Groupon zaprasza na koniec lata
19:52 23rd August 2010

W imieniu Groupon / CityDeal.pl i swoim zapraszam wszystkich chętnych na prawdopodobnie ostatnią tak dużą imprezę tych wakacji. Wjazd za darmo, będzie muzyka, gramofony, dobre towarzystwo i oczywiście alkohol (..i nie zdradzę co z nim się będzie działo, możecie się domyśleć, że będzie go dużo!)…
“Nie przyjmujemy do wiadomości faktu, że lato powoli zbliża się do finiszu. Zima była sroga i przeklinana przez wszystkich – ciepłe dni wykorzystujemy więc do maksimum. A jeśli lato, to nowe znajomości zawiązane poza czterema ścianami, w dyskotece, nad basenem lub w okolicy miejsc, gdzie wręcz wypada zdjąć spodnie i koszulę.
Nasza piątkowa impreza, na która zaprasza Groupon i Club Collab, będzie celebracją ognistych uczuć, jakie z… pewnością zagościły w sercach wielu z nas w ostatnich tygodniach. Z koncertem wystąpi lubiany warszawski zespół Phantom Taxi Ride, który piękną angielszczyzną i w towarzystwie gitarowych riffów i syntezatorów wyłoży prawdę o miłości i życiu w mieście. Zespół finalizuje nagrania długo oczekiwanej płyty długogrającej – piątkowe spotkanie będzie świetną okazją do zapoznania się z nowymi, premierowymi utworami. Resztę wieczoru wypełni muzyka do tańca i flirtu serwowana z gramofonów przez trio Club Collab.
Dobra muzyka to jednak nie koniec. Czeka na Was możliwość zagrania we flirt towarzyski i butelkę (po opróżnieniu). Dziewczęta, weźcie najsympatyczniejsze ze swoich koleżanek. Chłopaki, zabierzcie kumpli na poziomie. Wspólnie rozkręćmy namiętne disko na koniec lata.
kiedy: 27.08 od godziny 22.00
gdzie: Cud Nad Wisłą
kto: koncert Phantom Taxi Ride, Club Collab
Wstęp Wolny!!!
Link do wydarzenia na Facebooku”
Ja wpadnę :)
“Wyż nisz” czyli kim (teraz) jesteś?
14:37 25th July 2010

Książka Bartka Chacińskiego to nie tylko spis obecnych w naszej szeroko pojętej kulturze określeń i zwrotów ale także pokazanie przez pryzmat definicji jak wyglądają współczesne kultury “offu”. Bartek opisuje kilkadziesiąt subkultur (konsekwentnie nazywając je “małymi kulturami” albo “niszami”) starając się nakreślić “krajobraz semantyczny” AD 2010…
Postaram się szybko nakreślić portret autora. Bartek mój rówieśnik (1974 rok), człowiek radia (Radio Bis, RH, Trójka, Program II), bloger, ex-zastępca redaktora naczelnego (Przekrój), dziennikarz (Polityka i Machina), autor książki (“Totalny słownik najmłodszej polszczyzny“) oraz znawca muzyki, ojciec, gracz.
Pewnie parę innych przymiotników można by do opisu Bartka dorzucić. Tym quasi hagiograficznym wstępem chciałem pokazać, że (uwaga truizm) jak każdy z nas w “teatrze życia codziennego” odgrywamy wiele ról, kreujemy się i przynależymy do jakiś grup (mniej lub bardziej świadomie). Jeśli interesują Was konteksty, czasami bardzo hermetyczny grupy, ciekawe i niszowe poglądy warto czasami zerknąć gdzieś oprócz Internetu (tak, istnieje poza nim życie nadal) i poczytać coś do poduszki (no chyba, że masz iPada to lepiej przed snem się upewnić czy zostało odłożony na stolik przy łóżku).
Na potrzeby niniejszego wywiadu interesuje mnie Bartek jako autor książki “Wyż nisz. Od alterglobalistów do zośkarzy. 55 małych kultur” (powinna pojawić się w księgarniach w pierwszym tygodniu sierpnia)
Kogo i co tam znajdziemy? Między innymi: alterglobalistów, skejtów,bookcrosserów, scenowców, otaku,wardrivererów, zośkarzy oraz widmowych gitarzystów. Mało? W książce znajdziecie opisy (szczegółowe, “z mięsem” i dużą dozą kulturowej otoczki) 55 “nisz”, które Bartek uważa za ciekawe, wpływowe i mocno reprezentowane. Posłuchajcie zresztą sami co autor miał na myśli:
Wykorzystując swoją nikłą znajomość z Autorem postanowiłem przepytać go na okoliczność swojego dzieła puszczając oko tym samym do czytelników mojego bloga “jestem na fali, wiem co w trawie piszczy” czyli starając się zaistnieć jako hipster. Pewnie jak zwykle nie uda mi się za to wywiad z Bartkiem polecam całkiem bezinteresownie:
AK74 – Bartku zanim porozmawiamy o Twojej książce chcę Cię zapytać co Ty rozumiesz przez termin “subkultura”? Dlaczego zdecydowałeś się na używanie nazw “nisza” i “mała kultura”?
Bartek Chaciński – Subkultura z czasem zaczęła się kojarzyć z grupą młodzieży zbuntowanej przeciwko społeczeństwu w tym kształcie, w jakim je znają. Wiem, że to nie jest słownikowe znaczenie tego słowa, ale tak zaczęto je traktować i muszę to brać pod uwagę.
A większość środowisk, które opisuję, nie buntuje się przeciwko światu zewnętrznemu. Jeśli już, to chcą spokojnie tworzyć swój własny – obok. Zastanawiam się czasem, dlaczego zamiast pojęcia “underground” – sugerującego jakieś podziemie, wręcz konspirację – w kulturze coraz częściej używa się terminu “off” oznaczającego po prostu bycie na uboczu, z boku, z daleka od głównych wydarzeń.
I wydaje mi się, że coś tu jest rzeczy. Nisze – czy też małe kultury – to są właśnie te ciekawe pobocza. Może w wielu wypadkach po prostu hobby, może dość nonszalancko zmieniam perspektywę, przeskakując z hasła do hasła, ale po pierwsze, starałem się być blisko ciekawych i kulturotwórczych zjawisk, po drugie – pokazać parę odświeżających prądów w kulturze. No i czegoś się dowiedzieć samemu.
AK74 – Pisząc “Wyż nisz” czym kierowałeś się dobierając zjawiska, które opisywałeś? Dlaczego mamy “zośkarzy” a nie ma np. “doggersów”? Starałeś się pokazać tylko tę “grzeczną” stronę subkultur?
Na pytanie “dlaczego jest to, a nie ma tamtego” w żadnym wypadku nie będę miał wystarczająco mocnej odpowiedzi. Doggersów nie miałem nawet na długiej liście. Jeśli w ogóle istnieją jako środowisko, to co wnoszą? Zośkarze – nowe przedmioty, kulturę materialną, buty, system gry.
Doggersi po prostu mają inny sposób na zaspokajanie potrzeb seksualnych. Tak jak fetyszyści różnego rodzaju czy zwolennicy sado-maso, bondage itd. To jest temat do słownika perwersji seksualnych raczej. Interesujący, a pewnie, tylko co mi z tego? Zastanawiałem się za to nad opisaniem groupies, bo to środowisko ciekawie ilustrujące odbiór kultury masowej.
Gdyby udało się objąć jakimś terminem – bo sam nie znam takiego – osoby publikujące swoje nagie zdjęcia w internecie albo amatorskie akty stosunku seksualnego, to też by nam pewnie coś powiedziało. Bardzo poważnie przymierzałem się do opisania hm, “pornowców”, współczesnych fanów pornografii, mam trochę notatek, ale i tu skapitulowałem, bo jest i problem z terminem i ze zwartością środowiska.
Nieobecność doggersów to moim zdaniem nie tyle dowód mojej grzeczności – choć pewnie bywam w tych moich książkach trochę zbyt grzeczny – co głównie fenomen łamów prasowych. Nie wiem, czy pamiętasz toothing, czyli łapanie przygodnych partnerów na bluetooth?
To była – jak się później okazało – ściema brytyjskich mediów. W wypadku doggersów też zaczęło się od brytyjskich mediów, więc jestem odrobinę nieufny – przynajmniej co do skali zjawiska.
AK74 – Jak sobie wyobrażasz idealnego odbiorcę “Wyżu nisz”? Kto powinnien przeczytać tę pozycję?
Ludzie, którzy identyfikują się z poszczególnymi grupami – żeby zawiązać jakiś wspólny front przeciwko mnie, bo na pewno boleśnie spłaszczyłem to, co robią. I ludzie, którzy nie identyfikują się z poszczególnymi grupami – żeby uświadomić sobie, co tracą.
A mówiąc poważniej: ci, których interesują różne podskórne prądy w kulturze. Wreszcie mówiąc jeszcze bardziej serio: rynek książek z tych rejonów kultury jest u nas tak mały, że naprawdę trudno powiedzieć, ile osób może być zainteresowanych.
AK74 – Mówiąc o Twojej książce trudno nie odwołać się Małym słowniku subkultur młodzieżowych” Mirosława Pęczaka. Co się zmieniło w podejściu, badaniu, opisywaniu
“małych kultur”?
Właściwie to nie wiem, jak się je badało 20 lat temu. Jeśli poprzez jeżdżenie na letnie festiwale czy uczestnictwo w życiu klubowym, rozmowy z ludźmi, to przeszedłem też podobną drogę.
Mam o tyle większy komfort, że oprócz zagranicznej literatury socjologicznej na ten temat pojawiło się sporo opracowań fanowskich, pasjonackich. Mnie to drugie podejście jest bliskie. Ja się potrafię czymś na moment zachwycić, zostać fanem czegoś, wpaść w obsesję – na moment.
I mam nieodparte wrażenie, że dookoła jest sporo ludzi, którzy w ten właśnie sposób poznają świat. Aha – no i jeszcze Internet powstał od czasu publikacji “Małego słownika…” Mirosława Pęczaka. Ważna różnica, tym bardziej, że większość wymiany opinii w takich niszowych środowiskach w tej chwili mam miejsce w sieci.
AK74 – Interesuje Cię język (co pokazałeś w swojej poprzedniej książce “„Totalnego słownika najmłodszej polszczyzny”) teraz opisujesz zjawiska niczym socjolog czy antropolog – nie ciągnie Cię bardziej w stronę badań naukowych? Nudzisz się jako dziennikarz?
Jeśli wpadłem w socjologiczny czy antropologiczny ton, to niedobrze. Chciałem zostać w tej książce dziennikarzem. Owszem, trochę się nudzę czasami, ale do zostania naukowcem mam dość daleką i wyboistą ścieżkę.
Jeśli już, to marzy mi się model Jona Savage’a. Żaden z niego naukowiec, raczej już dziennikarz, a książka “Teenage”, jaką napisał o powstawaniu zjawiska kultury młodzieżowej – od XIX wieku do 1945 roku – to wybitna rzecz. Dzięki temu, że wziąłem się za pisanie “Wyżu nisz”, mogłem spokojnie wygospodarować czas na czytanie tej książki. To już coś.
AK74 – Wierzysz w teorię labelingu? Uważasz, że jeśli ktoś jest np. skejtem wobec świata zewnętrznego musi zachowywać się jak osoba z tej subkultury?
Nie bardzo się znam na tej teorii, ale o ile dobrze ją rozumiem, to będzie pasowała raczej do przestępców powracających na ścieżkę zbrodni pod wpływem etykietki, jaką nadał im świat, niż do chłopaków jeżdżących na desce.
Mam wrażenie, że labeling to nadawanie etykietek “innym”, ludziom, których społeczeństwo chce w jakiś sposób oznaczyć, napiętnować. A większość grup, o których piszę, sama dąży do inności. Etykietkowanie w takim razie nie powinno zaburzać im zbytnio spojrzenia na samych siebie.
AK74 – We wstępie piszesz, że nie masz tytułu naukowego a swoje obserwacje oparłeś na osobistych doświadczeniach. Hmmm…czytelnicy mają uwierzyć, że byłeś członkiem każdej z opisywanych subkultur? Beatbokserem i hejterem? I riot grrrl też?:)
Także na osobistych doświadczeniach, ale bez przesady. Nie starczyłoby mi czasu na wszystko. Czytelnikom doradzam nieufność. Zresztą mam dobrą opinię o ich nieufności. Szczególnie w tych czasach.
AK74 – Nie kusi Cię wrzucić swoje książki do Internetu i dzięki temu zdobyć dużą rzeszę nowych czytelników? Poruszane przez Ciebie zagadnienia są bardzo na czasie i zapewne często wyszukiwane. W dobie dominacji sieci informacja, która w niej się nie znajduje jest martwa.
Kusi. Bardzo kusi. Ze słownikiem najmłodszej polszczyzny kiedyś tak zrobię. Przymierzam się tylko do tego, jak do tego podejść. No i brakuje mi trochę czasu, bo wszystko trzeba by odpowiednio opracować – Internet jest bezwzględny, gdy chodzi o aktualność.
Zgadzam się z Twoją diagnozą i cieszę się, że coś się rusza na polskim rynku – moja nowa książka powinna być niebawem dostępna także w wersji elektronicznej, w postaci e-booka. Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że jeśli będzie na nią zapotrzebowanie, pewnie i tak pojawi się w sieci nielegalnie.
I bez względu na to, w jaki sposób ta książka trafi w ich ręce, chciałbym życzyć jej czytelnikom miłej lektury.
PS. A dla zaostrzenia apetytu i podgrzania atmosfery wokół Bartka jako autora (dobry beef nie jest zły) wypada przypomnieć jak Bartek (jeszcze w czasach Przekroju) pojechał Kominkowi ;)
Moda in Poland
16:55 28th June 2010

Lato za oknem więc czas na chwilę zmienić temat z zanudzania o social media czy kasie i startupach. Poprosiłem mojego znajomego Michała Leopolt-Kuropatwińskiego (eksperta, doradcę oraz trenera) zajmującego się dbaniem o ubiór biznesmanów i członków rad nadzorczych o podsumowanie jak to jest z naszą polską modą. Wstyd i żenada czy może nie jest tak źle?…
Michał twierdzi, że z każdego można zrobić dobrze ubraną osobę. “Dobrze” nie znaczy ani drogo ani ekstrawagancko. Polacy mają problem z własnym stylem a naśladownictwo wychodzi im tak sobie (skąd my to znamy?). Musimy być luźniejsi w podejściu do trendów i mniej konserwatywni w wyborze ubioru. Patrzmy na włoskich mężczyzn – tamtejsi faceci ubierają się lepiej niż większość polskich dziewczyn.
Kolejną sprawą jest styl prezentowany w mediach – jeśli spojrzeć na polityków to oprócz Janusza Palikota nikt nie odważy się świadomie eksperymentować z marynarkami, koszulami czy dodatkami do nich. Widać styl “super oficjalny” albo luźny czyli koszulka bez krawata z zawiniętymi rękawami. Polska branża “mediowa” reprezentowana przez Tomasza Jacykowa ukazuje tęsknotę za indywidualizmem ale i dobrym gustem.
Lepiej to wypada u Pań (np. zajmujących się polityką) ale jeśli przyjmiemy dwa ekstrema (np. eks-posłankę Annę Kalatę i komiczne przebrania prof. Joanny Senyszyn) to widać, że polskie “salony” czeka rewolucja. Inaczej nie wpuszczą nas na żadne poważne spotkanie biznesowe :)
AK74 – Michale – od czasów kreszowych marynarek i pastelowych garniturów naszych polityków, białych skarpetek noszonych do mokasynów (i klapek) jak wiele zmieniło się w polskiej modzie naszych biznesmanów i polityków?
Michał Leopolt-Kuropatwiński – Zapomniałeś wspomnieć eksponowaniu metek producenta na rękawie marynarki;)
Trochę na pewno się zmieniło – w sklepach oferowane są bardziej cywilizowane kroje garderoby i wyższa jakość tkanin. Tak kardynalne błędy, jak wspomniane przez Ciebie białe, tenisowe skarpetki w zestawie z garniturem są na szczęście sporadycznym wyjątkiem a nie regułą.
Zresztą Twój spis rażących uchybień był charakterystyczny dla Europy Środkowo-wschodniej na początku lat 90-tych zaraz po upadku komunizmu. Trudno było znaleźć te „wpadki” w zachodnioeuropejskich podręcznikach traktujących o męskim wizerunku. Powoli, ale uczymy się.
AK74 – Co to znaczy ubierać się modnie? Kto jest wyznacznikiem mody – awandardowy przedstawiciel wolnego zawodu czy tradycjonalista bankowiec? Gdzie szukać inspiracji?
MLK – Moda? Nie używajmy tego słowa ….to słowo kojarzy mi się z czymś jednosezonowym, jaskrawym i kiczowatym. „Moda przemija, styl pozostaje” – tak Coco Chanel :)
Dobry styl to w pierwszej kolejności sposób myślenia, który przekłada się m.in. na dbałość o wygląd. Jak mawiają Brytyjczycy Elegance is an attitude. Wracając do Twojego pytania: tradycyjny bankier, kreatywny architekt, sprzedawca gazet elegancki mogą być na swój sposób równie eleganccy.
To kwestia dbałości o wiele z pozoru nieważne szczegółów jak: odpowiedni rozmiar i krój garderoby, możliwie wysoka jakość, wyczucie w wyborze odpowiedniego do zawodu, wieku i okazji ubrania.
Gdzie szukać inspiracji? Zwolennikom klasycznej formalnej elegancji polecam inspirować się ikonami stylu, o których pisze na BusinessInStyle.pl, takimi jak: Gianni Agnelli, Cary Grant, James Bond, Coco Chanel, Audrey Hepburn. Inspiracje w stylu „casual”? Propozycje w katalogach takich marek jak Ralph Lauren, czy Hackett. Zawsze proste, ciekawe i inspirujące.
AK74 – Ile trzeba mieć w portfelu żeby można było powiedzieć “tak, on ma swój styl”?
MLK – Elegancja nie jest kwestią pieniędzy. Większość ludzi z zasobnym portfelem nie przekroczyło granic dobrego stylu. Drogie rzeczy z jeszcze większymi logotypami to bilet do świata mody, a nie stylu.
Ktoś mądry powiedział: „Styl można kupić. Trzeba mieć jednak dobry styl, żeby kupić dobry styl.” Znam ludzi, którzy w wybranym salonie „second-hand” za kilkadziesiąt złotych ubierają się o niebo lepiej od tych, którzy wydają tysiące złotych otoczeni wianuszkiem stylistów.
AK74 – Czy ubranie się od stóp do głów w produkty Bossa, Gabana czy Burberry gwarantuje nam uznanie snobów? I komu wypada być snobem?
MLK – Prawdziwa elegancja to wyrafinowana prostota i dyskrecja, Kładźmy większy nacisk na dobre proporcje i jakość niż na metki. Obnoszenie się odzieżą markową z dużymi logotypami – to obciach…. Komu wypada być snobem? Osobom z show-biznesu, którzy traktują bycie snobem jako integralną część swojego publicznego wizerunku.
AK74 – Czy tylko w Polsce panuje kult “metki” czyli takiego noszenia odzieży żeby zawsze i wszędzie każdy mógł zobaczyć jaka firma ją wyprodukowała i w jakiej cenie?
MLK – „Kult” metki panuje niestety na całym świecie. No może trochę bardziej w krajach na tzw. dorobku, jakim jest Polska, gdzie istnieją duże różnice w zarobkach. Ostentacyjne obnoszenie się metkami i logotypami to sposób na pokazanie wszystkim wokół ile zapłaciliśmy za sweter, czy jeansy i że nas na to stać.
Z drugiej strony niektóre sprawdzone marki – to dla kupującego gwarancja dobrego kroju, jakości i innych cech dobrego stylu. Jeżeli taka jest motywacja właściciela „metki” to warto uprawiać kult niektórych metek.
AK74 – Ile kosztuje uszycie na miarę koszuli czy garnituru? Czy to się opłaca w czasach kiedy markowa odzież maszynowo produkowana jest w Azji i Chinach?
MLK – Koszula szyta na miarę to koszt srednio od 400 pln wzwyż. Dobry garnitur uszyty na miarę to koszt bardzo uśredniając ok. 3000 -5000 pln.
Nie starałbym się tutaj szukać jakichś okazji. Szycie na miarę to gwarancja indywidualności i wysokiej jakości. Nie zawsze jednak.
Widziałem ludzi po zabiegach krawieckich, którzy wyrzucili swoje pieniądze w błoto. W niektórych przypadkach i przy niektórych sylwetkach roztropniej jest kupować rzeczy z wieszaka. Jakie marki polecam? Z wieszaka: Massimo Dutti, Zara, RC Business w Royal Collection. W szyciu na miare najlepsza relację cena/jakość ma nowowchodząca na rynek polski brytyjska marka Hywitt & Lobbe.
AK74 – Jak wypadamy na tle Francuzów, Anglików czy Włochów? Jakie są podstawowe cechy odróżniające nasze polskie podejście do kwestii mody?
MLK – Jeszcze niestety źle. Styl francuski w męskiej elegancji jest przereklamowany. Dobre wzorce to styl brytyjski i włoski. W tych krajach zaakceptowano ten sposób myślenia, że nasz wizerunek w pracy przekłada się na postrzeganie nas przez szefa, klientów i kontrahentów. Poza tym wizerunek to pewnego rodzaju life style – dobre samopoczucie, którego nie możemy porównać do najlepszego gadżetu RTV. W Polsce cały czas przeliczamy koszt koszuli, czy garnituru na to, co moglibyśmy kupić w Media Markcie. Błąd – ludzie eleganccy postawili na wizerunek kosztem gorszego telewizora i samochodu.
AK74 – Jestem biednym polskim biznesmanem – moge kupic tylko jedna z czesci ubioru. W co zainwestowac? W dobry garnitur, koszule buty czy zegarek?
MLK – W dobre buty!
Buty to najważniejsza część naszego wizerunku i najczęściej zaniedbywana. Chodzi o krój, kolor, rodzaj skóry. Po butach rozpoznaje się zachodnioeuropejskiego managera od jego kolegi z Europy Środokowo-wschodniej. Nie wiem kto promuje buty z czubkami podwiniętymi do góry, tzw. buty Alladyna:?
Tematowi butów poświęciłem na swoim blogu WWW.BusinessInStyle.pl cały wpis. I to nie będzie pierwszy i ostatni wpis o butach.
AK74 – Jaka jest rola mediów i stylistów w kształtowaniu gustów naszego społeczeństwa?
MLK – Przeogromna. Brakuje w naszym kraju wzorców elegancji, którymi moglibyśmy się inspirować. Takich zwykłych, schludnych, estetycznych i dyskretnych.
Wzorce promowane przez media i to wzorce nie z tego świata… takie metroseksualne, czyli niejakie.
Za promowanie wzorców w naszym kraju zabrali się samo mianowani styliści, którym się wydaje, że wiedzą co estetyczne, co nie. Spójrzmy na niektórych z nich i zastanówmy się, czy chcielibyśmy, żeby taka osoba kształtowała gust naszego społeczeństwa?
Widziałeś propozycje pani stylistki w programie Dzień Dobry TVN? Jak nie to proszę bardzo ;-) Bez komentarza.
AK74 – Mam dla Ciebie zadanie. Możesz opowiedzieć jak byś ubrał: pracownika działu reklamy agencji reklamowej, studenta i pracownika ministerstwa tak aby ubior każdyego z nich byl modny (cokolwiek to znaczy) a jednocześnie nie kontrastowal z jego zawodem / pozycja społeczna?
MLK – Pracownik agencji reklamowej i student– wg mojej oceny – najlepiej zrobią, jeżeli zainteresują się stylem „smart casual”, czyli nieformalną elegancją.
Góra w gustownym „smart casual” to sweter lub marynarka sportowa, koszula – polo lub zwykła z długim rękawem i kołnierzykiem „button-down” (ten przypięty guziczkami), spodnie chino lub jeansy, ale uwaga nie za długie i zbyt szerokie nogawki. Kolory spodni? Granatowe, beżowe, ciemnozielone i ciemnobrązowe – to te najbezpieczniejsze. Skarpetki lub bez jak noszą się wlosi. Buty najlepiej brązowe, polecam boatshoes. Unikałbym T-shirtow, a na pewno tych z dużymi logotypami.
Styl pracownik ministerstwa to styl formalny. Ciemny garnitur w kolorze granatu lub grafitu ze 100% wełny. Jeżeli mielibyśmy do wyboru odpowiedni krój lub wysokiej klasy tkanina. Niech nasz wybór padnie na dopasowany krój i odpowiedni rozmiar. Wytaliowana, jednorzędowa 2-guzikowa marynarka ze spodniami o nogawkach nie szerszych niż 21-22 cm.
Do tego jasna koszula w kolorze: białym, błękitnym lub blado-różowym. Koszula z krótkim rękawem w połączeniu z krawatem to kompozycja dla koduktora, ale nie pracownika ministerstwa… Do tego zestawu ciemny krawat, najlepiej w kolorze bordo lub granatowym. Krawaty we wzory? Dyskretne, jak najbardziej. No i do tego eleganckie obuwie. Koloru czarnego (najbezpieczniej) o bezpretensjonalnym, prostym fasownie.
komentarzy brak »
