Technika noszona
8:00 19th March 2009
Coraz bardziej zbliżamy się do momentu kiedy nasze własne ciało stanie się jedynym elementem potrzebnym do interakcji z techniką – będziemy zasilali, wyświetlali, analizowali otaczającą rzeczywistość za pomocą technologicznych “upgrade’ów” noszonych na albo w naszych organizmach…
Kolejny filmik wyłowiony z archiwów TEDa (dzięki Garmilowi) pokazujący, że za 350$ możemy już teraz zbudować coś co radykalnie zmienia sposób korzystania z informacji. Może za 5 lat coś takiego będzie po prostu wszczepiane jako ozdoby?
Jak wygrać Seedcamp?
1:54 24th February 2009

Finaliści Seedcamp Week z Adtaily.com radzą tegorocznym konkursowiczom. Już tylko 9 dni pozostało twórcom z Polski, Węgier, Czech, Ukrainy i pozostałych państw Europy Wschodniej na zgłaszanie swoich projektów do Mini Seedcamp, międzynarodowego konkursu na dobrze zapowiadający się startup, który odbędzie się 18 marca br. w Warszawie. Wyróżnieni w ubiegłorocznej edycji Seedcamp Polacy podpowiadają jak dostać się do ścisłego finału w Londynie, zainteresować inwestorów i dostać szansę…
Zainteresowani uczestnictwem w Mini Seedcamp mają jeszcze czas do północy 3 marca 2009, aby zgłosić swój projekt za pomocą platformy aplikacyjnej na stronie http://seedcamp.com/pages/warsaw09.
Jakub Krzych i Marcin Ekiert z Adtaily.com, finaliści ubiegłorocznego Seedcamp Week w Londynie, przygotowali listę wskazówek dla uczestników tegorocznej edycji Seedcamp jak i innych tego typu konkursów.
Strona internetowa
1. Opisz swój startup – po ogłoszeniu listy startupów zakwalifikowanych do finału Mini Seedcamp w Warszawie Twoja strona może być odwiedzona przez kilka tysięcy użytkowników z całego świata. Informacje o założeniach projektu, najlepiej w języku angielskim, pomogą Ci zainteresować nim internautów już na etapie wstępnych planów.
2. Informuj o swoim projekcie – pozwól śledzić internautom wiadomości o rozwoju swojego projektu – poprzez RSS na blogu, konto na Twitterze (platforma umożliwiająca prowadzenie mikrobloga z wiadomościami do 140 znaków długości), newsletter.
Prezentacja
Najważniejsza część dla startupów podczas Mini Seedcamp w Warszawie. To właśnie w trakcie 5 minutowej prezentacji w głównej mierze rozstrzygnie się czy dany projekt zakwalifikuje się do Seedcamp Week w Londynie.
1. Przygotuj się do prezentacji – powinna ona być po angielsku. Wybierz jedną osobę z zespołu, która będzie ją prowadzić. Poćwicz wcześniej jej prowadzenie przed znajomymi (przyda się stoper do odmierzania 5 minut).
2. Zabezpiecz się – jeśli chcesz pokazać demo aplikacji najlepiej zrób to w postaci screencastu (film będący zapisem zdarzeń prezentowanych na ekranie komputera) lub screenshotów. Nie masz gwarancji, że akurat w momencie Twojej prezentacji Internet będzie działał.
3. Pamiętaj o kompleksowym przygotowaniu – Masz 5 minut i musisz w tym czasie opowiedzieć o problemie, który rozwiązujesz oraz jak to robisz. Powinieneś umieć wskazać konkurencję – inaczej nikt nie uwierzy, że jest rynek na Twój produkt lub usługę. Wskaż swoje zalety i przewagi nad konkurencją. Opisz kto jest Twoją grupą docelową i jak chcesz zdobyć ten rynek. Wytłumacz Kim jesteś i dlaczego akurat Tobie to ma się udać. Przedstaw jak będziesz zarabiać, na jakim etapie jesteś i dlaczego potrzebujesz inwestora. Jeżeli szukasz inspiracji jak przygotować dobrą prezentację sprawdź jak robią to inni lub poczytaj na ten temat.
4. Skup się na idei – jeśli jesteś startupem w bardzo wczesnym etapie rozwoju nie przejmuj się – większość innych projektów prezentowanych na Seedcampie także. Podczas prezentacji pokaż szkice, demo lub prototyp i powal oceniających na kolana pomysłem.
5. Liczby pomagają – w prezentacji pokaż aktualne i przewidywalne statystyki liczby i przyrostu użytkowników i przychodów.
6. Wizytówki – wydrukuj przynajmniej po 50 wizytówek dla wszystkich członków zespołu, którzy wezmą udział w Mini Seedcampie. Spotkasz się z polskimi i europejskimi inwestorami oraz przedstawicielami branży internetowej – to świetna okazja do zbudowania, tak ważnej w każdym biznesie, bogatej sieci kontaktów. Najmodniejsze wizytówki w tym sezonie to Mini Cardy od Moo.
7. Korzystaj z wiedzy doświadczonych – podczas sesji z mentorami traktuj porady i uwagi jako darmowe prezenty od ludzi, którzy się na tym dobrze znają.
8. Bądź w kontakcie – po każdym spotkaniu zrób follow-up. Jeszcze w czasie Seedcampu lub dzień po odpisz na maila z każdej wizytówki, którą dostałeś dziękując za rozmowę i grzecznie informując, że pozwolisz sobie na kontakt, gdy będziesz miał pytania.
Seedcamp to coś więcej, niż kilkudniowy konkurs na najlepiej zapowiadający się startup. Jest to próba budowania europejskiej społeczności przedsiębiorców, inwestorów i specjalistów. Pomocny w przygotowaniu odpowiedniej prezentacji może być także kontakt z którymś ze startupów, który już przez to przechodził. Wsparciem już po Seedcampie będzie także dostępność organizatorów i mentorów.
Więcej porad oraz doświadczeń polskich startupów z Seedcampu można znaleźć w prezentacjach polskich projektów wyróżnionych w tej inicjatywie: Szuku.pl zatytułowanej „Lekcje z Seedcampu” oraz w prezentacji Adtaily.com pod tytułem „Relacja z Seedcamp 2008 w Londynie” + video z prezentacji na Krakspot.
Dalszych informacji udzielą:
Paweł Loedl
Imago Public Relations
tel. 032 608 29 85
kom. 693 790 242
p.loedl(at)imagopr.pl
Jakub Krzych
Adtaily.com
kom. 602 181 481
jakub(at)adtaily.com
Marcin Ekiert
Adtaily.com
kom. 607 399 087
marcin(at)adtaily.com
Cebulowe wieści – gadżet od Sony!
1:31 11th February 2009
A teraz coś z zupełnie innej beczki. Próbka dowcipu którego w Polsce nie ma bo pokolenie fanów Monty Pythona i tłumaczeń by T. Beksiński (RIP) nie bierze już czynnego udziału w kształtowaniu gustów masowego odbiorcy nawet w mediach komercyjnych…
Obiecuje publicznie, ze jeśli któryś z polskich video portali czy stacji TV zbliży się choć trochę do poziomu poczucia humoru “The Onion” to gwarantuje, że wytatuuje sobie na czole jego logo lub co tam będzie chciał. A tymczasem obejrzyjcie dlaczego jesteśmy nadal sreptylion lat świetlnych za prawdziwą rozrywką.
I chrzanić, że z Ameryki – jest śmieszna. Mnie śmieszy a to najważniejsze! Kto w Polsce by się odważył użyć realnych marek w negatywnych kontekście żeby przy okazji obrzucić je stekiem obelżywych przekleństw? No kto?!
…a jeśli nie działa to tutaj klikaj!
…and remeber this motherfucking time vampire is avaible now!
25 lat Applemanii – czy już dość?
22:56 26th January 2009
Na pewno zastanawiacie się czasem jak to kiedyś wyglądał Steve Jobs zanim nie stał się głową kościoła Białych Przedmiotów Z Plastiku. Otóż Steve miał bujną czuprynę i charyzmę wystarczającą do tego aby zrobić show w oparciu o wsadzanie dyskietki do komputera…
25 lat temu 24 stycznia 1984 Steve Jobs po raz pierwszy zaprezentował siebie i (przy okazji) swoje “dziecko” czyli skrzynkę z kablami będącą komputerem nazwanym jakże by inaczej – Macintosh. Jak można zobaczyć na filmie Steve na początku uważał, że muszka i garniak dodadzą mu powagi – widać po zarobieniu kilkuset milionów $ dla Apple zmienił zdanie i zdecydował się występować w dżinsach i swetrze.
Co by nie mówić – jeśli Jobs nie wróci z urlopu zdrowotnego to świat straci świetnego prezentera. Po odejściu Gates’a ze stanowiska prezesa Małomiękiego w światku IT zaczyna brakować wyrazistych i oryginalnych postaci. Zanim następcy obrosną w piórka i będą mogli ściągać na siebie uwagę milionów użytkowników i giełdowych graczy minie sporo czasu. A może właśnie na naszych oczach kończy się era prezesów firm ala “rock star”? Coś się kończy coś się zaczyna jak zwykł mawiać pewien Wiedźmin…
Do kompletu – reklamówka Apple z tego samego roku mająca nieść “przekaz” i “filozofię” nadgryzionego Jabłuszka. Otóż wszyscy wokół są źli i tylko pani z młotem może wybawić nas wszystkich z rąk Wielkiego Brata (już wtedy przewidywał, że Bill przejdzie na Złą Stronę Mocy?). Dziś ta reklamówka może śmieszyć, ale pamiętajcie o magicznej dacie. Jednym słowem – Apple miał się za zbawiciela użytkowników komputerów. Co z tego wyszło? Na pewno kupa kasy dla Jobsa i Apple. A dla nas? Hmmm….
A jakie są Wasze pierwsze wspomnienia dotyczące komputerów? Śniliście po nocach o Atari czy już graliście na ZX Spectrum? Zazdrościliście posiadaczom Commodore? Podzielcie się z wujkiem Arturem swoimi wspomnieniami :)
Independent.pl – bo warto być niezależnym
22:31 8th January 2009

Dziś z cyklu “cudze chwalicie swego nie znacie” równolatek mojej Nuta.pl i osoba, która nie dba o należyty PR jak należy bo gdyby więcej osób znało i doceniało to co robi Bartek i jego Independent.pl to w Polsce żyło by się lepiej i młodzież byłaby grzeczniejsza a starsi nie głosowali na PiS. Panie i Panowie przedstawiam Bartka “Adolfa” Rusińskiego i jego dziecko czyli serwis niezależny i offowy Independent.pl!…
Bartka miałem okazję spotkać osobiście kiedy próbowałem go przekonać abyśmy zrobili coś razem z wykorzystaniem jego serwisu. Bartek słuchał mnie jak wariata (i słusznie) i zapewne dziwić go musiało, że ktoś próbuje go przekonać do tego, że na to czym zajmuje się Independent można zarobić. Koniec końców nasze drogi rozeszły się, ale Bartek przypomniał mi się całkiem niedawno przy okazji zmiany szaty graficznej swojego serwisu. Ponieważ mam dużo szacunku do tego co zrobił i co robi nadal postanowiłem przybliżyć trochę to czym się zajmuje.
AK74 – Bartku, mógłbyś przedstawić historię Independent.pl? Działasz od 2000 roku czyli jesteś dla jednych weteranem a dla innych dinozaurem polskiego netu. Skąd wziął się pomysł na serwis i jak wyglądała jego historia?
Bartek Rusiński – Dinozaury wyginęły w mało przyjemnych okolicznościach, a ja jakoś się trzymam, więc chyba mam grubsza skórę od nich :)
A tak na poważnie to sam jestem za każdym razem zaskoczony, gdy dostaję tego typu pytanie. Gdy dochodzi do wspominania, spoglądania wstecz to raczej tego unikam. Internet jest na tyle fascynujący i nieprzewidywalny, że pozostawiam innym łamanie sobie głowy nad tym co by było gdyby to oni kilka lat temu stworzyli w Polsce youtuba czy myspace.
Początek mojego Independent.pl, jak i cała jego dalsza historia, to przedziwny splot przypadków. Być może pod tym względem przystanę ewentualnie na nazwanie mnie weteranem.
Skończyłem studia i zamiast wydać w druku moją ciepłą jeszcze pracę magisterską o niezależnych wytwórniach płytowych, wybrałem Internet na miejsce, gdzie będę mógł kontynuować moje badania terenowe. Już od wielu lat mozolnie notowałem w brulionach niekończące się zestawienia różnych dat i osób, więc co szkodziło podzielić się tymi zbiorami z innymi ludźmi :)
Start miał miejsce na początku wieku, w epoce pierwszej bańki hurraoptymizmu w tej branży. Pamiętam na ulicach billboardy reklamujące serwisy, których po kilku miesiącach nie było już w sieci, a komornicy zajmowali sprzęt.
Pamiętam Kubę Wojewódzkiego w Wirtualnej Polsce, który prawie namówił mnie na podpisanie cyrografu z tym portalem. To był też czas niebotycznych cen jednostkowych za wyświetlanie banerów.
Później bywało różnie, raz lepiej, raz gorzej, jak w życiu. Pierwszy okres mojego szczeniackiego szczęścia, gdy nagle mogłem spotkać na żywo artystów, których znałem tylko z gazet i TV. Pojawili się pierwsi współpracownicy piszący recenzje czy robiący zdjęcia dla portalu.
Logo Independent.pl zaczęło ukazywać się na plakatach lub okładkach płyt i książek. Serwis przyciągał uwagę ważnych koncernów decydujących się na dedykowane kampanie reklamowe. Rozmawiałem z prywatnymi osobami i firmami na temat wspólnych inwestycji, nadchodziły oferty kupna portalu.
W tej chwili wchodzę na całkiem nowe terytorium. Aby sprostać wciąż rosnącym oczekiwaniom użytkowników portalu, konieczne było oddanie im znacznej kontroli nad nim. Jestem bardzo ciekawy co z tego wyniknie.
AK74 – Independent.pl to dość specyficzny i unikalny serwis w polskiej sieci. Skupiasz sie na pokazywaniu tego co nie jest mainstreamem – można z tego żyć?
Bartek Rusiński – Mainstreamem są w tej chwili zapewne tabloidy i serwisy plotkarskie. Ale nie oszukujmy się, jest ich niewiele, tyle że mocno rozpychają się łokciami w zestawieniach Gemiusa. Tymczasem bardzo ciekawych, choć niszowych witryn są tysiące i to one w sumie stanowią olbrzymią energię oddolną. Pod tym względem faktycznie prowadzę partyzantkę.
Niezależność nie oznacza dziś wyłącznie kazikowego głodu, a strojem roboczym nie musi być szary worek na ziemniaki. Ale nie jest to bynajmniej zajęcie dla każdego i pieniądze nie przychodzą same w paczkach z kokardkami od Internautów.
Oczywiście przy odrobinie zaangażowania da się “żyć z portalu”. Od lat trzymam się na powierzchni i co jakiś czas wprowadzam niezbędne zmiany technologiczne (html-php-ruby).
Choć kiedyś pewna prawniczka zasłuchana w moje opowieści przerwała mi na moment mówiąc: “Pan to jest taki biznesmen – romantyk…”. Być może gdybym był typem menedżera z byczym karkiem i wzrokiem ryby piły, to miałbym na koncie więcej.
Ale z drugiej strony na pewno bym już nie zajmował się sztuką współczesną, tylko pisał o właścicielkach piesków Chihuahua i ich najnowszej bieliźnie. Co mam poradzić, że bardziej interesuje mnie festiwal w Jarocinie niż rozdanie Telekamer?
W tym miejscu wielki ukłon należy się moim rodzicom, którzy nie raz pomagali mi w trudniejszych momentach i bez nich nie osiągnął bym tyle co mi się dotąd udało.
AK74 – Independent czyli “niezależny” – od czego? Od ideologii, masowości, kultury popularnej? Bliżej Tobie i serwisowi do alterglobalistów i Noemi Klein? Jak określiłbyś przesłanie serwisu?
Bartek Rusiński – Independent.pl jako projekt autorski był i jest nadal przede wszystkim odzwierciedleniem moich własnych zainteresowań. Dojrzewał i rozszerzał horyzonty razem ze mną. Nie poddawał się żadnym naciskom z zewnątrz. Od lat zmieniała się tylko forma oraz współpracujący ze mną ludzie.
Pytasz o przesłanie? Nie podam żadnego motta marketingowego guru ani starożytnego filozofa. Tak naprawdę niezależność oznacza dla mnie przede wszystkim zasadę d.i.y – rób swoje, a dobrze, z przekonaniem, bez oglądania się na innych i z wiarą we własne możliwości. Niezależną kulturę traktuję jako zasób tych wartości w powiązaniu z reprezentującymi je ludźmi, miejscami, zdarzeniami.
AK74 – Muzyka, film, teatr, literatura, sztuka – to strasznie duży krąg zainteresowań. Jak wygląda redakcja i codzienne przygotowywanie tekstów? Ile osób pracuje w redakcji serwisu?
Bartek Rusiński – Serwis obywa się bez tradycyjnie rozumianej redakcji. To takie lotne brygady specjalne. Większość pracy spoczywa na mojej głowie – podejmuję strategiczne decyzje, wybieram tematy na stronę główną, koordynuję działania kilkunastu współpracujących z portalem osób.
Odpowiada mi rola redaktora naczelnego, natomiast nie ukrywam, że chętnie bym oddał wydawanie serwisu w ręce dużego partnera z branży. Ja w każdym wypadku pragnę zachować decydujący wpływ na merytoryczną zawartość portalu.
AK74 – Gdybyś miał określić jednym zdaniem – czym jest Independent? Serwisem społecznościowym miłośników kultury niezależnej? Czy może po prostu ludzi poszukujących ciekawych
Bartek Rusiński – Wolę unikać takich sztucznych terminów. Robię swoją działkę na czuja, staram się obserwować i wychwytywać to co dookoła wydaje mi się najciekawsze, najbardziej wartościowe.
Zbieram to, co bardzo często jest pomijane przez współczesne sformatowane media, dla których materia jest zbyt lokalna lub za słabo rokująca na wykrzykniki w tytule. Pod tym względem portal przypomina rzetelnie prowadzonego bloga, który przedstawia szczere opinie twórcy, a nie teksty wykupione przez agencje.
Wprowadzam kolejne zmiany z myślą o tym, aby ludzie zainteresowani tą tematyką mogli mieć z portalu jak najwięcej korzyści i przyjemności. Zależy mi szczególnie na tym, aby umożliwione wreszcie współtworzenie serwisu (m.in. przy pomocy elementów wikipedii) było bodźcem do gorących dyskusji w grupach, a także do prezentowania ma Independent.pl własnej twórczości i recenzowania filmów, książek, płyt czy spektakli.
AK74 – Jak wygląda wspieranie przez Independent.pl działań artystów? Mógłbyś pochwalić się jakimś większym tego typu działaniem?
Bartek Rusiński – Na najniższym szczeblu kariery pomocą ze strony Independent.pl jest nawet samo pojawienie się na portalu nazwy danej osoby bądź grupy ludzi. To zawsze miło wygooglować się w sieci, być dostrzeżonym przez media. Podstawowym narzędziem promocji niezależnej twórczości jest jednak opcja patronatu medialnego.
Opieka nad wybranym produktem bądź wydarzeniem zakłada tekstowe i graficzne wyróżnianie ich spośród tysięcy innych.
Najbardziej cenne jest dla mnie nawiązanie stałej współpracy patronackiej. Nieprzerwanie od kilku lat trwa opieka nad książkami wydawnictwa W.A.B, płytami kilkunastu czołowych niezależnych labeli (jak Metal Mind, Rockers, SP Records, Zima, Jimmy Jazz, Karrot Kommando), wystawami w cenionych galeriach (gdańska Łaźnia, krakowski Bunkier).
Coraz lepiej wyglądają kontakty z dystrybutorami filmów i teatrami. Osobną kategorię stanowią imprezy kulturalne – każdego roku pomagam w nagłaśnianiu kilkuset z nich.
W przyszłości zamierzam rozszerzyć działania o promocję artystów w portalowej telewizji i radiu, a także wydawanie muzyki i jej sprzedaż w zintegrowanym z serwisem sklepie.
AK74 – Zbieracie informacje z ponad 1100 miast. To ogromne morze informacji spływających do Was. Jak dajecie sobie radę z aktualizacjami?
Bartek Rusiński – Serwisy lokalne są jednym z najważniejszych elementów nowej wersji Independent.pl. Prezentują aktualności i wydarzenia pochodzące z dokładnie wybranego punktu na mapie Polski. Dla podkreślenia znaczenia roli lokalnych społeczności, w górnej listwie portalu znalazła się sekcja „Twoja okolica”, która umożliwia użytkownikom wybór miejscowości i ustawienie jej jako domyślnej. Także w głównym menu jest po prawej stronie przełącznik między poszczególnymi stronami miejskimi.
Na szczęście informacje trafiają na strony lokalne automatycznie, jako że każdy użytkownik przy dodawaniu notki na blogu, strony wiki bądź prezentacji wydarzenia, ma do dyspozycji okienko do wpisania przyporządkowanej do treści lokalizacji.
AK74 – Portal przeszedł gruntowne zmiany na jesieni oraz w okresie Świąt. Co znalazło się nowego i czym chcecie zaskoczyć użytkowników?
Bartek Rusiński – Najważniejsze zmiany to odświeżenie szaty graficznej i uporządkowanie olbrzymiej bazy danych, ale przede wszystkim zwiększenie wpływu użytkowników na zawartość portalu.
Strony główne działów i miast otrzymały osobne boksy z tagami oraz tematycznym rankingiem popularności grup, artystów i instytucji. Zarejestrowani użytkownicy otrzymują standardowo własny profil umożliwiający im m.in. publikację notek na blogu, samodzielne zamieszczanie wydarzeń w bazie portalu i tworzenie własnego kalendarium (lista obecności).
Kolejną nowością są listy znajomych oraz wspomniane już grupy dyskusyjne. Wpisy z blogów zbierane są w polu „Ludzie piszą”, co pozwala każdemu autorowi publikacji trafić na stronę główną portalu.
Baza danych Independent.pl została w nowatorski sposób wpleciona w siatkę portalu na zasadzie działania Wikipedii. Aktywne współtworzenie portalu zaczyna się od budowy własnego portfolio („wiki użytkownika”), w której można zamieszczać tekst, grafikę oraz pliki audio i video.
Istnieje także możliwość dodawania i aktualizowania opisów znanych osób, miejsc, dat i wydarzeń, aż po rozbudowane prezentacje produktów.
AK74 – Twoje wielkie marzenie – czego nie udało się zrealizować do tej pory a co chciałbyś aby pojawiło się na Independent.pl?
Bartek Rusiński – Obecny stan portalu można uznać za okres przejściowy.
Docelowo zmierzam do w miarę możliwości dokładnej archiwizacji dokonań polskiej kultury (ludzie, produkty, miejsca, wydarzenia, trendy) oraz zakończenia budowy ogólnopolskiej bazy wydarzeń kulturalnych (sprawnie przebiega przejmowanie profili artystów i instytucji).
Mówiąc ogólniej, na pewno marzę, aby Independent.pl był jeśli nie stroną startową, to co najmniej jedną z kilku czołowych witryn wśród kulturalnych zakładek Polaków. Aby przychodził szybko do głowy zarówno szukającym odpowiedzi na pytanie “co, gdzie, kiedy”, jak i tym pragnącym podyskutować o “jak i dlaczego”.
Chciałbym osiągnąć poziom opiniotwórczości poważnych tygodników oraz prowadzić w prezentacji online kulturalnych premier. Marzy mi się również wyjście w którymś momencie z Independent.pl poza Internet.
Od strony technologicznej wizja kolejnego etapu rozbudowy obejmuje takie funkcjonalności jak: wewnętrzna poczta, śledzenie aktywności przyjaciół, zakładanie albumów z plikami oraz tworzenie własnych playlist i kolekcji.
Celem Independent.pl jest także wprowadzenie w przyszłości systemu rekomendacji i ocen, geolokalizacji, spersonalizowanej strony głównej, multimedialnego odtwarzacza oraz platformy handlowej i usług mobilnych.
Z czysto osobistego punktu widzenia życzę sobie (spóźniona Gwiazdka za oknem) poszerzenia grona współpracowników o kolejne zaufane osoby. Zaś spoglądając na to nieco od strony finansowej, warto będzie spotkać wreszcie poważnego partnera (osobę/firmę), z którym mógłbym wspólnie realizować powyższe cele.
W ciągu minionych ośmiu lat udało mi się poznać kilku odpowiednich kandydatów, ale zazwyczaj coś zawsze stawało na przeszkodzie w realizacji naszych planów. Jak choćby niedoszły współudziałowiec, który w ostatnim momencie zamiast związku biznesowego ze mną wybrał związek małżeński z kobietą swojego życia :)
Oczywiście wcale mu się nie dziwię :)
Wszystkiego dobrego w Nowym Roku
Bartek “Adolf” Rusiński
Historia nauczycielką życia?
16:18 7th December 2008

W paru rozmowach przeprowadzonych ostatnio pojawił się podobny temat – czy wielki Gugiel i Wikipedia zastąpią nam pamięć podręczną? Czy w dobie powszechnego (khm khm) dostępu do sieci – zaśmiecać (jak chcą nazywać to jedni) umysły datami i pierdołami czy po nadal wymagać opanowania do perfekcji materiału wraz z informacją ile lat miała każda nałożnica księcia Bolko?…
Mało poważnie zacząłem ale temat jest nie licho poważny. Weźmy taki przedmiot jak historia. Nie mam aktualnie żadnego dziecka (przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo) ale oczami wyobraźni widzę jak za parę lat podłączenie z siecią będzie raczej normą (nawet w Polsce) i nakładanie na dzieci uczenia się np. dat wszystkich przywilejów szlacheckich jest (jak dla mnie) dość kontrowersyjne. Dlaczego?
Bo zobaczcie, że historia (o zgrozo) nie stoi w miejscu i cały czas podręczniki pęcznieją od faktów pisanych na nowo – choćby z ostatnich kilku lat mamy już wojnę polsko-polską (PiS-PO) oraz rusko-kontra reszta świata (Gruzja), igrzyska w Chinach, zamieszki w Tybecie i parę jeszcze rzeczy dojdzie.
Jak nasze dzieci podrosną to trzeba będzie umiejętnie wybierać czy lecimy po łebkach z antykiem i koncentrujemy się na współczesności (no właśnie – której?:) albo też połowicznie raczymy dziatwę faktami o I i II wojnie światowej i przybliżamy np. malarzy Renesansu.
Jaka jest alternatywa? Można uczyć przez zabawę. Trafiłem na taki przykład uczenia np. młodych graczy gier typu “Medal of Honor” o co właściwie chodzi w tej strzelaninie i kto to był ten Hitler.
Przestrzegam, że żargon jakim posłużyli się twórcy tej prostej animacji jest ultra hermetyczny ale przezabawny w zestawieniu z realnymi postaciami tamtych czasów. Całość przedstawiona w schemacie dialogu graczy (z nickami: Stalin, Tojo itd.) bawiących się w wojnę okraszona współczesnym poczuciem humoru.
Czy dożyjemy bryków w takiej właśnie postaci i poziomie treści. Obawiam się, że niestety tak. Pytanie tylko czy jest to tylko obawa 30-to letniego pierdziela w stylu “..za moich czasów”? Niestety nie umiem zdystansować się tak bardzo żeby móc odpowiedzieć sam sobie :)
Zostań wideo spamerem
23:46 27th November 2008
Jeśli dalsze informacje na temat projektu o którym poniżej potwierdzą się to za chwilę będziemy mogli oglądać w Internecie ale także w zwykłej, starej TV reklamy w miejscach gdzie ich do tej pory nie było albo co gorsze – w miejscach gdzie nie życzyli sobie tego ich twórcy…
O czym mowa? Newsa o wynalazku dwóch studentów z Uniwersytetu Stanforda znalazłem tu. W ramach projektu stworzyli technologię która potrafi na wskazanym przez nas miejscu obrazu (dodajmy: wideo) wsadzić inny obraz (statyczny i dynamiczny). Przykład i wyjaśnienie znajdziecie tutaj:
a tutaj filmik w który wkluczowałem swoją wredną facjatę (UPDATE: niestety ZuneVision chyba z uwagi na duże zainteresowanie plikiem usunął go) . Po zarejestrowaniu się każdy może testować sobie działanie usługi jak i dzieła innych użytkowników bawiących się różnymi scenkami (a jest kilka filmów do wyboru).
Oczywiście – technologia pozwalająca się bawić się w taki sposób istnieje od dawna. Nie takie cuda chłopaki z Industrial Light and Magic robili dla wujka Lucasa. Były to jednak prace wykonywane tygodniami czy miesiącami z użyciem mega ilości procesorów, pamięci i softu za gruba setki tysięcy $.
Usługa o której mówię daj nam możliwość zabawy w zmianę pliku wideo prawie w czasie rzeczywistym (wsadzenie mojego zdjęcia zajęło około 1 minuty). To co jednak pokazali goście z ZuneVision daje możliwość bawienia się w sieć reklamową przeciętnym userom YouTube wrzucającym swoje filmik z cioci na imieninach.
Zastosowania jakie widzę to umożliwienie wsadzania reklam przez użytkownika albo sam serwis hostujący pliki wideo – po co wsadzać linki tekstowe skoro można wrzucić animowane logo Coca Coli na swoje wideo z jazdy bmx’em po mieście? Słyszycie ten szelest zielonych banknotów? Być może w końcu YouTube znajdzie swój model biznesowy.
Dlaczego coś takiego może być fajne? Bo jest lepsze niż link tekstowy czy wsadzony video przerywnik rozdzielający filmy. Bo można nim sterować – umieścić kilka reklam tu, kilka tam albo jako ciąg reklam np. w scenie kiedy bohater jedzie na rowerze na tle płotu. Zastosowań może być cała masa – nic nie stoi na przeszkodzie aby wrzucony kawałek wideo do filmu był podlinkowany do strony producenta.
To jest w zasadzie wirtualny product placement z możliwością dodania go po wyprodukowaniu filmu – zamiast kawałka ściany może być banner z piwem czy czipsami ale przecież nic nie stoi na przeszkodzie żeby wrzucać do filmu pre definiowane modele 3D (do pobrania za darmo ze strony producenta).
Inne pomysły – hackowanie sieci ogólnoświatowych aby wsadzać w wydania dzienników informacyjnych logotypy marek reklamowane przez spamerów. I co – happening z różowymi latającymi penisami w Second Life nie są już taki fantastycznym nie realnym żartem?
Pomyślcie – widok twarzy Magdy Mołek albo Kingi Rusin – bezcenne! :)
Oskarżam Natalię Lesz!
18:47 25th November 2008

Tekst napisany z Jackiem Gadzinowski w ramach zgrywy podobno bije rekordy popularności na Interaktywnie.com i nie dziwi mnie to (przyzwyczaiłem się) ale kiedy któryś z polskich “znanych, z tego, że jest znany” chce się podczepić pod moją popularność robię się bardzo, bardzo zły…
Ponabijaliśmy się z “łebstarów”, obrobiliśmy tyły temu i owemu oraz w przypływie szczerości podzieliłem się informacją gdzie ja trzymam swojego webstara.
Wystarczyło odczekać parę dni a Natalia Lesz ogłasza publicznie gdzie postawi swoją nagrodę jeśli wygra “Taniec z Gwiazdami”…
Natalio – gratuluję dobrego wzorca do zerżnięcia, trzymam kciuki żeby Ci się udało a jeśli nie daj Boże wygrasz czekam na ekskluzywny secik zdjęć z Twojego przybytu do którego król chadzał piechotą.
Acha – jeśli tata poszukuje łebskiego gościa do poprowadzenia firmy to już wiesz gdzie szukać. Buziaki i czekam tylko na poważne propozycje – w końcu między nami celebrytami oboje wiemy ile kosztuje stołowanie się w Szpulce i Szpilce.
Hey Natalia, wanna piece of me? Come get some!
Zapraszam na KreoAula #2!
19:44 3rd November 2008

Co: 2 spotkanie z cyklu KreoAula (Aula Polska)
Kiedy: 6 listopada (czwartek) o godz. 18:00
Gdzie: Agora, ul. Czerska 8/10
Serdecznie zapraszam na kolejną KreoAulę! Już 6 listopada o godzinie 18:00 w budynku Agory przy ul. Czerskiej 8/10 odbędzie się wyjątkowa edycja Kreo Auli w całości poświęcona zagadnieniom typografii.
Litery rozbierzemy na części, przekonamy się co tak naprawdę jest pięknego w mozolnym kreśleniu krojów pisma i jak sprawić by nasze teksty w Internecie były czytelniejsze.
Nie obejdzie się bez case studies w których przejrzymy trendy, przeanalizujemy problemy z którymi mierzą się projektanci przygotowując systemy identyfikacji wizualnej i reklamy, a także sformułujemy pożyteczne wnioski dzięki którym nasze projekty będą po prostu lepsze.
A do tego tradycyjnie odbędzie się bitwa graficzna. Tym razem designerzy, na żywo zmierzą się z zadaniem zaprojektowania plakatu typograficznego, a efekty oceni publiczność i to ona zadecyduje o zwycięstwie.
Zapraszamy!
Darek Zieliński i Zespół Auli Polskiej
Program (może ulec zmianie):
1. Robert Chwałowski, “451, czyli typografia bez papieru”
Autor Typografii typowej książki. Prowadzi witrynę typografia.info. Pomysłodawca i założyciel Akademickiego Kursu Typografii.
2. Łukasz Dziedzic., “Po co komu litery?”
Urodzony 1967 w drugiej połowie lipca. Projektuje litery, czasem coś innego.
3. Paweł Tkaczyk, “Jak za pomocą typografii zepsuć lub poprawić projekty reklamowe?”
Właściciel agencji reklamowej MIDEA. Z zamiłowania typograf, z zawodu projektant graficzny, specjalizuję się w projektowaniu identyfikacji wizualnej i budowaniu strategii marketingowej firmy i marki. Prowadzi też szkolenia z zakresu wyżej wymienionych zagadnień.
W tle wystąpień odbędzie się graficzna bitwa.
Uczestnicy bitwy:
Błażej Pieczyński
Poznański plakacista typograficzny, kreator logo i piktogramów, miłośnik gwary poznańskiej, gier słownych, twórczości Polskiej Szkoły Plakatu, znaków przestankowych i typograficznych. Fan oraz twórca (wraz z zespołem) rocka psychodelicznego i progresywnego. Po godzinach przenosi się ze świata sztuki do świata biznesu.
Maciej Janas
Grafik i projektant, wolny strzelec polujący dla sporych klientów, od czasu do czasu fotograf łapiący nie tylko chwilę. Basista i frontman kapeli metalowej Ketha.
Zapisy:
Przypominamy, że z powodu ograniczonej pojemności sali w spotkaniu będą mogły wziąć udział jedynie osoby, które zapiszą się na listę gości i zostaną zaproszone drogą e- mailową.
Zapisać na listę gości można się pod tym adresem:
David Eriksson z North Kingdom w Krakowie
14:30 2nd November 2008

Na prośbę Krzyśka Adamusa z Opcom vel Interaktywnie.com zamieszczam info prasowe dla wszystkich zainteresowanych wizytą Davida Erikssona, dyrektora kreatywnego North Kingdom…
Na zaproszenie Opcom Grupa Eskadra oraz IAB Polska w Krakowie pojawi się David Eriksson, dyrektor kreatywny North Kingdom (www.northkingdom.com) – jednej z najbardziej rozpoznawalnych i najczęściej nagradzanych agencji interaktywnych ostatnich lat.
David opowie o historii i wizji rozwoju North Kingdom oraz przedstawi studia przypadków wybranych projektów.
Spotkanie jest bezpłatne i kierowane dla osób związanych z branżą interaktywną. Odbędzie się w sobotę 8. listopada 2008 o godzinie 14:00 w klubie Lizard King w Krakowie przy ul. Św. Tomasza 11. W związku z ograniczoną liczbą miejsc prosimy o rejestrację online.
Patronem medialnym spotkania jest interaktywnie.com.
Krzysiek Adamus podrzucił mi następujące dodatkowe informacje:
“Od wczorajszego wieczoru (sobota 1 listopada) zarejestrowało się już 100 osób. Najprawdopodobniej po oficjalnej części skoczymy z Davidem Erikssonem do jednej z krakowskich knajpek (jeszcze nie wiem gdzie) aby rozpocząć część nieoficjalną przy browarku. Everyone’s invited :)
Eriksson przylatuje do Warszawy z żoną i dzieckiem. W czwartek ( 6 listopada) David zabierze głos na Forum IAB. W piątek zgarniamy go do Krakowa aby pokazać mu to piękne miasto :) W sobotę jest spotkanie i imprezka. W niedzielę rano wraca do Wa-wy i stamtąd leci do Szwecji.”
11 komentarze »
