Zapraszam na KreoAula #2!

19:44 3rd November 2008

kreoaula

Co: 2 spotkanie z cyklu KreoAula (Aula Polska)
Kiedy: 6 listopada (czwartek) o godz. 18:00
Gdzie: Agora, ul. Czerska 8/10

Serdecznie zapraszam na kolejną KreoAulę! Już 6 listopada o godzinie 18:00 w budynku Agory przy ul. Czerskiej 8/10 odbędzie się wyjątkowa edycja Kreo Auli w całości poświęcona zagadnieniom typografii.

Litery rozbierzemy na części, przekonamy się co tak naprawdę jest pięknego w mozolnym kreśleniu krojów pisma i jak sprawić by nasze teksty w Internecie były czytelniejsze.

Nie obejdzie się bez case studies w których przejrzymy trendy, przeanalizujemy problemy z którymi mierzą się projektanci przygotowując systemy identyfikacji wizualnej i reklamy, a także sformułujemy pożyteczne wnioski dzięki którym nasze projekty będą po prostu lepsze.

A do tego tradycyjnie odbędzie się bitwa graficzna. Tym razem designerzy, na żywo zmierzą się z zadaniem zaprojektowania plakatu typograficznego, a efekty oceni publiczność i to ona zadecyduje o zwycięstwie.

Zapraszamy!

Darek Zieliński i Zespół Auli Polskiej

Program (może ulec zmianie):

1. Robert Chwałowski, “451, czyli typografia bez papieru”

Autor Typografii typowej książki. Prowadzi witrynę typografia.info. Pomysłodawca i założyciel Akademickiego Kursu Typografii.

2. Łukasz Dziedzic., “Po co komu litery?”

Urodzony 1967 w drugiej połowie lipca. Projektuje litery, czasem coś innego.

3. Paweł Tkaczyk, “Jak za pomocą typografii zepsuć lub poprawić projekty reklamowe?”

Właściciel agencji reklamowej MIDEA. Z zamiłowania typograf, z zawodu projektant graficzny, specjalizuję się w projektowaniu identyfikacji wizualnej i budowaniu strategii marketingowej firmy i marki. Prowadzi też szkolenia z zakresu wyżej wymienionych zagadnień.

W tle wystąpień odbędzie się graficzna bitwa.

Uczestnicy bitwy:

Błażej Pieczyński

Poznański plakacista typograficzny, kreator logo i piktogramów, miłośnik gwary poznańskiej, gier słownych, twórczości Polskiej Szkoły Plakatu, znaków przestankowych i typograficznych. Fan oraz twórca (wraz z zespołem) rocka psychodelicznego i progresywnego. Po godzinach przenosi się ze świata sztuki do świata biznesu.

Maciej Janas

Grafik i projektant, wolny strzelec polujący dla sporych klientów, od czasu do czasu fotograf łapiący nie tylko chwilę. Basista i frontman kapeli metalowej Ketha.

Zapisy:

Przypominamy, że z powodu ograniczonej pojemności sali w spotkaniu będą mogły wziąć udział jedynie osoby, które zapiszą się na listę gości i zostaną zaproszone drogą e- mailową.

Zapisać na listę gości można się pod tym adresem:

north kingdom

Na prośbę Krzyśka Adamusa z Opcom vel Interaktywnie.com zamieszczam info prasowe dla wszystkich zainteresowanych wizytą Davida Erikssona, dyrektora kreatywnego North Kingdom

Na zaproszenie Opcom Grupa Eskadra oraz IAB Polska w Krakowie pojawi się David Eriksson, dyrektor kreatywny North Kingdom (www.northkingdom.com) - jednej z najbardziej rozpoznawalnych i najczęściej nagradzanych agencji interaktywnych ostatnich lat.

David opowie o historii i wizji rozwoju North Kingdom oraz przedstawi studia przypadków wybranych projektów.

Spotkanie jest bezpłatne i kierowane dla osób związanych z branżą interaktywną. Odbędzie się w sobotę 8. listopada 2008 o godzinie 14:00 w klubie Lizard King w Krakowie przy ul. Św. Tomasza 11. W związku z ograniczoną liczbą miejsc prosimy o rejestrację online.

Patronem medialnym spotkania jest interaktywnie.com.

Krzysiek Adamus podrzucił mi następujące dodatkowe informacje:

“Od wczorajszego wieczoru (sobota 1 listopada) zarejestrowało się już 100 osób. Najprawdopodobniej po oficjalnej części skoczymy z Davidem Erikssonem do jednej z krakowskich knajpek (jeszcze nie wiem gdzie) aby rozpocząć część nieoficjalną przy browarku. Everyone’s invited :)

Eriksson przylatuje do Warszawy z żoną i dzieckiem. W czwartek ( 6 listopada) David zabierze głos na Forum IAB. W piątek zgarniamy go do Krakowa aby pokazać mu to piękne miasto :) W sobotę jest spotkanie i imprezka. W niedzielę rano wraca do Wa-wy i stamtąd leci do Szwecji.”

Zamiast życzeń

17:21 21st March 2008

Proszę Was o poświęcenie 20 minut z gorączki przygotowań świąt i obejrzenie poniższego nagrania. Nie powiem co tam jest, ale gwarantuję Wam, że po obejrzeniu spojrzycie na świat i ludzi inaczej. Czego Wam życzę z całego serca.

Wesołych Świąt!

Porno 3D

21:59 25th November 2007

naga 3D angelina jolie beowulf

Powiem szczerze - wybrałem się osobiście do Imaksa na “Beowulfa” aby przekonać się o tym, czy w tym filmie faktycznie są sceny z nagą Angeliną Jolie. Potwierdzam - są. Problem mam tylko z określeniem czy piękna Angelina występuje w filmie czy raczej widziałem jej perfekcyjną kopię 3D…

To mój trzeci kontakt z Imaksem - pierwszy raz obejrzałem bodajże “Stację kosmicznę” z ciekawości jak wygląda obraz 3D na dużym ekranie.Podobało się ale bez rewelacji. “Bewoulf” został już chyba w czasie przygotowania scenariusza pomyślany jako film do Imaksa bo jest w nim wiele scen świetnie wykorzystujących środowisko 3D. Film może się podobać - dobry scenariusz (Zemeckis i Neil Gaiman), zapierające dech w piersiach sceny batalistyczne no i cudne rendery postaci aktorów. Chociaż do końca nie wiem jak oni to robili - brali człowieka bach bach motion capture i na żywego aktora nakładali maskę 3D? Tak podobno robiony był “Polar Express” po którym to filmie R.Zemeckis zdecydował się zrobić obraz bardziej dla dorosłych widzów.

No i powstał film, który ma szansę stać się kamienie milowym dla całej branży rozrywkowej. W “Beowulfie” jest kilka scen które redefiniują pojęcie “aktor”. Bo skoro zamiast aktora albo po części żywego człowieka zastępuje CGI to chyba już nie możemy mówić o “graniu czy “występowaniu” w filmie. Nie wiem w jakiej części sceny z nagą (całkowicie!) Angeliny Jolie były zrobione za pomocą renderingu - w każdym razie fun jaki mieli spece od CG musiał być ogromny. Musieli przecież obejrzeć dużo zdjęć (umówmy się - pewnie aktów) i filmów aby wiernie odtworzyć poruszanie się modelu 3D, mimikę twarzy i gesty. W Imaksie widać każdy por ciała, pieprzyk i…caaałą resztę. Ja sam bym dopłacił tylko żeby takie zlecenie dostać!

Graficy musieli dodać włoski wszędzie tam gdzie one występują więc długo zapewne obracali (dosłownie i w przenośni) model postaci pani Jolie. Jeśli “Final Fantasy” był świetnym przykładem na to, że można zrobić dobry film w technice 3D to “Beowulf” pokazał, że komputerowi aktorzy mogą grać. I to jak. W filmie mamy wiele scen bliskich najazdów na twarzy postaci - widać grymasy, świetnie zgrane są ruchy warg z wypowiadanymi słowami. Nie bano się bliskich ekspozycji do tej pory trudnych do komputerowej obróbki elementów - włosów czy skóry. Zresztą postać herosa Beowulfa też w kilku momentach jest nagusieńka jak ją hmmm..grafik stworzył. A do tego walczy, lata po stołach i suficie wymachując hmmm… mieczem.

Dobra, dobra - naga Angelina Jolie, big deal. Czym tu się podniecać (jest czym!!)? Wystarczy przeczesać Internet albo kupić parę pism dla panów i na pewno znajdziemy tam jej zdjęcia. To fakt. Ale poziom techniki w “Beowulfie” daje praktycznie możliwość zrobienia filmu bez pani Jolie. Idąc dalej można pomyśleć o tworzeniu filmów z np. nie żyjącymi aktorami albo kreować nowych. Jasne - to już było i nazywa się idoru ktoś powie. Pomysły na granie wirtualnych aktorów - masowo pojawiały się w literaturze SF. Okej - ale to co widzimy na ekranie to już rzeczywistość. Tu i teraz.

Slyszeliście o serwisie “Mr.Skin“? To strona na której znajdziecie kawałki filmów z rozbieranymi scenami aktorów i innych ludzi znanych z tego, że są znani. Po zapłaceniu możecie do woli patrzeć na “celebrity nude scenes“. Nawet w opcji “free tour” wita nas goła Angelina. Problem jaki mają twórcy Mr.Skin jest taki, że zawiera sceny z wyprodukowanych filmów. Ktoś musi nakręcić film żeby oni mogli wyciąć z niego interesującą scenę. A co może się stać za parę lat?

Za parę lat “Mr.Skin” nie będzie istniał. Wyobraźmy sobie, że technika pójdzie do przodu jeszcze bardziej. W Chinach będą powstawały rocznie setki pirackich filmów porno z udziałem wszystkich gwiazd. Pamela Anderson będzie figlowała z Księżną Dianą. Twórcy gier komputerowych będą udostępniali wersje alternatywne - zagraj w “Tomb Raidera” (i znowu Angelina…) postacię Kasi Cichopek. Pojawi się cała nowa gałąź porno biznesu - fake’owe produkcje z wykorzystaniem postaci celebrytów. Foremniak nie chce się rozebrać? Dawać mi jej model 3D! Steczkowska nie wystąpi za taką gażę? To wystąpi jej wirtualna postać za mniejszą kasę. I w dodatku będzie szybciej bo Pani Steczkowska ma inne obowiązki a model 3D limitowany jest tylko wielkością i szybkością softu renderującego.

Pojawi się problem z prawami autorskimi do swojego ciała. Na pewno prawnicy będą dodawać nowy paragraf do umów zawierający klauzulę zabraniająca wykorzystania twarzy, rąk, dłoni czy co tam będziemy chcieli zastrzec. Co się stanie z aktorami i celebrytami nie żyjącymi? Kto ma prawa na przykład do twarzy Napeleona? Francuzi? Ludzkość? A kto zrobi copyright na biust naszej kochanej Dorotki “Dody” Rabczewskiej? Chirurg plastyk? Widziecie ile problemów się pojawi.

Ktoś może się zapytać - a dlaczego ta nowa, wspaniała technika nie zostanie wykorzystana do nakręcenia np. Biblii? Odpowiedzią niech będzie wierszyk śp. Stanisława Lema ze wspaniałego “Kongresu futurologicznego”. Lem jako realista wierzył w postęp ale wierzył też, że wynika on w większości z chęci zaspokojenia naszych chuci i żądz. Smutne, ale prawdziwe i pod tym się i ja podpisuje.

“Tylko głupiec i kanalia lekceważy genitalia
Bo najbardziej dzisiaj modne
reklamować części rodne”

Głosuj na avatara mego

15:06 27th September 2007

głosuj na avatary!

Spot za spot, przeciąganie ludzi “lokomotyw” wyborczych między ugrupowaniami, socjotechniczne hocki-klocki ustawiające w szyku adwersarzy. Wybory za 3 tygodnie a do tej pory sam nie wiem po co i dlaczego miałbym wybrać partię X czy Y a może Z?…

W pamiętnym roku 2000 roku kiedy wybory prezydenckie wygrał (po raz pierwszy przez reelekcję w historii III RP) Aleksander Kwaśniewski grzebiąc marzenia “pięknego Mariana” Krzaklewskiego oraz Lecha Wałęsy (tylko 1,01% poparcia!) na wygodne lokum w Belwederze większości osób przeoczyła fakt, że oprócz “żywych” kandydatów pojawiła się Wiktoria Cukt będąca wirtualnym kandydatem. Kiedys jeszcze wspomnicie tą datę.

Wiktoria byłem eksperymetem artystycznym majacym pokazac, ze wszyscysmy zalatani, zabiegani i zaglosujemy na byle gie jesli tylko ladnie wyglada i mowi to co chcemy uslyszec (no prawie). Eksperyement tu i owdzie zostal dostrzezony, postulaty obsmiane zgodnie z zalozeniami i sprawa umilkla. Minelo kilka lat (dokladnie siedem) i mam wrazenie, ze ktos probuje juz nie tyle manipulowac mna ale robi to majestacie prawa.

Spoty wyborcze, ktore za nasze pieniadze (partie dostaja z budzetu kase na finansowanie) produkuja filmki w ktorych glowny udzial maja mniej lub bardziej profesjonalni aktorzy. Politycy sa ledwie wciskani na koniec jako element przekazu “a to na mnie masz glosowac”. Nie ma co analizowac samych produkcji - nie ma w nich nic co powinno sie znalezc w czasie dyskusji o kandydatach do Parlamentu - nie dowiedzialem sie jak partie zapatruja sie na sprawy np. wprowadzenia Euro w Polsce, jak widza role Polski w strukturach Unii itd. itp. W zasadzie nie dowiedzialem sie nic. Program nie jest istotny - istotne jest obecnosc w medium oraz sila przekazu.

Opozycja gra role narzucona przez partie rzadzaca. To smutne. Transfery, ktore rozpalaja umysly dziennikarzy i innych politykow odgrywaja role wew. barometru populranosci danej partii - jesli duzo osob przechodzi do partii X to znaczy, ze ta partia ma wieksze szanse wygrania mowia sobie inni “politycy” jeszcze nie zdecydowani. To rowniez smutne. Tabloidyzacja mediow, ktore maja okienko na newsy co godzine powoduje, ze politycy stali sie przyzwyczajeni do uwagi widzow oraz dziennikarzy - wystarczy powiedziec cos bardziej glupiego niz inni aby zaklepac sobie miejsce w newsach przez caly dzien.

Wsrod Pan poslanek i Panow poslow zasiadali juz piosenakarze, aktorzy, uczestnicy show telewizyjnego, przestepcy skazani wyrokiem, gangsterzy, lobbysci, detektywi i bogacze. Nic dziwnego, ze obecnosc mniej lub bardziej wirtualnego bytu nie wplynela by znaczaco na prace Wysokie Izby. Kto wpadnie pierwszy na to aby np. naklonic cala obsade “M jak Milosc” do wstapienia do partii X aby zlowic glosy widzow? Ktora partia sie odwazy na wystawienie na “jedynki” list wyborczych reprezentacje Polski w pilce noznej jeslii ta awanasuje do Mistrzostw Europy (wdziecznosc fanow pilki nie bedzie miala granic wtedy)?

A moze po prostu wychodujmy sobie AI i zawalczym o prawna mozliwosc wykorzystania takiego tworu. Japonczycy maja swoje Idoru a my co? Mamy byc gorsi? Moze nie beda to tak ladne AI jak Kyoto Date ale coz - nawet cos na ksztalt Dody Elektrody (dla mnie ona juz jest tak sztuczna, ze w zasadzie nie zdziwie sie jak podczas ktoregos koncertu oblana woda zacznie iskrzyc) nie bedzie takie zle. W koncu zawsze mozemy zamienic ja na model robota Mandaryna (tylko ten nie umie spiewac) albo meska wersja Rubik (tylko w tym wypadku problemem moze okazac sie utrzymanie grzywki w odpowiednim stanie).

Co ciekawe - wszystkie partie (wlacznie z opozycyjnymi) odrzucaja dyskusje na temat sensownosci dofinansowania z budzetu panstwa dzialalosci. Wyglada na to, ze te swiete krowy, ktore juz raz sie dostaly na wymarzona laka ciezko bedzie je stamtad przegonic.

PS. Jak ilustrację wpisu użyłem zdjęcia z plakatu do filmu “Simone”. Film kiepski (Al Pacino chyba nie do konca wiedzial w czym gra) ale wazne, ze w temacie :)

Usiądźmy NaKanapie.pl

14:04 23rd August 2007

NaKanapie.pl - serwis dla ludzi z kultura

Oficjalnie w beta testach, niby już wcześniej działał ale dopiero dziś zdecydowaliśmy się na oficjalne odpalenia i pokazanie się światu. Z deklaracji a propos czerwcowego startu wyszły nici ale zawsze późno niż wcale - zapraszam do NaKanapie.pl serwisu, który powinnien spodobac sie każdemu miłośnikowi książek…

Przy okazji I Innowatorium podzielilem sie pomyslem na zbudowanie serwisu, ktory gromadzilby informacje o szeroko pojetej kulturze i umialby sugerowac, porzadkowac oraz informowac o rzeczach wartosciowych do posluchania, obejrzenia czy przeczytania. Dzieki wyzej wspomnianemu spotkaniu udalo mi sie nawiazac kontakt z Ida i Piotrkiem, ktorzy jak sie okazalo prawie taki sam pomysl wstepnie zaczeli nawet realizowac. Po polaczeniu sil zaczela sie praca nad wersja dotyczaca ksiazek, ktora mozecie juz zobaczyc i skomentowac tutaj .

Czym jest na NaKanapie.pl?

W duzym skrocie - mashup pomyslow (m.in. takich jak social recommender). NaKanapie to społeczność liderów opinii oraz użytkowników poszukujących wiarygodnych, sprawdzonych i najlepszych merytorycznie informacji. Serwis ma służyć nie tylko wymianie opinii ale także pomocy. Możemy pomagać sobie nawzajem – poprzez udzielenie informacji, podzielenie się wiedzą, wskazanie źródła poszukiwanych danych.

NaKanapie nie jest dla wszystkich. Chcemy to powiedzieć jednoznacznie i otwarcie - użytkownicy serwisu nie tyle będą go współtworzyli, ale budowali i sami dbali o jego poziom publikowanych treści. NaKanapie łączy różne pomysły: jest serwisem liderów opinii, serwisem społecznościowym opartym o treści generowane przez użytkowników, „mądrość tłumów” serwisem typu ’six degrees’ i wreszcie serwisem z modelu ‘wiki’ oraz gigantyczną biblioteką zachowań i wyborów użytkowników.

Podstawowym celem istnienia serwisu jest zebranie w jednym miejscu opinii i recenzji od osób będących pasjonatami i znawcami danej dziedziny, autora, utworu czy produktu. Pośrednim celem jest możliwość maksymalnie prostego i szybkiego wyszukania informacji na podstawie zachowania użytkownika oraz badania zachowań i gustów innych użytkowników tego serwisu.

Jak wspomnialem juz - na razie NaKanapie to ksiazki ale pracujemy tez nad filmami i muzyka (w przyszlosci dojda wydarzenia kulturalne i byc moze multimedia). Wiem, ze nad czyms podobnym pracuje pewien duzy wlasciciel salonow z prasa i multimediami hmm zgaduj, zdaula kto?:) i cieszy mnie, ze udalo nam sie wystartowac wczesniej niz oni chociaz podobno wydali setki tys. w zielonych na soft i analizy. Mam nadzieje, ze jednak rusza bo nic tak dobrze nie robi na rynku jak konkurencja (pozdrawiamy Panie Tomaszu!).

Czy w polskiej sieci jest miejsce na takie cos? Czy uzytkownicy faktycznie nic nie czytaja? Czy serwis “zdechnie” po kilku miesiacach? Nie wiem tego ale zamierzamy szybko przejsc od poziomu start-upu do poziomu podmiotu z zapewnionym doplywem finansow (i nie zrazamy sie porazkami w rozmowach!). Otwarcie tez wspomne, ze szukamy finansowania (to tak nawiazujac do tego wpisu Hazana na AntyWebie)

Nie pisze nic na razie o modelu biznesowym ani elementach finansowych - nie chce ujawniac za duzo (chociaz slyszalem, ze na AntyWebie pojawi sie dzis jakis wpis o NaKanapie.pl - moze tam bedzie cos wiecej opisane?:)

Na koniec chcialbym bardzo serdeczenie podziekowac Idzie Rolek i Piotrkowi Zagdańskiemu - fantastyczna robota, you are my heros!! :)

PS. Serwis nie ma jeszcze oficjalnego bloga wiec na razie wszystkie komentarze, recenzje i krytyke (o tak, to lubimy najbardziej) prosze kierowac jako komentarz do tego wpisu albo na moj mail artur@revolver.pl

Mały update bo wiele osób się pyta w czym ten serwis ma być lepszy od innych (często wymieniany konkurent - Biblionetka.pl) otóż:

1. Cel - gromadzić inteligentnych i kulturalnych internautów. Metody:

- moduł z książkami

- silne wsparcie “społeczności” (friend-lista, informacje o poczynaniach przyjaciół, elastyczne forum na którym userzy będą mogli porozmawiać nie tylko o książkach, z czasem: CZAT (tak! czat! na WP.pl pokój “tylko 40-latki” jest najpopularniejszy, jeśli liczymy na dużą grupę aktywnych internautów, to dajmy im możliwość rozmowy prywatnej w czasie rzeczywistym, a nie tylko na forum czy przez mail))

- z czasem: filmy (szybciej), muzyka (moze troszke pozniej bo jest obarczona grozba tabunów ludzi (chyba, ze na tym samym silniki odpalimy wersje dla mniej zintelektualizowanej grupy))

2. “Samooczyszczanie”:

- kazdy user ma punkty reputacji;
- punkty reputacji rosna lub spadaja w zaleznosci od:

* ocen kolekcji tworzonych przez uzytkownika (robisz dobre kolekcje, warte wysokiej oceny - masz podbijane punkty reputacji);
* ocen komentarzy i recenzji pozostawianych przez uzytkownika (przy kazdym komentarzu mozliwosc klikniecia “+” lub “-”. Prawdopodobnie niewieiel bedzie plusów, natomiast w przypadku “trollowania” minusy szybko obniza reputacje);
* mozliwosc klikniecia “+” i “-” bezposrednio przy uzytkowniku (wplyw wprost na reputacje);
* stopnia aktywnosci (plusy do reputacji za pozostawianie komentarzy).

Kazdy z powyzszych skladnikow ma swoja wage, razem daja reputacje. Dopiero powyzej pewnego poziomu reputacji uzytkownik moze:

- upubliczniac swoje kolekcje (dla zupelnie nowego usera kolekcje moga byc tylko prywatne tj widzi je tylko on. Po jakims takim minimalnym progu np 5 komentarzy - zeby nie wyciskac jakiejs masowki - moze oznaczac swoje kolekcje jako publiczne, inni moga je komentowac etc);

- wejsc na czata (tez niezbyt wygorowany prog respektu, zeby to nie byla blokada tylko dla wybranych, ale zeby uniknac trolli szukajacych na czacie kochanki (na to glownie narzekaja uzytkownicy publicznych czatow dla dojzalych internautow. mnostwo sexturystyki));

- dodawac ksiazki;

- zakladac wlasne fora tematyczne.

Userom o wysokim repskecie mozna proponowac role operatora, mogacego “wiecej”.

3. Rozproszenie. Z czasem chcielibysmy oferowac widgety:

- prezentujace profil danego uzytkownika i monitorujacy zmiany np przeczytanie czegos. Do umieszczania na blogu czy stronie domowej;

- prezentujacy konkretna kolekcje, ksiazke, autora (dla sklepow, wydawnictw, ksiegarni, porownywarek);

- prezentujacy kolejne polecane pozycje (wyciagane z naszej bazy, na podstawie naszych algorytmow - wsparcie upsellingu);

- kombinacje z blogami - np. obsluga notek na blogach jako trackabackow dla pozycji w naszym serwisie (ksiazek, filmow, ale tez kolekcji).

4. Personalizacja. Z czasem chcielibysmy isc coraz bardziej w strone kompletnej elastycznosci i dostosowania do uzytkownika tj. pelna analiza jego aktywnosci i dostosowania pod nia (od najprostszych tj. umieszczania na wierzchu kategorii ktore czesto odwiedzasz, przez bardziej skomplikowane operacje zwiazane z rozmieszczeniem okien, sposobem prezentacji danych etc)

5. Smsy. Z czasem chcemy zaoferowac uzytkownikom mozliwosc wyslania smsa “kolekcja informatyka” i otrzymania tytulow ksiazek z prywatnej kolekcji ktora nazwal sopbie “informatyka” czy np z kolekcji planowanych do zakupu.

Wielka transformacja

13:08 21st August 2007

transformersi do boju!

Lubie ogladac filmy, ktore juz od momentu pojawienia sie newsow o ich realizacji okrzyknieto glupimi gniotami. Co wiecej - uwielbiam zaszyc sie z pudlem pop-cornu w piatkowe popoludnia kiedy to w kinach jeszcze nie ma takiej masy widzow i konsumujac analizowac. Albowiem tego typu filmy zazwyczaj sa kopalni informacji na temat naszej rzeczywistosci i (pop)kultury…

Socjologowie dawno juz zauwazyli zwiazek miedzy spolecznymi napieciami a powstawaniem czy tez wrecz modami na pewne gatunki filmowe. Kiedy swiat zmrozony byl zimnowojennym obledem na swiecie truimfy swiecily filmy z James Bondem. Poobserwujcie zreszta jakim swietnym lusterm nastrojow spolecznych byla ta produkcja - patrzac po postaciach “bad guys” (szaleni naukowcy, skosnoocy karatecy, rosyjscy zabojcy, arabscy terrorysci) mozna bardzo dokladnie wskazywac w ktorym roku powstal dany odcinek.

Superman przeciez jakby nie bylo tez leczyl kompleksy amerykanskich przedmiesc - ze swoim nadprzyrodzonymi silami dawal odpor wszystkim zlym mocom czajacym sie na ludzi z wolnego kontynentu. Ostatnio szeroko komentowana smierc Kapitana Ameryki wskazuje na to, ze spoleczenstwo potrzebuje nowego typu herosow. Bardziej wspolczesnych, majacych lepszy kontakt z mlodzieza i nie zanudzajacych publike jezykiem wzietym z poprzedniej epoki.

I popultura daje natychmiast odpowiedz - mamy takich asow, mamy taka odtrukte. Zerknijcie na planowane badz realizowane wielkie widowiska ze stajni Hollywood -nie twierdze, ze wiekszosc ale duza czesc to sa typowe “wyladowywacze” negatywnych emocji. Z ostatnich tego typu produkcji “ku pokrzepieniu serc” warto wspomniec “Die Harder 4.0″ gdzie umeczony ale walczacy za wolnosc wasza i nasza “typowy i szary” amerykanski glina daja odpor zlym technologicznym mocom. A kysz hakerze! Dostaniesz palka po lapkach od John’a McClane’a jesli tylko zachce Wam sie zaatakowac dobra Ameryke. Znacie? Znamy. To obejrzycie tez czesc 5 i 6 zapewne.

Umiejetnosc “odczytywania” trendow w kinie amerykanskim moze nie jest czyms co w Polsce jest bardzo wazne i potrzebne ale moze dostarczyc niezlego ubawu. Ogladajac trailery do “Transformersow” czyli filmu o duzych robotach co to sa samochodami albo czlogami (jasny kod: militarnosc jest be, samochod = wolnosc) doszedlem do wniosku, ze gdzie jak gdzie ale w tym filmie nie moze zabraknac wojskowych gadzetow. Nie jest tajemnica, ze w Pentagonie dziala komorka majac dbac o dobry PR armii amerykanskiej -jesli w swojej produkcji pokazujesz zolnierzy wujka Sama jako “cool guys” to armia zalatwi Ci lotniskowiec do zdjec a nawet pusci pare rakiet ku uciesze gosci na planie filmowym.

“Transformersi” to kluczowy przyklad zjadania wlasnego ogona przez popkulture - z japonskiej bajki dla dzieci zrobiono prawie powazne dzielo przez speca od wybuchow i kosmicznych katastrof - Michael Bay’a. Tworca m.in. “Pearl Harbor” , “Armagedonu” czy “The Rock” podszedl do tematu swietnie - rzetelnie zebral wszystkie zabawki jakie U.S. Army mu dali i wrzucil je na blue screen dodajac kapitalna postacie robotow (ach marzy mi sie taki film o Mechach gdzie beda walki i rakiety i wogole wszystko bedzie:).

Calosc oglada sie swietnie, postacie glownych bohaterow (zywych aktorow) sa moze infantylne ale wiarygodne. Sceny ataku zlych transformersow na baze w Katarze sa zrobione tak, ze az zal sie robi tych fruwajacych w powietrzu strzepow kadlubow i rozwalanych pancerzy czolgow. Uczta dla oczu wszystkich tych, ktorzy nie do konca zdusili w sobie malych chlopcow z marzeniami o wlasnej armii plastykowych zolnierzykow. Duzo czasu zajmuja sceny pokazujace uzbrojenie, wykorzystanie i efektywnosc broni made in USA. To naprawde robi wieksze wrazenie niz nasza parade na dzien Wojska Polskiego ( a propos parady proponuje zazajomic sie z tekstem

I co sie dziwic - dokladnie taki ma byc wykreowany obraz niezwyciezonej, swietnie uzbrojonej armii gotowej skopac tylek kazdemu bad guy’owi. To wlasnie dlatego film Bay’a dostal wsparcie US Army - po co produkowac propagandowy szit, skoro mozna zrobic to rekoma fachowcow i za pieniadze wytworni filmowych. Film zatem widowiskowy, dzieci az podskakuja, dorosli podziwiaja kraglosci heroiny a auto maniacy zachlystuja sie kazda scena w ktorej pokazuje sie samochod powyzej 100 tys. $. Dolozmy do tego mega product placement (ja doliczylem sie GMC, Panasonica i Ebay’a) i mamy taaaaki hit na lato.

Zostawmy jednak kino i wrocmy do rzeczywistosci wojen w XXI wieku. Czy naprawde caly ten szmelc technologiczny jest w stanie wygrac za nas wojne? Armia amerykanska wyposazona w te wszystkie AWACSy, Predatory i inne satelity walczaca w wielu zakatkach swiata niestety dostaje w tylek? Niestety poniewaz to oznacza, ze kwestie przejecia obowiazkow beda musialy rowniez poniesc inni partnerzy symaptycznego Dżordża Dablju Busza. Polacy beda mogli sie o tym przekonac bo polscy zolnierze w Afganistanie juz zaczeli przelewac swoja krew a o sprzecie amerykanskiej klasy moga tylko pomarzyc.

W samej armii amerykanskiej nie jest tez tak wesolo. Natrafilem kiedys na intrygujacy opis jednej z gier strategicznych urzadzanych przez Joint Forces Command w skrocie JFCOM (calosc opisana jest w ksiazce Maclolma Gladwella “Błysk!” bynajmniej nie traktujacej o tematach militarnych - ksiazke szczerze polecam!). Otoz norma w armii amerykanskiej jest, ze tego typu symulacje prowadzi sie kilka razy w roku z udzialem wszystkich swietych traktujac je jako najtansza opcje sprawdzania procedur i taktyk.

JFCOM maja swiezo w pamieci Operacje Pustynna Burza z 1991 roku i byskawiczne zwyciestwo nad armia Saddama Husajna stwierdzilo, ze frontalny atak i starcie sie w otwartym boju stanie sie przezytkiem. Ilosc sprzetu i mozliwosci armii USA nie daja praktycznie zadnemu przeciwnikowi szans na wygranie otwartego konfliktu. Sugerowano zatem zeby pocwiczyc walke z przeciwnikiem rozproszonym, znajacym teren, uderzajacym z dalekiego zasiegu i mobilnego. Zwolano wiec dowodcow, wlaczono mega komputery i zaczeto planowanie. Podzielono sily na “niebieskich” i “czerwonych” oraz wybrano scenariusz - na bliskim wschodzi miejscowy watazka siedzacy na zasobach ropy zaczyna sie panoszyc. Ameryka nie moze juz dluzej zwlekac i zaczyna przygotowania do militarnego roztrzygniecia konfliktu.

Na dowodce “czerwonych” wybrano emerytowanego wojskowego armii amerykanskiej z okresu wojen w Wietnamie - Van Ripera. Skracajac caly proces przygotowan (niebiescy mieli wszystko - satelity, samoloty szpiegowskie, hakerow itd.) po rozpoczeciu dzialan Riper poslal na dno 16 okretow US Navy z 20 tys. ludzi na pokladzie podczas gdy “niebiescy” nie oddali ani jednego strzalu. Oczywiscie Riper symulowana wojne tak czy siak by przegral ale takie straty na jakie narazil armie przyprawily generalow o palpitacje serca.

Co takiego zrobil Riper? Ano wykorzystal wszystko to co dzisiejsi planisci i komputery nie uznaja za zagroznenie badz nie biora pod uwage. Kiedy linie lacznosci Ripera przecieto, zagluszono telefony komorkowe, oslepiono radary i wedlug standardow wspolczesnej wojny powinnien lezec i blagac o litosc - ten zamiast sie poddac zorganizowal lotne brygady wywiadowcow na motorach oraz porozumiewal sie z wlasnymi oddzialami za pomoca alfabetu morsa, sygnalow dymnych itd. Na koniec za pomoca malych lodzi zblizyl sie do wielkich jednostek i wpakowal w nie samosterujece rakiety.

No wlasnie - i na co nam te wszystkie lasery-bajery skoro zawsze prosciej jest strzelic zza wegla strzala unurzana w truciznie?

Stare ale jare.

Rolling Poland

14:21 26th July 2007

the rolling stones - dinozaury rock & roll'a!

Gdyby nie radio TokFM i Pani Edyta Błaszczak (pozdrawiam!) nigdy na koncert dziadków rock & rolla bym się nie udał. Wstyd się przyznac, ale oprocz paru imprezowych hitów po prostu kapela pana Jaggera nigdy nie była moim ulubionym zespolem…

I nie chodzi tu o proste podzialy pokoleniowe - po prostu Stonesi w ilosci zgromadzonych plyt w mojej biblioteczce ustepowali Floydom, Zeppelinom czy Beatlesom. Nie mam wyrobionego smaku ani gustu (w erze 60GB przestrzeni na dysku odwtarzacza mp3 pytanie “czego sluchasz” brzmi rownie glupio jak ponadczasowe i metafizyczne “..jak żyć?”) nie uwazam sie za speca od rock & rolla i nigdy tez nie zdolalem zmusic sie do przesluchania w calosci najwiekszych plyt RS. Pewnie zbladzilem okrutnie albo w poprzednim wcieleniu musialem byc czlonkiem rodziny min. Giertycha, ze los pokaral mnie takim malo wysublimowanym smakiem muzycznym.

Na koncert poszedlem z ciekawosci - podobno mial przycmic dotychczasowe wystepy (zeby wspomniec tylko ostatnie koncerty zorganizowane na Służewcu - Stinga czy Georga Michaela) a dodatkowo magia zespolu, ktory koncertuje w Polsce tak rzadko (gwizdnelismy ekipe Micka obywatelom Ukrainy - RS nie wystapil tam ze wzgledu na sytuacje polityczna).

Srednio mnie obchodzil rowniez podtekst wystepu RS - media na wyscigi wyciagaly opowiesci o bohaterskich staczach w kolejce na koncert w Kongresowej, zjadaniu kwiatkow (i wypluwaniu ich), zdziwieniu i zgorszeniu ówczesnych władz zachowaniem (ruchami frykcyjnymi imitujacymi taniec) Mr.Jaggera na scenie. 40 lat temu w Kongresowej wybrancy zobaczyli kawalek normalnego swiata - to straszne w jakim zascianku zyc musielismy, ze opowiesc o jednym koncercie przetrwala pokolenia i do dzis pewnie niektorzy katecheci straszna nia dzieci na zakrystii.

I pomyslec, ze musialo minac tylko 40 lat zeby zespol Lordi wygral Eurowizje w 2006 roku. I gdzie tu gremialne opuszczanie trybun na znak protestu? Jak widac nasze gusta szybko sie dostosowuja. Moze za szybko?

Udajac sie na koncert oczekiwalem tlumow paralizujacych okolice toru Służew - tak tez sie stalo. Profesjonalizm ochroniarzy pozwolil mi przedostac sie w ciagu 15 min od bramy przez trzy ‘check pointy” w miejsce na ktore wskazywal moj bilet. Przyznam sie, ze po raz pierwszy w zyciu stalem tak blisko sceny - zazwyczaj im wieksza gwiazda tym wieksza przestrzen oddzielajaca scene od tlumu. Kiedy na scenie zamiast RS pojawil sie niezle napruty mlody fan i ochroniarze pojawili sie po dluzszej chwili zrozumialem jak wazna jest profesjonalna ochrona. Powtorze - profesjonalna.

Mlody czlowiek bez wiekszego problemu zdolal wdrapac sie na scene z puszka w reku i zanim rzucili sie panowie z polskiej firmy ochroniarskiej minelo troche czasu - rechot oraz aplauz publiki byl podobno wiekszy niz na koncercie Tamary Okupnik.

Sam koncert rozpoczal sie baaardzo glosnym popisem fajerwerkow i animacji wyswietlanej na ogromnym telebimie:

Potem szybko, bardzo rytmicznie Mick & spółka wbiegli na scene i wprowadzili nas w takty hitu “Start Me Up” (pamietacie, ze ten kawalek promowal Windows 95? ):

..i juz wiedzialem, ze nie dosc, ze koncert bedzie udany to cholera moze nawet przebije ten, ktory stawiam jako wzor - koncert na Służewcu U2 z trasy “Popmart” z 1997. Niemniej jednak Jagger przebija wszystkich ogladanych przeze mnie frontmanów na zywo - ten facet poruszajcy sie tak w swoim wieku (64 lat) po prostu zaprzecza prawom biologii! Radze min. Relidze przeprowadzic serie badan medyczynych na Sir Jaggera - byc moze dzieki temu udaloby sie znalezc cudowne lekarstwo dla polskiej sluzby zdrowia..

Innym fenomenem jest postac gitarzysty (filmowego ojca Kpt. Sparrow’a) Keitha Richardsa. Jego wyglad (chyba zapomnial, ze zszedl z planu zdjeciowego “Piratow z Karaibow”), pozy a co naj naj najgorsze - papieros w ustach (bosze! czyli sa jeszcze normalni muzycy, ktorzy nie daja sie presji ‘zdrowej’ opinii publicznej) dobitnie wskazywal, ze ten Pan ma “rockendrolla” we krwi.

Jego solowka gitarowa (byla rowniez wokalna, ale ta pominmy szybciutko) kilka razy wzbudzala aplauz i grad braw:

Pojawily sie “Paint It Black”, “Honky Tonky”, “Jumpin’ Jack Flash”, “Midnight Rambler”, “Get Off My Cloud”, “Brown Sugar” zeby wyliczyc niektore utwory. Publika reagowala zywiolowo niezaleznie od kawalka - nic dziwnego bo chyba wiekszosc osob po prostu dobrze znala repertuar Stone’sow - srednia wieku byla zdecydowanie powyzej 35-go roku zycia. W polowie show ci, ktorzy kupili tansze bilety zostali uszczesliwieni wizyta Micka i kolegow - za pomoca specalnej rampy RS doslownie wjechali w tlum i nagle znalezli sie posrodku calego zgromadzonego tlumu. Na filmiku udalo mi sie uchwycic moment powrotu na glowna scene:

Warto zwrocic uwage, ze Mick podszedl bardzo profesjonalnie do koncertu - pare razy ku wielkiej radosci publiki niczym Papiez B16 wyrectowal serie dzwiekow, ktora ulozyla sie w polsko brzmiace slowa. Mily gest i w sumie pokazujacy, ze takie wydarzenia nie sa tylko jakims tak odbebnieniem swojej roboty na scenie tylko wlozeniem w to kawalka serca. Mozliwe tez, ze jest to perfidnie zaplanowana robota agencji PR i wychwalajac pod niebiosa Jaggera robie z siebie idiote. Pozwolicie, ze pozostane wiec przy pierwszej wesji.

Jak widzicie post ten ilustrowany jest filmami, ktore sam nakrecilem. Z tego co widzialem oprocz mnie robila to kilka tysiecy innych osob. Nie wiem czy nadal istnieje zakaz wnoszenia i nagrywania podczas koncertow ale jesli tak jest to wielka szkoda. Ja na miejscu organizatorow poprosilbym o przeslanie filmow i na koniec zrobilbym konkurs w ulozenie z nich jednego wielkiego teledysku do wybranego utworu.

Pomyslcie - zdjecie z roznych krajow z roznych katow nagrywane w roznych porach - tego zadna telewizja by nie mogla zrobic. Kultura remixability i co-creation w najlepszym wydaniu!

W podobna rzecz (na mniejsza skale i przygotowana zawczasu) pod nazwa “the bourne ulimatum -trailer mashup maker” mozna sie bawic tu w oczekiwaniu na kinowa premiere kolejnego odcinka zmagan “prawie nic nie pamietajacego” Bourne’a.

Naprawde dziwie sie, ze zadna z firm (Nokia, Samsung) nie wpadla na pomysl reklamowania (np. poprzez wypozyczanie sluchawek przy wejsciu na koncert) swoich produktow, ktore maja juz bardzo dobre osiagi (2-3 mega matryce to juz standard w telefonach).

Innym pomyslem jest stworzenie jednego serwisu, ktory by grupowal i zarzadzal zdjeciami i filmami z tych samych imprez - co prawda mozna to zrobic w YouTub;ie juz teraz poprzez stworzenie wlasnej zakladki ale nie do konca efekt bedzie taki o jakim mowie.

A wszystko to po to aby za pare lat siedzac z gromadka wnukow glupio sie nie usmiechac kiedy wnuki zapytaja sie czy dziadek byl jednak na takim a takim koncercie bo w sieci nie ma jego zapisu z dziadka neuro aparatu wbudowanego w soczewke.

Sam koncert zmusil mnie do dwoch rzeczy - przerzucenia na iPoda plyt Stonesow i obietnicy zabrania ich ze soba na wakacje oraz do mocnego postanowienia, ze nie bede opuszczal koncertow tego typu - nawet jesli nie do konca jest to moja bajka obcowanie z artystami tej klasy w jakis sposob jest cholernie podniosle. Nie pojechalem na RHCP nie pojechalem na Beastie Boys nie wybralem sie na Pearl Jam chodz na te wszystkie koncerty planowalem sie wybrac. Zobaczylem dziadkow w akcji i szczerze powiedziawszy gdzies tam zakrecila mi sie lezka w oku - byc moze juz nigdy wiecej The Rolling Stones w takim skladzie w Polsce nie zagraja.

Warto bylo zobaczyc ich na zywo.

Na koniec ostatni filmik - swiezo po zakonczeniu koncertu ludzie zaczeli sie kierowac do wyjscia przy dzwiekach “Exodus” Bob’a Marley’a. Jakze pieknie dobrany kawalek do okolicznosci:

PS. A tak dla Gazeta.pl show komentowali ludzie po zakończeniu koncertu. Które słowo powtarza się najbardziej?:)

UPADTE: chyba skontaktuje sie z Panem Robertem Sankowskim i poprosze go o odpalenie czesci wierszowki za ten artykul…

UPADATE 2: A jednak wykrakałem - Stonesi przebakuja cos o zakonczeniu kariery…Wiecej tutaj.

TVP - dylematów piędź

23:19 10th May 2007

dylematów wiele. tvp jedna.

Posługując się PiSowską nowomową można powiedzieć “długi majowy weekend był zły z winy PO”. Wszak zamiast letniej kanikuły zostaliśmy potraktowani niskimi temperaturami, deszczem a nawet śniegiem! Plantatorom mróz wytrzebił zbiory, turyści uciekali z gospodarstw agroturystycznych w popłochu przed ofensywą zimna. Co można było robić w tak szalony i zimny czas? Ano palić grilla i gapić się w telewizor…

Jak większość łykendowiczów chyba, która próbowała ratować atmosferę wypoczynku postawiłem na rozrywkę spod znaku TVP i przeprosiłem się z pilotem. Bo teraz jest podobno ‘jazzy‘ nie oglądać tv. Po zapoznaniu się z programem (jedynym i słusznym) w oko wpadła mi notka o “świetnym i zabawny” nowym serialu “Dylematów 5″ czyli produkcji zapowiadanej jako kontynuacja kultowych “Alternatywy 4″ wyreżyserowanych przez samego Bareję. Telewizja Polska uprzedziła lojalnie, że jest to tylko pilot i na jego podstawie zamierza podjąć decyzję o produkcji kolejnych odcinków. “Co za odważna decyzja - pomyślałem - pozwalaja mi decydować co chcę oglądać, no no”.

Włączyłem odbiornik, obejrzałem serial, wyłączyłem. Wśród współoglądających ze mną zapadła martwa cisza…

Na temat samego serialu powiem krótko - dno i szuwary. Ani dialogi ani zdjęcia ani gra aktorska - nic nie ratuje tej produkcji i nawet na haju po skonsumowaniu podpałki do grilla nijak nie mogłem się zanieść śmiechem. Kompletna klapa.

Nie będę więcej się pastwił nad tym bublem (wszystkich zainteresowanych profesjonalną oceną odsyłam np.: na fora dyskusyjne TVP które aż puchną od epitetów) chcę natomiast przyjrzeć się problemowi płatności za abonament w kontekście tego co się wyrabia w TVP.

Wraca więc temat odwieczny w kontekście TVP, jej misji, abonamentu i wydatków - “za jakie grzechy ktoś za moje pieniądze robi takie gnioty w telewizji państwowej czyli niby naszej wspólnej czyli i mojej??”

Jak wiadomo TVP od zawsze narzeka na stan kiesy i kontruje tym wszelkie zarzuty o komercjalizacji publicznej anteny. “A za co mamy realizować misję jeśli nie mam na to kasy?” jak jeden mąż powtarzają wszyscy Prezesi z Woronicza. “Tyle misji ile abonamentu” padło nawet niedawno. Telewizje prywatne żyją z reklamy a TVP nie dość, że każe płacić abonament to jak zwariowana podnosci co i rusz cenniki reklam. Ciśnie się na usta pytanie - czy naprawdę gdyby 100% osób płaciło abonament to TVP pozwoliłaby sobie odciąć złotodajny kurek jakim jest kasa z działalności komercyjnej?

Nie - w końcu z tego strumienia zasilane są gwiazdorskie pensje, odprawy, szmiry produkowane w “stajniach” publicznego nadawcy, pokraczne i wiecznie nie dokończone wieżowco-biurowce jak ze złego snu Gaudiego oraz sztab ludzi “od zawsze” przemykających telewizyjnymi korytarzami. Od zawsze bo złotą zasadą każdego nowego Prezesa “reformatora” z nadania jest: czyścić tak aby związki zawodowe nie podniosły głowy, aby “doły” nie zaczęły kręcić nosami, aby dla przykładu zwolnić dyrektora ośrodka wojewódzkiego z pensją 10 tys. ale zostawić 100 osób z pensjami po 2 tys. i podpisującymi tylko listę obecności raz na tydzień.

Wspaniałych pomysłów dotyczących ściągania abonamentu RTV było w ciągu ostatnich kilku lat naprawdę sporo. Mój ulubiony to lotne kontrole nadzorowane przez listonoszy przy okazji doręczania listów. Poczta Polska w osobie listonosza miałaby wchodzić do mieszkania i pod pozorem np. skorzystania z toalety zerkać na nasz dobytek czy aby nie ukrywamy przez państwem odbiorników telewizyjnych czy radiowych. Pomysł przebity został niespodziewanie przez projekt nowelizacji ustawy (ma być gotowy w maju), która pozwoli urzędom skarbowym egzekwować opłaty abonamentowe.

Pomysł oczywiście ma swojego autora - jest nim członek Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji Witold Kołodziejski, który tak broni swoją decyzję:

“W Polsce obecnie jedynie 44 proc. gospodarstw domowych płaci abonament. Obowiązuje przyjęta ustawa z 2005 r., która uniemożliwia egzekwowanie tej opłaty. W tej ustawie jest po prostu luka prawna, która nie pozwala urzędom skarbowym egzekwować opłat. Do tego, by tę lukę załatać potrzebna jest właśnie nowelizacja - tłumaczył Kołodziejskię”

Czyli jeśli wszystko pójdzie dobrze to pod hasłem walki z wypaczeniami III RP od przyszłego roku będziemy ścigani przez US oprócz PITów i mandatów również za braki w opłatach abonamentu. Dlaczego tak bardzo urzędnikowm zależy na ściaganiu z nas haraczu na pensje dla towarzysza Urbańskiego? To proste:

“- A więc cztery i pół miliona gospodarstw nadal pozostaje poza zasięgiem obecnie obowiązującej ustawy abonamentowej. Dlatego potrzebna jest nowa ustawa, żeby określiła, kto ma płacić abonament i jak ma to robić. Tylko, że to jest pieśń przyszłości, bo najwcześniej da się to zrobić w 2009 r. Dlatego na razie trzeba przygotować tzw. małą nowelizację”.

Cztery i pół miliona baranów, które muszą pójść na rzeź ku uciesze sejmowej gawiedzi pod hasłami: “Złodzieju! Nie kochasz polskiej kultury? Nie chcesz aby z Twojej składki, parchu jeden oglądać kolejnych biesiad kiełbasianych czy kabaretów o puszczaniu bąków ty chamie zbuntowany?!”.

Mnie ciekawi mnie fakt jaka będzie definicja odbiornika TV czy radiowego? Dlaczego w dobie streamingu, kart telewizyjnych, ekranów LCD czy iPodów ktoś ma mi mówić - na pewno masz w domu telewizor i radio więc musisz płacić”. Otóż nie mam - mogę sygnał TV odbierać np. za pomocą komórki albo innego przenośnego urządzenia. I co wtedy?

Państwo nałoży kolejny haracz na wszystkie inne urządzenia POTENCJALNIE mogące służyć jako odbiorniki? Bzdura. W takim razie proszę nałożyć obowiązek płacenia w wszystkim którzy mają jakikolowiek urządzenie elektroniczne - w końcu radio to kilka prostych podzespołów, prawda?

Kolejna sprawa - jestem posiadaczem telewizji cyfrowej. Płacę firmie Canal +, właścieliowi platformy Cyfra+ co miesiąc kasę. Dlaczego mam płacić po raz kolejny za ten sam sygnał TVP tylko udostępniony przez innego nadawcę? W pakiecie Cyfry+ (z tego co się orientuję) nie ma opcji wyłącznia programów polskich. Muszę je odbierać czy chcę czy nie. Zatem nie mam możliwości wyboru. I za taki brak wyboru Tak ma działać wolny, kapitalistyczny rynek w kraju Unii?

Pytanie do prawnika - jak zatem mogę legalnie opuścić szeregi osób, które płacą za abonament? Czy w myśl konstytucji jest to wogóle możliwe??

Jak można udowodnić, że nie jest się wielbłądem, nie ogląda się programów telewizyjnych, nie podziwia Tomasza Kammela (tak, Tomek zmienił nazwisko specjalnie dla tv!) ani Kasi Obary (ach ten dekolt!!) i tuzinem innych “znanych i lubianych”, którzy spasieni na TVP-owskich gażach uciekną do komercyjnych stacji nabijać swoją kabzę przy kolejnej edycji “Jak oni charczą!” czy “Tańca z Tyńcami”. No bo jak udowodnić, że w domu posiadam np. tylko monitor komputera a nie odbiornik TV? Jak przekonać szanownych urzędników, że mam głęboko gdzieś misję telewizju publicznej i wolę Naszynal Dżeografik czy inne Faszyn tiwi od swojskiej TVP3 i jej lokalnym problemami?

Niezależnie od możliwości wycofania swojej osoby z szeregu osób dotujących molocha chcę oświadczyć, że jeśli TVP - wyśle mi listem poleconym takie pismo:

“Drogi Obywatelu. My, TVP oszkujemy Cię na każdym kroku. Robimy sobie za twoje pieniądze gnioty i ochydne produkcje, których normalnie na wolnym rynku nikt by nawet nie zatwierdził do produkcji. Jesteśmy poddańczy i łasi na kasę więc musimy tańczyć jak nam grają kolejne partię - jak u sterów jest prawica - zrzygasz się od oglądania jasełek i mszy w niedzielę. Niezależnie co sądzisz o nas i czy nas wogóle oglądasz - zapłać nam bo z reklam nie wyżyjemy i byśmy zdechli w dobie konkurencji rynkowej. Amen.”

…to zobowiązuję się, że będę płacił haracz dla TVP. Do samego końca - mojego lub jej.

PS. Jęśli ktoś uważa, że jeden z pomysłów TVP - Sejm TV jest głupi to się myli. Na pewno będzie to jedyny publiczny kanał erotyczny IV RP - mam takie wrażenie patrząc na taką relację.

UPDATE:

Na Stopklatce pojawił się wywiad z Januszem Płońskim, który tak określił zmiany i poprawki naniesione na scenariusz bez jego zgody. Cytat “Pierwszy odcinek to było traumatyczne przeżycie. Ten nędzny dowcip (…) i ta zaskakująca muzyka” -więcej info na MediaRun

UPADATE:

TVP oficjalnie powiadomiła, że nie powstaną dalsze części serialu. Decyzja została podjęta między innymi pod wpływem opinii internautów. Dziękujemy!

Lektury na początek roku

0:22 10th January 2007

ksiazki, ksiazki, ksiazki...


Ponieważ częściowo pod koniec roku udało mi się zmniejszyć wysokość sterty książek z kupki “koniecznie przeczytać!” chciałbym na gorąco podzielić się refleksją co do przeczytanych pozycji:

Mirosław Filiciak
Wirtualny plac zabaw. Gry sieciowe i przemiany kultury współczesnej

Świetnie napisana z dużym wdziękiem i zrozumieniem tematyki gier sieciowych. Widać, że autor nie przyjął typowej postawy obserwatora z zewnątrz ale wręcz zaraża optymizmem co do takiej formy rozrywki. Pozycja chyba jedna z pierwszych tego typu na rynku polskim - jeśli zaczynasz się interesować grami sieciowymi od strony nauk społecznych - wybierz M. Filiciaka. Ten pan pisuje też na blogu Kultura 2.0. Polecam przejrzeć listę prac autorstwa Filiciaka - myślę, że każdy interesujący się nowymi mediami skusi się na kilka pozycji szczególnie, że ten Pan jest sekretarzem takiej instytucji a doktorat pisał na taki temat.

Jerzy Zygmunt Szeja “Gry fabularne - nowe zjawisko kultury współczesnej

Książka o gier a w szczególności gier fabularnych w przestrzeni społecznej oraz o ich odmianie komputerowej. Dużo znajdziemy o grach komputerowych i ich systematyce.
Pozycja ta może być swietnym dopełnieniem książki Filiciaka. Zawiera pod koniec kilka przykładów zastosowań gier RPG w praktyce - chodzi o wykorzystanie ich waloru edukacyjnego do celów edukacyjnych. Jak dla mnie książka trochę za sztywna i zbyt akademicka - może to dlatego, że przeczytałem ją prawie na końcu?

Edward Castronova
Synthetic Worlds: The Business and Culture of Online Games

Marzyłem o takiej książce od kilku lat. Autor jest ekonomistą, który kiedyś zaczął grać w MMORPG (a dokładniej w EverQuest’a). Pochłoneł go to na tyle, że zaczął analizować ekonomię wirtualnych (pardon - syntetycznych) światów. Jakie są i czym się różnią od ‘realnych’ ekonomii znanych z naszego świata? Czy mamy do czynienia z zupełnią nową gałęzią rozrywki czy tylko modą? Jaką przyszłość i rozwój autor widzi w nowych projektach typu Second Life? Jednym słowem jeśli interesujesz się, planujesz wydać grę spod znaku MMORPG to ta książka powinna stać się twoją biblią. Amen i log off.

Z nowości - prof Castronova otrzymał pod koniec 2006 roku grant na stworzenie..gry MMORPG w realiach czasów Shakespeare’a. Fiu fiu nie mówcie o tym tylko Giertychowi…

Jesper Juul
Half-Real: Video Games between Real Rules and Fictional Worlds

Dobra lektura dla antropologów kulturowych i socjologów. Dużo o interfesjach gier, odbiorze treści, komunikacji gracz - produkt. Cięzko jest mi powiedzieć czy poleciłbym tą pozycję komuś kto po prostu chce przeczytać coś związanego z branżą gier komputerowych - jest zbyt napakowana terminologią naukową. Czyta się ciężko i trudno mi osądzić czy poprzez dobór tematów czy zakres (np. autor lokuje początek gier od starożytnego Egiptu..). Jednym słowem - jeśli szukasz pozycji stanowiącej wyzwanie dla twojego intelektu - here you go.