Wywiad z The Pirate Bay

11:28 19th June 2009

Marcin de Kamiński, przedstawiciel jak i jeden z autorów wyszukiwarki torrentów The Pirate Bay dzień przed TMT Communities’09 zgodził się porozmawiać o tym jak wygląda sytuacja w Szwecji TPB, na co liczą (trzech z czterech oskarżonych przebywa już poza Szwecją) i jak TPB chce zmienić świat…

Całość skręcił Maciek Budzich a ja zapłaciłem mandat za parkowanie w złym miejscu (mandat zapłacę).

Apel pod koniec wywiadu jest prawdziwy – Marcin w imieniu TPB chętnie nawiąże współpracę z kimś z Polski przy swoich projektach takich jak “The Persian Bay” czyli tworzenie alternatywy dla zamykania dostępu do Internetu w Iranie. Jeśli chcecie się zgłosić – piszcie do mnie, przekaże Marcinowi.

Mini Seedcamp – mini wywiady

23:24 19th March 2009

Maciek Budzich już wrzucił do siebie relację ze świeżo zakończonego Mini Seedcampu w Warszawie a więc czas na subiektywne spojrzenie na imprezę zza kamery i sitka mikrofonu…

Fajnie było patrzeć jak ludzie na widok kamery prężą się, zaczynają mówić, zachowywać się zupełnie inaczej. Doświadczenie jedyny w swoim rodzaju. W wyniku latania z kamerą dostałem wizytówkę od Mike’a Butchera, parę uśmiechów od płci pięknej no i +10 do lansu.

Na początku zagadnąłem Reshmę Sohoni o to jak ocenia imprezę w porównaniu do innych krajów a potem złapałem (między jednym kęsem kanapi a drugim) Mike’a Butchera z TechCrunch UK wypytałem go o poziom prezentacji i szansę na wygranie edycji w Londynie…

Potem usidliłem Janka Rychtera jako jednego z przedstawicieli Auli Polskiej na Seedcampie, Sebastiana Kwietnia z Venture Incubator, Michał Brańskiego z o2 oraz Grześka Marczaka czyli Pana Antyweba

Na koniec wyspowiadałem Tomka Kolinko (Szuku.pl), Wiktora Schmidta z Netguru (HumanWay.pl), Marcina Jagodzińskiego (Blip / GG Network), Łukasza Wejcherta (Onet.pl), Tomka Berezowskiego (TVN), Kuba Krzycha z AdTaily oraz Panów Michałów – Olszewskiego (Agora) oraz Kreczmara (również Agora)…

W co się bawić? SobotniaNoc.pl

21:41 16th March 2009

sobotnianoc.pl

Na SobotniaNoc.pl wpadłem przypadkiem i szczerze powiedziawszy bardzo pozytywnie się zaskoczyłem – może nie samą grupą docelową ale sposobem konstruowania i animowania społeczności, której działania sprowadzić można do zabawy w sobotnią noc w grupie znajomych przy muzyce i alkoholu…

Dobra, dobra wiem co sobie pomyślicie, że to kolejna społecznościówka, która zniknie za pół roku. Obstawiam, że nie – dawno nie trafiłem na tak jasno zdefiniowany serwis z prostymi zasadami i przejrzystym komunikatem do użytkownika. Niby już to widziałem na Naszej-Klasie, Fotce czy Gronie. W SobotaniejNocy chodzi o pokazania w jakiej grupie znajomych i w którym klubie bawię się w weekend. Nawet jeśli to mają być “manieczki”, krzykliwe tipsy i rozcieńczony browar. Tyle, tylko tyle i aż tyle. Poprosiłem Piotra Jaworskiego jednego z twórców o bliższe przedstawienie swojego dzieła i opowiedzenie jak mają zamiar rozwijać serwis i zarabiać kasę na balangowaniu polskich wsi i miasteczek.

AK 47 – Piotrze, parę słów do mikrofonu poproszę. Możesz przedstawić się ładnie przed milionami Polaków – kim jesteś, skąd przybywasz i kto za Tobą stoi?

Piotr Jaworski – redaktor naczelny serwisu SobotniaNoc.pl. Jestem z wykształcenia socjologiem więc moja droga zawodowa od początku była związana z marketingiem internetowym. Na początku trochę z przymusu ponieważ przy pierwszym projekcie koledzy uznali, że jako jedyny w zespole bez technicznego (czyt.: informatycznego) wykształcenia muszę zająć się marketingiem i zorganizowaniem sprzedaży. I tak zostało. Teraz nie wyobrażam sobie innej pracy.

Prowadziłem kilka projektów internetowych. Niektóre zostały sprzedane, niektóre z braku woli/czasu/pieniędzy popadły w zapomnienie i tylko odświeżana domena przypomina o czasach ich świetności…

Projekt SobotniaNoc.pl to także Paweł i Tomek. Każdy z nas odpowiada za inny aspekt funkcjonowania serwisu: Paweł – IT, Tomek – redakcja i społeczność a ja cała reszta: koordynowanie całości, marketing, kluczowi klienci, SEO i… grafika. Każdy z nas posiada inną wiedzę i doświadczenia, którą z powodzeniem wykorzystuje w pracy nad serwisem.

AK 47 – SobotniaNoc.pl to wydaje się na tle innych “społecznościówek” serwis do dzielenia się informacjami o imprezach, miejscówkach i spotkanych ludziach? Upraszczam zbytnio? Możesz sam opisać jak Wy jako zespół tworzący widzicie SN?

PJ – SobotniaNoc.pl to serwis informacyjno-społecznościowy na którym możesz sprawdzić, jakie imprezy aktualnie odbywają się w mieście. Zobaczyć, kto się na nie wybiera i sam dodać się jako uczestnik takiej imprezy. Na przykład: jeżeli widzisz, że na imprezę wybiera się fajna dziewczyna, to sam możesz być zainteresowany wzięciem w niej udziału. SobotniaNoc.pl pomaga podjąć decyzję, na którą imprezę warto pójść i w tym kontekście przychylam się do opinii, że jest serwisem pseudo-randkowym.

Kalendarium imprez z całej Polski jest stale uzupełniane i aktualizowane. O tym, jak istotny to dział na SN świadczy to, że nad samymi imprezami pracuje trzech redaktorów. Możesz także sam zorganizować imprezę, np.: parapetówkę i rozesłać zaproszenie do swoich znajomych.

SobotniaNoc.pl to to także mikrospołeczności klubowe. Użytkownicy serwisu grupują się wokół klubów tworząc mikrospołeczności. W ramach tych mikrospołeczności masz szereg narzędzi interaktywnych (np.: wspomniane wyżej wysyłanie do znajomych zaproszeń na imprezy), które zaspokajają nie tylko społeczne potrzeby ale także zapotrzebowanie na informację.

Są też elementy, które każda szanująca się społecznościówka posiadać musi: lista znajomych, poczta, publikacja zdjęć i filmów, forum, blogi a wszystko to o imprezach, klubach i sobrej zabawie.

AK 47 – Jakbyś określił grupę docelową? Raczej mniejsze miasteczka i miejscowości czy raczej duże aglomeracje i miasta powyżej 500 tys.? Gdzie jesteście teraz obecni (w której grupie) a gdzie chcielibyście się znaleźć za 12 miesięcy?

PJ – Przedział wiekowy to 15-35lat. Lekka przewaga mężczyzn. Lokalizacja: i miasta, i wsie – nie obserwuję tu jakiegoś wyraźnego trendu.

Będziemy dalej konsekwentnie pozyskiwać kwiat polskiej młodzieży. Nie planujemy rozszerzania grupy docelowej. Chociaż, kto wie? Może zrobimy kiedyś jakąś wspominkową sekcję dla seniora .

AK 47 – Jak odbierasz twórczość (mówię o zdjęciach) użytkowników? Nie masz wrażenia, że są to te same osoby, które pokazują się na Fotce czy Mikserze w celu zdobycia “komci” i wirtualnych “gadżetów”? Innymi słowy czy nie boisz się, że idea SN z serwisu informacyjnego o miejscach i imprezach przeistoczy się w społeczność “pokafotęzimpry”? A może wlaśnie tego chcecie ?:)

PJ – Zdjęcia z imprez na SN to jeden z wielu przejawów uczestnictwa użytkowników w życiu serwisu. Natomiast, jeżeli hasło “pokafotęzimpry” jest odzwierciedleniem ich potrzeb to ja mam do tego stosunek jak najbardziej pozytywny. Jeżeli dodatkowo są to foty z impry, o której dowiedzieli się na SobotniaNoc.pl, używając dostępnych tam narzędzi, skrzyknęli się na nią wszyscy znajomi a teraz mogą wspólnie śmiać się ze zdjęć z tej imprezy, to misja SN została spełniona: od informacji do rozrywki.

Staram się podkreślać informacyjny charakter SN ponieważ od imprez wszystko się tam zaczyna. Gadżeciarstwo ok – jeżeli chcą tego użytkownicy. Wiadomo, że społecznościówki ma już każda grupa zawodowa w tym kraju więc konkurencja jest duża. Jeżeli nie znajdą tego u mnie, to pójdą gdzie indziej.

AK 47 – Poproszę o szybkie brief: z czym startowaliście, ile macie obecnie UU / RU, jaki jest wzrost miesięczny i ilu użytkowników planujecie zdobyć do końca roku?

PJ – Zaczynaliśmy jak każdy startup: koncepcja serwisu w głowach, ręce na klawiaturach, W lutym przekroczyliśmy 165tys. UU. Sam wynik nie powala na kolana ale cieszy nas dynamika wzrostu sięgająca 20-30% miesięcznie. Były też miesiące z ponad 100% wzrostem. To jest znak dla nas, że serwis jest pozytywnie odbierany przez użytkowników.

Chcielibyśmy zachować obecną dynamikę choć to będzie niezwykle trudne. Nasz plan to 1mln UU / miesięcznie w listopadzie/grudniu 2009 i ok 100-150tys zarejestrowanych użytkowników.

AK 47 – A teraz czas na magiczne pytanie z gatunku “hej, a na czym chcecie zarabiać?” A więc Piotrze – na czym chcecie zarabiać? Reklama displayowa, kontekst czy bardziej sprzedaż powierzchni samym klubom?

PJ – To jest ulubione pytanie inwestora. Model biznesowy zakłada kilka zdywersyfikowanych źródeł przychodów. Sam display zajmuje jedno z ostatnich miejsc ponieważ istniejący układ witryna-sieć to – jak mawiał ks. Tischner – układ kija z dupą. Dopóki nie stać nas będzie na własny dział sprzedaży, dopóty będziemy ją marginalizować.

Sformułowaniem-kluczem jeśli idzie o zagadnienie monetyzacji SN jest współpraca z klubami. I to ta szeroko pojęta: pierwszy kontakt, budowanie więzi, na początek zestaw bezpłatnych narzędzi do promocji imprez/klubów. Wreszcie budowanie oferty płatnej.

W Polsce jest ponad 2600 klubów i dyskotek. Dla kogoś, kto wie jak z tego zrobić użytek to niezłe pole do popisu.

AK 47 – Jak układa się Wam współpraca z klubami i imprezowniami? Widzą w tym potencjał czy traktują Was jako kolejny serwis – meteor, który zniknie za pół roku? Kluby są w stanie szukać klientów poza akcjami w stylu rozwieszanie ulotek? Chętnie i same z siebie wrzucają informacje o wydarzeniach i repertuarze?

PJ – Współdziałanie z klubami od początku było istotnym czynnikiem powodzenia całego projektu. To jest jak symbioza: my dostarczamy im narzędzia (w tym do wrzucania informacji o imprezach) do promocji imprez jak i samego klubu, oni zaopatrują nas w aktualną, zweryfikowaną informację o imprezach. To się opłaca obu stronom.

Wiadomo, że kiedy zaczynasz, musisz udowodnić, że warto poświęcać Ci czas, wysiłek a w dalszej perspektywie pięniądze. Jesteśmy tego świadomi i odbicie tego – mam nadzieję – kluby znajdują w naszych działaniach. Współpracujemy już z kilkuset lokalami. Dostajemy od nich rewelacyjny feedback. Łatka meteora, która zawsze pojawia się przy nowych projektach, w opinii menadżerów i właścicieli klubów – już dawno od nas odpadła.

AK 47 – Tak sobie myślę, że SN to fajna baza do rozbudowy – myślicie nad czymś innym na co można by przekierować ruch z SN? Jakiś serwis w podobnej niszy? A może coś zupełnie innego?

PJ – Skupiamy się na budowaniu SN. Nie myślimy o innych projektach. Będziemy szukać nisz w ramach serwisu – może sekcja dla seniora?

PS. Jeśli ktoś by chciał poznać się bliżej z panią z obrazka ilustrującego ten wpis to proszę bardzo tu

Znajdź swoje Pstro

9:37 10th March 2009

maciej saganowski pstro.pl

Foto zrobione w miejscu przez fotografa.

Maćka Saganowskiego poznałem parę lat temu przy okazji współpracy dla jego klienta z branży hotelarskiej. Z planów kampanii nic nie wyszło, ale kontakt pozostał i z Maćkiem spotkałem się przy okazji imprez branżowych – dowiedziałem się wtedy, że znaczącą ilość czasu spędził w Australii co wykorzystałem do planowanie swojego grand tournee wykorzystując bezcenne wskazówki i pomysły Maćka (za co będę mu wdzięczny dozgonnie – uratował moją kieszeń o parę setek $)…

Pod koniec roku Maciek poinformował mnie, że pracuje nad czymś naprawdę dużym i będzie się to nazywało Pstro (zajebista domena!). Ponieważ nie chciał zdradzić nic więcej do momentu dania mi wglądu w testową wersję przez moją głowę przelatywały najróżniejsze pomysły – Pstro to serwis web 2.0 w którym młodzież wypisuje o czym myśli na lekcjach, albo Pstro to kolejny serwis web 2.0 w którym wszyscy bookamrkują szalone i wyczesane inne strony web 2.0…

Na szczęście pomyliłem się. Maciek zaskoczył mnie straszliwie – okazało się, że marzy mu się serwis konkurujący ze znanymi ale (przynajmniej do 2-3 miesięcy wstecz) nie obecnymi na rynku polskim serwisami w stylu rekomendacji “wszystkiego w Twojej okolicy” jak Qype czy Yelp. Zaraz po tym jak poklikałem sobie w Pstro na GL pojawił się Qype i ogłosił swój start – Maciek miał nosa jak widać.

W mojej prywatnej opinii tego typu serwisy mogą podążać dwoma drogami – albo przekonają użytkowników (masowych!) do korzystania i szybko staną się czymś bez czego nie można żyć albo poniosą spektakularną klapę. Po tym co widziałem we “flakach” Pstro stawiam na bramkę numer jeden bo w obecnych czasach kryzysu trzeba sobie nawet sztucznie wtłaczać do głowy optymizm.

Poniżej wywiad jakiego Maciek udzielił mi 2 tygodnie temu – czekałem z jego publikacją do czasu oficjalnego uruchomienia Pstro co miało miejsce 10 marca piętnaście minut po północy. Oddaję zatem głos sprawcy całego zamieszania – Maciej Saganowski twórca Pstro tłumaczy się ze przed Wami ze swoich planów i dokonań:

AK74 – Maćku, możesz przedstawić siebie oraz pokrótce swoją drogę zawodową? Co robiłeś zanim pozazdrościłeś kolegom start-upowcom babrania się we własnym projekcie? :)

Maciej Saganowski – Hmm, gdybym miał powiedzieć o sobie jednym słowem to powiedziałbym, że jestem produktowcem. Konceptualizacja i budowanie produktów webowch jest dla mnie wielką pasją. W kwestii dotychczasowej drogi zawodowej – dotknąłem różnych tematów z dziedziny marketingu offline / online, jeszcze za czasów studenckich były to lokalne gdańskie agencje reklamowe / interaktywne. Zaraz po studiach wyjechałem do Australii na 8 lat, w poszukiwaniu przygody i doświadczenia zawodowego.

Tam na studiach IT nauczyłem się HTMLa i to było dla mnie takie …przełomowe odkrycie. Okazało się, że można zbudować produkt dosłownie z niczego w kilka godzin/dni. Programistą nie zostałem z powodu braku logicznego myślenia i tak pozostał mi marketing. Pracowałem w agencjach interaktywnych, providerach internetu, miałem swoją firmę consultingową.

Przez ostatnie cztery lata pracowałem dla Orbitz (turystyka internetowa / e-commerce), gdzie zarządzałem działem user experience, czyli projekty, konwersja, usability, analityka, wersje językowe, funkcjonalności dla platform e-commercowych do rezerwacji hoteli. Moja najnowsza przygoda to wprowadzanie marki hotelclub.com na polski rynek, czyli typowy biz development, afiliacje, programy lojalnościowe, akwizycja użytkowników oraz marketing online.

AK74 – Czy Pstro jest Twoim pierwszym projektem? Robiłeś coś wcześniej jeśli chodzi o media elektroniczne?

MS – Nie licząc jestnamwstyd.com (wspólnie z sgnwsk próbowaliśmy obalić rząd Kaczyńskiego:) Pstro.pl jest pierwszym prywatnym komercyjnym projektem. Wcześniej były to HotelClub.com, RatesToGo.com, AsiaHotels.com i Taddler.com, z ramienia Orbitz.

AK74 – Pstro automatycznie kojarzy mi się z “co” :) Domenę wybrałeś przypadkowo czy był to efekt burzy mózgów i jakiegoś przebiegłego planu?

MS – Wiesz, jestem jedną z tych osób, która w momencie zastukania do głowy piłeczki pomysłowego dobromira nie jest w stanie myśleć konstruktywnie o projekcie bez uprzedniego zarejestrowania domeny. (na takich właśnie marzycielach Godaddies tego świata trzepią kasę, bo z projektów często nic nie wychodzi, a domeny szkoda zostawić, bo przecież “jeszcze kiedyś się za to zabiorę”).

Również w tym przypadku pstro.pl zarejestrowałem tego samego dnia, kiedy zrodził się pomysł na serwis “opiniowy”, a że w tamtym czasie miałem szczerze dosyć łebdwazerowego brandingu typu opinioneo, czy recenzrrrr ;) szukałem czegoś co istnieje w powszechnej świadomości, czegoś co będzie neutralne, ogólne, niekojarzące się, wręcz banalne. Tak wpadłem na pstro i tak już zostało.

AK74 – Możesz zdradzić budżet projektu? Całość wydałeś z własnej kieszeni?

MS – Jeśli policzyć czas Krzysztofa (szef IT i mój wspólnik) i mój oraz wliczyć w to utracone korzyści alternatywne to mówimy o setkach tysięcy złotych ;) Ale serio. Pstro to czysty bootstrap. Budujemy to z własnych niskobudżetowych funduszy. Sporo korzystamy z outsourcingu do krajów takich jak Filipiny, gdzie koszt budowy np. profesjonalnego front-endu jest cały czas mniejszy niż nad Wisłą. Oznacza to oczywiście sporo zamieszania, ale wydaje mi się, że w ostatecznym rozrachunku nie wydaliśmy fortuny. Przypuszczalnie dotkniemy niebawem tematu skalowalności i wówczas zacznie się bardziej bolesne wydatkowanie, ale to jeszcze jest przed nami. Jak do tej pory był to czas, czas, czas i jeszcze raz czas oraz trochę zaskórniaków.

AK74 – Do Polski właśnie wchodzi Qype – firma zdecydowanie większa, z dużymi zasobami finansowymi. Jak patrzysz na starcie w niszy “rekomendacji lokalnych”?

MS – Hmm. Qype jest specyficznym produktem. Jest to serwis, gdzie możesz znaleźć opinie o cmentarzu w Hamburgu, czy Fryzjerze w Rio de Janeiro i od niedawna restauracji w Warszawie. Oczywiście jest rzesza osób, np. obierzyświatów, którym przypadnie do gustu tak szeroki zakres geograficzny. Co do kwestii na ile jest możliwe zbudowanie rzetelnego serwisu rekomendacji polskich usług lokalnych, przez firmę zarządzaną centralnie z Hamburga, która aby zrobić coś w Polsce posuwa się do wynajmowania płatnych recenzentów, pozostawiam do oceny samych użytkowników.

Zresztą ja wychodzę z założenia, że konkurencja była jest i będzie. Jest to rzecz stymulującą, zdrowa i pozytywna. Musimy mieć ich na uwadze, ale nie można przesadnie się na nich oglądać. W naszym przypadku konkurencja jest taką migającą kropeczką na radarze, natomiast w naszych głowach, IMach, emailach i rozmowach jest nasz użytkownik i jego oczekiwania.

Moim zdaniem rynek rekomendacji lokalnych (zresztą jakichkolwiek rekomendacji, społecznego oddolnego filtrowania) jest w podobnym miejscu, gdzie było szukanie przyjaciół ze szkolnych ław 3 lata temu. Czyli fajny koncept, ale nie miałem tego do tej pory i jakoś sobie radziłem. Mam emaile do Kasi i Basi na odwrocie pożegnalnego zdjęcia z czwartej klasy, więc po co mi jakiś …sserwis.

Dopiero sukces Naszej Klasy pokazał, że produkt internetowy, który a) rozwiązuje jakiś konkretny problem i b) nie jest skierowany wyłącznie do geeków, ale do zwykłego szarego mainstreamu potrafi odnieść spektakularny sukces.

Wykorzystując NK jescze na chwilę, zobaczyliśmy, że aktywnym użytkownikiem społeczności internetowej nie musi być tylko 17 letnia uczennica Andżelika z Żoliborza, ale również nikogo o to wcześniej nie podejrzewany 45 letni sklepikarz Stefan z Nowego Sącza. W polskim internecie przyszedł nareszcie czas na serwisy dla ogółu i pstro.pl jest tego przykładem.

Społeczna potrzeba na serwis taki jak pstro.pl była wręcz paląca. W polskim internecie nie ma wiarygodnego serwisu agregującego informacje o jakości lokalnych i ogólnopolskich firm, usługodawców, instytucji.

AK74 – Zostawmy na razie samo Qype. Przykłady z polskiego podwórka – mamy kilka prężnych serwisów choćby kulinarne rekomendacje Gastronauci.pl – jak i czy chcesz odebrać im użytkowników?

MS – Nie chce odbierać użytkownikom Gastronautom. Bardzo ich szanuję. Czytając te dogłębne i pieczołowite recenzje widzę po raz kolejny, że ludzie chcą dzielić się z innymi swoim handlowymi doświadczeniami. Chciałbym jedynie im powiedzieć, sprawdźcie też do nas. U nas zarekomendujesz i wyrazisz pogląd nie tylko na temat restauracji, ale również na temat fryzjerki, zajęć fitness, mechanika samochodowego, czy szkoły językowej.

Moim zdaniem internet to nie gra o sumie zerowej: Gastronauci albo Pstro, sam wybieraj. Przykład dużej współoglądalności portali dowodzi, że jeden użytkownik może posiadać profile na wielu serwisach i aktywnie uczestniczyć w ich rozwoju.

AK74 – A teraz pytanie na które większość osób mówi “nie mogę zdradzić szczegółów” :) Jak chcesz zarobić na Pstro? Reklama targetowana lokalnie?
Sprzedaż usług? Coś jeszcze?

MS – W temacie monetyzacji nie będziemy odkrywać Ameryki, zaczniemy od pewnych utartych szlaków, reklama :czyli CPMy, adsense, malingi, sieci afiliacyjne, być może tenancy w jakichś kategoriach. Dodatkową nogą z pewnością będą płatne wizytówki biznesów prezentowanych na pstro (przy kompletnym braku możliwości wpływania na treści użytkowników), na dalszym etapie usługi dla userów. Rzeczy, o których mówisz, czyli lokalne targetowanie z pogranicza classifieds oraz np. reklama behavioralna, to tematy na dalsze etapy.

AK74 – Zdradź mi ile osób pracowało nad Pstro w fazie projektu a ile teraz? Masz redakcję, osoby wprowadzające treści do serwisu?

MS – Trzon zespołu stanowimy Krzysztof Gibek i ja. Na różnych etapach projektu korzystaliśmy w sumie bodajże z 5 innych specjalistów. Gdzie to możliwe korzystaliśmy ze sprawdzonych wcześniej ludzi (np. mój brat zrobił nam świetny design). Sprawami operacyjnymi (czyli dodawanie biznesów, moderacja, dzielnice itp) zajmuje się są na tym etapie moja żona Aga, ale zdajemy sobie sprawę, że w najbliższym czasie zespół będzie musiał się dynamicznie powiększyć, jeśli chcemy na czas zrealizować wszystkie rzeczy, które sobie zaplanowaliśmy.

AK74 – Co jest takim elementem wyróżniającym Pstro od innych serwisów rekomendujących? Jak chcesz zdobyć użytkowników i ich zatrzymać?

MS – Po pierwsze prostota. Nie staramy się być lokalizatorem, yellow pages, serwisem wiadomości lokalnych. Pstro to opinie o lokalnych biznesach / usługach. Architektura serwisu jest prosta, a design skromny, po to aby przyciągać uwagę do treści, a nie opakowania . Po drugie dzielnice. Jako jedyny (z tego co mi wiadomo) serwis w Polsce posiadamy bazy danych dzielnic dla większości dużych miast.

Oznacza to, że użytkownik może praktycznie w dwóch klikach znaleźć jogę na Pradze, stomatologa w Brzeźnie, przedszkole w Nowej Hucie, lub biuro podróży na Bałutach i szybko napisać o nich opinie. Po trzecie rzetelność opinii. Nie płacimy za opinie. Są one pisane przez użytkowników, którzy z dobrej woli chcą się podzielić swoimi doświadczeniami. Cokolwiek co nosi znamiona nadużycia bezlitośnie zdejmujemy z bazy.

Po czwarte – wyszukiwanie: proste jak budowa gwoździa – wpisujesz czego szukasz, dostajesz. Jak chcesz możesz też klikać po dostępnych kategoriach / podkategoriach. Po szóste… Artur nie będę Cie zanudzał… zobacz oceń sam ;)

Co do samego zdobywania użytkowników, może to trochę przewrotne, ale nie do końca sądzę, że moim zadaniem jest zdobywanie użytkowników. Moim, naszym zadaniem jest zbudowanie platformy, produktu, który będzie tak dobry, że każdy nowy user, powie swoim przyjaciołom “słyszeliście o pstro?”. To userzy mają zdobywać nowych userów, a nie ja sam.

AK74 – Czym nas zaskoczy Pstro w najbliższym czasie? Jakie plany rozwoju na najbliższe miesiące?

Z definicji jak Ci odpowiem na to pytanie, to już raczej nie będzie zaskoczenie, ale ok :) Jak w każdym startupie, nasza roadmapa jest długa jak scenariusz do telenoweli. Wiele wątków, zwroty akcji, sporo odcinków i nie w każdym happy end. Oczywiście staramy się priorytetyzować ze względu na korzyść dla usera oraz monetyzację.

Tak więc już w najbliższym czasie dodamy do serwisu tzw. friendcast, czyli powiadamiacz o zdarzeniach w Twoim networku (np. kuzynka Jola napisała opinię o Studiu Paznokcia ‘tips’). Chodzi o przybliżenie użytkownikom firm oraz opinii pochodzących od osób, których zdanie sobie cenią. Nie bylibyśmy serwisem społecznościowym bez modułu wiadomości, także zaraz potem wypuścimy funkcjonalność wiadomości pomiędzy userami.

Dalej na tapecie jest cały szereg drobniejszych, aczkolwiek równie ważnych usprawnień, o które prosili nasi beta testerzy, np. bardziej intuicyjne wybieranie miast, poprawki do map, sposoby wyszukiwania w obrębie większych aglomeracji, patrz Trójmiasto, aglomeracja warszawska. Mamy jeszcze oczywiście kilka asów w rękawie, ale będziemy wyciągać je po kolei w trakcie rozwoju wydarzeń.

AK74 – Maćku, niech Moc będzie z Tobą i z Pstro! :)

Tako rzecze Morten Lund

8:00 9th March 2009

Słowo się rzekło kobyłka u płota. Morten dzień wcześniej przed występem na TMT uciął sobie ze mną pogawędkę zarejestrowaną Maćkową kamerą. Próbowałem wydobyć z Morten parę ciekawych rzeczy i historyjek ale IMHO wypadło to słabo pomimo mojego zapału – widocznie kiepski ze mnie “dziennikarz telewizyjny” i powinienem zostać przy słowie pisanym…

Przepraszam za mój poziom bełkotania w języku obcym – część pytań wymyślałem ad hoc stąd moje boje z formą i denerwujące yyyyyy jąkanie się. Morten to jak się okazało trudna sztuka do przepytywania i zwiodły mnie relacje z innych imprez, które śledziłem przygotowując się do tego wywiadu. Anyway enjoy – to jest dłuższa forma, u Maćka i Grześka znajdziecie 5-cio minutowy wersję z dwoma pytaniami.

PS. Dziękuję Michałowi Faberowi i Ewie Stępień za możliwość złapania i przepytania Mortena.

KFC wchodzi w dialog

23:15 2nd March 2009

amrest kfc

Pamiętacie mój “emo post” dotyczący “skandalu kanapkowego”? Parę osób pukało się potem w czoło, że jestem przeczulony, wrzucam na jakieś dziwne informacje zamiast pisać o poważnych sprawach. No cóż – ja uważałem i uważam nadal, że pewnego typu wpadki należy piętnować nawet jeśli sprawa dotyczy jednej niewinnej kanapki i pewnego dużego globalnego koncernu…

Obiecywałem wcześniej, że być może będę miał możliwość oddania głosu “drugiej stronie” czyli firmie AmRest właścicielowi między innymi KFC. Sam nie do końca wierzyłem kiedy Pani Anna Robotycka PR&CSR Manger skontaktowała się ze mną i w imieniu firmy przeprosiła jednocześnie zachęcając do udzielenia odpowiedzi na pytania dotyczące pracy w takiej firmie. Skorzystałem, spróbowałem trochę pocisnąć i zadać parę mało wygodnych pytań – poniżej znajdziecie tego efekt:

AK74 – Pani mogłaby się Pani przedstawić i powiedzieć co należy do Pani obowiązków jako PR Managera grupy AmRest?

Anna Robotycka. Od 10 miesięcy pracuję jako PR&CSR Manger w Grupie AmRest i jest to zdecydowanie najbardziej intensywne zawodowo 10 miesięcy w mojej tzw. karierze. :). Wymieniając zgodnie z Job Mapą czy też bardziej powszechnie zakresem obowiązków, moja Praca skupia się na zarządzaniu wszystkimi kwestiami PR oraz CSR zgodnie ze strategią poszczególnych marek oraz marki korporacyjnej AmRest.

Nie wiem czy szczegółowa lista moich obowiązków może być dla kogokolwiek ciekawa, ale w skrótowo zajmuję się PR produktowym, wspieraniem poszczególnych marek w zakresie strategii PR, CSR czyli Społeczną Odpowiedzialnością Biznesu, rzecznictwem prasowym oraz zarządzaniem kryzysowym.

AK74 – Pracuje Pani w oddziale międzynarodowej korporacji produkującej i sprzedającej produkty określone jako tzw. fast food. Czuje się Pani komfortowo jako osoba odpowiedzialna za wizerunek takiej firmy chociaż wiele wskazuje na to, że Państwa produkty nie są do końca nazwę to eufemmistycznie “obojętne naszym żołądkom”?…

Anna Robotycka – Tak, czuję się komfortowo, ponieważ jedzenie, które serwujemy Klientom zaspokaja ich potrzeby – potrzebę otrzymania smacznych posiłków, o wysokiej jakości i przygotowanych zgodnie ze standardami, w rozsądnej cenie. Właśnie dzięki przestrzeganym skrupulatnie standardom Klienci mogą mieć pewność, że jedzenie im serwowane jest – używając Pana sformułowania – „pozytywnie obojętne” ich żołądkom.

Czy to nie z powodu pewności przestrzegania standardów przez nasze restauracje większość z nas w nieznanym sobie miejscu, nie mając zaufania co do pochodzenia i jakości lokalnych potraw, wybiera właśnie jedną z sieci szybkiego jedzenia?

Osobiście wychodzę z założenia, że nasi Klienci są osobami, które podejmują niezależne, logiczne oraz zdroworozsądkowe decyzje. Jedzenie określane mianem „Fast food” zaspokaja potrzebę zjedzenia posiłku, dostarczającego energię, w momencie kiedy nie ma czasu na samodzielne przygotowanie potrawy. Nawet osoby, które określane są jako „heavy users” nie korzystają z naszej oferty częściej niż kilka-kilkanaście razy w miesiącu.

Każda osoba równoważąca zjadane kalorie odpowiednią, choćby standardową ilością ruchu oraz dodająca do większości swoich posiłków warzywa, owoce może pozwolić sobie na okazjonalny zakup zestawu w restauracji zwanej „fast foodem” Rozumiem, że części osób dość łatwo wpaść w pułapkę hipokryzji i nie podejmować odpowiedzialności za swoje wybory, w tym wybory żywieniowe.

Proszę zauważyć, że naszych reklam nie kierujemy do dzieci, a do osób dorosłych oraz każdy nasz Klient ma możliwość zapoznania się z tabelą kaloryczności każdego produktu. Dodatkowo każda potrawa jest przyrządzana ze świeżych składników, pochodzących od naprawdę wyselekcjonowanych dostawców.


AK74 – Widziała Pani taką produkcję para dokumentalną “Super Size Me”? Jak Pani odebrała taką krytykę pośrednio także i Pani koncernu? Uważa Pani, że argumenty w nim przedstawione są prawdziwe czy sztucznie dobrane aby dobrze obrazowały tezę autora filmu?

Anna Robotycka – Myślę, że autor wpadł w pułapkę łatwego myślenia, o którym wspomniałam wcześniej oraz braku umiejętności rozróżniania pomiędzy przyczyną a skutkiem działań ludzkich. Powiem szczerze, że nie trudno mi wyobrazić sobie osobę jedzącą 3 posiłki dziennie przez dłuższy okres czasu z sieci restauracji naszych marek czy też marek konkurencyjnych.

Nie jest to zdrowy tryb życia i z pewnością nie zachęcam do powielania takiego zachowania. Kwestią osobną jest fakt, że film dotyczy Stanów Zjednoczonych, w których problem np. otyłości społeczeństwa ma wiele przyczyn i nie jest wbrew pozorom prosty do rozwiązania. Ostatnio, kilka tygodni temu dość ciekawie przyczyny tego stanu rzeczy opisane zostały w artykule Przekroju.

AK74 – Często jako przedstawiciel PR musi Pani borykać się z takimi sytuacjami jaka przydarzyła się mojej koleżance? Mówię o przypadku w którym pracownik zignorował całkowicie rację klienta? Czy pracownicy (szczególnie niższego szczebla mający bezpośredni kontakt z klientami) nie powinni przechodzić szkoleń związanych z rozwiązywaniem sytuacji kryzysowych?

Anna Robotycka – Nasi pracownicy są stale szkoleni m.in. z umiejętności rozwiązywania konfliktów, profesjonalnej obsługi Klienta, itp. Niewątpliwie każde zdarzenie, które prowadzi do niezadowolenia Klienta jest naszą porażką. Stąd tak bardzo nam zależy na informowaniu nas o takich sytuacjach byśmy mogli zdiagnozować przyczynę i po prostu się poprawić.

AK74 – Dlaczego powstają tzw. “miejskie legendy” mówiące o znajdowaniu hmm dziwnych części różnych zwierząt w potrawach z fastfoodów (nie mówię tylko o KFC)? Czy nie jest tak, że tkwi w nich ziarno prawdy? Pani słyszała o takim udokumentowanym zdarzeniu np. u konkurencji?

Anna Robotycka – Przyznam, że temat miejskich legend nie jest moim obszarem zainteresowania, ale trudno mi uwierzyć by w naszych sieciach czy nawet w sieciach marek konkurencyjnych takie zdarzenia mogły mieć miejsce. Proszę mi wierzyć, że procedury oraz standardy są dopracowane do najdrobniejszych szczegółów.

Prawdopodobieństwo takiego zajścia jest bliskie zeru. Każda osoba, która pracowała w sieci restauracji wie, że w każdy produkt, jego fazy przygotowania, sposoby przechowywania składników etc. są określone w tzw. manualach z dokładnością wręcz aptekarską. Każdy pracownik AmRestu – bez względu na zajmowane stanowisko – przed rozpoczęciem pracy, a potem każdego roku musi odbyć w restauracjach „praktykę” zwaną Back2Basics. Zanim więc rozpoczęłam pracę jako osoba od PRu sama pracowałam m.in. w restauracji KFC i proszę mi wierzyć, że nie ma miejsca na nieprzestrzeganie standardów.

Z drugiej strony pamiętajmy, że w naszych restauracjach pracują ludzie, nie automaty. Błąd ludzki może np. doprowadzić do niewłaściwego zapakowania kanapki, podania kanapki o niewłaściwej temperaturze itp. Jest on jednak bardzo szybko jest przez Klientów zauważany i zgłaszany. Standardy pozwalają na utrzymywanie spójnej, wysokiej jakości produktów. Dzięki tej „przewidywalności” Klienci wiedzą czego mogą się spodziewać w naszych restauracjach. Wiedzą również kiedy produkt nie spełnia tych standardów.

Proszę zauważyć, że mówię tutaj jednak o drobnych wpadkach (co nie zmienia faktu, że musimy dążyć do ograniczenia ich do zera), nie zaś o dodawaniu do posiłków jakichkolwiek części zwierząt. Takie legendy włożyłabym między bajki – nie tylko w odniesieniu do naszych sieci, ale także sieci konkurencyjnych marek.

AK74 – Wedel zmagał się z kawałkami szkła w swoich produktach, Coca Cola z partią napojów skażonych bakteriami Coli, Constar “odświeżał” swoje wędliny. Ciężko jest jak widać nie zaliczyć wpadki jeśli jest się dużą firmą. Czy KFC posiadając aż tyle brandów nie ma problemów z ich zarządzaniem pod kątem PR?

Anna Robotycka – Oczywiście zarządzanie tak wielką siecią restauracji oraz różnych marek jest sporym wyzwaniem. Efekt skali powoduje, że istnieje prawdopodobieństwo pojawienia się sytuacji kryzysowej. Jednak znowu powołam się na standardy. Być może staję się nudna, ale naprawdę przećwiczone procedury, ścieżki komunikacyjne, wyćwiczone działania i standardy zachowań powodują, że sytuacje trudne nie urastają do rozmiaru kryzysu.

AK74 – Sprawa trefnej kanapki została załatwiona bardzo szybko i pozytywnie – pytanie czy taka sama sytuacja zostałaby dostrzeżona i rozwiązana gdyby nie film na YouTube’ie i wpisy na kilku forach? Może Pani zapewnić mnie, że gdybyśmy wysłali tylko maila na Państwa skrzynkę AmRestu to wszystko potoczyłoby się równie szybko i sprawnie?

Anna Robotycka – Powiem szczerze, że jestem naprawdę dumna z procesu reklamacji i zarządzaniem relacjami z Klientami jaki istnieje w AmRest. Osoby pracujące w Dziale Customer Care czytają każdą informację od Klienta i w zależności od zidentyfikowanego problemu stosują różne sposoby rozwiązania spornej sytuacji. „Powiedz Joannie” – hasło zamieszczone np. na stronie KFC i zachęcające do dzielenia się opiniami nie jest chwytem marketingowym.

Joanna naprawdę istnieje :). W razie potrzeby uwagi Klientów są przekazywane do poszczególnych osób – w sprawach wizerunkowych również i do mnie. Zawsze też informują daną restaurację np. o skardze Klienta. Jeśli takie zgłoszenia się powtarzają w danej lokalizacji wiemy, że należy przeszkolić raz jeszcze pracowników restauracji lub przyjrzeć się sposobowi stosowania naszych procedur.

Przyznaję, że opisany przez Pana przypadek wywołał pewne zamieszanie (choćby z uwagi na „użycie” nowoczesnych kanałów komunikacji), jednak zapewniam, że każdy otrzymany mail z reklamacją jest traktowany poważnie, a sprawę zawsze staramy się rozwiązać błyskawicznie. Tego wymagają nasze standardy i procedury oraz – co ważniejsze – wartości korporacyjne. Podejrzewam, że PRowcowi niewiele osób uwierzy w deklarację o istotności wartości firmy, więc proponuję tę dyskusję zostawić na inną okoliczność.

AK74 – Powiedzmy, że kiedyś w przyszłości ponownie może się zdarzyć sytuacja w której klient nie będzie zadowolony z jakości produktu czy też obsługi w – do kogo ma się udać? Gdzie zadzwonić, wysłać maila aby zwrócił uwagę na swoją reklamację?

Anna Robotycka – Przede wszystkim powinien od razu zgłosić taką sytuację w restauracji, w której dokonał transakcji. Polecam również kontakt mailowy z naszym Działem Customer Care – http://www.kfc.pl/Kontakt. Oczywiście, jeśli komuś łatwiej zapamiętać mój adres mailowy (anna.robotycka@amrest.eu), to proszę śmiało pisać.

AK74 – Pani Anno, dziękuję za poświęcenie mi czasu i możliwość podzielenia się Pani wiedzą z czytelnikami mojego bloga

To ja dziękuję za cierpliwość w oczekiwaniu na odpowiedzi. Jeśli będę mogła odpowiedzieć na jakiekolwiek pytania lub uwagi bardzo proszę o Kontakt mailowy anna.robotycka@amrest.eu lub telefoniczny 71/386 11 20. Zdaję sobie sprawę, że zapewne nie odpowiedziałam na wszystkie argumenty lub sporne kwestie, ale tym bardziej zachęcam do dyskusji.

Morten Lund

12:16 2nd March 2009

morten lund

Wystarczy obejrzeć choćby kawałek tego nagrania aby się zorientować, że Morten Lund nie jest zwykłym inwestorem. Jego batalia ze sprzętem, problemy techniczne, błędy językowe w prezentacji, publiczna niechęć do finansów i liczenia może dziwić – jak taki gość może kogoś przekonać do inwestowania? Albo do przyjęcia jego pieniędzy bo Lund to “seryjny” inwestor…

O symaptycznym Duńczyku zrobiło się głośno całkiem niedawno kiedy to okazało się, że facet zbankrutował. Ci, którzy pamiętali go jako faceta, który zainwestował w 2003 roku w Skype’a aby w 2005 świętować przejęcie przez Ebay za 2.6 miliarda dolarów musieli nieźle się zdziwić…

Zaciekawiłem Cię? Chcesz dowiedzieć się więcej? Przeczytasz u Hazana na Antyweb’ie :)

Jak wygrać Seedcamp?

1:54 24th February 2009

mini seedcamp warsaw

Finaliści Seedcamp Week z Adtaily.com radzą tegorocznym konkursowiczom. Już tylko 9 dni pozostało twórcom z Polski, Węgier, Czech, Ukrainy i pozostałych państw Europy Wschodniej na zgłaszanie swoich projektów do Mini Seedcamp, międzynarodowego konkursu na dobrze zapowiadający się startup, który odbędzie się 18 marca br. w Warszawie. Wyróżnieni w ubiegłorocznej edycji Seedcamp Polacy podpowiadają jak dostać się do ścisłego finału w Londynie, zainteresować inwestorów i dostać szansę…

Zainteresowani uczestnictwem w Mini Seedcamp mają jeszcze czas do północy 3 marca 2009, aby zgłosić swój projekt za pomocą platformy aplikacyjnej na stronie http://seedcamp.com/pages/warsaw09.

Jakub Krzych i Marcin Ekiert z Adtaily.com, finaliści ubiegłorocznego Seedcamp Week w Londynie, przygotowali listę wskazówek dla uczestników tegorocznej edycji Seedcamp jak i innych tego typu konkursów.

Strona internetowa

1. Opisz swój startup – po ogłoszeniu listy startupów zakwalifikowanych do finału Mini Seedcamp w Warszawie Twoja strona może być odwiedzona przez kilka tysięcy użytkowników z całego świata. Informacje o założeniach projektu, najlepiej w języku angielskim, pomogą Ci zainteresować nim internautów już na etapie wstępnych planów.

2. Informuj o swoim projekcie – pozwól śledzić internautom wiadomości o rozwoju swojego projektu – poprzez RSS na blogu, konto na Twitterze (platforma umożliwiająca prowadzenie mikrobloga z wiadomościami do 140 znaków długości), newsletter.

Prezentacja

Najważniejsza część dla startupów podczas Mini Seedcamp w Warszawie. To właśnie w trakcie 5 minutowej prezentacji w głównej mierze rozstrzygnie się czy dany projekt zakwalifikuje się do Seedcamp Week w Londynie.

1. Przygotuj się do prezentacji – powinna ona być po angielsku. Wybierz jedną osobę z zespołu, która będzie ją prowadzić. Poćwicz wcześniej jej prowadzenie przed znajomymi (przyda się stoper do odmierzania 5 minut).

2. Zabezpiecz się – jeśli chcesz pokazać demo aplikacji najlepiej zrób to w postaci screencastu (film będący zapisem zdarzeń prezentowanych na ekranie komputera) lub screenshotów. Nie masz gwarancji, że akurat w momencie Twojej prezentacji Internet będzie działał.

3. Pamiętaj o kompleksowym przygotowaniu – Masz 5 minut i musisz w tym czasie opowiedzieć o problemie, który rozwiązujesz oraz jak to robisz. Powinieneś umieć wskazać konkurencję – inaczej nikt nie uwierzy, że jest rynek na Twój produkt lub usługę. Wskaż swoje zalety i przewagi nad konkurencją. Opisz kto jest Twoją grupą docelową i jak chcesz zdobyć ten rynek. Wytłumacz Kim jesteś i dlaczego akurat Tobie to ma się udać. Przedstaw jak będziesz zarabiać, na jakim etapie jesteś i dlaczego potrzebujesz inwestora. Jeżeli szukasz inspiracji jak przygotować dobrą prezentację sprawdź jak robią to inni lub poczytaj na ten temat.

4. Skup się na idei – jeśli jesteś startupem w bardzo wczesnym etapie rozwoju nie przejmuj się – większość innych projektów prezentowanych na Seedcampie także. Podczas prezentacji pokaż szkice, demo lub prototyp i powal oceniających na kolana pomysłem.

5. Liczby pomagają – w prezentacji pokaż aktualne i przewidywalne statystyki liczby i przyrostu użytkowników i przychodów.

6. Wizytówki – wydrukuj przynajmniej po 50 wizytówek dla wszystkich członków zespołu, którzy wezmą udział w Mini Seedcampie. Spotkasz się z polskimi i europejskimi inwestorami oraz przedstawicielami branży internetowej – to świetna okazja do zbudowania, tak ważnej w każdym biznesie, bogatej sieci kontaktów. Najmodniejsze wizytówki w tym sezonie to Mini Cardy od Moo.

7. Korzystaj z wiedzy doświadczonych – podczas sesji z mentorami traktuj porady i uwagi jako darmowe prezenty od ludzi, którzy się na tym dobrze znają.

8. Bądź w kontakcie – po każdym spotkaniu zrób follow-up. Jeszcze w czasie Seedcampu lub dzień po odpisz na maila z każdej wizytówki, którą dostałeś dziękując za rozmowę i grzecznie informując, że pozwolisz sobie na kontakt, gdy będziesz miał pytania.

Seedcamp to coś więcej, niż kilkudniowy konkurs na najlepiej zapowiadający się startup. Jest to próba budowania europejskiej społeczności przedsiębiorców, inwestorów i specjalistów. Pomocny w przygotowaniu odpowiedniej prezentacji może być także kontakt z którymś ze startupów, który już przez to przechodził. Wsparciem już po Seedcampie będzie także dostępność organizatorów i mentorów.

Więcej porad oraz doświadczeń polskich startupów z Seedcampu można znaleźć w prezentacjach polskich projektów wyróżnionych w tej inicjatywie: Szuku.pl zatytułowanej „Lekcje z Seedcampu” oraz w prezentacji Adtaily.com pod tytułem „Relacja z Seedcamp 2008 w Londynie” + video z prezentacji na Krakspot.

Dalszych informacji udzielą:

Paweł Loedl
Imago Public Relations
tel. 032 608 29 85
kom. 693 790 242
p.loedl(at)imagopr.pl

Jakub Krzych
Adtaily.com
kom. 602 181 481
jakub(at)adtaily.com

Marcin Ekiert
Adtaily.com
kom. 607 399 087
marcin(at)adtaily.com

independent.pl

Dziś z cyklu “cudze chwalicie swego nie znacie” równolatek mojej Nuta.pl i osoba, która nie dba o należyty PR jak należy bo gdyby więcej osób znało i doceniało to co robi Bartek i jego Independent.pl to w Polsce żyło by się lepiej i młodzież byłaby grzeczniejsza a starsi nie głosowali na PiS. Panie i Panowie przedstawiam Bartka “Adolfa” Rusińskiego i jego dziecko czyli serwis niezależny i offowy Independent.pl!…

Bartka miałem okazję spotkać osobiście kiedy próbowałem go przekonać abyśmy zrobili coś razem z wykorzystaniem jego serwisu. Bartek słuchał mnie jak wariata (i słusznie) i zapewne dziwić go musiało, że ktoś próbuje go przekonać do tego, że na to czym zajmuje się Independent można zarobić. Koniec końców nasze drogi rozeszły się, ale Bartek przypomniał mi się całkiem niedawno przy okazji zmiany szaty graficznej swojego serwisu. Ponieważ mam dużo szacunku do tego co zrobił i co robi nadal postanowiłem przybliżyć trochę to czym się zajmuje.

AK74 – Bartku, mógłbyś przedstawić historię Independent.pl? Działasz od 2000 roku czyli jesteś dla jednych weteranem a dla innych dinozaurem polskiego netu. Skąd wziął się pomysł na serwis i jak wyglądała jego historia?

Bartek Rusiński – Dinozaury wyginęły w mało przyjemnych okolicznościach, a ja jakoś się trzymam, więc chyba mam grubsza skórę od nich :)

A tak na poważnie to sam jestem za każdym razem zaskoczony, gdy dostaję tego typu pytanie. Gdy dochodzi do wspominania, spoglądania wstecz to raczej tego unikam. Internet jest na tyle fascynujący i nieprzewidywalny, że pozostawiam innym łamanie sobie głowy nad tym co by było gdyby to oni kilka lat temu stworzyli w Polsce youtuba czy myspace.

Początek mojego Independent.pl, jak i cała jego dalsza historia, to przedziwny splot przypadków. Być może pod tym względem przystanę ewentualnie na nazwanie mnie weteranem.

Skończyłem studia i zamiast wydać w druku moją ciepłą jeszcze pracę magisterską o niezależnych wytwórniach płytowych, wybrałem Internet na miejsce, gdzie będę mógł kontynuować moje badania terenowe. Już od wielu lat mozolnie notowałem w brulionach niekończące się zestawienia różnych dat i osób, więc co szkodziło podzielić się tymi zbiorami z innymi ludźmi :)

Start miał miejsce na początku wieku, w epoce pierwszej bańki hurraoptymizmu w tej branży. Pamiętam na ulicach billboardy reklamujące serwisy, których po kilku miesiącach nie było już w sieci, a komornicy zajmowali sprzęt.

Pamiętam Kubę Wojewódzkiego w Wirtualnej Polsce, który prawie namówił mnie na podpisanie cyrografu z tym portalem. To był też czas niebotycznych cen jednostkowych za wyświetlanie banerów.

Później bywało różnie, raz lepiej, raz gorzej, jak w życiu. Pierwszy okres mojego szczeniackiego szczęścia, gdy nagle mogłem spotkać na żywo artystów, których znałem tylko z gazet i TV. Pojawili się pierwsi współpracownicy piszący recenzje czy robiący zdjęcia dla portalu.

Logo Independent.pl zaczęło ukazywać się na plakatach lub okładkach płyt i książek. Serwis przyciągał uwagę ważnych koncernów decydujących się na dedykowane kampanie reklamowe. Rozmawiałem z prywatnymi osobami i firmami na temat wspólnych inwestycji, nadchodziły oferty kupna portalu.

W tej chwili wchodzę na całkiem nowe terytorium. Aby sprostać wciąż rosnącym oczekiwaniom użytkowników portalu, konieczne było oddanie im znacznej kontroli nad nim. Jestem bardzo ciekawy co z tego wyniknie.

AK74 – Independent.pl to dość specyficzny i unikalny serwis w polskiej sieci. Skupiasz sie na pokazywaniu tego co nie jest mainstreamem – można z tego żyć?

Bartek Rusiński – Mainstreamem są w tej chwili zapewne tabloidy i serwisy plotkarskie. Ale nie oszukujmy się, jest ich niewiele, tyle że mocno rozpychają się łokciami w zestawieniach Gemiusa. Tymczasem bardzo ciekawych, choć niszowych witryn są tysiące i to one w sumie stanowią olbrzymią energię oddolną. Pod tym względem faktycznie prowadzę partyzantkę.

Niezależność nie oznacza dziś wyłącznie kazikowego głodu, a strojem roboczym nie musi być szary worek na ziemniaki. Ale nie jest to bynajmniej zajęcie dla każdego i pieniądze nie przychodzą same w paczkach z kokardkami od Internautów.

Oczywiście przy odrobinie zaangażowania da się “żyć z portalu”. Od lat trzymam się na powierzchni i co jakiś czas wprowadzam niezbędne zmiany technologiczne (html-php-ruby).

Choć kiedyś pewna prawniczka zasłuchana w moje opowieści przerwała mi na moment mówiąc: “Pan to jest taki biznesmen – romantyk…”. Być może gdybym był typem menedżera z byczym karkiem i wzrokiem ryby piły, to miałbym na koncie więcej.

Ale z drugiej strony na pewno bym już nie zajmował się sztuką współczesną, tylko pisał o właścicielkach piesków Chihuahua i ich najnowszej bieliźnie. Co mam poradzić, że bardziej interesuje mnie festiwal w Jarocinie niż rozdanie Telekamer?

W tym miejscu wielki ukłon należy się moim rodzicom, którzy nie raz pomagali mi w trudniejszych momentach i bez nich nie osiągnął bym tyle co mi się dotąd udało.

AK74 – Independent czyli “niezależny” – od czego? Od ideologii, masowości, kultury popularnej? Bliżej Tobie i serwisowi do alterglobalistów i Noemi Klein? Jak określiłbyś przesłanie serwisu?

Bartek Rusiński – Independent.pl jako projekt autorski był i jest nadal przede wszystkim odzwierciedleniem moich własnych zainteresowań. Dojrzewał i rozszerzał horyzonty razem ze mną. Nie poddawał się żadnym naciskom z zewnątrz. Od lat zmieniała się tylko forma oraz współpracujący ze mną ludzie.

Pytasz o przesłanie? Nie podam żadnego motta marketingowego guru ani starożytnego filozofa. Tak naprawdę niezależność oznacza dla mnie przede wszystkim zasadę d.i.y – rób swoje, a dobrze, z przekonaniem, bez oglądania się na innych i z wiarą we własne możliwości. Niezależną kulturę traktuję jako zasób tych wartości w powiązaniu z reprezentującymi je ludźmi, miejscami, zdarzeniami.

AK74 – Muzyka, film, teatr, literatura, sztuka – to strasznie duży krąg zainteresowań. Jak wygląda redakcja i codzienne przygotowywanie tekstów? Ile osób pracuje w redakcji serwisu?

Bartek Rusiński – Serwis obywa się bez tradycyjnie rozumianej redakcji. To takie lotne brygady specjalne. Większość pracy spoczywa na mojej głowie – podejmuję strategiczne decyzje, wybieram tematy na stronę główną, koordynuję działania kilkunastu współpracujących z portalem osób.

Odpowiada mi rola redaktora naczelnego, natomiast nie ukrywam, że chętnie bym oddał wydawanie serwisu w ręce dużego partnera z branży. Ja w każdym wypadku pragnę zachować decydujący wpływ na merytoryczną zawartość portalu.

AK74 – Gdybyś miał określić jednym zdaniem – czym jest Independent? Serwisem społecznościowym miłośników kultury niezależnej? Czy może po prostu ludzi poszukujących ciekawych

Bartek Rusiński – Wolę unikać takich sztucznych terminów. Robię swoją działkę na czuja, staram się obserwować i wychwytywać to co dookoła wydaje mi się najciekawsze, najbardziej wartościowe.

Zbieram to, co bardzo często jest pomijane przez współczesne sformatowane media, dla których materia jest zbyt lokalna lub za słabo rokująca na wykrzykniki w tytule. Pod tym względem portal przypomina rzetelnie prowadzonego bloga, który przedstawia szczere opinie twórcy, a nie teksty wykupione przez agencje.

Wprowadzam kolejne zmiany z myślą o tym, aby ludzie zainteresowani tą tematyką mogli mieć z portalu jak najwięcej korzyści i przyjemności. Zależy mi szczególnie na tym, aby umożliwione wreszcie współtworzenie serwisu (m.in. przy pomocy elementów wikipedii) było bodźcem do gorących dyskusji w grupach, a także do prezentowania ma Independent.pl własnej twórczości i recenzowania filmów, książek, płyt czy spektakli.

AK74 – Jak wygląda wspieranie przez Independent.pl działań artystów? Mógłbyś pochwalić się jakimś większym tego typu działaniem?

Bartek Rusiński – Na najniższym szczeblu kariery pomocą ze strony Independent.pl jest nawet samo pojawienie się na portalu nazwy danej osoby bądź grupy ludzi. To zawsze miło wygooglować się w sieci, być dostrzeżonym przez media. Podstawowym narzędziem promocji niezależnej twórczości jest jednak opcja patronatu medialnego.

Opieka nad wybranym produktem bądź wydarzeniem zakłada tekstowe i graficzne wyróżnianie ich spośród tysięcy innych.

Najbardziej cenne jest dla mnie nawiązanie stałej współpracy patronackiej. Nieprzerwanie od kilku lat trwa opieka nad książkami wydawnictwa W.A.B, płytami kilkunastu czołowych niezależnych labeli (jak Metal Mind, Rockers, SP Records, Zima, Jimmy Jazz, Karrot Kommando), wystawami w cenionych galeriach (gdańska Łaźnia, krakowski Bunkier).

Coraz lepiej wyglądają kontakty z dystrybutorami filmów i teatrami. Osobną kategorię stanowią imprezy kulturalne – każdego roku pomagam w nagłaśnianiu kilkuset z nich.

W przyszłości zamierzam rozszerzyć działania o promocję artystów w portalowej telewizji i radiu, a także wydawanie muzyki i jej sprzedaż w zintegrowanym z serwisem sklepie.

AK74 – Zbieracie informacje z ponad 1100 miast. To ogromne morze informacji spływających do Was. Jak dajecie sobie radę z aktualizacjami?

Bartek Rusiński – Serwisy lokalne są jednym z najważniejszych elementów nowej wersji Independent.pl. Prezentują aktualności i wydarzenia pochodzące z dokładnie wybranego punktu na mapie Polski. Dla podkreślenia znaczenia roli lokalnych społeczności, w górnej listwie portalu znalazła się sekcja „Twoja okolica”, która umożliwia użytkownikom wybór miejscowości i ustawienie jej jako domyślnej. Także w głównym menu jest po prawej stronie przełącznik między poszczególnymi stronami miejskimi.

Na szczęście informacje trafiają na strony lokalne automatycznie, jako że każdy użytkownik przy dodawaniu notki na blogu, strony wiki bądź prezentacji wydarzenia, ma do dyspozycji okienko do wpisania przyporządkowanej do treści lokalizacji.

AK74 – Portal przeszedł gruntowne zmiany na jesieni oraz w okresie Świąt. Co znalazło się nowego i czym chcecie zaskoczyć użytkowników?

Bartek Rusiński – Najważniejsze zmiany to odświeżenie szaty graficznej i uporządkowanie olbrzymiej bazy danych, ale przede wszystkim zwiększenie wpływu użytkowników na zawartość portalu.

Strony główne działów i miast otrzymały osobne boksy z tagami oraz tematycznym rankingiem popularności grup, artystów i instytucji. Zarejestrowani użytkownicy otrzymują standardowo własny profil umożliwiający im m.in. publikację notek na blogu, samodzielne zamieszczanie wydarzeń w bazie portalu i tworzenie własnego kalendarium (lista obecności).

Kolejną nowością są listy znajomych oraz wspomniane już grupy dyskusyjne. Wpisy z blogów zbierane są w polu „Ludzie piszą”, co pozwala każdemu autorowi publikacji trafić na stronę główną portalu.

Baza danych Independent.pl została w nowatorski sposób wpleciona w siatkę portalu na zasadzie działania Wikipedii. Aktywne współtworzenie portalu zaczyna się od budowy własnego portfolio („wiki użytkownika”), w której można zamieszczać tekst, grafikę oraz pliki audio i video.

Istnieje także możliwość dodawania i aktualizowania opisów znanych osób, miejsc, dat i wydarzeń, aż po rozbudowane prezentacje produktów.

AK74 – Twoje wielkie marzenie – czego nie udało się zrealizować do tej pory a co chciałbyś aby pojawiło się na Independent.pl?

Bartek Rusiński – Obecny stan portalu można uznać za okres przejściowy.

Docelowo zmierzam do w miarę możliwości dokładnej archiwizacji dokonań polskiej kultury (ludzie, produkty, miejsca, wydarzenia, trendy) oraz zakończenia budowy ogólnopolskiej bazy wydarzeń kulturalnych (sprawnie przebiega przejmowanie profili artystów i instytucji).

Mówiąc ogólniej, na pewno marzę, aby Independent.pl był jeśli nie stroną startową, to co najmniej jedną z kilku czołowych witryn wśród kulturalnych zakładek Polaków. Aby przychodził szybko do głowy zarówno szukającym odpowiedzi na pytanie “co, gdzie, kiedy”, jak i tym pragnącym podyskutować o “jak i dlaczego”.

Chciałbym osiągnąć poziom opiniotwórczości poważnych tygodników oraz prowadzić w prezentacji online kulturalnych premier. Marzy mi się również wyjście w którymś momencie z Independent.pl poza Internet.

Od strony technologicznej wizja kolejnego etapu rozbudowy obejmuje takie funkcjonalności jak: wewnętrzna poczta, śledzenie aktywności przyjaciół, zakładanie albumów z plikami oraz tworzenie własnych playlist i kolekcji.

Celem Independent.pl jest także wprowadzenie w przyszłości systemu rekomendacji i ocen, geolokalizacji, spersonalizowanej strony głównej, multimedialnego odtwarzacza oraz platformy handlowej i usług mobilnych.

Z czysto osobistego punktu widzenia życzę sobie (spóźniona Gwiazdka za oknem) poszerzenia grona współpracowników o kolejne zaufane osoby. Zaś spoglądając na to nieco od strony finansowej, warto będzie spotkać wreszcie poważnego partnera (osobę/firmę), z którym mógłbym wspólnie realizować powyższe cele.

W ciągu minionych ośmiu lat udało mi się poznać kilku odpowiednich kandydatów, ale zazwyczaj coś zawsze stawało na przeszkodzie w realizacji naszych planów. Jak choćby niedoszły współudziałowiec, który w ostatnim momencie zamiast związku biznesowego ze mną wybrał związek małżeński z kobietą swojego życia :)

Oczywiście wcale mu się nie dziwię :)

Wszystkiego dobrego w Nowym Roku

Bartek “Adolf” Rusiński

Blogowe jabłko Pawła Nowaka

15:00 12th December 2008

paweł nowak

Jako “świeży” nabywca MacBooka 2 lata temu pamiętam jak wiele razy kląłem pod nosem “nowości” zainstalowane w sofcie Apple tudzież różnice w klawiaturze (polskie znaki, print screen). Nienawidziłem Jobsa i wariatów wychalających wyższość Apple nad PC. Wystarczyło jednak trochę cierpliwości, zguglować polski net albo popytać na forach aby szybko i sprawnie otrzymać masę cennych porad i wskazówek…

Ze swojego okresu walki z mac’kiem zapamiętałem bloga Pawła na łamach którego co i rusz wpadałem na ciekawe i przydatne informacje dotyczące wszelkiej gamy produktów Apple – od laptopów po iPody. Paweł jest ciekawym przypadkiem człowieka, który utrzymuje się z prowadzenia bloga oraz sprzedawania swojej pasji komercyjnie. Poczytajcie co Paweł ma do powiedzenia na temat Apple’a, Nokii i polskiej apple’owej sceny :)

AK74 – Pawle Twój blog AppleBlog.pl uznawany jest za jeden z najlepszych (pod kątem merytorycznym) w Polsce w kategorii traktującej o sprzęcie i oprogramowaniu Apple – sam też tak uważasz czy są lepsi od Ciebie?

Paweł Nowak: Myślę, że moja opinia nie jest szczególnie obiektywna, ale wydaje mi się, że w tej chwili nie ma lepszego bloga w Polsce od Apple Blog (AB). Zresztą o popularności decydują czytelnicy i to ich wybór, że Apple Blog jest takie, jakie jest. Są chyba jeszcze dwa albo trzy inne blogi oprócz AB, które są prowadzone w miarę regularnie, ale mają wzloty i upadki. Myślę, że siła AB leży w konsekwencji – piszę od trzech lat niemal dzień w dzień.

AK74 – Jak narodził się pomysł na bloga? Od kiedy go prowadzisz? Jak udało Ci się pozyskać tak liczną rzeszę piszących oprócz Ciebie?

PN: Aż wróciłem do pierwszych wpisów na AB, żeby Ci odpowiedzieć na to pytanie. Myślę, że brakowało mi czegoś w polskim środowisku makowym. Kiedy zaczynałem istniały dwa poważne, liczące się blogi: makowiec i fotogenia. Paweł pisał sporo o fotografii a Bartek o fotografii i felietony. Brakowało mi stricte newsowego bloga, gdzie każdego dnia pojawiały by się jakieś informacje i ciekawostki o Apple. Blog będzie miał trzy lata 20 grudnia.

Nowi autorzy dołączali do AB w trakcie ostatniego roku. Niestety część z nich dopadło zniechęcenie. Jeśli przejrzysz archiwum bloga zobaczysz, że piszę głównie ja oraz Mariusz Ostrowski (dzięki!).

Pozostałych autorów dopadła niestety ta sama choroba, która męczy początkujących blogerów – zniechęcenie. Aby pisać często i dużo, trzeba poświęcić bardzo dużo czasu i niektórzy nie są gotowi na takie poświęcenie.

AK74 – Co byś odpowiedział na taki zarzut dotyczący użytkowników Apple’a: “Apple produkuje przereklamowane gówniane rzeczy dla metroseksualnych gadżeciarzy. Nie dość, że się psują cześciej niż inne komputery to dodatkowo kosztują drożej”. Hę? Podejmiesz się obrony ?:)

PN: Oczywiście :) Komputery Apple to sprzęt klasy premium, więc ich cena jest odpowiednio wysoka – nie można ich porównywać do Asusa z supermarketu czy PCta złożonego w akademiku. Naturalnie zdarzają się mniej dopracowane komputery (jak białe MacBooki) ale należy pamiętać, że w cenie komputera Apple zawiera się także kilkanaście programów i najlepszy na świecie system operacyjny.

Odnośnie gadżetów – myślę, że komputery czy iPhone jednak nie pasują do tej kategorii, bo gadżetow używa się rzadko a bez komputera czy telefonu trudno się obejść. Myślę raczej, że niektórych boli, że jeśli ktoś wyrwie mój kabel zasilający z komputera, to zostanie on na stole a przeleci przez pół pokoju :) Ot, taki gadżet.

AK74 – Przeglądając wpisy i komentarze na różnych forach i blogach poświęconych Apple mam wrażenie, że widuję te same osoby :) Nie masz czasami wrażenia, że jesteśmy wszyscy jednym
wielkim towarzystwem kółkiem wzajemnej adoracji?

PN: Mam, na prawdę mam. Myślę że powodem numer jeden jest to, że nasze środowisko nie jest znów takie duże. Nie ma nas na tyle, żeby nie móc spamiętać imion czy loginów jakimi się posługujemy. Użytkownicy Maka są także bardziej aktywni, w porównaniu z użytkownikami np. Windows.

Spotkałem się wielokrotnie z przypadkiem, kiedy osoba pytająca o coś na forum była pozytywnie zaskoczona, że dostała odpowiedź w 10 minut.

AK74 – Podobno Apple na serio ma zająć się polskim rynkiem – wierzysz w zmianę podejścia Jobsa do kraju w którym sprzedał raptem 100 tys. iPhone’ów? A może zaczęliśmy być widoczni jako konsumenci iPodów lub Mac’ów?

PN: “Podobno” to jest słowo klucz w przypadku Apple. Nigdy nie będzie wiadomo na 100%, jeśli nie pojawi się to na stronie www lub nie usłyszymy tego podczas Keynote Jobsa. Jeśli chodzi o efekt halo związany z iPhone, to na pewno będzie on zauważalny w sprzedaży komputerów. Myślę, że iPhone będzie dla Maków w Polsce tym czym był siedem lat temu iPod w Stanach.

Jeśli zaś chodzi o ewentualnie zainteresowanie Apple polskim rynkiem – jeśli kiedyś pojawi się Apple Online Store, to będzie to wielki dzień. W tej chwili nie mamy też na co narzekać, bo sporo rzeczy się zmieniło przez ostatnie lata.

AK74 – Nie boisz się wychodzić z domu? Wiesz można dostać w głowę od świra zakochanego w Nokii czy Samsungu. Po flame’ach na forach i blogach na temat “wyższości / niższości Nokii nad iPhonem” mam wrażenie, że oprócz polityki w Polsce właśnie kwestia “co ma a czego nie ma iphone” jest idealnym tematem do pokłócenia się z rękoczynami włącznie…

Mam podziemny garaż :) A na serio: nie mam takich obaw, czuję się dość bezpieczny. Zauważyłem, że ludzie online – co nie jest zresztą dziwne – pozwalają sobie znacznie więcej niż w prawdziwym życiu.

Na przykład nie wyobrażam sobie, aby niektóre osoby odważyły się powiedzieć w rozmowie ze mną to, co można przeczytać w komentarzach na AB (patrz: ostatnie cztery odcinki appleblog.tv).

AK74 – iPhone killer według Ciebie zostanie skonstruowany w przyszłym roku? Jobs da sobie wydrzeć palmę pierszeństwa jako czołowa innowacyjna firma? Patrząc na propozycje ostatnich tygodni ekran dotykowy jest już w zasadzie standardem większości nowych modeli konkurentów “jabłka”…

Podobnie jak w przypadku komputerów, tak z iPhone sukces składa się z trzech części: dobrego/innowacyjnego sprzętu, doskonałego oprogramowania oraz marketingu. Myślę, że nieprędko zobaczymy połączenie tych trzech rzeczy w wydaniu konkurencji. Co z tego, że mają dotykowy ekran, jeśli dalej nie można go używać palcem bo oprogramowanie pochodzi z czasów rysika?

AK74 – Oprócz AppleBlog.pl prowadzisz podcast oraz całkiem niedawno videocast (appleblog.tv) oraz czasami jeszcze w przeciwieństwie do mnie warsztaty GetApple oraz szkolenia, wydałeś książkę prowadzisz jeszcze inny blog – “Mój pierwszy Mac“. Serio – jak na to wszystko znajdujesz czas? Utrzymujesz się z pisania bloga i możesz się realizować zawodowo jako fan Apple’a?

Teraz już tak. Przez pierwsze lata prowadzenie bloga było dość skuteczną przeszkadzajką dla mnie, ale teraz skoncentrowałem się już na tej dziedzinie w pełni. Utrzymuję się z bloga, książek, szkoleń i konsultacji dla firm. Można powiedzieć, że znalazłem swoją niszę i ją eksploatuję, ale ja to widzę bardziej jako sposób na życie pozwalający mi się przy okazji utrzymać na jako takim poziomie.

AK74 – …a ostatnio nawet zaangażowałeś się w społeczną akcję ratowania Radia Jazz….

Heh mało społeczna na razie ta akcja :) Ale tak, zaangażowałem się w ratowanie Jazz Radia i myślę, że coś może z tego wyjść. Jazz Radio towarzyszy mi całe moje dorosłe życie i bez niego odczuwam sporą dziurę. Mam środki i wiedzę potrzebną do uruchomienia internetowego radia i chcę pomóc – cieszę się, że mogę współpracować z ludźmi, którzy myślą podobnie. Po więcej szczegółów zapraszam zainteresowanych pod adres chwilami.pl/jazz

AK74 – Mamy w zasadzie koniec roku – czego można życzyłbyś sobie w nadchodzącym? Polskiej pełnej wersji iTunes czy może obniżek cen w iSpotach ?:)

Z rzeczy które wymieniłeś wziąłbym iTunes Store. Pojawienie się tego sklepu na pewno by wywróciło polski rynek muzyczny do góry nogami – i dobrze. A czego bym sobie życzył sam? Wytrwałości w prowadzeniu Apple Blog i odrobinę lepszą organizację czasu, żebym miał go więcej dla bliskich.