Grono w końcu odniósł się do opublikowanego ponad dwa miesiące temu wywiadowi z Tomkiem Lisem. Odpowiadam publicznie ponieważ jest to odpowiedź na komentarze Wojtka i Michała, które każdy może przeczytać.

Cieszy mnie też ton wypowiedzi Wojtka i Michała - obaj zarzucają mi wiele: począwszy od oszczerstwa, manipulację, brak standardów dziennikarskich - Panowie, więcej wyobraźni! Dorzuciłbym jeszcze: efekt cieplarniany, porażki Kubicy i łysienie plackowate. Tak jest za tym wszystim stoję ja a w wolnych chwilach przekabacam wiernych userów Grono i proponuję im rejestrację w Bebo. Panowie, litości!

Wojtku - ewidentnie macie (jako Grono) problemy z reagowaniem w tzw. sytuacjach kryzysowych. Sami produkujecie problemy, które potem wybuchają Wam w twarz: sprawa blip / blimp, walka z wynikami głosowania na AntyWebie, dziwaczne zmiany wpisów na Wikpedii - to tylko ostatnie przykłady skandali wygenerowanych przez Was samych.

Sprawa Tomka (zostawmy na chwilę ocenę sporu kto ma w nim rację) jest także klasycznym przypadkiem zamiatania pod dywan - a nuż się uda i rozejdzie się po kościach. Jako zespół Grono mogliście dojść do porozumienia dawno temu i załatwić to po cichu - w wyniku działań obu stron sprawa nabrała rozgłosu i wymaga załatwienia w świetle reflektorów. Upublicznienie jej było już tylko kwestią czasu.

Do Tomka mam stosunek neutralny - jego wypowiedź opublikowałem ponieważ Tomek w przeciwieństwie do Was zgodził się odpowiedzieć na moje pytania bez problemu. Czy ja mu wierzę to moja osobista sprawa i nie starałem się aby moja postawa czy komentarz sugerował publicznie moje sympatie. Ważne dla Was powinno być co sądzą na ten temat internaci a to możecie poczytać w komentrzach pod wywiadem.

Jak może zauważyłeś jako osoba mieniąca się blogerem przypisałem sobie prawo komentowania wydarzeń i otaczającej mnie rzeczywistości. Nie jestem dziennikarzem, nie obowiązują mnie kodeksy etyczne ani komisje koleżeńskie - te kwestie rozwiązuje za pomocą zdrowego rozsądku. Możesz powiedzieć, że napisałem kłamstwo jeśli udowodnisz mi to - inaczej rzucasz bezpodstawne oskarżenia.

Jako samowolny komentator sam wybiera cel i źródło. Jeśli zarzucasz mi stronniczość to ja odpowiadam - dopełniłem obowiązków i starałem się pozyskać wiedzę z obu stron barykady. Wasze milczenie było dla mnie jednoznacznym dowodem, że nie chcecie (ze mną) rozmawiać na ten temat.

Kwestia problemów w (i z) Grono jest powszechnie znana od lat tym którzy znają się w branży. Tomek postanowił udzielić wywiadu mnie (hmm nie wiem czy wiesz ale również publicznie o zgrozo wypowiadał się podczas tego spotkania Bootstrap) poniewaz poprosilem go o to i byla to moja inicjatywa. Uważam, ze morał płynący z tej historii moze stanowić nauczke dla innych mlodych ambitnych polskich start-upow’ców.

Zarzucasz mi szarganie Twojego nazwiska, pisanie kłamstw - wybacz ale z przedstawionego wywiadu według mnie nie można wyciągnąć takich wniosków. Możesz oczywiście się nie zgodzić z moją opinią i skierować sprawę do odpowiednich instytucji. Deklaruję publicznie, że służę swoją osobą jeśli taki pomysł powstanie w Twojej głowie.

Poza tym to nie jest wypowiedź moja ale Tomka więc jeśli uważasz, że ja powinnienem czuć się odpowiedzialny za postępowania Tomka to muszę Cię zmartwić - nie muszę. Jako osoba dorosła Tomasz Lis odpowiada za wszystkie swoje działania samodzielnie. Tak to już jest po skończeniu 18 roku życia (w Polsce).

Rozumiem, że uważasz wersję Tomka za odbiegającą od prawdy. Oczywiście masz takie prawo. W tym wypadku albo przedstawisz własną wersję (opartą na sprawdzalnych faktach) albo uznam, że nie posiadacie żadnych istotnych argumentów aby zarzucać kłamstwo mi czy Tomkowi.

Jeśli żądasz sprawiedliwości - proszę bardzo opisz jak to było z początkiem Grono w Twojej wersji. Oczekuję, że dotrzymasz słowa i prześlesz mi swój tekst. Jak już wspomniałem kilka razy - gotów byłem i jestem opublikować wersję obu stron aby czytelnicy sami wyrobili sobie własne zdanie. Skorzystasz?

Płakanie, że jestem zły, okrutnie traktuję Grono i działam na korzyść nie wiadomo kogo (Fotki? N-K? Bebo?) jest histerycznym argumentem. Nie mam i nie posiadam udziałów w żadnym serwisie społecznościowym a moja firma Revolver Interactive nie pracuje dla żadnego Waszego konkurenta.

Moja propozycja - uderzcie się gremialnie w piersi, posypcie głowy popiołem (jako zarząd i właściciele) i zacznijcie traktować internautów, użytkowników swojego serwisu poważnie. Grono stacza się sukcesywnie w przepaść (to oczywiście moje zdanie) i próba zaklinania rzeczywistości nie zmienią tego. Ani znajdowanie tematów zastępczych i próba kneblowania innych źródeł niż Wasza firma.

Tak z ciekawości - jak według Ciebie miałaby wyglądać Wasza autoryzacja wywiadu z Tomkiem? Miałbym wyrzucić wszystkie fragmenty w których pojawiają się kwestie sporne? Miałbym opublikować kadłubek wywiadu tylko dlatego, że jednej z zainteresowanych stron nie spodobało się kilka fragmentów? Mamy chyba inne wyobrażenie o prowadzeniu bloga i zabawy w quasi-dziennikarzenie.

Zmiany w serwisie o których słychać od lat może zahamują proces stagnacji ale być może (oby nie) okaże się, że zbiór 1 mln internautów jakie pozyskało Grono nie jest w stanie utrzymać serwisu w perspektywie 2-3 lat. Szkoda abyście zniknęli z rynku w takim stylu i to teraz.

Michale - twój profil zniknął z serwisu GoldenLine. Co to może oznaczać? Ja stawiam na wzięcie się do roboty kogoś z PR kto zakazał wypowiadania się “czołowym” zderzakom Grono.

A może w końcu sponsorom Grono przestała się podobać sytuacje w której serwis pogrążony w stagnacji ssie wagony kasy a członkowie zarządu angażują się w pyskówki na forach i blogach zamiast pracować nad poprawą serwisu?

Albo może sam skasowałeś swój profil bo przestały Ci się podobać rozmowy na forach GL dotyczące Grono - w większości pokazująca niezadowolenie internautów z obecnego kształtu serwisu?

Michale - Twój poziom wypowiedzi nadal mnie bawi i zdumiewa. Jak ulał pasuje do Ciebie taki klasyczny opis “śmieszy, tumani, przestrasza”. Napisałeś:


“Z zalozenia nie dyskutuje z ignorantami. Ale to nie upowaznia Cie do publikowania oszczerstw w stosunku do osob ktorych nawet nie spytales o komentarz”

Mail z pytaniami jaki Ci wysłałem nie był zaproszeniem do dyskusji tylko prośbą o ustosunkowanie się kogoś z Grono (niekoniecznie Ciebie). Zbyłeś mnie, nie raczyłeś odpowiedzić a teraz imputujesz mi ignorancję. Gdzie logika, gdzie sens?


“A jesli nie wiesz jak sie weryfikuje jakikolwiek artykul, to zanim sie wezmiesz za dziennikarstwo(?) to polecam prawo prasowe poczytac”

Aby zweryfikować artykuł trzeba go najpierw móc przesłać zainteresowanemu. Olaliście mnie więc nie chcąc czekać w nieskończoność na ruch z Waszej strony puściłem wersję Tomka. Miałem czekać aż łaskawie ruszycie cztery litery i po dwóch miesiącach mi odpowiecie? Może tak działa się w Gronie. Ja wolę pracować inaczej.

Wtręt o przekręcaniu ksywy / aliasu - tak, przepraszam masz rację. Tutaj się zgadzam i powiem, że nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Zdarza mi się w trakcie pisania przekręcać daty, liczby, nazwiska. Przyjmij moje przeprosiny.

Mam nadzieję, że doczekam się odpowiedzi od Wojtka, Michała a może nawet Roberta i przedstawienia wersji drugiej wydarzeń dotyczących powstania Grono.

Panowie - bardzo Was do tego zachęcam!

May the Force be with you!

Apteo.pl - start!

17:07 3rd May 2008

Apteo.pl - apteka internetowa leki lekarstwa

Pogoda jest jaka jest ale ludzie rzucili się na wypoczyn. Telefony milczą więc korzystając z kilku dni wolnych od natłoku innych spraw postanowiliśmy w majowy długi weekend oficjalnie uruchomić naszą aptekę internetową w wersji beta - Apteo.pl. Projekt z szybkiego i prostego (planowaliśmy 2-3 miesięcy prac) przeistoczył się w ponad roczną walkę ze wszystkim i wszystkimi…

Fajnie jest coś domknąć i poczuć, że projekt nabiera w końcu komercyjnego sznytu (czytaj zaczyna w końcu zarabiać na siebie zamiast generować koszta). Apteo jako projekt dało nam nieźle w kość - zaczynając od strony realnej apteki a skończywszy na softwarze i programistach. Tym bardziej, że zaczynając prace nad nim kompletnie nie znaliśmy branży oraz nie byliśmy w stanie poprawnie ocenić zagrożeń - niczym Titanic wpadaliśmy na gorę lodową tylko, że w naszym wypadku co chwilę i to na coraz większą.

Z pamiętnika project managera: z designem oraz strukturą serwisu poszło łatwo - rok temu Apteo byłby jedną z lepszych designów aptek w sieci - niestety stworzona przez nas grafika obecnie lekko już się zestarzała a i konkurencja zdążyła pozmieniać swoje witryny. Poświeciliśmy trochę czasu (pewnie jak zwykle okaże się, że za mało) na testowanie interface’u i ekranów z mechanizmami zakupowymi - chyba pozbyliśmy się większości problemów jakie występują w innych podobnych serwisach.

Mam nadzieję, że będę klienci polubią naszą aptekę i będą do niej wracać - moim pomysłem było abyśmy odeszli od standardowej prezentacji produktów na stronie na rzecz serwisu z pożytecznymi informacjami - stąd u dołu serwisu zobaczycie kilka kategorii z informacjami przydatnymi dla osób robiących zakupy w Apteo. W przyszłości chcemy rozwijać te działy, ba być może ewoluują one w stronę osobnych blogów wspierających sprzedaż? Zobaczymy.

Jak widać Apteo nie jest apteką walczącą z konkurencją cenami - co prawda plasujemy się w górnej części peletonu jeśli chodzi o ceny ale tak naprawdę chcemy bić się z konkurentami dzięki ofercie (tak, tak “the long tail” się kłania). Oprócz tego zamierzamy wykorzystać synergię między zakupami w sieci a siecią aptek (w Warszawie mamy ich siedem) do promowania a być może również sprzedaży (odbioru) produktów zamawianych przez internet. O reszcie planów nie powiem - niech konkurencja sama pogłówkuje :)

Sam serwis został oparty o komercyjny silnik sklepu z mechanizmami e-apteki - niezbędna okazała się współpraca i zakup dodatkowych licencji od KamSoftu ponieważ inaczej nie moglibyśmy automatycznie aktualizować cen (co w przypadku apteki skazywałoby nas na ręczne sprawdzanie cen każdego z kilku tysięcy produktów). Dzięki temu z poziomu panelu admina możemy zawiadywać całością zakupów, płatności, kampanii reklamowych i programy partnerskiego w jednym miejscu.

Kiedy już daliśmy sobie radę z softem, serwerem oraz podłączeniem do bazy zmieniło się prawo dotyczące aptek. W wywiadzie dla Gazety naprawdę nie przesadzałem - widmo rychłego zamknięcia działania e-aptek zajrzało nam do oczu. Środowiska i lobby aptekarskie zaczęło gwałtownie domagać się usankcjonowania (w domyśle - wydania negatywnej opinii na temat handlu w sieci) działań aptek internetowych. Prawie im się udało - min. Religa wysłał do Brukseli propozycję zmian prawnych a w międzyczasie PiS został odspawany od sterów władzy.

Z dużym poślizgiem czasowym rozporządzenie zostało pozytywnie zaopiniowane i wydane - jak można było się spodziewać Minister Zdrowia Pani Ewa Kopacz (znana z otwartej niechęci do sprzedaży leków poprzez internet) postawiła poprzeczkę wysoko narzucając bardzo restrykcyjne warunki sprzedaży (nie chcąc się powtarzać proponuję zajrzeć do jednego z poprzednich wpisów na ten temat).

Dziś jest 3 maja czyli dzień w którym ustawa zaczyna obowiązywać. Jak widzę na stronach konkurencji nie ma żadnych zmian ani dodatkowych informacji dotyczących nowych metod transportu. Ciekaw jestem czy jest to wynik majowego lenistwa czy po prostu nikt w tych firmach nie przejmuje się sankcjami prawnymi?

Apteo dostosowało się do zaleceń prawnych i dysponuje wszystkimi wymienionymi w rozporządzeniu mechanizmami do transportu produktów farmaceutycznych. Co czyni nas na tę chwilę jedyną legalnie działającą apteką w sieci :) Zobaczymy jak swoja ofertę zmodyfikują inne apteki. Bo muszą to pewne inaczej grozi im odebranie koncesji na prowadzenie apteki.

Możemy już sprzedawać ale to nie oznacza, że prace zakończyły się - teraz czas na zabawę w pozycjonowaniu serwisu, poprawianie błędów programistycznych, usability no i dbanie o poprawne relacje z klientami. Cieszę sie, że na własnej skórze będę testował dość spory projekt e-commerce’owy - do tej pory byłem jedynie specem teoretykiem w tej dziedzinie. Teraz zaczną mi się śnić google’owe statystyki, ilości odbić i conversion ratio. Ratunku.

Na koniec chciałbym podziękować moim partnerom w bojach - Łukaszowi i Przemkowi, którzy tak jak ja zaliczali doły psychiczne w walce z przeciwnościami losu ale nie poddali się. Wspieraliśmy się wzajemnie i dziś wiem, że jedna osoba nie byłaby w stanie udźwignąć całości sama. Guys I owe you one :)!

Kolejne gorące podziękowania ślę Wojtkowi Kyciakowi znanemu niektórym z bloga o e-commerce. Mogę szczerze polecić wiedzę i usługi Wojtak jako speca od wielu spraw związanych z e-commerce i to nie tylko w Polsce. Wojtek wsparł Apteo w początkowej fazie i dzięki jego pracy uwierzyliśmy, że nam się uda zrealizować to tak jak chcemy.

Ostatnie ale ważne podziękowania chciałbym przekazać zespołowi z firmy Aptus, który dzielnie wspierał nas w bojach z warstwą programistyczną i dokonał tego co na początku wydawałoby się niemożliwe - postawił i spiął to wszystko do kupy. Panie Piotrze, dziękuję bardzo :) Zmienił Pan moje zdanie o informatykach dzięki Pana poświęceniu i zaangażowaniu!

PS. A wszytkim życzliwych proszę o wsparcie :) Obyśmy nie skończyli jak oni

New Connect Club

23:12 24th April 2008

New Connect Club

Skorzystałem z zaproszenia od Ewy Stępień i Michała Fabera organizatorów i animatorów NCClub. Mile zostałem zaskoczony atmosferą oraz drinkami i cateringiem. Pałaszując i popijając winem słuchałem opowieści Adama Maciejewskiego oraz Aleksa Osadzińskiego…

Spotkanie w czwartkowy wieczór zaingurowało cykl spotkań New Connect Club w zamyśle organizatorów - miejsce spotkań ludzi z branży IT oraz “garniturowców” z GPW i NC. Faktycznie garniturów było dużo na sali ale krawatów już mniej.

Spotkałem parę znajomych twarzy ale generalnie zaskoczył mnie brak wielu osób developujących swoje projekty widywanych na Auli. Czyżby jednak NC był traktowany jako zło konieczne w szukaniu funduszy? Ciekawy temat do sprawdzenia przy najbliższej okazji.

adam maciejewski GPW

Adam Maciejewski - GPW - copyright by NCC

Jakby ktoś nie wiedział Adam Maciejewski jest członkiem zarządu NC. Alex Osadziński natomiast pracuje dla VC Trinity i działa od 20 lat w rejonie Doliny Krzemowej nad własnymi start-up’ami oraz przy doradzaniu i inwestowaniu w nie.

michał faber

Michał Faber na NCC - copyright by NCC

Alex przedstawił prezentację jak działają VC w Dolinie, dlaczego warto być start-upem w US i jakie widzi główne różnice między działaniami funduszy w Stanach a w Europie. Generalnie bida z nędzą panowie i panie - sam Osadziński do tej pory przeputał na start-upy jakieś 230 mld $ (tak, tak - miliardów) jako osoba pracująca w Trinity. Jak to się ma do naszych krajowych VC wolę nie pytać - pewnie troche gorzej…

alex osadziński trinity

Alex Osadziński - facet z miliardami dolarów na pomysły - copyright by NCC

Trinity dostaje rocznie jakieś 3 tysiące pomysłów z czego finałowo inwestuje się w 10 pomysłów. Alex podkreślał jednak, że dla niego kontakt z młodym przedsiębiorcą jest świętością - zawsze odpisuje na maile i spotyka się z interesująco wyglądającymi projektami. Dlaczego? Proste - każdy z odrzuconych może być kolejnym Facebookiem albo Googlem. A taka świadomość boli VC.

W Dolinie ważna jest reputacja, którą buduje się latami - nikt normalny nie będzie traktował start-upy jak upierdliwe muchy bo zrażenie do siebie danego przedsiębiorcy może drogo kosztować kiedy to trafi się za jakiś czas na tego samego gościa, którego się wyrzuciło z “głupim” pomysłem.

Ciekawostkę jaką podkreślił parę razy Osadziński - w Stanach jest powszechny element “naiwności”. Taka naiwność skutkuje tym, że realizowane są projekty, które w Europie uznano by za debilne, dziecinne i głupie - w US nie dość, że traktuje się je poważnie i łoży kasę to zdobywają rynek i można na nich zarobić. Ot taka drobna różnica w mentalności między starym a nowym światem.

Po części oficjalnej można było “ponetłorkingować” do czego byliśmy zachęceni kolejnymi porcjami jedzenie i napitków - skorzystałem i jestem zadowolony. Jak na pierwsze spotkanie nie było źle - czekam na kolejne.

PS. Więcej fotek ze spotkania NCC znajdziecie tu

Ci, którzy zapisali się również na dzień otwarty na NewConnect mogli dostać taką fajną koszulkę zaprojektowaną przez Piotra Młodożeńca.

united pot smokers t-shirt

Ja co prawda nie miałem jej na sobie w czwartek ale jak się okazało po powrocie do domu wpasowałem się tematycznie w spotkanie zakładając hmmm… dość przedsiębiorczego t-shirta. A tak się dziwiłem dlaczego kilka osób ze zdziwieniem wpatrywało się w moją klatkę piersiową. Teraz wiem, ze nie chodziło o mięśnie…

official new connect club t-shirt

apteki i leki w sieci - czy to jeszcze się opłaca?

Niestety wygląda na to, że nowa władza nie jest aż tak nastawiona na biznes jak to deklarowała. Być może działania Minister Zdrowia i innych urzędów odpowiedzialnych za obrót produktami leczniczymi mają tylko i wyłącznie zabezpieczać dobro pacjenta ale przy tej okazji poważnie ogranicza się konkurencję na rynku farmaceutycznym…

Niestety nie są to tylko czcze spekulacje. Miałem okazję na własne uszy usłyszeć interpretację nowych przepisów podczas konferencji organizowanej przez CEMED. Na sali zasiadło wiele osób z tzw. branży aptkerskiej oraz właścieli aptek internetowych - jak się okazało wszyscy czekali na spotkanie z Panią Dyrektor Departamentu Organizacyjno-Prawnego z Głównego Inspektoratu Farmaceutycznego.

I zaczęło się. Ustawa, która wchodzi w życie 3 maja br. jasno precyzuje co wolno a czego nie aptekom prowadzącym sprzedaż produktów leczniczych - zwróćcie uwagę, że w rozporządzeniu ani razu nie pojawia się określenie “apteka internetowa”.

Jest to świadome działanie ponieważ ustawodawca traktuje aptekę internetową jako…aptekę. Wszystkie przepisy, obostrzenia i nakazy tyczące się apteki dotyczą także “apteki internetowej” albo jak to określono we wspomnianym dokumencie ”

Zasadniczo za pomocą jednego przepisu (§ 4 pkt 3 podpunkt 3 i 4) dotyczącego warunków transportu (w środku transportu musi być temperatura określona przez producenta leku za bezpieczną) sprawadzono biznes e-apteki na krawędź opłacalności. Dlaczego? Ano dlatego, że obecnie w większości firm przewożących paczki nie ma odpowiednich (zgodnych z ustawą) samochodów.

Jest kilka firm wyspecjalizowanych ale ich ceny są o wiele wyższe. Ergo - apteki będą musiały dołożyć cenę transportu i dla pacjenta już nie będzie aż takiej różnicy w cenie końcowej.

Potrzeba składowania wszystkich danych przez 3 lata jak i zbieranie od klientów prawdziwych danych (ważne w przypadku kontroli) podawanych przez fax, telefon bądź maila w kontekście powyższego przepisu są nawet mało dotkliwe.

Pytanie tylko dlaczego sprzedaż takiej samej aspiryny w kiosku ruchu nie owocuje nałożeniem podobnych (jeśli nie takich samych) ustaw?

Czym różnią się te same odżywki i suplementy diety sprzedawane w centrach handlowych i na bazarach od towarów z apteki? Dla mnie niczym - w obu przypadkach konsekwencje złego użytkowania czy wady produktu są takie same.

Kolejnym zabójczym elementem jest nakaz niszczenia zwrotów. Jeśli ktoś zamówi 100 opakowań leków po 100 pln ale rozmyśli się i zwróci towar (ma na to 10 dni od daty zakupu) to apteka musi utulizować zwrócone produkty.

Uwaga! A teraz podam pomysł jak wykończyć aptekę internetową zgodnie z literą prawa - należy zamówić za 10 tys. towaru i zwrócić go. Czynność powtarzać co miesiąc - po 2-3 miesiącach apteka się sama zamknie. Proste, prawda?

Przy okazji dowiedzieliśmy się, że Dom Zdrowia spółki MCI ma dwa wyroki i prawdopodobnie otrzyma b. wysoką karę i być może będzie miał odebraną licencję na prowadzenie puntku aptecznego.

Dlaczego? Ponieważ DZ starał się omijając obostrzenia dot. sprzedaży leków na receptę za pomocą upoważnienia kurierów do przekazywania recept i leków (rozumowanie w stylu: jeśli jestem osobą starszą to proszę kogoś np. sąsiadkę aby ta poszła do apteki i zrealizowała receptę na moje leki).

Taka interpretacja według GIF nie jest zgodna z prawem polskim i DZ czekają poważne konsekwencje. Tak samo jak sieć aptek Dbam o Zdrowie, które to znowu przekraczają i naginają wg GIF prawo reklamując online leki refundowane. Zobaczymy - podobno wnioski są już skierowane do odpowiednich ciał.

Zobaczymy 3 maja kto i jak będzie próbował działać na rynku. Konkurencja zapewne będzie patrzeć na siebie i powielać działania innych. Wątpię żeby wszystkie apteki zaprzestały sprzedaży i potulnie czekały na decyzję GIF. W tym biznesie jest kasa i wiele firm nie odpuści sobie tak intratnego poletka zarobku.

Ja w każdym razie poczekamy z Apteo.pl (które działa już wewnętrznie, testujemy soft) do 3 maja i będę pilnie śledził doniesienia z branży. Może pojawi się jakaś jaskółka nadzieji i któraś z firm kurierskich zdecyduje się na zainwestowania w dodatkowe wyposażenie?

Plejada plotek

8:28 10th April 2008

dorota doda rabaczewska tvn

Taki dzień musiał kiedyś nadejść. Duży koncern medialny ładuje solidną kasę i odpala serwis mający stać się konkurencją dla innych tworzonych przez amatorów serwisów plotkarskich. ITI rusza na łowy plotek i sensacji nakierowanych na target Magdy M…

Plejada.pl wystartowała jakiś czas temu (pisał już o tym np. Kuba Filipowski) a jej redaktor naczelną została Karolina Korwin Piotrowska osoba o bogatym doświadczeniu w pracy z mediami elektronicznymi. Mam nadzieję, że epizod z Ahoj.pl pomoże w zrozumieniu internetu bo jakoś nie pamiętam żeby to co robiła Pani Karolina za czasów Ahoja szarpało statystykami portalu.

Anyway. Z innej beczki - ciekaw jestem jaką oglądalność dostanie w prezencie Centrum Handlowe Plejada w Sosnowcu (www.plejada.com.pl) z ruchu wygenerowanego przez zagubionych i słabo pamiętających prawidłowy adres internautów. Może ich też ITI kupi?

Plejada jako serwis plotkarski jest grzeczny, dopieszcza swoich bohaterów i pokazuje ich jako ładnych i mądrych. To taki styl jaki spotkać możemy w prasie spod znaku “people” gdzie nie opłaca się napisać prawdy o przepytywanej gwieździe ponieważ następnym razem manager takiego pacjenta nie zgodzi się na wywiad. Ujawnione brudy zwiększą zatem sprzedaż jednorazowo a potem ciężko będzie szukać kolejnych gwiazd chętnych do publicznego dawania ciała.

Jak sam serwis się nam przedstawia? Plejada.pl to w zamierzeniach twórców “nowy, niezależny, informacyjno-rozrywkowy kanał tematyczny w internecie” - nie wiem od czego ma być niezależny skoro redakcję karmi ręka ITI. Może to taki zwrot mający służyć w rozmowach z gwiazdami “niezależnie co piszą inni - my możemy napisać, że byłeś pijany jak świnia i ćpałeś kokę!”. Przepraszam, że się czepiam ale jakoś nie czuję tutaj ducha “indie” i anty-korporacyjnego luzu w gronie takich firm jak Onet / ITI / TVN.

Dalej czytamy “Nastawiamy się na informacje pozytywne, pogłębione, jesteśmy zdecydowanie bardziej łagodni niż konkurencja, ale w poszukiwaniu prawdy posuwamy się znacznie dalej niż inni. Nasze informacje są rzetelne, sprawdzone i prawdziwe. Jesteśmy dalecy od oskarżania i obrażania kogokolwiek. Nie ma u nas donosów. Zawsze powołujemy się na źródła.”

Subtelny kop w miękkie podbrzusze Pudelka i serwisów żyjących z informacji od czytelników i nawiedzonych fanów z komórkami z aparatami fotograficznymi. Plejada ostro rozgranicza i rozdaje uwierzytelnienia - dobre to co sprawdzone i przygotowane zgodnie z dziennikarską starannością. Taka taktyka może zdać egzamin jeśli nikt nie złapie redakcję Plejady na tworzeniu newsów na kolanie i wątpliwej treści.

Z daleka widać, że Plejada poszła tam gdzie Pudelek i podobne serwisy wejść nie mogą - za scenę teleturnieju, na plan serialu itd. Wreszcie ktoś konsumuje i przetwarza to co się produkuje w takiej machinie jak TVN i podaje to internautom. O kanibalizacji nie może być mowy bo treści produkowane przez Plejadę są po prostu specyficzne i dostosowane do medium internetu. Brawo.

Co ciekawe Plejada czyli tuba TVN pisze rowniez o konkurencji! I to pisze w sposób wyważony i poprawny. Przykład tutaj. To kolejny wyróżnik Plejady od internetowej konkurencji - patrzcie, możemy i umiemy współpracować a nie zagryzać się w boju o bardziej krawego newsa.

Plejada w zasadzie mogłaby być multimedialnym dodatkiem do “Vivy”, “Gali” czy “Twojego Stylu” - stonowane wypowiedzi i brak “mięsa” newsów charakterystyczny dla internetowych “pudelków” epatujących zdjęciami majtek B.S. upapranych krwią menstruacyjną pokazuje, że droga do sukcesu dla Plejady została wytyczona poprzez dobre relacje z reklamodawcami.

Dla koncernu medialnego to jedyna słuszna droga - pozwala to na przerzucanie budżetów między podmiotami i tworzenie ofert reklamowych “cross-platformowych” (kupcie tyle a tyle czasu w TV a dorzucimy Wam tyle i tyle odsłon na naszym serwisie) oraz buduje sobie zaplecze internetowe dość małym kosztem.

Czy zatem “internetowa prasa plotkarska” powinna się bać? Nie sądze. Stracą raczej portalowe quasi-plotkarskie serwisy (Plotek, XoXo, Pomponik.pl itd.) tworzone ze ścinków newsów, które nie weszły na “jedynkę”. Czytelnicy Pudelka trzymać się będą tego serwisu ponieważ radykalizm materiałów jest tam specyficzny a piętnowanie “gwiazdorzenia” polskich celebrytów jest kultowe.

Żaden inny gracz nie zdecyduje się na glanowanie gwiazd ponieważ kiedyś będzie wyciągał do nich rękę (przy promocji kolejnego serialu, imprezy, sprzedaży płyty itd.) Agora, TVN, Bauer nie może zrazić do siebie lokalnych gwiazd - o2 może i musi nawet.

Różnica styli jest ogromna - weźmy newsa o Wielkim Artyście Rubiku na Pudelku i tym w Plejadzie. To są zupełnie różne style i trafiające do zupełnie innych odbiorców. Mnie się bardziej podoba styl Pudelka - zawsze fajniej kopać leżącego i obserwować jak polskie “gwiazdki” raz po raz spadają z ramówek wraz z nimi walą się kredyty, plany życiowe i kupione domy. Mniam.

Pojawienie się Plejady to sygnał dla całego rynku medialnego, że czas też aby “duzi” zaczeli grodzić i wyrzucać “małych” z ich zagród i poletek. TVN ładuje kasę o wiele większą niż o2 będzie w stanie dać na rozwój Pudelka. Oznacz to, że czeka nas podział na low-costową prasę plotkarską i tę okraszoną eksluzywnymi wywiadami i klipami w jakości HQ 16:9. O2 flirtował z tv w pudelku ale to nie ta liga - ITI pokazał kły i szybko zgarnia co jest mu należne.

Ciekawie może wyglądać odpowiedź Polsatu w świetle ich zakupów ostatnich oraz zmian kadrowych. Czy Marcin Pery stanie się pardon my french koniem pociągowym części interenetowej Polsatu? Polsat ma w ręku świetny produkt - prawa do ME 2008. Można wokół tego zrobić wydarzenie internetowe, postawić ogromny serwis, zbudować społeczność. Z drugiej strony - Polsat ma dziwny talent do spieprzania szans na zaistnienie w sieci. Może to taka karma. Szczególnie, że o Polsat sam przyznaje, że nie ma odpowiedniej infrastruktury aby zrobić dobrą transmisję w sieci…

Elementy przewagi “Plejady” nad “pudelkami i kozaczkami tego świata”:

> sklep online - dobry pomysl chociaż to Mango :)
> wersja mobilna - w formule onetowej “lajt”. krok w przyszłość teraz mało osób z tego skorzysta
> materiały video 16:9 - nie do pobicia dla konkurencji bez własnego zaplecza TV
> merytoryka materiałów - pamiętacie lemon.tv? no to właśnie o takiej różnicy mówię.
> promocja w kanałach TVN - bez komentarza
> duży brat, budżet, stabilność - bezcenne
> eksluzywność materiałów - nie do pobicia przez konkurencję internetową.

PS. Dopóki gwiazdy i idole będą wygadywały podobnej klasy bzdury dopóty Plejada i Pudelek żyć będą spokojnie. Jak widać nasze lokalne gwiazdy dzielą i pod tym względem kosmiczne odległości od zachodnich kolegów - no może lekko zbliża się w swoich “filipinkach” posłanka Anna “Zdrowaś-Maryja-Zawsze-Dziewica” Sobecka.

Polska Dolina Piachu

17:10 22nd March 2008

Polska Dolina Krzemowa

Kto poprawnie rozszyfrował tytuł wie już, że na tapecie pojawi się Silicon Valley (jej polska wersja a raczej powody jej braku) i sprawa “polskiego Skype’a”. W październiku tego roku upłyną dwa lata od zakładu poczynionego w świetle reflektorów przez dwóch inwestorów. Panowie założyli się o to, że w Polsce możliwe jest powstanie “giganta high-tech” na miarę Skype’a…

W 2006 roku Tomasz Czechowicz (MCI) oraz Dariusz Wiatr (Hexagon Capital) dokonali zakładu mającego rozstrzygnąć się w czasie 2 lat. Tomasz Czechowicz twierdził, że “W maju dyskutowałem z ludźmi z różnych krajów podczas branżowej konferencji venture capital w Pradze. Wszyscy byliśmy pewni, że wkrótce w Europie Środkowej - bardzo możliwe, że właśnie w Polsce - narodzi się spółka technologiczna, której ranga na świecie będzie co najmniej porównywalna z firmą Skype.” Wiatr mu odpowiadał: “Jestem zazwyczaj optymistą, typem wolterowskiego Panglossa - mówi nam Dariusz Wiatr. - Ale ten pogląd to typowe myślenie życzeniowe. Taki scenariusz nie ma, niestety, w Polsce realnych szans i mogę się o to założyć.”.

Warunki zakładu zostały jasno określone: “Kiedy rozstrzygnięcie? Na koniec 2008 r. W jakich branżach ma działać firma? Szeroko pojęte high-tech, czyli m.in. internet, technologie mobilne i bezprzewodowe, informatyka, software, półprzewodniki, biotechnologia, zaawansowane technologie medyczne. Jaka ma być miara sukcesu? Polska spółka powinna zaliczać się w swojej branży do pierwszej trójki w Europie pod względem popularności marki, liczby użytkowników (klientów) lub udziału w rynku. Za sukces uznamy też pozyskanie inwestora z absolutnej czołówki światowych funduszy venture capital (typu Benchmark Capital, Sequoia czy Kleiner Perkins).”

Stawką zakładu była butelka kalifornijskiego wina Opus One o wartości 1.5 tys. złotych (teraz pewnie tańsza po spadku dolara) co już wtedy pokazywało, że obaj panowie raczej nie rzucają na szalę wiele. Podana data zakładu mija za 7 miesięcy. Można śmiało przyjąć, że żaden z warunków postawionych w zakładzie nie spełni się. Pospekulujmy dlaczego?

Niestety lista argumentów przeciw wyartykułowana przez Dariusza Wiatra nie straciła na mocy a nawet powiększyła się. Spróbujmy zatem sporządzić listę taką listę pod tytułem “Dlaczego w Polsce niemożliwe jest powstanie spółki high-tech konkurującej ze światowymi firmami?”

* brak kultury rynkowej i biznesowej na odpowiednim poziomie

Obie strony (inwestorzy i właściciele pomysłu) patrzą na siebie i postrzegają jako zło konieczne. Inwestorzy polscy w większości ofiary bańki 1.0 nadal patrzą podejrzliwie na “dotcomy”. Ich zachwyt ale i przerażenie budzi szybkość rozwoju serwisów i usług w Internecie - wiedzą, że chcą się załapać na trend ale nie wiedzą jak. Brak wiedzy i doświadczenia w prowadzeniu takich firm powoduje, że inwestuje się sumy grubo za duże w średnie pomysły a zarazem występuje lęk przed wyłożeniem wielkiej kasy na walkę z konkurentami z zagranicy.

Pomysłodawcy otumanieni wizjami “web-dwa-zero” produkują masowo wizjonerskie produkty czy usługi, które a) działają już na rynkach zachodnich b) nie są wcale takie świetne. Niska bariera wejścia na rynek powoduje, że za “biznes” biorą się osoby, które usłyszłały coś o naszej-klasie i myślą “mi też się uda powielić pomysł albo drenować jakąś niszę”. Przykładów proszę szukać na startups.pl. 90% ogłaszanych tam serwisów wyprodukowano za mniej niż 1 tys. złotych przez grupę dwóch osób (koder+grafik).

Efekt? Zniechęceni inwestorzy, którzy bombardowani są propozycjami inwestycji w kolejny “serwis wymiany zdjęć - lepszy niż flickr!” przestają mieć chęć i siłę na szukanie perełek. Bo perełki są, ale baardzo głęboko ukryte i jakoś same nie chcą wpaść w łapy inwestorów.

* brak podmiotów wyspecjalizowanych w finansowaniu małych spółek

Wbrew pozorom w Polsce nie ma firm, które zajmują się inwestowaniem w pomysły na bardzo wczesnym poziomie rozwoju. Nie ma ani “aniołów biznesu” z prawdziwego zdarzenia ani VC czy PE inwestujących małe pieniądze w celu zobaczenia czy biznes jest sensowny.

Wiem, że jest coś takiego jak BAS ale nadal twierdzę, że to nie ten kaliber. Potrzeba jest firm chętnie inwestujących poniżej 100 tys. złotych na zasadzie “masz pomysł - zrób wersję beta i sprawdzimy Twoje założenia w testach.

Będzie okej - jedziemy z kolejną transza”. Są za to gracze “mam 10 mln złotych i co mi zrobisz”. Jeśli Twój pomysł nie łapie się na spalenie w piecu od 1 mln złotych w górę to panowie garniuturowcy z “wieżowców szklanych drzwi” nie przerwą swojego sushi-lunczu żeby cię wysłuchać.

* mentalność polaków - dobra, stabilna praca jest lepsza niż swoja własna firma

Wiele młodych osób nie stać jest na rzucenie się na głęboką wodę własnego biznesu. Paraliżuje je strach związany z utrzymaniem siebie i pracowników. Brakuje pozytywnych przykładów i case studies, brakuje realnego wsparcia państwa (zmniejszenie czasu na rejestrację firmy nic nie zmieni!). Dodatkowo osoby, które mogą zrobić coś w branży kuszone są dobrze płatnymi posadami w bankach, sektorze IT czy mediach.

Rachunek jest prosty - wolę być inżynierem w Google’u niż ryzykować własnymi środkami budując swój pomysł. Trudno tutaj bezpośrednio winić same młody osoby, ale cóż - kto nie ryzykuje ten nie jedzie.

Łukasz Foltyn czy Maciej Popowicz albo Rafał Agnieszczak i Michał Brański też mogli pewnie pójść pracować u kogoś. Wybrali własne biznesy i nieźle z tego żyją. Można? Można. No pain no game.

* dostęp do internetu i nowych technologii

Nie jesteśmy może małym krajem ale za to dość słabo korzystającym z narzędzi jakimi dysponujemy. Raport, który powinien wstrząsnąć rządem (PO przecież jasno opowiadała się za rozwojem dostępu do Internetu czy się mylę?) a przeszedł w zasadzie bez echa pokazuje, że nasze miejsce jest koło Bułgarii. Nie koło Norwegii, Danii, Niemiec czy Francji ale właśnie koło Bułgarii.

70% rodaków ma dostęp do telefonii stacjonarnej a tylko 8,4 % do szerokopasmowego internetu. A my chcemy produkować amazony, skype’y i inne yahoo’sy. Kto to będzie oglądał i za pomocą czego? Będziemy ciągnąć internet z komórek?

* wsparcie administracji rządowej w dziedzinie nowych technologii

Tego tematu nie trzeb chyba rozwijać. Lepiej ogłosić budowę Centrum Nauki Kopernika i zwołać kilka konferencji niż pomyśleć i wcielić w życie plan pomocy młodym, innowacyjnym firmom. Wiadomo - w takim centrum jak już powstanie ktoś będzie musiał objąć stanowisko dyrektora za parę lat. Idealne miejsce dla byłego ministra, który taki wniosek na budowę podpisze.

A taka spółka technologiczna panie to nie wiadomo co robi. I zdjęcia na jej tle nie można zrobić do ministerialnego newslettera bo jak garaż może być siedzibą zwykłej spółki?

* wielkość polskiego rynku

Jesteśmy zbyt małym i za mało chłonnym rynkiem, aby w miarę szybko zbudować odpowiednio duży popyt na innowacyjny produkt czy usługę. Bez duże grupy użytkowników nie rozwinie się nawet Skype czy Joost. Czyli chodzi o kwestię skali.

Czyli co? Usiąść i płakać? Niekoniecznie.

Jest Psiloc i jest IVO. Są regularnie wygrywający zawody programistyczne grupy młodych osób. Są powracający zza oceanu ludzie, którzy pracowali w prawdziwej Dolinie Krzemowej i mogą przenieść tamtejsze zwyczaje i doświadczenie na nasz grunt.

Są też oddziały Google’a i innych dużych molochów IT, które oprócz tego, że same wysysają obecnie z rodzimego rynku talenty to za chwilę będą je musiały również od siebie wypuścić i może właśnie taka osoba założy firmę, która niczym w amerykańskim śnie przejdzie błyskawicznie drogę od rodzinnego garażu do korporacji rozpoznawalnej na całym świecie.

Wiara i nadzieja to potęga a tego nigdy nam Polakom nie brakowało ale na razie przejdźmy się po Pustyni Błędowskiej i kontemplujmy jej przyrodę. Albo jej brak.

UPADTE: Tutaj Gazeta Wyborcza drukuje więcej informacji o półmetku zakładu

I ciekawostka - Polska jest technologcznym zaściankiem - więcej tutaj

Strzeż się geeka z Twitterem

8:00 12th March 2008

sarah lacy - sexy disaster

Wywiad z Markiem “Mr.Facebook” Zuckerbergiem przeprowadzony na SXSW przez Sarah Lacy stał się sławny w czasie paru godzin. Jeśi Twitter miały opcję “kill” to Sarah Lacy byłaby martwa już w czasie zadawania drugiego pytania. Dziś w sieci pojawił się cały zapis wideo wywiadu i każdy może wyrobić sobie zdanie na ten temat co stało się w Austin…

Wczoraj zachęcony nagłówkami RSS śledziłem lincz medialno - blogosferowy w serwisach polskich i zagranicznych. Zanosiło się na to, że będziemy świadkami pierwszego w dziejach morderstwa cyfrowego - po takiej ilości negatywnych ocen i kubłów brudów wylanych na dziennikarkę szacownego wydawnictwa inny komentarz nie przychodził mi do głowy.

Dziś rano zerknąłem na AntyWeb a potem na TechCrunch. Zaparzyłem sobie dzbanek herbaty i obejrzałem pełną relację z rzeczonego wywiadu w wersji pełnej 56 minut i 58 sekund. I zdębiałem.

Podpisuje się pod słowami Arringtona ten Pan upatruje źródło problemu w tym, że dziennikarka nie była geekiem ale seksowną młodą kobietą. Ratunku!!

Przytłaczająca liczba komentarzy dosłownie zmieszała z błotem dziennikarkę. Twitter zgrzytał i buczał od wpisów od których cierpły uszy. Użytkownicy tego zacnego serwisu używali sobie na całego podkręcając atmosferę w czasie trwania wywiadu. Patrząc na wpisy i komentarze na blogach wydawałoby się, że sam Szatan zstąpił do sali SXSW i ogłosił koniec świata.

Dla wielu osób pani Sarah Lacy właśnie zakończyła swoją karierę w mediach elektronicznych i powinna dostać dożywotni zakaz komentowanie świętych spraw dotyczących nowych mediów. Amen.

Żeby było jasne - ustalanie czy autorka wywiadu promowała swoją książkę, czy zadawała nudne pytania by jest tylko lansującą się dziennikarką, czy Zuckerberg jest “mało interaktywny” w czasie publicznych występów czy też która strona miała rację - ludzie krzyczaczy z sali, że “pytania są nudne” czy też osoby broniące Sarah Lacy. Nie chcę wchodzi w spory merytoryczne.

Każdy (zachęcam do obejrzenia wywiadu) może sobie wyrobić swoje zdanie po obejrzeniu tego wywiadu. Moje są następujące - Zucekerberg do gigantów krasomóstwa nie należy (Arrington twierdzi, że Zuckerberg jest bardzo trudną osobą jeśli chodzi o wywiady) i zapewne jego nieśmiała i wycofana postawa mocno kontrastowała z odbiorem dziennikarki.

Sarah Lacy faktycznie prezentowała się o niebo lepiej - ładna, uśmiechająca się może zbyt często zadawała dziwne pytania (czasami miałem wrażenie, że to jest randka a nie wywiad). Dodajmy, że wcześnie robiła już wywiady (do swojej książki) z Zuckerbergiem więc znają się i ich “zażyłość” może nie być udawana.

Być może kobieta dziennikarz zadająca banalne czasami (przyznaję bez bicia) pytania to było coś czego środowisko geeks i tekkies i wszelkiej maści zapaleńców z SXSW znieść nie mogło? To pytanie stawiam jako osoba uczestnicząca w ostatniej Auli podczas której widziałem reakcję uczestników na zapowiedź spotkań Geek Girls. Z sali posypały dość jarczmarno-koszarowe żarty. Wypadek przy pracy? Nie sądzę.

Wróćmy do SXWS. Pierwsza fala ataku została przypuszczona przez grupę osób komentujących wywiad na Twitterze potem rozlała się na blogi. Osoby wyposażone w laptipy na sali zapewne czytały komentarze innych (nie znajdujących się na konfernencji osób) jeszcze bardziej podgrzewające atmosferę. Krzyki i pohukiwania z sali stawały się głośniejsze aż do momentu kiedy sam Mark zapytał o co właściwie chodzi w pytaniach dziennikarki.

Oto chodziło publice, która za pomocą oklasków w zasadzie uniemożliwiła zadanie dalszych pytań. Lider pokazał sforze, że można przypuścić atak. Ludzie pokolenia zbudowanego z hierarchii ważności na Diggu dali upust swoim frustracjom. Burn the witch! Burn her!

Jedna z komentujących osób wpis Arringtona napisała: “If twitter helps a group of bored influential people pass their time, great. But let’s keep twitter in the background, and not let it replace valuable discourse or content. The fact you can use it to whine, or led credence to a story, is painful.”.

Komentuje emocjonalnie to co się stało na SXSW z czysto osobistego punktu widzenia. Na konferencjach na których ostatnio byłem czy też uczestniczylem jako organizator regularnie pojawia się kwestia “dopuszczenia głosów z sali” jako elementu “web-dwa-zerowego” podejścia do organizowania konferencji. Dajmy ludziom platformę to zapełnią ją ciekawymi i wiele wnoszącymi do dyskusji wątkami. Guzik prawda. Trele morele.

Nie wypada nie mieć np. Blipcasta i rzutnika pokazującego komentarze na żywo (ba, część wpisów tworzona jest przez ludzi siedzących na sali) uczestnikom. Po doświadczeniach z ostatniej Auli w TVN staje na stanowisku, że komunikator oznacza niestety dopuszczenie do głosu (demokratycznie a jakże!) sfrustrowanych, nihilistycznie nastawionych do życia pacjentów zamkniętych ośrodków.

Nie chcę oczywiście generalizować, ale nawet kilka głosów w stosunku do kilkuset uczestników robi złą atmosferę. Uwierzcie mi, że spędzanie czasu na czyszczeniu relacji z wulgaryzmów, linków do porno site’ów i innych pomysłowych prób zaistnienia jest dość męczące.

To nie zdaje egzaminu. Nie można zmusić ludzi do korzystania z narzędzi tylko w jeden (dobry) sposób. To jest klasyczny dylemat -dajesz ludziom narzędzia i oczekujesz, że wyniknie z tego tylko coś dobrego.

Na blogu Second Thoughts znalazłem bardzo trafne podsumowanie tego co stało się podczas wywiadu z Zuckerbergiem: “Depending on who you are, you will see this incident as either the triumph of the new media, the defeat of the old media, or a resounding indictment of all of them and the posting of another win for “games” and their gods.”

Dzieci rewolucji zjadają siebie żywcem ku uciesze innych dzieci. Tak ma wyglądać blofgosfera i social media? Proszę zatrzymać świat, ja wysiadam.

Moje wnioski osobiste płynące z obserwowanie wydarzeń na SXSW oraz polskich spotkań w duchu barcampowym:

My, Internauci oświeceni blaskiem swoich laptopów, rostrząsający na forach i blogach różnice między Web 2.0 a 3.0 i tym podobne akademickie dylematy działamy tak samo jak zwykły tłum na ulicy. Ktoś rzuci kamień (posta) ktoś potem powie, że widział “na własne oczy jak…” (post napisany na podstawie innego wpisu) i tak to się kręci. Niewiel się zmieniło od czasu pierwszego wydania tej książki. “Wielkie miasto” zmieniło się w “wielką sieć” a demonstracje na ulicach we flame’y na forach i w komentarzach w serwisach informacyjnych.

My, internauci lubimy krew i igrzyska - wystarczy nam rzucić na żer parę nie do końca prawdziwych faktów a w “social media” rozgorzeje bój na wyzwiska i kalumnie. Źródło informacji (wiadomo przecież - tradycyjne media kłamią) nie są już tak istotne co punkt widzenia i moc przebicia się ze swoją wersją. Acha, byle informacje była ze wszechmiar bulwersująca. I najlepiej w postaci wideo, żeby dało się zrobić “copy-paste” i wysłać znajomemu na gg.

Smutne są te nasze social media i rewolucja mająca zmienić na zawsze role nadawcy i odbiorcy.

PS. Na koniec polecam coś ze starej, telewizyjnej szkoły robienia wywiadów. To się nazywa energia i posłannictwo!

PPS. A to jest komentarz Lacy na Twitterze :)

Gronowładni - historia Grono.net

8:00 28th February 2008

grono.net historia

Grono jest symbolem polskiego Internetu czy to się komuś podoba czy nie. Niezależnie od tego jak potoczą się losy samego serwisu i jego właścicieli Grono już zapisało się w historii polskiej sieci i serwisów społecznościowych. Publikując ten wywiad mam świadomość, że zostanie on potraktowany jako atak na serwis. Nic bardziej błędnego - do historii Tomka dodam niedługo (mam nadzieję) historię “z drugiej strony barykady” napisaną przez Michała Krzemienia (znanego pod nickiem CUBE-K) co pozowli spojrzeć na historię Grono z dwóch różnych perspektyw…

Wiem, że często narzekam na Grono zróżnych powodów - braki w jasnej strategii rozwoju, brak wyraźnego modelu biznesowego, mała aktywność moderatorów, wpadki małe i duże. Próbuję jednak pomimo szumu informacyjnego zrozumieć co leży u podstaw braku sukcesu komercyjnego Grono? Bo przecież wszystko było przygotowane odpowiednio - pomysł, użytkownicy, inwestorzy, medialna wrzawa.

Poniższy wywiad w po części odpowiada na powyżej postawione pytania. Ja w nim znajduję odbicie problemów na które często sam natrafiałem (i natrafiam) podczas rozmów / działań biznesowych. Umowa ustna to bzdet, zaufanie to jest coś z czym nie należy się afiszować a umowę spisuję się zawsze tak mało precyzyjnie żeby łatwiej potem się wycofać.

Lekturę wywiadu polecam szczególnie uczestikom ostatniego Ogólnopolskiego Barcampu - chcecie robić kolejnego Skype’a czy Google’a a tymczasem jeśli się nie zabezpieczycie (lub nie dobierzecie odpowiednich partnerów do biznesu) to jedyny co Wam zostanie to rachunki do zapłacenia. Cudze.

Enjoy.

AK74 - Zacznijmy od początku - Nazywasz się Tomasz Lis i jesteś?…

Jednym z wielu którzy próbują coś zawalczyć w e-biznesie :)

AK74 - Grono.net to pomysł kogo? Twój? Roberta Rogacewicza? A może wspólny? Kto i kiedy wpadł na myśl żeby zrobić taki serwis?

Ani mój ani tym bardziej Roberta.

Sam pomysł należy do Bronka czyli Piotra Bronowicza, który przyniósł go z Węgier. A później już z górki, wspólna realizacja. Ja, Wojtek Sobczuk i Bronek – kilka miesięcy pracy i wystartowało.

AK74 - Brandlay - firma tworząca Grono należy / należała do Ciebie? Jak wyglądają stosunki właścicielskie obecnie?

Po pierwsze nie firma tylko nieformalna grupa kreatywna – której byłem twórcą i której skład w zasadzie już podałem.

Początki były banalne – w ramach oszczędności razem z Wojtkiem, na przełomie 2002/2003 wynajęliśmy mieszkanie które było przede wszystkim pracownią. Po pewnym czasie do zespołu, na stałe dołączył Bronek. Nazwa to też czysty przypadek – to trochę przekręcone nazwisko autora jakiejś książki socjologicznej którą odkryłem na półce.

A aktualne stosunki właścicielskie – cóż – wiem pewnie tyle co ty, tyle co można znaleźć w mediach i oficjalnych dokumentach.

AK74 - W większości komunikatów prasowych jakie znalazłem jako twórcy Grono wymieniani są Robert Rogacewicz i Wojtek Sobczuk - Twoje imię i nazwisko się nie pojawia. Masz pomysł dlaczego?

Nie tylko moje się nie pojawia.

Jakikolwiek wpływ Roberta na projekt nastąpił półtorej roku po jego starcie, tak że mówienie o nim jako twórcy to co najmniej nadużycie. Niejednokrotnie już zdarzało się że trzeba było prostować informacje prasowe dotyczące udziału Roberta w projekcie. Nie wiem z czego takie podejście do tematu wynika… Megalomania?

AK74 - Czy myśląc o Grono.net widzieliście / czuliście, ze będziecie pionierami serwisów społecznościowych? A może po prostu kopiowaliście modele zachodnie z nadzieja, ze się przyjmą w Polsce?

To najciekawsze chyba.

Początkowo Bronek miał problemy z przekonaniem nas do tego projektu. Ze dwa tygodnie zajęło mu przekonywanie nas, że warto go realizować. Mięliśmy wtedy na tapecie zupełnie inne projekty – np. pierwszy portal konsumencki, porównywarkę produktów i cen – epinie.pl. Na szczęście gdy zaczęliśmy realizację z każdym dniem odkrywaliśmy ogromny potencjał tego typu serwisu.

Co ważne – wtedy w naszym rodzimym Internecie w zasadzie nawet nie funkcjonowało pojęcie społeczności, a na świecie takie serwisy jak MySpace czy LinkedIn dopiero się rodziły – nikt chyba nie spodziewał się, że nastąpi bum który w sumie trwa do dziś.

Jeżeli chodzi o wzorce to raczej skupialiśmy się na socjologicznym wtedy WiW i pracach socjologicznych, oczywiście Milgrama, sporo u nas wtedy też pisał o tego typu relacjach Edwin Bendyk.

AK74 - Na początku było cicho, potem Grono się rozpędzało i nagle (po paru latach) macie kilkaset tysięcy użytkowników - co wtedy zaczęliście robić? Szukać sponsorów / inwestorów? Jak się otrzymywaliście na początku? Pracy było mnóstwo i pieniądze musiały być wydawane na hosting, serwery..

I tu zaczyna się ciemniejszy rozdział – mało kto wtedy wierzył, że coś takiego ma sens. Oczywiście media dużo o nas pisały i chwaliły, ale pieniędzy musieliśmy szukać w moim portfelu. Przekonać kogokolwiek do inwestycji było niewykonalne. Każdy z nas szukał jakiegoś inwestora wśród znajomych, zaprzyjaźnionych firm - o funduszach inwestycyjnych wtedy nikt w zasadzie nie słyszał.

Wszystko robiliśmy metodami „chałupniczymi” - biuro i pracownia we własnym mieszkaniu, początkowo serwer to był zwykły domowy stary pecet, później wyszukiwanie jak najtańszego hostingu, a na poprawienie wydajności optymalizacja kodu i niestety przycinanie usług. Ludzi przybywało, wydajność nas zabijała a koszty rosły niebotycznie, kończyły mi się oszczędności, doszło nawet do tego, że prywatnie pożyczałem pieniądze żeby serwis działał.

AK74 - Po jakimś czasie w Grono zainwestowała osoba prywatna a potem (w zeszłym roku) fundusz Intel Capital. Mówi się, że Grono warte jest 100 mln pln. Jak Ty oceniasz wartość tego serwisu i inwestycji w niego?

100 mln!? Ciekawa wycena!

Tak czy inaczej miło, że ktoś wierzy w ten serwis – w mojej ocenie trzeba by tę liczbę podzielić przez pięć. Ale to i tak chyba całkiem sporo biorąc pod uwagę początki.

Pierwszym inwestorem był właśnie Robert Rogacewicz, kolega Wojtka. Stałem wtedy już pod ścianą - pieniądze się skończyły. Warunkiem inwestycji Roberta było moje odejście w cień, czy raczej nie wtrącanie się do biznesu. Przyjacielska umowa miała gwarantować mój udział, ale to już chyba temat na oddzielną historię.

AK74 - Jesteś świadom, że Grono nie ma najlepszego PR delikatnie mówiąc wśród internautów? Masz może pomysł dlaczego tak jest?

To grono ma jakiś PR? Chyba tylko czarny.

Jeżeli coś widać i słychać w mediach to przede wszystkim w kontekście wpadek i nieudolności. Po za tym Grono z serwisu o bardzo określonych cechach stało się serwisem do wszystkiego i niczego – trudno dbać o wizerunek nie wiadomo czego.

Gdy serwis startował bardzo dbaliśmy o media, nie unikaliśmy pytań, a nawet dążyliśmy do jak największego kontaktu z mediami – Bronek jako człowiek pośrednio z branży mediowej był w tym bardzo pomocny.

Pierwszy wywiad którego udzielili samodzielnie Robert i Wojtek spotkał się od razu mocną krytyką w komentarzach i zakończył sprostowaniem jeżeli chodzi o treść. Od tamtej pory, i to świadczy o braku PR, o gronie można usłyszeć chyba tylko w kontekstach biznesowych – a to zwykłego użytkownika przecież w ogóle nie interesuje, a dla mediów jest mało atrakcyjne.

AK74 - Sytuacja A.D. 2008 - Grono ma inwestora (nawet kilku - Intel, Piotr Wilam), w polskim internecie po sukcesie N-K zapanowała moda na serwisy społecznościowe. Wydaje się, że taki serwis jak Grono powinien iść do przodu jak burza trzymaczem wg GEMIUSA za grudzień 2007 ilość UU szacuje się na trochę powyżej miliona. Grono stanęło? Zamarło na jakiś czas? Czy może umiera?

A ty korzystasz z grona? Jak długo można korzystać z przeterminowanych wzorców?

Przecież większość z tego co tam jest to albo pomysły które były w planach już przy starcie serwisu, albo nieudolne kopie innych, już zrealizowanych pomysłów. Powielanie i poprawianie istniejących, dobrze radzących sobie gdzie indziej rozwiązań z pewnością nie jest dobrą drogą rozwoju w tego typu społeczności.

Kolejne ajaxowe błyskotki, które notabene też są już wszędzie, to trochę za mało jeżeli chodzi o interfejs. Początkowy sukces grona opierał się przecież o jego unikalność, wyjątkowość czy nawet tajemniczość. Powiem może frazes, ale Internet rozwija się tak szybko, że 4 lata to w jego skali prawie wieczność a grono w zasadzie stoi w miejscu.

AK74 - Śledzisz zapewne sytuacje w Gronie. Przyjmowanie ludzi, odpływ starej kadry, rotacje na stanowiskach PR i marketingu. Jak to oceniasz ze swojej perspektywy?

Nie, nie śledzę i paradoksalnie zgłasza się do mnie mnóstwo ludzi którzy już tam nie pracują i wypowiadają się co najmniej niepochlebnie o warunkach zatrudnienia, kłopotach z umowami, płatnościami… Ale nie chcę o tym mówić i komentować – nie poznałem tego osobiście. Natomiast wystarczy tylko obserwować rynek – rotacje kadrowe są tam bardzo widoczne nawet na zewnątrz, a to nie wróży dobrze żadnej firmie

AK74 - Czy w rozmowach biznesowych używasz argumentu, ze jesteś współtwórcą Grono? Jak jest to obierane?

Oczywiście że tak, dziwne było by gdybym nie przyznawał się do czegoś co współtworzyłem. Środowisko internetowe w Polsce jest dość niewielkie a ja aktywnie uczestniczę w jego życiu. Ludzie znają mój wkład w ten serwis… Chyba nie miałeś problemu z trafieniem do mnie?

AK74 - Patrząc na statystyki obecnie Grono nie jest serwisem, który się rozwija. W świetle wyników konkurencji a nawet serwisów z drugiej ligi można zaryzykować twierdzenie, ze Grono przezywa głęboką stagnacje. Jak widzisz rozwój tego serwisu w perspektywie 1-2 lat?

Trudne pytanie.

Serwis jak wszystkie serwisy tego typu po 2 – 3 latach ma czas dynamicznego rozwoju już za sobą. Teraz potrzeba tam stabilnej kadry zarządzającej i wreszcie profesjonalnego podejścia i rozwiązań. Czas amatorki powinien się już się skończyć. Myślę że dużą i dobrą rolę może odegrać tu Intel.

AK74 - Jak obecnie wygląda sytuacja właścicielska serwisu? Rościsz sobie prawa do udziałów w Grono? Prowadzisz działania prawne?

No to dla mnie bardzo nieprzyjemna sprawa.

Jak już wspominałem była przyjacielska umowa, którą do dziś próbowałem wyegzekwować. Niestety, kiedyś przyjaciel teraz nie ma dla mnie czasu. Jeszcze teraz, w lutym próbowałem rozwiązać problem polubownie, bez szumu. Kilka miesięcy zajęło mi gromadzenie niezbędnych dokumentów i dowodów działalności – ale co najważniejsze i też przykre – dosłownie w ciągu kilku dni moi adwokaci przekażą sprawę odpowiednim instytucjom.

I tu, pozwolisz, drobna uwaga dla wszystkich zaczynających biznes ze znajomymi – piszcie jakieś, nawet symboliczne umowy, bo później może się okazać, że pieniądze bardzo zmieniają postrzeganie przyjaźni i rzeczywistości, a odkręcanie tego jest kosztowne, pracochłonne i najzwyczajniej nieprzyjemne.

AK74 - Na forum GoldenLine w wątku dot. Grono wchodzisz w ostra polemika z Michałem Krzemieniem. W waszych postach widać, ze nie lubicie się zbytnio. Czy niechęć do Ciebie jest jakimś wyznacznikiem pracy w Grono?:)

Tak to odebrałeś?

Ja go nawet nie znam. Próbowałem podjąć po prostu rozmowę na forum publicznym. No może momentami wyglądało to dosyć ostro, ale nie tylko ja próbowałem wydobyć od niego jakieś konkretne wypowiedzi.

Co natomiast tyczy niechęci do mnie, myślę że z powodów o których wspominałem, ja i Bronek, czy raczej początki Grona, jesteśmy po prostu tematem tabu w firmie.

AK74 - Zostawmy Grono. Co Ty teraz robisz i nad jakimi projektami pracujesz obecnie?

Na brak zajęć raczej nie narzekam. Jestem managerem w dużej branżowej firmie notowanej na giełdzie, zajmuję się projektowaniem i opracowywaniem rozwiązań internetowych, tworzeniem kontentu. Po godzinach, jeżeli je mam, ze znajomymi kombinujemy co by można w naszym internecie jeszcze wymyślić i zrealizować.

Acha, niedawno skoczyłem na bungy – co, zapewniam cię, dla człowieka ze śmiertelnym lękiem wysokości jest życiowym sukcesem :)

AK74 - Tomku dziękuję za obszerny komentarz i podzielenie się informacjami.

PS. Seria wywiadów jaką raczę od pewnego czasu wszystkich czytelników jest próbą sprawdzenia czy taka formuła tego bloga sprawdzi się - czekam na odzew w komentarzach czy wrócić jednak do poprzedniej formuły czy też co pewien czas zamieszczać wywiady. Wasz głosy zadecydują o tym.

TUBA20 - zaproszenie

7:00 28th February 2008

tuba2

Panie i Panowie! TUBA02 ponownie zawita do stolicy za sprawą Maćka Budzicha. Tym razem będzie marketingowo - interaktywnie. W panelu gości pojawią się znane i całkiem nowe polskie agencje interaktywne opowiadające o swoich case study. Nie zabraknie też informacji o marketingu szeptanym i politycznym…

Maciek Budzich zaczyna jawić mi się jako główny nakręcacz naszych rodzimych spotkań branżowych - pomaga nam i wspier Aulę a oprócz tego organizuje (z wydatną pomocą Artegence) spotkania z serii TUBA na których pojawiają się wszyscy wielcy świata reklamy i mediów (no prawie wszyscy). Na TUBIE po prostu wypada być do czego serdecznie zapraszam!

TUBA02

Tutaj znajduje się plakat w PDF imprezy.

Start: 16:00 (3 marca 2008, poniedziałek)
Miejsce: Warszawa, Multikino – Złote Tarasy
Koniec: ok. godz. 20:30

Oficjalny program:

1.Andrzej Szewczyk (Artegence) opowie o tym, jak zmienia się, i czy w ogóle jeszcze istnieje, granica między telewizją a internetem.

2. (180heartbeats) - case study Samsung-dobrerady.info – czyli Pani Bożenka z klubu Kreatywnych Księgowych od kuchni. Marcin opowie jak przygotowuje się kampanię wirusową dla wąskiej grupy specjalistów i jej efektach.

3. Adam Wysocki (NEXT) opowie o wprowadzaniu nowego produktu na rynek za pomocą bloga. To przedsięwzięcie (jeśli chodzi o blogi) zdobyło jak do tej pory najwyższe uznanie w konkursach branżowych – otrzymując w tym roku srebrne Effie za telewizjęnowejgeneracji.pl

4. Mariusz Woźnicki z agencji Harder&Harder przybliży kilka spraw związanych z tematem marketingu szeptanego (niestety u nas w Polsce zasługującego częściej na miano marketingu szemranego).

5. Kasia Dragović (Szkoła Mistrzów Reklamy) przedstawi krótki film o marketingu politycznym i jego konsekwencjach w Serbii i na Ukrainie.

6. Pokaz filmu Metropolis Fritza Langa - Metropolis to film nakręcony w 1927 roku przez niemieckiego reżysera Fritza Langa. Film, który już od niemal stulecia stanowi inspirację dla pokoleń twórców filmowych, został całkowicie odrestaurowany. Nowa edycja filmu trwa 118 minut, zawiera odnalezione (zaginione po wojnie) sceny, a także krótkie opisy tych fragmentów, które zostały wycięte, wbrew woli reżysera, niedługo po premierze filmu w 1928 roku. Oprawę muzyczną do tego filmu będzie realizował na żywo Dj Licky.

Jak dostać się na TUBE02?

Jeśli wybierasz się na TUBĘ02, przeczytaj uważnie poniższy akapit. Wstęp na TUBĘ02 jest bezpłatny. Aby jednak ułatwić nam zorganizowanie takiej imprezy postanowiliśmy przy tej edycji wprowadzić listę wstępu. Wystarczy wysłać zgłoszenie zawierające „TUBA02” w temacie, na mój adres (maciekMAUPAmediafun.pl).

Zgłoszenie powinno zawierać:

Imię i nazwisko
Firma (strona www, adres bloga itp)
e-mail kontaktowy

W ciągu dwóch dni organizatorzy wyślą potwierdzenie i szczegóły odbioru zaproszeń.

To wszystko, do zobaczenia na TUBIE02!