Grono i Epuls tworzą standardy UE
13:17 7th May 2008

To nie jest żart. Wiem, że w kontekście publikowanych informacji na temat Grono ten news może być potraktowany jako hmmm prima aprilis ale tak nie jest. Rzućcie proszę okiem sami na treść komunikatu….
Publikuję pełen tekst informacji jaki został sporządzony przez rzeczników Epuls i Grono. Rozumiem, że to jest jakaś manifestacja wspólnoty działań obu serwisów? Zauważycie jakie liczby użytkowników podają oba serwisy - dobry case w sprawie GEMIUS a reszta świata. Dla porównania takiej cyferki podał oficjalnie Megapanel za luty 2008.
Różnice są spore w liczbie UU w stosunku do deklarowanej przez serwisy liczby zarejestrowanych userów - jak traktować rozbieżność? Martwe dusze? Różnice w metodologii i technologii statystyk?
Podstawowowy wniosek jaki mi się nasuwa po lekturze newsa to oczywiście dlaczego właśnie Grono i Epuls, które razem nie mają nawet tylu użytkowników co Fotka (o N-K nie wspomnę bo to już serwis bijący się z czołowymi portalami) są “unijnymi” wybrańcami?
Jeśli któryś z rzeczników byłby łaskaw znaleźć chwilę czasu i podesłać mi na priva (albo w formie komentrza do tego wpisu) jakieś oficjalne stanowisko będę wdzięczny.
Za oknem słońce, wiosna łagodnie i powoli przechodzi w lato. Nie chcę mi się wymyślać żadnych mniej lub bardziej absurdalnych teorii - liczę na Waszą kreatywność w komentowaniu i proszę o obiektywizm :)
“Unia Europejska tworzy kodeks postępowania dla serwisów społecznościowych”
Komisja Europejska planuje ujednolicić regulaminy i politykę prywatności bijących rekordy popularności serwisów społecznościowych. Do projektu zaproszono między innymi gigantów rynku światowego, jak Facebook, MySpace, YouTube czy Yahoo!, a spośród polskich serwisów społecznościowych Epuls i Grono.net.
Unia Europejska realizuje działania na rzecz bezpiecznego internetu, zwłaszcza dla niepełnoletnich użytkowników sieci w ramach programu Safer Internet. Od roku 2005 do końca 2008 wyda łącznie na ten cel ponad 45 milionów euro. Teraz UE chce stworzyć jednolity Kodeks Postępowania dla serwisów społecznościowych i wydawców stron, który chroniłby internautów. Główne problemy, które mają być regulowane, to ochrona prywatności, filtrowanie treści oraz kwestie moderacji i raportowania o nadużyciach.
Pierwszym krokiem w kierunku stworzenia takiego dokumentu było zaproszenie do rozmów przedstawicieli największych światowych serwisów społecznościowych takich jak Facebook, MySpace, YouTube czy Yahoo!. Komisja europejska chce wspólnie z serwisami wypracować zasady ochrony użytkowników internetu, a w końcowym efekcie doprowadzić do powstania oficjalnego Kodeksu Postępowania. Jedynymi przedstawicielami Polski w pracach nad tym dokumentem są serwisy społecznościowe Epuls i Grono.net.
„Każdego dnia staramy się zapewnić naszym odbiorcom maksymalne poczucie bezpieczeństwa i komfortu, szczególną troską otaczając najmłodszych.” – mówi Agata Piłka, Kierownik Działu Moderacji w Grono.net. „Dlatego chętnie wesprzemy Komisję naszym doświadczeniem z zakresu moderacji, animacji i dbania o dobro użytkownika oraz podzielimy się naszymi codziennymi obserwacjami” – dodaje.
„Trudno rozmawiać o bezpieczeństwie użytkowników internetu pomijając zdanie tych, na których stronach internauci spędzają najwięcej czasu, czyli serwisów społecznościowych. Jako Epuls mamy ponad pięcioletnie doświadczenie w ochronie młodzieży i dzieci korzystających z naszego serwisu oraz w jego moderacji. Zaproszenie największych społeczności do prac nad poprawą bezpieczeństwa użytkowników jest słuszną inicjatywą.” - dodaje Wolfgang Laskowski, rzecznik prasowy Epuls.
Komisja Europejska przewidziała cztery robocze spotkania jeszcze w tym roku. Podczas nich przedstawiciele serwisów społecznościowych oraz eksperci unijni powinni wypracować kompromis dotyczący jednolitego Kodeksu Postępowania. Pierwsze z nich odbyło się w Brukseli pod koniec kwietnia. Richard Swetenham, koordynator projektu z ramienia KE przewiduje podpisanie dokumentu na luty 2009 roku.
Informacje o Epuls:
Epuls to największa w Polsce platforma komunikacyjna dla młodzieży – 90 procent użytkowników to osoby, które nie ukończyły 24-ego roku życia. Liczba zarejestrowanych użytkowników wynosi ponad dwa miliony trzysta tysięcy. Portal generuje ponad 700 milionów odsłon miesięcznie, co według badań Megapanel PBI/Gemius plasuje go w czołówce największych witryn polskiego Internetu. Liczba zarejestrowanych użytkowników serwisu wynosi 2 miliony 600 tysięcy.
Epuls jest nr 1 wśród wszystkich polskich serwisów pod względem średniego czasu spędzanego miesięcznie przez użytkownika, który wynosi ponad 10 godzin (źródło: wyniki Megapanel PBI/Gemius, październik 2007).
Właścicielem serwisu jest Pixelate Ventures Sp. z o.o., której największym udziałowcem jest Grzegorz Gorczyca, twórca serwisu Epuls. Na początku 2007 roku jednym z udziałowców spółki został niemiecki fundusz inwestycyjny Holtzbrinck Ventures, będący częścią dużej, międzynarodowej grupy wydawniczej Holtzbrinck GmbH.
Informacje o Grono.net:
Grono.net jest serwisem społecznościowym skupiającym rozbudowane, chronione społeczności przyjaciół i znajomych. Społeczność Grono.net jest zamknięta, co oznacza, że zarejestrować się w serwisie Grono.net można dopiero po otrzymaniu zaproszenia od osoby, która jest już jego użytkownikiem. Witryna oferuje szereg funkcji umożliwiających komunikację ze znajomymi, umożliwia odbudowywanie utraconych kontaktów i poznawanie ludzi o podobnych zainteresowaniach.
Społeczność Grono.net tworzy w chwili obecnej 1 600 000 użytkowników. Serwis dostępny jest także w wersji angielskiej. Grono.net jest w czołówce stron Web 2.0 na polskim rynku. W 2006 roku witryna otrzymała nagrodę Aktivist „Nocne Marki” w kategorii „Zajawka 2006: Najlepszy serwis Web 2.0”. W Grono.net zatrudnionych jest ponad 50 osób. Najliczniejszy jest dział IT, który tworzy 35 pracowników. Siedziba firmy mieści się w Warszawie, na ulicy Szturmowej 2a.
Informacji udzielają:
Ze strony Epuls:
Wolfgang Laskowski
rzecznik prasowy Pixelate Ventures
tel.: +48 510 189 555
e-mail: w.laskowski@pixelate.pl
Ze strony Grono.net:
Ilona Grzywińska
PR Manager
Tel: +48 605451460
e-mail: i.grzywinska@grono.net
PS. Odpowiedz na część zadanych przeze mnie pytań możecie przeczytać tutaj
Grono strikes back
7:29 6th May 2008

Wybudzając się z błogiego lenistwa niespodziewanie otrzymałem oficjalną odpowiedź z Grono w temacie wywiadu z Tomkiem Lisem. Odezwał się w tym samym czasie Wojtek Sobczuk oraz Michał Krzemień zarzucając mi manipulację, oszczerstwa i stawanie po stronie Tomka Lisa w zamian za czerpanie korzyści z tego ohydnego procederu…
Komentarz takiej oto treści zagościł pod tym wpisem:
“Arturze,
chcialbym Cie spytac dlaczego opublikowales na swoim blogu ten post szkalujacy moja osobe i pelen nieprawdy. Czy jestes jakos zwiazany z Tomaszem Lisem i jego probami wyludzenia ode mnie pieniedzy? Jestes jego przyjacielem/wspolnikiem w oszustwach? Czy dlatego nie zweryfikowales ani slowa z tego co napisal o mnie ze mna? Wyjasnij prosze co Cie do tego sklonilo”.
Cieszy mnie to, że ktoś z Grono w końcu odniósł się do opublikowanego ponad dwa miesiące temu wywiadowi z Tomkiem Lisem. Odpowiadam publicznie ponieważ jest to odpowiedź na komentarze Wojtka i Michała, które każdy może przeczytać.
Cieszy mnie też ton wypowiedzi Wojtka i Michała - obaj zarzucają mi wiele: począwszy od oszczerstwa, manipulację, brak standardów dziennikarskich - Panowie, więcej wyobraźni! Dorzuciłbym jeszcze: efekt cieplarniany, porażki Kubicy i łysienie plackowate. Tak jest za tym wszystim stoję ja a w wolnych chwilach przekabacam wiernych userów Grono i proponuję im rejestrację w Bebo. Panowie, litości!
Wojtku - ewidentnie macie (jako Grono) problemy z reagowaniem w tzw. sytuacjach kryzysowych. Sami produkujecie problemy, które potem wybuchają Wam w twarz: sprawa blip / blimp, walka z wynikami głosowania na AntyWebie, dziwaczne zmiany wpisów na Wikpedii - to tylko ostatnie przykłady skandali wygenerowanych przez Was samych.
Sprawa Tomka (zostawmy na chwilę ocenę sporu kto ma w nim rację) jest także klasycznym przypadkiem zamiatania pod dywan - a nuż się uda i rozejdzie się po kościach. Jako zespół Grono mogliście dojść do porozumienia dawno temu i załatwić to po cichu - w wyniku działań obu stron sprawa nabrała rozgłosu i wymaga załatwienia w świetle reflektorów. Upublicznienie jej było już tylko kwestią czasu.
Do Tomka mam stosunek neutralny - jego wypowiedź opublikowałem ponieważ Tomek w przeciwieństwie do Was zgodził się odpowiedzieć na moje pytania bez problemu. Czy ja mu wierzę to moja osobista sprawa i nie starałem się aby moja postawa czy komentarz sugerował publicznie moje sympatie. Ważne dla Was powinno być co sądzą na ten temat internaci a to możecie poczytać w komentrzach pod wywiadem.
Jak może zauważyłeś jako osoba mieniąca się blogerem przypisałem sobie prawo komentowania wydarzeń i otaczającej mnie rzeczywistości. Nie jestem dziennikarzem, nie obowiązują mnie kodeksy etyczne ani komisje koleżeńskie - te kwestie rozwiązuje za pomocą zdrowego rozsądku. Możesz powiedzieć, że napisałem kłamstwo jeśli udowodnisz mi to - inaczej rzucasz bezpodstawne oskarżenia.
Jako samowolny komentator sam wybiera cel i źródło. Jeśli zarzucasz mi stronniczość to ja odpowiadam - dopełniłem obowiązków i starałem się pozyskać wiedzę z obu stron barykady. Wasze milczenie było dla mnie jednoznacznym dowodem, że nie chcecie (ze mną) rozmawiać na ten temat.
Kwestia problemów w (i z) Grono jest powszechnie znana od lat tym którzy znają się w branży. Tomek postanowił udzielić wywiadu mnie (hmm nie wiem czy wiesz ale również publicznie o zgrozo wypowiadał się podczas tego spotkania Bootstrap) poniewaz poprosilem go o to i byla to moja inicjatywa. Uważam, ze morał płynący z tej historii moze stanowić nauczke dla innych mlodych ambitnych polskich start-upow’ców.
Zarzucasz mi szarganie Twojego nazwiska, pisanie kłamstw - wybacz ale z przedstawionego wywiadu według mnie nie można wyciągnąć takich wniosków. Możesz oczywiście się nie zgodzić z moją opinią i skierować sprawę do odpowiednich instytucji. Deklaruję publicznie, że służę swoją osobą jeśli taki pomysł powstanie w Twojej głowie.
Poza tym to nie jest wypowiedź moja ale Tomka więc jeśli uważasz, że ja powinnienem czuć się odpowiedzialny za postępowania Tomka to muszę Cię zmartwić - nie muszę. Jako osoba dorosła Tomasz Lis odpowiada za wszystkie swoje działania samodzielnie. Tak to już jest po skończeniu 18 roku życia (w Polsce).
Rozumiem, że uważasz wersję Tomka za odbiegającą od prawdy. Oczywiście masz takie prawo. W tym wypadku albo przedstawisz własną wersję (opartą na sprawdzalnych faktach) albo uznam, że nie posiadacie żadnych istotnych argumentów aby zarzucać kłamstwo mi czy Tomkowi.
Jeśli żądasz sprawiedliwości - proszę bardzo opisz jak to było z początkiem Grono w Twojej wersji. Oczekuję, że dotrzymasz słowa i prześlesz mi swój tekst. Jak już wspomniałem kilka razy - gotów byłem i jestem opublikować wersję obu stron aby czytelnicy sami wyrobili sobie własne zdanie. Skorzystasz?
Płakanie, że jestem zły, okrutnie traktuję Grono i działam na korzyść nie wiadomo kogo (Fotki? N-K? Bebo?) jest histerycznym argumentem. Nie mam i nie posiadam udziałów w żadnym serwisie społecznościowym a moja firma Revolver Interactive nie pracuje dla żadnego Waszego konkurenta.
Moja propozycja - uderzcie się gremialnie w piersi, posypcie głowy popiołem (jako zarząd i właściciele) i zacznijcie traktować internautów, użytkowników swojego serwisu poważnie. Grono stacza się sukcesywnie w przepaść (to oczywiście moje zdanie) i próba zaklinania rzeczywistości nie zmienią tego. Ani znajdowanie tematów zastępczych i próba kneblowania innych źródeł niż Wasza firma.
Tak z ciekawości - jak według Ciebie miałaby wyglądać Wasza autoryzacja wywiadu z Tomkiem? Miałbym wyrzucić wszystkie fragmenty w których pojawiają się kwestie sporne? Miałbym opublikować kadłubek wywiadu tylko dlatego, że jednej z zainteresowanych stron nie spodobało się kilka fragmentów? Mamy chyba inne wyobrażenie o prowadzeniu bloga i zabawy w quasi-dziennikarzenie.
Zmiany w serwisie o których słychać od lat może zahamują proces stagnacji ale być może (oby nie) okaże się, że zbiór 1 mln internautów jakie pozyskało Grono nie jest w stanie utrzymać serwisu w perspektywie 2-3 lat. Szkoda abyście zniknęli z rynku w takim stylu i to teraz.
Michale - twój profil zniknął z serwisu GoldenLine. Co to może oznaczać? Ja stawiam na wzięcie się do roboty kogoś z PR kto zakazał wypowiadania się “czołowym” zderzakom Grono.
A może w końcu sponsorom Grono przestała się podobać sytuacje w której serwis pogrążony w stagnacji ssie wagony kasy a członkowie zarządu angażują się w pyskówki na forach i blogach zamiast pracować nad poprawą serwisu?
Albo może sam skasowałeś swój profil bo przestały Ci się podobać rozmowy na forach GL dotyczące Grono - w większości pokazująca niezadowolenie internautów z obecnego kształtu serwisu?
Michale - Twój poziom wypowiedzi nadal mnie bawi i zdumiewa. Jak ulał pasuje do Ciebie taki klasyczny opis “śmieszy, tumani, przestrasza”. Napisałeś:
“Z zalozenia nie dyskutuje z ignorantami. Ale to nie upowaznia Cie do publikowania oszczerstw w stosunku do osob ktorych nawet nie spytales o komentarz”
Mail z pytaniami jaki Ci wysłałem nie był zaproszeniem do dyskusji tylko prośbą o ustosunkowanie się kogoś z Grono (niekoniecznie Ciebie). Zbyłeś mnie, nie raczyłeś odpowiedzić a teraz imputujesz mi ignorancję. Gdzie logika, gdzie sens?
“A jesli nie wiesz jak sie weryfikuje jakikolwiek artykul, to zanim sie wezmiesz za dziennikarstwo(?) to polecam prawo prasowe poczytac”
Aby zweryfikować artykuł trzeba go najpierw móc przesłać zainteresowanemu. Olaliście mnie więc nie chcąc czekać w nieskończoność na ruch z Waszej strony puściłem wersję Tomka. Miałem czekać aż łaskawie ruszycie cztery litery i po dwóch miesiącach mi odpowiecie? Może tak działa się w Gronie. Ja wolę pracować inaczej.
Wtręt o przekręcaniu ksywy / aliasu - tak, przepraszam masz rację. Tutaj się zgadzam i powiem, że nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Zdarza mi się w trakcie pisania przekręcać daty, liczby, nazwiska. Przyjmij moje przeprosiny.
Mam nadzieję, że doczekam się odpowiedzi od Wojtka, Michała a może nawet Roberta i przedstawienia wersji drugiej wydarzeń dotyczących powstania Grono.
Panowie - bardzo Was do tego zachęcam!
May the Force be with you!
Apteo.pl - start!
17:07 3rd May 2008

Pogoda jest jaka jest ale ludzie rzucili się na wypoczyn. Telefony milczą więc korzystając z kilku dni wolnych od natłoku innych spraw postanowiliśmy w majowy długi weekend oficjalnie uruchomić naszą aptekę internetową w wersji beta - Apteo.pl. Projekt z szybkiego i prostego (planowaliśmy 2-3 miesięcy prac) przeistoczył się w ponad roczną walkę ze wszystkim i wszystkimi…
Fajnie jest coś domknąć i poczuć, że projekt nabiera w końcu komercyjnego sznytu (czytaj zaczyna w końcu zarabiać na siebie zamiast generować koszta). Apteo jako projekt dało nam nieźle w kość - zaczynając od strony realnej apteki a skończywszy na softwarze i programistach. Tym bardziej, że zaczynając prace nad nim kompletnie nie znaliśmy branży oraz nie byliśmy w stanie poprawnie ocenić zagrożeń - niczym Titanic wpadaliśmy na gorę lodową tylko, że w naszym wypadku co chwilę i to na coraz większą.
Z pamiętnika project managera: z designem oraz strukturą serwisu poszło łatwo - rok temu Apteo byłby jedną z lepszych designów aptek w sieci - niestety stworzona przez nas grafika obecnie lekko już się zestarzała a i konkurencja zdążyła pozmieniać swoje witryny. Poświeciliśmy trochę czasu (pewnie jak zwykle okaże się, że za mało) na testowanie interface’u i ekranów z mechanizmami zakupowymi - chyba pozbyliśmy się większości problemów jakie występują w innych podobnych serwisach.
Mam nadzieję, że będę klienci polubią naszą aptekę i będą do niej wracać - moim pomysłem było abyśmy odeszli od standardowej prezentacji produktów na stronie na rzecz serwisu z pożytecznymi informacjami - stąd u dołu serwisu zobaczycie kilka kategorii z informacjami przydatnymi dla osób robiących zakupy w Apteo. W przyszłości chcemy rozwijać te działy, ba być może ewoluują one w stronę osobnych blogów wspierających sprzedaż? Zobaczymy.
Jak widać Apteo nie jest apteką walczącą z konkurencją cenami - co prawda plasujemy się w górnej części peletonu jeśli chodzi o ceny ale tak naprawdę chcemy bić się z konkurentami dzięki ofercie (tak, tak “the long tail” się kłania). Oprócz tego zamierzamy wykorzystać synergię między zakupami w sieci a siecią aptek (w Warszawie mamy ich siedem) do promowania a być może również sprzedaży (odbioru) produktów zamawianych przez internet. O reszcie planów nie powiem - niech konkurencja sama pogłówkuje :)
Sam serwis został oparty o komercyjny silnik sklepu z mechanizmami e-apteki - niezbędna okazała się współpraca i zakup dodatkowych licencji od KamSoftu ponieważ inaczej nie moglibyśmy automatycznie aktualizować cen (co w przypadku apteki skazywałoby nas na ręczne sprawdzanie cen każdego z kilku tysięcy produktów). Dzięki temu z poziomu panelu admina możemy zawiadywać całością zakupów, płatności, kampanii reklamowych i programy partnerskiego w jednym miejscu.
Kiedy już daliśmy sobie radę z softem, serwerem oraz podłączeniem do bazy zmieniło się prawo dotyczące aptek. W wywiadzie dla Gazety naprawdę nie przesadzałem - widmo rychłego zamknięcia działania e-aptek zajrzało nam do oczu. Środowiska i lobby aptekarskie zaczęło gwałtownie domagać się usankcjonowania (w domyśle - wydania negatywnej opinii na temat handlu w sieci) działań aptek internetowych. Prawie im się udało - min. Religa wysłał do Brukseli propozycję zmian prawnych a w międzyczasie PiS został odspawany od sterów władzy.
Z dużym poślizgiem czasowym rozporządzenie zostało pozytywnie zaopiniowane i wydane - jak można było się spodziewać Minister Zdrowia Pani Ewa Kopacz (znana z otwartej niechęci do sprzedaży leków poprzez internet) postawiła poprzeczkę wysoko narzucając bardzo restrykcyjne warunki sprzedaży (nie chcąc się powtarzać proponuję zajrzeć do jednego z poprzednich wpisów na ten temat).
Dziś jest 3 maja czyli dzień w którym ustawa zaczyna obowiązywać. Jak widzę na stronach konkurencji nie ma żadnych zmian ani dodatkowych informacji dotyczących nowych metod transportu. Ciekaw jestem czy jest to wynik majowego lenistwa czy po prostu nikt w tych firmach nie przejmuje się sankcjami prawnymi?
Apteo dostosowało się do zaleceń prawnych i dysponuje wszystkimi wymienionymi w rozporządzeniu mechanizmami do transportu produktów farmaceutycznych. Co czyni nas na tę chwilę jedyną legalnie działającą apteką w sieci :) Zobaczymy jak swoja ofertę zmodyfikują inne apteki. Bo muszą to pewne inaczej grozi im odebranie koncesji na prowadzenie apteki.
Możemy już sprzedawać ale to nie oznacza, że prace zakończyły się - teraz czas na zabawę w pozycjonowaniu serwisu, poprawianie błędów programistycznych, usability no i dbanie o poprawne relacje z klientami. Cieszę sie, że na własnej skórze będę testował dość spory projekt e-commerce’owy - do tej pory byłem jedynie specem teoretykiem w tej dziedzinie. Teraz zaczną mi się śnić google’owe statystyki, ilości odbić i conversion ratio. Ratunku.
Na koniec chciałbym podziękować moim partnerom w bojach - Łukaszowi i Przemkowi, którzy tak jak ja zaliczali doły psychiczne w walce z przeciwnościami losu ale nie poddali się. Wspieraliśmy się wzajemnie i dziś wiem, że jedna osoba nie byłaby w stanie udźwignąć całości sama. Guys I owe you one :)!
Kolejne gorące podziękowania ślę Wojtkowi Kyciakowi znanemu niektórym z bloga o e-commerce. Mogę szczerze polecić wiedzę i usługi Wojtak jako speca od wielu spraw związanych z e-commerce i to nie tylko w Polsce. Wojtek wsparł Apteo w początkowej fazie i dzięki jego pracy uwierzyliśmy, że nam się uda zrealizować to tak jak chcemy.
Ostatnie ale ważne podziękowania chciałbym przekazać zespołowi z firmy Aptus, który dzielnie wspierał nas w bojach z warstwą programistyczną i dokonał tego co na początku wydawałoby się niemożliwe - postawił i spiął to wszystko do kupy. Panie Piotrze, dziękuję bardzo :) Zmienił Pan moje zdanie o informatykach dzięki Pana poświęceniu i zaangażowaniu!
PS. A wszytkim życzliwych proszę o wsparcie :) Obyśmy nie skończyli jak oni
Obrzydliwie bogaty jak Piotr Majewski
8:00 29th April 2008

Natrafiłem ostatnio przypadkiem na kilka newsów i wpisów poświęconych Piotrowi Majewskiemu - osobie z którą sam się parę lat temu zetknąłem a nawet wykupiłem kurs polecany przez jeden z jego serwisów. Majewski jest osobą, która nie pozostawia obojętnym komentujących - zarzuca mu się stosowanie prostych czy metod na sprzedaż swoich mało odkrywczych książek i kursów. Inni twierdzą, że Piotr Majewski posiadł to “coś” i dzięki jego naukom można daleko zajść…
Powiem szerze, że parę razy już miałem ochotę napisać o Piotrze i osobach prowadzących podobne biznesy. Zwlekałem szukając jakiegoś pomysłu na to jak do tego się odnieść. Wybrałem w końcu metodę standardowego wywiadu via mail (szkoda, bo pewnie gdybyśmy mieli możliwość rozmawiania face-2-face parę wątków można by rozwinąć) oraz mój komentarz jako ustosunkowanie się do całości wypowiedzi Piotra.
Ponieważ obiecałem Piotrowi, że nie będę dokonywał zmian w tekście (sam zainteresowany potwierdzi to) poniżej znajdziecie odpowiedzi na moje pytania zadane Piotrowi w takiej formie w jakiej dostałem je od przepytywanego. Enjoy!
AK- Piotrze - możesz się przedstawić?
Piotr Majewski, redaktor CzasNaE-Biznes
AK - Jakiego typu biznesy zakładałeś i co obecnie robisz?
dz. gosp. oraz s.c. (spółka została zamknięta po 2 latach z kawałkiem). Generalnie usługi edukacyjne, szkoleniowe i dla e-biznesu, rzadziej konsultacje.
AK - Jak w zasadzie zaklasyfikować Ciebie - chcesz być postrzegany jako biznesmanem, menadżerem, wizjonerem? Chcesz być polskim Robertem Kiyosakim? Brianem Tracy?
Przedsiębiorca. Menadżer ze mnie jest słaby. Chciałbym być wizjonerem z prawdziwego zdarzenia, ale na razie pozostańmy przy doradcy.
AK - Prowadzisz wiele stron, forum - wygląda na to, że świetnie na nich zarabiasz. Na co wydajesz zarobione pieniądze?
Na rodzinę, mieszkania - kupuję w maju trzecie, na sprzęty AV, komputery i dobre jedzenie.
AK -Kolekcjonujesz samochody? Grasz w golfa na drugim końcu świata?
Jeszcze mnie na to nie stać. Własnego samochodu nie mam, zatrudniam kierowcę z samochodem, a na dłuższe wyprawy wybieram pociąg i taksówki - dzięki temu wydajniej wykorzystuję mój czas.
AK - Nie znam osobiście żadnej bogatej osoby, która ma czas na robienie show z
tego, że zarobiła pieniądze…
W Polsce też nie znam. Za granicą znam bardzo wielu.
AK- ..”jestem milionerem - zrobię z Ciebie też milionera”…
Ja nie jestem milionerem. Zarobiłem milion (nie mówię o obrotach, bo to żadna sztuka) mając 25 lat zaczynając od komputera i modemu. Nigdy nie miałem żadnego dofinansowania, nie miałem też wielu pracowników. Jestem na dobrej drodze aby zostać wielokrotnym milionerem.
Z nikogo nie zrobię też milionera, mogę jednak pokazać dokładnie, jak tego osiągnąć.
AK - Piotrze ty jesteś milionerem? Jak wielki majątek stosując swoje rady, możesz się pochwalić?
Gdybym mieszkał w innym kraju, może bym Ci odpowiedział.
AK - Wiele komentarzy negatywnych na Twój temat na jakie trafiłem podkreśla, że próbujesz kreować się na guru marketigu, PR i reklamy ale tak naprawdę zarabiasz na naiwności subskrybentów. Jak byś odpowiedział na taki zarzut?
Po kolei. Po pierwsze na pewno nie jestem guru PR ani reklamy, bo PR i reklamy prawie w ogóle nie stosuję poza e-mail marketingiem, w którym jestem jednym z najskuteczniejszych w Polsce (jak ktoś się chce zmierzyć, to zapraszam).
Jeśli chodzi o marketing to też nie, ale w e-marketingu potrafię zagiąć prawie każdego (poza specjalistami SEO i SEM), jeśli mówimy o skutecznym, a nie kreatywnym e-marketingu.
Co do naiwności subskrybentów. Zgodzę się, jeśli ktoś mi udowodni, że moje rady są nieskuteczne. Nie chodzi mi jednak o argumenty, bo te z łatwością obalę, chodzi mi o dowód naukowy.
Ponad 7 lat ludzie na mnie psioczą, a jeszcze nikt mi nie udowodnił nieskuteczności moich rad.
AK- Czujesz się ekspertem w SEO / SEM?
5 lat temu tak. Dzisiaj nie, za dużo się zmieniło, a ja tego nie śledzę. Ale i tak wiem więcej niż zdecydowana większość e-biznesmenów na ten temat, bo znam wielu ekspertów SEO i SEM. Mogę więc doradzać w tej kwestii do pewnego poziomu.
AK -Uważasz, że Twoja wiedza, metody i poglądy na temat spamu uprawniają Cię do tworzenia ofert z wykorzystaniem pozycjonowania i mailingów?
Jeśli chodzi o spam jestem z całą pewnością człowiekiem, który w Polsce najwięcej biznesów uświadomił w kwestii e-mail marketingu zgodnego z ustawą i nietykietą.
E-mail marketing robiłem profesjonalnie i skutecznie, gdy najwięksi w Polsce nie mieli o tym pojęcia… zresztą do dzisiaj większość nie ma.
AK- Sprzedajesz wiedzą dotyczącą e-marketingu i Internetu. Mogę znać jakaś polską kampanię reklamową / wirusową w sieci stworzoną przez Ciebie albo Twoją firmę?
Nie zajmuję się reklamą poza e-mail marketingiem. Więc nie znajdziesz żadnych kampanii reklamowych / wirusowych stworzonych przeze mnie.
Zajmuję się tym, co się dzieje z prospectem/klientem gdy już wejdzie na stronę lub gdy kupi. Zajmuję się też organicznym (bezpłatnym) ściąganiem ludzi na stronę.
AK - Nie masz czasami wrażenia, że to co robisz Ty i parę innych osób w Polsce (np. Kamil Cebulski) to gdyby zdjąć Wam krawaty i cygara ze zdjęć to bylibyście mało wiarygodnymi chłopakami, którzy znaleźli niszę sprzedaży porad i szkoleń za grubą kasę?
Tak, w moim wieku (25 lat) byłbym mało wiarygodny, gdyby nie szło za mną 8 lat w e-biznesie, bestseller i zaprojektowanie od strony merytorycznej największego projektu szkoleniowego z zakresu e-biznesu w historii Polski (3 dniowe szkolenia, 1900 firm przeszkolonych).
AK - …dość naiwnym i biednym ludziom?
Obrażasz ludzi, którzy czasami mają znacznie większe doświadczenie w biznesie niż Ty i ja razem wzięci. Większość moich klientów (robię cykliczne badania) to właściciele biznesów z wyższym wykształceniem w wieku 30-40 lat. Oni jednak po prostu robią swoje.
Z drugiej strony jest dużo ludzi, którzy mieli chęć a nie mieli samozaparcia i te sfrustrowane osoby można spotkać w sieci, gdy piszą o mnie.
Moi klienci dostają ode mnie 30 dniową gwarancje satysfakcji, z której korzysta 1% klientów. Gdybym ich oszukiwał, zbankrutowałbym wiele lat temu
AK - Uważasz, że Ty ze swoją wiedzą możesz uczyć ludzi jak stać się milionerami?
Tak. Każdy, kto jest dobrym menadżerem, ma moją wiedzę i nie jest głupi zrobi milion dla siebie w 2 lata. Mi to zajęło 5, bo żaden ze mnie menadżer i wiele robiłem sam tracąc na to masę czasu.
A jak ktoś nie jest menadżerem to potrzebuje dużo samozaparcia i może trochę więcej czasu niż 2 lata.
AK- …i jesteś tak samo wiarygodny jak Kulczyk, Sołowow czy Krauze?
Oczywiście że nie. Oni są tysiąc razy bogatsi ode mnie i działają w biznesie 3, 4 razy dłużej.
AK – Piotrze deklarujesz, że chcesz być “obrzydliwie bogaty”. Co dla Piotra Majewskiego znaczy “obrzydliwie bogaty” - jak szejk naftowy, jak Bill Gates?
Wystarczy mi pierwsza setka wśród Polaków… przynajmniej dzisiaj mi się tak wydaje. Sądzę jednak, że będzie to możliwe głównie dzięki zagranicznej części mojego e-biznesu.
AK- Rozumiem, że odnosisz się do bogactwa finansowego nie duchowego?
Moja rodzina (żona i synek) sprawiają, że czuję się obrzydliwie bogaty duchowo.
AK- Na stronie Twojej akademii znajduje się taki tekst “chcesz być kolejnym internetowym milionerem”. Znasz kogoś kto w Polsce dorobił się milionów złotych na Internecie?
Zdaje mi się, że Rafał Agnieszczak mógł tyle zarobić oraz właściciele innych, czołowych Polskich portali… ale bogacenie się w Internecie to coś innego niż poza nim.
Jak inwestujesz w nieruchomości, to bardzo łatwo stać się milionerem i to widać. Jak działasz w Internecie to możesz być po prostu zamożnym i mieć e-biznes warty wiele milionów - tego nie widać, póki ktoś go od Ciebie nie kupi - np. taki Popowicz milionerem nie jest, ale jego majątek jest warty przynajmniej 3 miliony złotych, jeśli z resztą ekipy naszej-klasy ma po równo udziałów. Ale pewnie też nie gra w golfa na końcu świata i nie kolekcjonuje samochodów.
Znam wiele osób, które zarobiły wielokrotnie więcej w Internecie niż ja, bo są np. dobrymi menadżerami. Sęk w tym, że te osoby nie potrafią lub nie chcą swoich doświadczeń przkezywać innymi, a ja potrafię uczyć i dowodem na to jest moja popularność wśród tych, którzy chcą się uczyć.
W ofercie kursu “Obrzydliwie Bogaty” napisałem: “Jeśli znasz kogoś, kto jest już obrzydliwie bogaty i ta osoba chętnie pomoże Ci dojść do tego samego, słuchaj tej osoby. Nie ma lepszej drogi.”
AK - Zapewne wiesz co znaczy termin “pisać jak Majewski” albo “styl Majewskiego”. Jest to termin o zabarwieniu pejoratywnym i chyba niezbyt pochlebny.
Ludzie go stosujący nie mają pojęcia o skuteczności, a “kreatywni copywriterzy” ich utwierdzają w swojej opinii, bo znacznie łatwiej napisać tekst kreatywny niż skuteczny. Nie mógłbym stworzyć agencji kreatywnej, ale w kwestii skutecznego copywritingu niewiele agencji przebiło by moje teksty (chętnie się zmierzę).
Rozmawiałem kiedyś z dyrektor marketingu w jednej z największych firm w Polsce stosujących direct marketing. Powiedziała mi wtedy, że rozmawiała osobiście z copywriterami każdej liczącej się agencji reklamowej w Polsce i żaden nie miał pojęcia o skutecznym pisaniu. Podkreśliła słowo “żaden”.
Z kolei dyrektor ds. promocji wydawnictwa “Wiedza i Praktyka” stwierdziła: “Nareszcie ktoś w Polsce w profesjonalny sposób porusza zagadnienia e-marketingu i copywritingu.”. WiP stosuje wyłącznie direct marketing i są dzięki temu czołowym wydawnictwem w Polsce.
To, że ktoś pisze slogany do reklam nie czyni do Copywriterem, najwyżej autorem sloganów, których skuteczności nikt nie zbadał.
AK - Wydaje mi się, że jesteś zafascynowany NLP i starasz się wykorzystywać w swoich działaniach wiedzę z tym obszarem związaną. Nie masz wrażenia, że kiedyś NLP było czymś tajemniczym a teraz pojawiła się duża konkurencja, która sprzedaje kurs techniki NLP do podrywania dziewczyn? Warto jeszcze przyznawać się do wykorzystywania NLP?
Reklama służy dzisiaj do promowania stron pornograficznych. Warto przyznawać się do stosowania reklamy?
Dla mnie NLP to jedno z narzędzi. Przeszedłem tylko podstawowy kurs NLP, ponieważ poznałem osobiście większość najważniejszych trenerów w Polsce i nie czułem potrzeby duplikowania ich umiejętności.
AK - Żałujesz, że zamieściłeś tekst “Śmiali się, że…, ale kiedy”? Ten tekst w niektórych kręgach jest kultowy i stawiany jako anty wzór pisania ofert. Teraz mając parę lat więcej napisałbyś taki wstęp i zamieścił na swojej stronie?
Nie żałuję. Nadal jest to nagłówek mojej oferty, tylko krótkowzroczni “analitycy” e-biznesowi uznali, że zamiast starej długiej oferty teraz stosuję tzw. squeeze page z krótką ofertą. Prawda jest taka, że za tą krótką ofertą jest stara, długa. Ale trzeba umieć liczyć i znać się trochę na sktuecznym marketingu, aby rozumieć dlaczego tak się stało.
Co do nagłówka nienawidzę go, nie znoszę i patrzeć na niego nie mogę. Chwilowo jednak jest najskuteczniejszy i to odróżnia mnie od kreatywnych copywriterów.
AK - Powiedzmy, że chcę założyć serwis internetowy i zarabiać na nim. Co mam zrobić i jak zacząć? Jakiej porady mógłbyś udzielić takiej osobie?
Kup dostęp do cneb.pl, a jak nie masz pieniędzy, to zastanów się kto jest Twoim klientem i spytaj go czego potrzebuje. Ta druga rada jest tak banalna, a mogę się założyć, że 99% e-biznesów nigdy tego nie zrobiło.
AK - Piotrze, dziękuję za wywiad
Komentarz do wywiadu:
Przed przygotowaniem pytań dla Piotra nie postawiłem sobie żadnej tezy ani założeń. Przejrzałem fora, strony i notowałem pojawiające się opinie i głosy. Starałem się po “dziennikarsku” pozostać obiektywnym i nie zadawać pytań sugerujących, obraźliwych czy po prostu nie przemyślanych. Piotr z tego co mi napisał w mailu podsumowującym wywiad twierdzi, że starał się poziomem “ostrości” dostosować się do mojego poziomu. Nie mnie to oceniać.
Nie podaruję sobie jednak komentarza osobistego do powyższego wywiadu :) W przeciwieństwie do wielu osób złośliwie komentujących praktyki Majewskiego uważam, że błędem jest próba uciszania Piotra. Pomyślcie ilu z ludzi, którzy wykupią te kursy “zostań milionerem w weekend” czy też zakupią cudowne mechanizmy do spamowania albo e-kursy pozwalające nagle z niczego stać się obrzydliwie bogatym - ilu z tych ludzi nie stanie się nigdy Waszymi klientami czy zleceniodacami.
Oni po prostu żyją w innej galaktyce, myślą i mówią jak Klingoni i wierzą ślepo w NLP. Ja dziękuję Piotrowi Majewskiemu, że za własną kasę zbudował firewall oddzielający mnie od tego całego zalewu e-ludzi z ich e-poglądami nabytymi na e-kursach albo wyuczonych na e-bookach.
Piotr ma rację, że trudno mu zarzucić działania niezgodne z prawem czy też szeroko pojętą etyką. Ja mam prostszą metodą “badania” takich biznesów - po prostu staram się zrozumieć gdzie jest haczyk i na ile ten haczyk jest uczciwy dla mnie jako klienta końcowego. W przypadku biznesów Piotra haczyk polega na tym, że jest (było i będzie) wiele osób apsirujących albo chcących zmienić swój status społeczny szybko i bezboleśnie - dlatego wiele osób chce wierzyć, że kupując kurs za 1 tys. pln zarobi miliony.
I dlatego nie mam pretensji do Piotra. On wyczuł niszę, ma towar i nim dealuje. Głupcami są Ci którzy wierzą w stanie się milionerem za jedyne 9,99 pln netto albo w to, że łykną tabletkę i stracą 10 kg w nocy. Są dwie nieskończone rzeczy - głupota ludza i wszechświat.
Winić powinniśmy mnie / Ciebie / społeczeństwo, że widząc takiego pacjenta nie stara mu się wytłumaczyć, że osoba o wzroście 120 cm nigdy nie będzie w stanie grać w NBA. A niestety widzę, że z tłumu kupującego złote myśli Piotra wiele osób zamiast wędki dostaje po prostu nawet nie samą rybę ale tylko jej obietnicę. Smutne ale to też bizes.
Jeśli ktoś poczuje się obrażony przez moje porównania to poproszę o dowód na sprawdzalność tezy Piotra Majewskiego (może być też Kamila Cebulskiego) z wykorzystaniem: PITa rocznego albo wpisu do KRS (w przypadku firmy). Chętnie odszczekam swoje argumenty. W innym wypadku lojalnie ostrzegam, że będę do bólu prześmiewczy i okrutny w komentrzach.
Materiały dodatkowe dla dociekliwych:
> Wpis na blogu Patrycji “Shrew” Kierzkowskiej, który stał się inspiracją do przepytania Piotra.
> dyskusja na forum poświęcona mailingowi będaca pokłosiem newslettera CNEB.
> kolejny wpis poświęcony Majewskiemu - tym razem jego metodom i stylowi pisania ofert
> Ciekawostka - Piotr zarejestrował domenę “obrzydliwiebogaty.pl” ale nie “com.pl”. Skucha czy przemyślan. Postanowiłem również stać się obrzydliwie bogaty i zakupiłem tę domenę. Cały czas zastanawiam się co tam zamieścić - jakieś pomysły?:)
> Strona Obrzydliwie Bogatego Piotra Majewskiego - dziwne, że jednak w subdomenie implesite?
> …oraz na koniec strona Internetowego Milionera Piotra Majewskiego.
New Connect Club
23:12 24th April 2008

Skorzystałem z zaproszenia od Ewy Stępień i Michała Fabera organizatorów i animatorów NCClub. Mile zostałem zaskoczony atmosferą oraz drinkami i cateringiem. Pałaszując i popijając winem słuchałem opowieści Adama Maciejewskiego oraz Aleksa Osadzińskiego…
Spotkanie w czwartkowy wieczór zaingurowało cykl spotkań New Connect Club w zamyśle organizatorów - miejsce spotkań ludzi z branży IT oraz “garniturowców” z GPW i NC. Faktycznie garniturów było dużo na sali ale krawatów już mniej.
Spotkałem parę znajomych twarzy ale generalnie zaskoczył mnie brak wielu osób developujących swoje projekty widywanych na Auli. Czyżby jednak NC był traktowany jako zło konieczne w szukaniu funduszy? Ciekawy temat do sprawdzenia przy najbliższej okazji.

Adam Maciejewski - GPW - copyright by NCC
Jakby ktoś nie wiedział Adam Maciejewski jest członkiem zarządu NC. Alex Osadziński natomiast pracuje dla VC Trinity i działa od 20 lat w rejonie Doliny Krzemowej nad własnymi start-up’ami oraz przy doradzaniu i inwestowaniu w nie.

Michał Faber na NCC - copyright by NCC
Alex przedstawił prezentację jak działają VC w Dolinie, dlaczego warto być start-upem w US i jakie widzi główne różnice między działaniami funduszy w Stanach a w Europie. Generalnie bida z nędzą panowie i panie - sam Osadziński do tej pory przeputał na start-upy jakieś 230 mld $ (tak, tak - miliardów) jako osoba pracująca w Trinity. Jak to się ma do naszych krajowych VC wolę nie pytać - pewnie troche gorzej…

Alex Osadziński - facet z miliardami dolarów na pomysły - copyright by NCC
Trinity dostaje rocznie jakieś 3 tysiące pomysłów z czego finałowo inwestuje się w 10 pomysłów. Alex podkreślał jednak, że dla niego kontakt z młodym przedsiębiorcą jest świętością - zawsze odpisuje na maile i spotyka się z interesująco wyglądającymi projektami. Dlaczego? Proste - każdy z odrzuconych może być kolejnym Facebookiem albo Googlem. A taka świadomość boli VC.
W Dolinie ważna jest reputacja, którą buduje się latami - nikt normalny nie będzie traktował start-upy jak upierdliwe muchy bo zrażenie do siebie danego przedsiębiorcy może drogo kosztować kiedy to trafi się za jakiś czas na tego samego gościa, którego się wyrzuciło z “głupim” pomysłem.
Ciekawostkę jaką podkreślił parę razy Osadziński - w Stanach jest powszechny element “naiwności”. Taka naiwność skutkuje tym, że realizowane są projekty, które w Europie uznano by za debilne, dziecinne i głupie - w US nie dość, że traktuje się je poważnie i łoży kasę to zdobywają rynek i można na nich zarobić. Ot taka drobna różnica w mentalności między starym a nowym światem.
Po części oficjalnej można było “ponetłorkingować” do czego byliśmy zachęceni kolejnymi porcjami jedzenie i napitków - skorzystałem i jestem zadowolony. Jak na pierwsze spotkanie nie było źle - czekam na kolejne.
PS. Więcej fotek ze spotkania NCC znajdziecie tu
Ci, którzy zapisali się również na dzień otwarty na NewConnect mogli dostać taką fajną koszulkę zaprojektowaną przez Piotra Młodożeńca.

Ja co prawda nie miałem jej na sobie w czwartek ale jak się okazało po powrocie do domu wpasowałem się tematycznie w spotkanie zakładając hmmm… dość przedsiębiorczego t-shirta. A tak się dziwiłem dlaczego kilka osób ze zdziwieniem wpatrywało się w moją klatkę piersiową. Teraz wiem, ze nie chodziło o mięśnie…

E-apteki - legalne ale czy opłacalne?
14:26 20th April 2008

Niestety wygląda na to, że nowa władza nie jest aż tak nastawiona na biznes jak to deklarowała. Być może działania Minister Zdrowia i innych urzędów odpowiedzialnych za obrót produktami leczniczymi mają tylko i wyłącznie zabezpieczać dobro pacjenta ale przy tej okazji poważnie ogranicza się konkurencję na rynku farmaceutycznym…
Niestety nie są to tylko czcze spekulacje. Miałem okazję na własne uszy usłyszeć interpretację nowych przepisów podczas konferencji organizowanej przez CEMED. Na sali zasiadło wiele osób z tzw. branży aptkerskiej oraz właścieli aptek internetowych - jak się okazało wszyscy czekali na spotkanie z Panią Dyrektor Departamentu Organizacyjno-Prawnego z Głównego Inspektoratu Farmaceutycznego.
I zaczęło się. Ustawa, która wchodzi w życie 3 maja br. jasno precyzuje co wolno a czego nie aptekom prowadzącym sprzedaż produktów leczniczych - zwróćcie uwagę, że w rozporządzeniu ani razu nie pojawia się określenie “apteka internetowa”.
Jest to świadome działanie ponieważ ustawodawca traktuje aptekę internetową jako…aptekę. Wszystkie przepisy, obostrzenia i nakazy tyczące się apteki dotyczą także “apteki internetowej” albo jak to określono we wspomnianym dokumencie ”
Zasadniczo za pomocą jednego przepisu (§ 4 pkt 3 podpunkt 3 i 4) dotyczącego warunków transportu (w środku transportu musi być temperatura określona przez producenta leku za bezpieczną) sprawadzono biznes e-apteki na krawędź opłacalności. Dlaczego? Ano dlatego, że obecnie w większości firm przewożących paczki nie ma odpowiednich (zgodnych z ustawą) samochodów.
Jest kilka firm wyspecjalizowanych ale ich ceny są o wiele wyższe. Ergo - apteki będą musiały dołożyć cenę transportu i dla pacjenta już nie będzie aż takiej różnicy w cenie końcowej.
Potrzeba składowania wszystkich danych przez 3 lata jak i zbieranie od klientów prawdziwych danych (ważne w przypadku kontroli) podawanych przez fax, telefon bądź maila w kontekście powyższego przepisu są nawet mało dotkliwe.
Pytanie tylko dlaczego sprzedaż takiej samej aspiryny w kiosku ruchu nie owocuje nałożeniem podobnych (jeśli nie takich samych) ustaw?
Czym różnią się te same odżywki i suplementy diety sprzedawane w centrach handlowych i na bazarach od towarów z apteki? Dla mnie niczym - w obu przypadkach konsekwencje złego użytkowania czy wady produktu są takie same.
Kolejnym zabójczym elementem jest nakaz niszczenia zwrotów. Jeśli ktoś zamówi 100 opakowań leków po 100 pln ale rozmyśli się i zwróci towar (ma na to 10 dni od daty zakupu) to apteka musi utulizować zwrócone produkty.
Uwaga! A teraz podam pomysł jak wykończyć aptekę internetową zgodnie z literą prawa - należy zamówić za 10 tys. towaru i zwrócić go. Czynność powtarzać co miesiąc - po 2-3 miesiącach apteka się sama zamknie. Proste, prawda?
Przy okazji dowiedzieliśmy się, że Dom Zdrowia spółki MCI ma dwa wyroki i prawdopodobnie otrzyma b. wysoką karę i być może będzie miał odebraną licencję na prowadzenie puntku aptecznego.
Dlaczego? Ponieważ DZ starał się omijając obostrzenia dot. sprzedaży leków na receptę za pomocą upoważnienia kurierów do przekazywania recept i leków (rozumowanie w stylu: jeśli jestem osobą starszą to proszę kogoś np. sąsiadkę aby ta poszła do apteki i zrealizowała receptę na moje leki).
Taka interpretacja według GIF nie jest zgodna z prawem polskim i DZ czekają poważne konsekwencje. Tak samo jak sieć aptek Dbam o Zdrowie, które to znowu przekraczają i naginają wg GIF prawo reklamując online leki refundowane. Zobaczymy - podobno wnioski są już skierowane do odpowiednich ciał.
Zobaczymy 3 maja kto i jak będzie próbował działać na rynku. Konkurencja zapewne będzie patrzeć na siebie i powielać działania innych. Wątpię żeby wszystkie apteki zaprzestały sprzedaży i potulnie czekały na decyzję GIF. W tym biznesie jest kasa i wiele firm nie odpuści sobie tak intratnego poletka zarobku.
Ja w każdym razie poczekamy z Apteo.pl (które działa już wewnętrznie, testujemy soft) do 3 maja i będę pilnie śledził doniesienia z branży. Może pojawi się jakaś jaskółka nadzieji i któraś z firm kurierskich zdecyduje się na zainwestowania w dodatkowe wyposażenie?
DRM wiecznie żywy
19:00 10th April 2008

Panie i Panowie. A jednak polska myśl technologiczna daje o sobie znać! Polska firma wprowadza to co właśnie jest wycofywane przez liderów. Dzięki genialnemu wizjonerstwu możemy cieszyć się w Polsce korzystaniem z technologii zabezpieczeń DRM w polskich filmach. Taadaam!…
Na stronę plaformadrm.pl trafiłem z tego z linku skuszony ofertą polskich filmów do pobrania firmowaną przez Polską Szkołę Filmową. Wszedłem, pooglądałem ale przezornie zerknąłem na sposób płatności oraz system zabezpieczeń. Niestety zgodnie z przewidywaniami jest to DRM. Nie wiem dlaczego ale polscy twórcy filmowi z uporem maniaka forsują DRM jako technologie, która zbawi nas wszystkich.
Rozumiem, że Polska to nadal dziki kraj i wszyscy kradną ale niech ktoś wytłumaczy wszystkim świętym, że zabezpieczenie kopii filmu DRM nie daje ŻADNYCH gwarancji. Ten sam film można bowiem ściągnąc z sieci p2p albo przegrać od kolegi. DRM utrudnia życie jedynie osobom, które legalnie nabędą plik.
Żeby było jasne - nie chcę generować kolejnej dyskusji “DRM kontra reszta świata” ale zwrócić uwagę na zaściankowość rodzimych akcji i prób wprowadzenia porządku za cenę forsowania złych rozwiązań w imię naiwnego przekonania, że “super technologia rozwiąże wszystkie problemy”. Jeśli iTunes wycofał się ze sprzedaży zabezpieczonych plików rok temu to warto naśladować wujka Gatesa czy Jobsa?
A propos innowacyjności - próbowałem sciągnąć “Odę do radości” z iTVP jakiś czas temu i wspominam to doświadczenie z zażenowaniem. Problemy z system płatności a potem właśnie z DRMem, który nie pozwolił mi na odpalenie pliku ponieważ przekroczyłem czas “autentykacji” (z powodu….opóźnienia w autoryzacji płatności).
Na stronie firmy, która stworzyła “platformę” do ściągania filmów znalazłem takie oto słowa:
“Zmiany zachodzące we współczesnym świecie, pozwalają zauważyć wzrastającą rolę produktów informatycznych w codziennym życiu. Wystarczyło piętnaście lat od wprowadzenia do powszechnego użytku, przyjaznych narzędzi, ułatwiających korzystanie z sieci (komputery PC, system Windows), aby zmieniły się ludzkie przyzwyczajenia.”
Nie wiedziałem, że Windows ma 15 lat. Czy Gates i Balmer o tym wiedzą? Dzwońcie do Microsoftu!! Nie wiedziałem też, że PC ma 15 lat. Kurde to na czym ja grałem w Tetrisa w 1989? Pewnie na trąbce.
“Zmieniło się podejście do czerpania wiedzy i szukania informacji na różne tematy. Nieskończone i różnorodne zasoby Sieci stały się także niezwykle konkurencyjną alternatywą dla dotychczasowych źródeł rozrywki. Internet przestał być luksusem, a stał się niezbędnym narzędziem poznania, bez którego trudno się obejść.”
Tak jest. Dlatego nadal płacę za ten “niezbędny” luksus 200 pln brutto TP S.A. Co miesiąc. Podobno moża taniej, ale w centrum stolicy żadna firma - powtarzam ŻADNA - świadcząca usługi (poza internetetm z powietrza za który po testach podziękowałem - mieszkam między wysokimi budynkami i zasięg rwie mi się) nie może dociągąć mi kabla do domu poza tepsą.
“Dzieje się tak również w naszym kraju mimo, że opłaty za dostęp do sieci należą do najwyższych w Europie. Stało się oczywiste, że nie da się powstrzymać zachodzących zmian. Warto jest za nimi podążać, a nawet starać się być o krok przed.”
Tak! Kto nie maszeruje ten ginie! Kto nie wprowadza technologii z której wszyscy się wycofują ten nie stoi na straży postępu! Technologia zawsze z partią! Polska młodzież używa DRM ku chwale ojczyzny! P2P is bad! Very bad!!
“Szybko postępujący rozwój technologiczny stawia przed firmami usługowymi, takimi jak PLAFORMA DRM, konieczność nadążania za wzrastającymi wymaganiami klienta; klienta dysponującego coraz łatwiejszym dostępem do Internetu, szybszym łączem, sprawniejszym komputerem, multimedialnym telefonem i miejmy nadzieję coraz zasobniejszym portfelem, którego zawartość jest skłonny przeznaczyć na korzystanie z oferowanych mu usług.”
Zauważyliście? “Plaforma DRM”. Nie “Platforma” i nie “Paltforma” jak widnieje w opisie strony. Może ta zabawa słowem “platforma” ma jakieś drugi dno i głębszy sens? Może to krypto manifest nowej partii politycznej?
“Współpracującym z nami firmom oferującym dostęp do Internetu, właścicielom portali internetowych oraz innym podmiotom zainteresowanym legalną dystrybucją filmów w internecie dostarczamy rozwiązanie, które zapewni im dodatkowe dochody z tytułu poszerzenia portfolio świadczonych usług.”
“Zachęcamy także Państwa do nawiązania z nami współpracy i czerpania korzyści ekonomicznych z nowych możliwości i usług jakie niesie ze sobą globalny postęp.”
ATM ma swojego “voda”, Interia ma swojego i jeszcze istnieje coś takiego jak Netino. Niw słyszałem żeby te projekty przynosiły lukratywne przychody.Ba! Taki ATM w zasadzie cały czas dokłada i nawet nie promuje swojej usługi.
“Mając nadzieję na owocną współpracę pragniemy zaznaczyć, że Platforma DRM dostarcza swoim klientom rozwiązania oparte na wieloletnich i różnorodnych doświadczeniach. Chcielibyśmy podkreślić także, że firma nasza, zatrudniając wykwalifikowanych specjalistów w dziedzinie informatyki, telekomunikacji, finansów i mediów, wspiera i promuje myśl technologiczną na terenie Polski.”
Szczególnie wspomnienie o specjalistach z dziedziny finansów mnie zaciekawiło. Kreatywna księgowość?
Nie wiem czy ktoś powiedział Wajdzie, Lubaszence, Krauzemu, Machulskiemu jak bardzo się wygłupili dając swoje twarze i firmując jakby nie było ten projekt swoimi nazwiskami. Banialuki, które wygadują (założe się, że nie wiedzą wogóle o czym mówią) pokazują dobitnie, że a) niektórymi kwestiami nie powinni się zajmować artyści b) głupota jest cechą występującą nawet wśród ludzi z Oskarem c) kult nowych technologii jest wprost proporcjonalny do wiedzy o nich.
Na marginesie po co płacić za “palformę” skoro można mieć podobny produkt za darmo? Przykłady znajdą się szybko jeśli tylko chce się ich poszukać.
Odpalcie np. przemówienie reżysera i producenta Machulskiego. Gdybyście nie wiedzieli na jakiej stronie jesteście można by odnieść wrażenie, że twórca “Killerów” mówi o unikalnej metodzie prażenia guano nietoperzy albo o rafinacji ropy naftowej. Podobny poziom ogólności i zrozumienia. Dobrze, że nie czyta z kartki jak Wajda.
Szczególeni mnie rozwalił tekst Machulskiego “to na pewno przerośnie nasze oczekiwania na tak albo i na nie”. Tough. Trudno zaprzeczyć. Oraz taka perełka “życzę powodzenia w tym europejskim i uczciwym przedwsięzięciu”. Eeeee bo jeśli nie europejskie to podejrzane i złodziejskie? Ejże co to za radiomaryjna retoryka?
Sorry panowie twórcy ale trzymajcie się z dala o “przełomowych nowinek technicznych”, “fascynujących technologii”. Róbcie swoje ekranizacje lektur szkolnych (Wajda), komedie (Machulski) albo komedie (Lubaszenko) a w międzyczasie poczytajcie trochę gazet i newsów. Podobno Amerykanie wylądowali na księżycu! Proszę nie kompromitujcie siebie biorąc udział w czymś o czym najwyraźniej nie macie zielonego pojęcia.
Dziwaczne wywody Andrzeja Wajdy mówiącego o “przybliżaniu widzowi filmów” w kontekście zastosowania DRM budzą śmiech. A potem zażenowanie, że to właśnie tacy ludzie jak Machulski, Wajda i Lubaszenko stają się “ekspertami” od ‘nowych mediów” i wyznaczają standardy w polskiej branży filmowej.
Dziwi mnie obecność w tym gronie “technokratów” Krzysztofa Krauzego - miałem go za rozsądnego faceta, który nie ulega łatwo trendom i instynktom stadnym. Szkoda. Pomimo tego, że jako jedyny mówił do rzeczy.
UPDATE: Telewizja Polska sięga po p2p :)
Plejada plotek
8:28 10th April 2008

Taki dzień musiał kiedyś nadejść. Duży koncern medialny ładuje solidną kasę i odpala serwis mający stać się konkurencją dla innych tworzonych przez amatorów serwisów plotkarskich. ITI rusza na łowy plotek i sensacji nakierowanych na target Magdy M…
Plejada.pl wystartowała jakiś czas temu (pisał już o tym np. Kuba Filipowski) a jej redaktor naczelną została Karolina Korwin Piotrowska osoba o bogatym doświadczeniu w pracy z mediami elektronicznymi. Mam nadzieję, że epizod z Ahoj.pl pomoże w zrozumieniu internetu bo jakoś nie pamiętam żeby to co robiła Pani Karolina za czasów Ahoja szarpało statystykami portalu.
Anyway. Z innej beczki - ciekaw jestem jaką oglądalność dostanie w prezencie Centrum Handlowe Plejada w Sosnowcu (www.plejada.com.pl) z ruchu wygenerowanego przez zagubionych i słabo pamiętających prawidłowy adres internautów. Może ich też ITI kupi?
Plejada jako serwis plotkarski jest grzeczny, dopieszcza swoich bohaterów i pokazuje ich jako ładnych i mądrych. To taki styl jaki spotkać możemy w prasie spod znaku “people” gdzie nie opłaca się napisać prawdy o przepytywanej gwieździe ponieważ następnym razem manager takiego pacjenta nie zgodzi się na wywiad. Ujawnione brudy zwiększą zatem sprzedaż jednorazowo a potem ciężko będzie szukać kolejnych gwiazd chętnych do publicznego dawania ciała.
Jak sam serwis się nam przedstawia? Plejada.pl to w zamierzeniach twórców “nowy, niezależny, informacyjno-rozrywkowy kanał tematyczny w internecie” - nie wiem od czego ma być niezależny skoro redakcję karmi ręka ITI. Może to taki zwrot mający służyć w rozmowach z gwiazdami “niezależnie co piszą inni - my możemy napisać, że byłeś pijany jak świnia i ćpałeś kokę!”. Przepraszam, że się czepiam ale jakoś nie czuję tutaj ducha “indie” i anty-korporacyjnego luzu w gronie takich firm jak Onet / ITI / TVN.
Dalej czytamy “Nastawiamy się na informacje pozytywne, pogłębione, jesteśmy zdecydowanie bardziej łagodni niż konkurencja, ale w poszukiwaniu prawdy posuwamy się znacznie dalej niż inni. Nasze informacje są rzetelne, sprawdzone i prawdziwe. Jesteśmy dalecy od oskarżania i obrażania kogokolwiek. Nie ma u nas donosów. Zawsze powołujemy się na źródła.”
Subtelny kop w miękkie podbrzusze Pudelka i serwisów żyjących z informacji od czytelników i nawiedzonych fanów z komórkami z aparatami fotograficznymi. Plejada ostro rozgranicza i rozdaje uwierzytelnienia - dobre to co sprawdzone i przygotowane zgodnie z dziennikarską starannością. Taka taktyka może zdać egzamin jeśli nikt nie złapie redakcję Plejady na tworzeniu newsów na kolanie i wątpliwej treści.
Z daleka widać, że Plejada poszła tam gdzie Pudelek i podobne serwisy wejść nie mogą - za scenę teleturnieju, na plan serialu itd. Wreszcie ktoś konsumuje i przetwarza to co się produkuje w takiej machinie jak TVN i podaje to internautom. O kanibalizacji nie może być mowy bo treści produkowane przez Plejadę są po prostu specyficzne i dostosowane do medium internetu. Brawo.
Co ciekawe Plejada czyli tuba TVN pisze rowniez o konkurencji! I to pisze w sposób wyważony i poprawny. Przykład tutaj. To kolejny wyróżnik Plejady od internetowej konkurencji - patrzcie, możemy i umiemy współpracować a nie zagryzać się w boju o bardziej krawego newsa.
Plejada w zasadzie mogłaby być multimedialnym dodatkiem do “Vivy”, “Gali” czy “Twojego Stylu” - stonowane wypowiedzi i brak “mięsa” newsów charakterystyczny dla internetowych “pudelków” epatujących zdjęciami majtek B.S. upapranych krwią menstruacyjną pokazuje, że droga do sukcesu dla Plejady została wytyczona poprzez dobre relacje z reklamodawcami.
Dla koncernu medialnego to jedyna słuszna droga - pozwala to na przerzucanie budżetów między podmiotami i tworzenie ofert reklamowych “cross-platformowych” (kupcie tyle a tyle czasu w TV a dorzucimy Wam tyle i tyle odsłon na naszym serwisie) oraz buduje sobie zaplecze internetowe dość małym kosztem.
Czy zatem “internetowa prasa plotkarska” powinna się bać? Nie sądze. Stracą raczej portalowe quasi-plotkarskie serwisy (Plotek, XoXo, Pomponik.pl itd.) tworzone ze ścinków newsów, które nie weszły na “jedynkę”. Czytelnicy Pudelka trzymać się będą tego serwisu ponieważ radykalizm materiałów jest tam specyficzny a piętnowanie “gwiazdorzenia” polskich celebrytów jest kultowe.
Żaden inny gracz nie zdecyduje się na glanowanie gwiazd ponieważ kiedyś będzie wyciągał do nich rękę (przy promocji kolejnego serialu, imprezy, sprzedaży płyty itd.) Agora, TVN, Bauer nie może zrazić do siebie lokalnych gwiazd - o2 może i musi nawet.
Różnica styli jest ogromna - weźmy newsa o Wielkim Artyście Rubiku na Pudelku i tym w Plejadzie. To są zupełnie różne style i trafiające do zupełnie innych odbiorców. Mnie się bardziej podoba styl Pudelka - zawsze fajniej kopać leżącego i obserwować jak polskie “gwiazdki” raz po raz spadają z ramówek wraz z nimi walą się kredyty, plany życiowe i kupione domy. Mniam.
Pojawienie się Plejady to sygnał dla całego rynku medialnego, że czas też aby “duzi” zaczeli grodzić i wyrzucać “małych” z ich zagród i poletek. TVN ładuje kasę o wiele większą niż o2 będzie w stanie dać na rozwój Pudelka. Oznacz to, że czeka nas podział na low-costową prasę plotkarską i tę okraszoną eksluzywnymi wywiadami i klipami w jakości HQ 16:9. O2 flirtował z tv w pudelku ale to nie ta liga - ITI pokazał kły i szybko zgarnia co jest mu należne.
Ciekawie może wyglądać odpowiedź Polsatu w świetle ich zakupów ostatnich oraz zmian kadrowych. Czy Marcin Pery stanie się pardon my french koniem pociągowym części interenetowej Polsatu? Polsat ma w ręku świetny produkt - prawa do ME 2008. Można wokół tego zrobić wydarzenie internetowe, postawić ogromny serwis, zbudować społeczność. Z drugiej strony - Polsat ma dziwny talent do spieprzania szans na zaistnienie w sieci. Może to taka karma. Szczególnie, że o Polsat sam przyznaje, że nie ma odpowiedniej infrastruktury aby zrobić dobrą transmisję w sieci…
Elementy przewagi “Plejady” nad “pudelkami i kozaczkami tego świata”:
> sklep online - dobry pomysl chociaż to Mango :)
> wersja mobilna - w formule onetowej “lajt”. krok w przyszłość teraz mało osób z tego skorzysta
> materiały video 16:9 - nie do pobicia dla konkurencji bez własnego zaplecza TV
> merytoryka materiałów - pamiętacie lemon.tv? no to właśnie o takiej różnicy mówię.
> promocja w kanałach TVN - bez komentarza
> duży brat, budżet, stabilność - bezcenne
> eksluzywność materiałów - nie do pobicia przez konkurencję internetową.
PS. Dopóki gwiazdy i idole będą wygadywały podobnej klasy bzdury dopóty Plejada i Pudelek żyć będą spokojnie. Jak widać nasze lokalne gwiazdy dzielą i pod tym względem kosmiczne odległości od zachodnich kolegów - no może lekko zbliża się w swoich “filipinkach” posłanka Anna “Zdrowaś-Maryja-Zawsze-Dziewica” Sobecka.
WWWódko pozwól klikać
18:05 7th April 2008

Premier Kaczyński miał rację i pomimo, że swojego urzędu już nie piastuje ku uciesze europejskich żydo-masonów jego myśl wielką jest nadal. Nasz olbrzym intelektu stwierdził, że przeciętny internauta podczas korzystania z internetu pije piwo i ogląda pornografię. Pornografię wycofał już EMPiK a sprzedaż alkoholu w sieci została właśnie oficjalnie ocenzurowana…
No dobra, tym razem Kaczyński nie miał z tym nic wspólnego (oby). Bomba wybuchła już wcześniej - 25 stycznia 2008 kiedy to dziennik “Polska” opublikował artykuł, w którym poinformował, że zdaniem PARPA handel alkoholem w sieci jest nielegalny. Według gazety zgodnie z ustawą sprzedaż detaliczna alkoholu może być prowadzona wyłącznie w stacjonarnych sklepach inaczej sprzedawcy grozi utratę koncesji na lat 3.
Krzysztof Brzózka szef Polskiej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych (PARPA) oficjalnie deklaruje: “Prowadzenie sprzedaży alkoholu zarówno za pośrednictwem stron internetowych, jak i z dostawą na telefon wykracza poza warunki sprzedaży dopuszczalne przez ustawę o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi”. Kto chce może nawet zobaczyć tego Pana w krótkim nagraniu video.
Trudno dyskutować z faktami - od lat w Polsce mówi się o gwałtownym spadku granicy wieku związanej z pierwszym kontaktem z alkoholem i wzrostem liczbu uzależnień wśród osób młodych czy wręcz dzieci. Działania PARPA uznać należy za chwalebne, potrzebne i szczytne. PARPA za główny argument swojego sprzeciwu sprzedaży alkoholu w internecie podaje chęć ograniczenia dostępu do trunków przez osoby nieletnie. To również należy wspierać.
Zakaz sprzedaży alkoholu w sieci wynika według PARPA z uchwalonej w 1982 roku Ustawy o wychowaniu w trzeźwości. W 1982 roku na pewno nikt nie przewidywał, że coś takiego jak internet połączy kiedyś wszystkie socjalistyczne narody i pozwoli im na zakup alkoholu. No może tacy tytani pióra jak Jerofiejew. Facet miał łeb jak sklep u miał do niego nalać.
Wracając do meritum - generalnie dyrektor Brzózka ma rację. Ustawodawca (państwo) nie zweryfikował ustawy pod kątem zmian, które zaszły w otaczającej nas rzeczywistości. Pytanie tylko czy ustawodawca zapomniał tylko o sprzedaży alkoholu przez sieć? Całkiem niedawno przez sejm poprzeniej kadencji przetoczyła się batalia o sprzedaż leków sieci - argumenty były podobne podpierane dowodami i wspierane przez środowisko aptekarzy krzyczące, że apteki w sieci to najgorsze co się mogło przydarzyć. Ustawa w obliczu walk wyborczych została wrzucona do kąta, ale jej widmo nadal wisi nad wszystkimi e-aptekami. Jak to będzie wyglądało ze sprzedażą alkoholu?
Dyrektor Brzóska nawet przedstawia podobną argumentację - brak kontroli tożsamości, brak mechnizmów weryfikacji wieku kupującego (”kurier dostarczający paczkę to nie kierownik sklepu”). Dziwi nagłe zainteresowanie Agencji (najstarsze polskie sklepy sprzedające alkohol robią to już od ponad sześciu lat) i fakt, że PARPA tworzy bardzo zły precedens związany z handlem w sieci. Pozytywnym sygnałem jest reakacja Krajowej Izby Gospodarczej (KIG), która ustami jej szefa Andrzeja Arendarskiego wyraziła zaniepokojenie z zaistniałej sytuacji i problemami przedsiębiorców.
W opinii KIG obecne przepisy ograniczają prowadzenie działalności gospodarczej, są też niedostosowane do obecnych realiów rynkowych, prawnych i technologicznych. Brawo. W końcu ktoś to dostrzegł i być może na czas zareaguje. Szkoda, że nie było / nie ma organizacji broniącej apteki internetowe.
Niestety PARPA idzie dalej i chce ściagć także te sklepy i ich właścicieli, którzy…zakończyli już działalność polegającą na sprzedaży alkoholu. Tak tak. Ostrze sprawiedliwości zatem sięgnie w przeszłość aby ukarać tych, którzy rozpijali pańszczyźnianych chłopów.
“To dziwne, bo w 2003 roku PARPA przesłała nam swoje oficjalne stanowisko, że jeżeli ktoś posiada sklep, w którym sprzedaje alkohol i ma stosowne zezwolenie, to sprzedaż alkoholu przez internet jest jakby ofertą tego sklepu. Problemem było sprawdzenie wieku nabywcy. Teraz PARPA zmienia swoje stanowisko, mimo że nie zmieniły się przepisy prawa” - twierdzi Joanna Tymińska, dyrektor Biura Działalności Gospodarczej i Zezwoleń Urzędu m.st. Warszawy w wywiadzie dla Gazety Prawnej. I komu wierzyć?
Konsekwencje są proste i znane. Brzózka: W stosunku do tych, którzy zostaną “przyłapani” na sprzedaży alkoholu w sieci, będą prowadzone postępowania, które mogą skończyć się utratą koncesji. - Nieznajomość prawa nie zwalnia od odpowiedzialności. Koncesję będą mogli odzyskać dopiero po 3 latach. Tyle PARPA i jej szef.
W wywiadzie dla Przekroju aktor i właściel firmy Winarium Marek Kondrat skomentował doniesienia o zakazie handlu w taki sposób:
“Ta ustawa to nieporozumienie – wyraża swój sprzeciw Marek Kondrat, aktor, właściciel sieci sklepów Winarium sprzedających alkohol również w Internecie. To hipokryzja, wywalczyliśmy w Unii zezwolenie na nazywanie winem jaboli, a nie umiemy bronić tradycji picia wina.”
Nasuwa się wiele pytań o odpowiedzi na które powinno zacząć powinni się martwić wszyscy Polacy handlujący w internecie. Przecież pewnego dnia moż okazać się, że wózki dziecięce, wyroby z drewna i plastiku, pierniczki i czekoladowe zajączki również nie mogą być sprzedawane za pomocą internetu ponieważ “ustawodawca nie stworzył warunków prawnych do sprzedaży za pośrednictwem internetu”. Ładna formułka? Ładna. A jaka prawdziwa.
Oczywiście można biadolić nad tym, że żadna ustawa nie pomoże w zachowaniu przepisów prawa jeśli nie zmieni się mentalności sprzedawców tradycyjnych (to przecież w sklepach, supermarketach, straganach czy punktach barowych sprzedawana jest większość alkoholu). O tym PARPA zapomina bo prościej pokazać jest kilkadziesiąt sklepów i powiedzieć “oni są winii, oddawajcie licencje!”.
Podsumowując - ze smutkiem coraz częściej stwierdzam, że internet stanowi świetny przykład “czegoś złego czychającego w ciemnościach” na każdego Kowalskiego tego świata. Bo przecież reklamy i sponsoring przemysłu spirytusowego jakoś PARPie nie przeszkadza. Założe sie, że nawet “wspaniała” akcja “szukania” testera wódek upiecze się firmie Bols. A handel w sieci trzeba ocenzurować, prześwietlić i postawić pod pręgierzem. I będzie jak za dawnych czasów - po wódkę będą jeździć taksówki z korporacji “Egzotik”. Może o to w tym wszystkim chodzi?
Ustawa na którą powołuje się PARPA:
Ustawa z 26 października 1982 r. o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi (Dz.U. z 2007 r. nr 70, poz. 473 z późn. zm.)
iPhone chce (do) biznesu
8:00 14th March 2008

14 dni po wypuszczeniu SDK dla iPhone’a firma Apple ogłosiła 100 tysięczne pobranie tego pakietu aplikacji (tylko w USA!). Oznacza to, że wierna armia gorliwych wyznawców religii kościoła Apple’a pod wezwaniem św.Jobsa dostała do rąk narzędzia do walki z Bablionem nie tyle już Microsoftu co całej branży telefonii komórkowej…
Mam taką swoją prywatną teorię - myślę, że Gates i Ballmer mają kilka laleczek voodoo, których bardzo często używają (może nawet sie wymieniają nimi?). Jedna przedstawia Steve’a Jobs’a a dwie pozostałe Larry’ego Page’a i i Sergey’a Brin’a. Laleczki są wyciągane przy okazji ogłaszania przez Apple lub Google nowych informacji dotyczących rozwoju obu firm.
W ciągu ostatnich dwóch tygodni laleczka Jobsa została zapewne nieźle zmaltretowana - Apple wypuścił swój zestaw narzędzi deweloperskich do iPhone’a czym oficjalnie zaprosił programistów do pisania nowych aplikacji na swoim telefonie. Dodajmy, że z sukcesem jak widać po ilości pobrań.
Jobs ma powody do zadowolenia - iPhona sprzedaje się bardzo dobrze. Wyniki zaprezentowane podczas tej konferencji pokazują, że magia Apple’a działa. W USA rynek przeglądarek mobilnych został zmonoplizowany przez Safari (ponad 70%). Udział iPhone w sprzedaży smrtphones uplasował się na poziomie 28% (cytuję z głowy). To oznacza, że Jobs ze swoim telefonem wdarł się na ciężki rynek szturmem i zajął świetny przyczółek do dalszych działań.
Kto podczas ogłaszania debiutu iPhone’a widział w tym wydarzeniu tylko przełom w telekomunikacji ten mylił się bardzo. Jobs za pomocą Apple zamierza konsekwentnie realizować strategię żywcem wziętą z pola walki o muzykę - najpierw hardware (iPod), potem software (iTunes) i możliwość sprzedaży online (znowu iTunes).
To samo zamierza powtórzyć z iPhone’m - najpierw słuchawka, potem software do niej (kontrolowany przez Apple) a na końcu sklep AppStore gdzie każdy developer będzie mógł sprzedawać swój produkt za dowolną cenę. Gdzie jest haczyk? Apple zabierze 30% (można dyskutować czy to jest dużo czy mało - patrząc na praktyki polskich operatorów GSM uważam, że to bardzo uczciwy podział) oraz ma głos decydujący jaki soft może być wystawiane w AppStore - zarzekają się na razie, że pozwoli to na kontrolę eleminację pornografii, wirusów i wszelkiego innego zła epoki cyfrowej.
Stworzenie sklepu z którego oprogramowanie ściagane może być za pomocą telefonu nie jest niczym nowym - patrząc jednak na fakt, że Apple kontroluje i decyduje jakie aplikacji mogą być wgrywane na ich urządzenie nie można nie zauważyć, że firma z Cupertino jest monopolistą z ludzką twarzą. Albo grasz tak jak my chcemy albo produkuj soft do szuflady.
Z drugiej strony - masz małą firmę w garażu ze świetnym produktem - wrzucasz na AppStore i czekasz na kasę co miesiąc od Apple’a. Zero kosztów utrzymania ruchu, promocji (założę się, że znalezienie się w “Top 10′ aplikacji w AppStore będzie miało siłę “efektu Digg’a”) i dostajesz 70% kasy. Miodnie.
Dłuższą część konferencji zdominowała tematyka biznesowych narzędzi jakie pojawią się w nowym updacie dla iPhone. Nie obyło się bez sojuszu z wrogiem - soft iPhone 2.0 będzie zawierał wsparcie dla Microsoft Exchange. Ten ruch pokazuje, że ponad krytyką “evil software from Redmond” Jobs potrafi dostrzeć pieniądze leżące w firmach i dużych korporacjach.
Prostota tworzenia softu na iPhone’a miały obrazować testy przeprowadzone przez grupy inżynierów z branży gier komputerowych (Electronics Arts i SEGA). Dostali oni do ręki iPhony i SDK i w czasie 2 tygodni mieli pokazać co można zrobić w tak krótkim czasie.
EA przedstawiła wersję gry “Spore” a Nintendo w zasadzie całkowicie grywalną iPhonow’ą wersję “Super Monkey Ball”. Jeśli to prawda o nie marketingowy chwyt to czeka nas wysyp gier na iPhone’a - 10 milionów użytowników na pewno chce w coś pograć na swoich jabłkowych cacuszkach.
Dla tych, którzy chcą dokładnie widzieć co oferuje SDK i jakie zmiany pojawią się w firmware 2.0 zapraszam na blog Appleblog Pawła Nowaka (swoją drogą dzięki Pawłowi odkryłem co to znaczy znaleźć się w “rodzinie” Apple’a - Paweł bardzo cierpliwie sekundował mi w moich potyczkach z MacBookiem i dodawał otuchy. Pawle, jeszcze raz dziękuję!).
A tu znajdziecie parę cierpkich słów na temat SDK - nie wszystko wygląda tak różowo jakby deweloperzy chcieli..
PS. Acha no i oczywiście wyścig zbrojeń kręci się dalek - firmware 2.0 został już złamane. Jak zareaguje Apple?
8 komentarze »
