E-nnovation: zniżki oraz konkurs
13:40 27th August 2010
Dzięki organizatorom E-nnovation mam dla Was zniżkę na zakup wejściówek oraz konkurs w rezultacie którego będziecie mogli pojechać do Poznania i spędzić dwa dni za darmo na konferencji…
Po pierwsze: na hasło “AK74″ każda osoba, która od dziś zakupi bilet dostanie 15% zniżki.
Po drugie: ogłaszam konkurs polegający na przedstawieniu trzech propozycji najlepszych startupów (czym jest startup sami sobie odpowiedzcie) z zeszłego roku (polskich i zagranicznych) z krótkim opisem dlaczego. Premiowane będą mało znane, niszowe, nie medialne i raczej geekowe propozycje :) Konkurs rozwiążę za tydzień 3-go września w piątek. Zwycięzca dostanie darmową wejściówkę (o wartości 499 pln) na całość konferencji.
“Wyż nisz” czyli kim (teraz) jesteś?
14:37 25th July 2010

Książka Bartka Chacińskiego to nie tylko spis obecnych w naszej szeroko pojętej kulturze określeń i zwrotów ale także pokazanie przez pryzmat definicji jak wyglądają współczesne kultury “offu”. Bartek opisuje kilkadziesiąt subkultur (konsekwentnie nazywając je “małymi kulturami” albo “niszami”) starając się nakreślić “krajobraz semantyczny” AD 2010…
Postaram się szybko nakreślić portret autora. Bartek mój rówieśnik (1974 rok), człowiek radia (Radio Bis, RH, Trójka, Program II), bloger, ex-zastępca redaktora naczelnego (Przekrój), dziennikarz (Polityka i Machina), autor książki (“Totalny słownik najmłodszej polszczyzny“) oraz znawca muzyki, ojciec, gracz.
Pewnie parę innych przymiotników można by do opisu Bartka dorzucić. Tym quasi hagiograficznym wstępem chciałem pokazać, że (uwaga truizm) jak każdy z nas w “teatrze życia codziennego” odgrywamy wiele ról, kreujemy się i przynależymy do jakiś grup (mniej lub bardziej świadomie). Jeśli interesują Was konteksty, czasami bardzo hermetyczny grupy, ciekawe i niszowe poglądy warto czasami zerknąć gdzieś oprócz Internetu (tak, istnieje poza nim życie nadal) i poczytać coś do poduszki (no chyba, że masz iPada to lepiej przed snem się upewnić czy zostało odłożony na stolik przy łóżku).
Na potrzeby niniejszego wywiadu interesuje mnie Bartek jako autor książki “Wyż nisz. Od alterglobalistów do zośkarzy. 55 małych kultur” (powinna pojawić się w księgarniach w pierwszym tygodniu sierpnia)
Kogo i co tam znajdziemy? Między innymi: alterglobalistów, skejtów,bookcrosserów, scenowców, otaku,wardrivererów, zośkarzy oraz widmowych gitarzystów. Mało? W książce znajdziecie opisy (szczegółowe, “z mięsem” i dużą dozą kulturowej otoczki) 55 “nisz”, które Bartek uważa za ciekawe, wpływowe i mocno reprezentowane. Posłuchajcie zresztą sami co autor miał na myśli:
Wykorzystując swoją nikłą znajomość z Autorem postanowiłem przepytać go na okoliczność swojego dzieła puszczając oko tym samym do czytelników mojego bloga “jestem na fali, wiem co w trawie piszczy” czyli starając się zaistnieć jako hipster. Pewnie jak zwykle nie uda mi się za to wywiad z Bartkiem polecam całkiem bezinteresownie:
AK74 – Bartku zanim porozmawiamy o Twojej książce chcę Cię zapytać co Ty rozumiesz przez termin “subkultura”? Dlaczego zdecydowałeś się na używanie nazw “nisza” i “mała kultura”?
Bartek Chaciński – Subkultura z czasem zaczęła się kojarzyć z grupą młodzieży zbuntowanej przeciwko społeczeństwu w tym kształcie, w jakim je znają. Wiem, że to nie jest słownikowe znaczenie tego słowa, ale tak zaczęto je traktować i muszę to brać pod uwagę.
A większość środowisk, które opisuję, nie buntuje się przeciwko światu zewnętrznemu. Jeśli już, to chcą spokojnie tworzyć swój własny – obok. Zastanawiam się czasem, dlaczego zamiast pojęcia “underground” – sugerującego jakieś podziemie, wręcz konspirację – w kulturze coraz częściej używa się terminu “off” oznaczającego po prostu bycie na uboczu, z boku, z daleka od głównych wydarzeń.
I wydaje mi się, że coś tu jest rzeczy. Nisze – czy też małe kultury – to są właśnie te ciekawe pobocza. Może w wielu wypadkach po prostu hobby, może dość nonszalancko zmieniam perspektywę, przeskakując z hasła do hasła, ale po pierwsze, starałem się być blisko ciekawych i kulturotwórczych zjawisk, po drugie – pokazać parę odświeżających prądów w kulturze. No i czegoś się dowiedzieć samemu.
AK74 – Pisząc “Wyż nisz” czym kierowałeś się dobierając zjawiska, które opisywałeś? Dlaczego mamy “zośkarzy” a nie ma np. “doggersów”? Starałeś się pokazać tylko tę “grzeczną” stronę subkultur?
Na pytanie “dlaczego jest to, a nie ma tamtego” w żadnym wypadku nie będę miał wystarczająco mocnej odpowiedzi. Doggersów nie miałem nawet na długiej liście. Jeśli w ogóle istnieją jako środowisko, to co wnoszą? Zośkarze – nowe przedmioty, kulturę materialną, buty, system gry.
Doggersi po prostu mają inny sposób na zaspokajanie potrzeb seksualnych. Tak jak fetyszyści różnego rodzaju czy zwolennicy sado-maso, bondage itd. To jest temat do słownika perwersji seksualnych raczej. Interesujący, a pewnie, tylko co mi z tego? Zastanawiałem się za to nad opisaniem groupies, bo to środowisko ciekawie ilustrujące odbiór kultury masowej.
Gdyby udało się objąć jakimś terminem – bo sam nie znam takiego – osoby publikujące swoje nagie zdjęcia w internecie albo amatorskie akty stosunku seksualnego, to też by nam pewnie coś powiedziało. Bardzo poważnie przymierzałem się do opisania hm, “pornowców”, współczesnych fanów pornografii, mam trochę notatek, ale i tu skapitulowałem, bo jest i problem z terminem i ze zwartością środowiska.
Nieobecność doggersów to moim zdaniem nie tyle dowód mojej grzeczności – choć pewnie bywam w tych moich książkach trochę zbyt grzeczny – co głównie fenomen łamów prasowych. Nie wiem, czy pamiętasz toothing, czyli łapanie przygodnych partnerów na bluetooth?
To była – jak się później okazało – ściema brytyjskich mediów. W wypadku doggersów też zaczęło się od brytyjskich mediów, więc jestem odrobinę nieufny – przynajmniej co do skali zjawiska.
AK74 – Jak sobie wyobrażasz idealnego odbiorcę “Wyżu nisz”? Kto powinnien przeczytać tę pozycję?
Ludzie, którzy identyfikują się z poszczególnymi grupami – żeby zawiązać jakiś wspólny front przeciwko mnie, bo na pewno boleśnie spłaszczyłem to, co robią. I ludzie, którzy nie identyfikują się z poszczególnymi grupami – żeby uświadomić sobie, co tracą.
A mówiąc poważniej: ci, których interesują różne podskórne prądy w kulturze. Wreszcie mówiąc jeszcze bardziej serio: rynek książek z tych rejonów kultury jest u nas tak mały, że naprawdę trudno powiedzieć, ile osób może być zainteresowanych.
AK74 – Mówiąc o Twojej książce trudno nie odwołać się Małym słowniku subkultur młodzieżowych” Mirosława Pęczaka. Co się zmieniło w podejściu, badaniu, opisywaniu
“małych kultur”?
Właściwie to nie wiem, jak się je badało 20 lat temu. Jeśli poprzez jeżdżenie na letnie festiwale czy uczestnictwo w życiu klubowym, rozmowy z ludźmi, to przeszedłem też podobną drogę.
Mam o tyle większy komfort, że oprócz zagranicznej literatury socjologicznej na ten temat pojawiło się sporo opracowań fanowskich, pasjonackich. Mnie to drugie podejście jest bliskie. Ja się potrafię czymś na moment zachwycić, zostać fanem czegoś, wpaść w obsesję – na moment.
I mam nieodparte wrażenie, że dookoła jest sporo ludzi, którzy w ten właśnie sposób poznają świat. Aha – no i jeszcze Internet powstał od czasu publikacji “Małego słownika…” Mirosława Pęczaka. Ważna różnica, tym bardziej, że większość wymiany opinii w takich niszowych środowiskach w tej chwili mam miejsce w sieci.
AK74 – Interesuje Cię język (co pokazałeś w swojej poprzedniej książce “„Totalnego słownika najmłodszej polszczyzny”) teraz opisujesz zjawiska niczym socjolog czy antropolog – nie ciągnie Cię bardziej w stronę badań naukowych? Nudzisz się jako dziennikarz?
Jeśli wpadłem w socjologiczny czy antropologiczny ton, to niedobrze. Chciałem zostać w tej książce dziennikarzem. Owszem, trochę się nudzę czasami, ale do zostania naukowcem mam dość daleką i wyboistą ścieżkę.
Jeśli już, to marzy mi się model Jona Savage’a. Żaden z niego naukowiec, raczej już dziennikarz, a książka “Teenage”, jaką napisał o powstawaniu zjawiska kultury młodzieżowej – od XIX wieku do 1945 roku – to wybitna rzecz. Dzięki temu, że wziąłem się za pisanie “Wyżu nisz”, mogłem spokojnie wygospodarować czas na czytanie tej książki. To już coś.
AK74 – Wierzysz w teorię labelingu? Uważasz, że jeśli ktoś jest np. skejtem wobec świata zewnętrznego musi zachowywać się jak osoba z tej subkultury?
Nie bardzo się znam na tej teorii, ale o ile dobrze ją rozumiem, to będzie pasowała raczej do przestępców powracających na ścieżkę zbrodni pod wpływem etykietki, jaką nadał im świat, niż do chłopaków jeżdżących na desce.
Mam wrażenie, że labeling to nadawanie etykietek “innym”, ludziom, których społeczeństwo chce w jakiś sposób oznaczyć, napiętnować. A większość grup, o których piszę, sama dąży do inności. Etykietkowanie w takim razie nie powinno zaburzać im zbytnio spojrzenia na samych siebie.
AK74 – We wstępie piszesz, że nie masz tytułu naukowego a swoje obserwacje oparłeś na osobistych doświadczeniach. Hmmm…czytelnicy mają uwierzyć, że byłeś członkiem każdej z opisywanych subkultur? Beatbokserem i hejterem? I riot grrrl też?:)
Także na osobistych doświadczeniach, ale bez przesady. Nie starczyłoby mi czasu na wszystko. Czytelnikom doradzam nieufność. Zresztą mam dobrą opinię o ich nieufności. Szczególnie w tych czasach.
AK74 – Nie kusi Cię wrzucić swoje książki do Internetu i dzięki temu zdobyć dużą rzeszę nowych czytelników? Poruszane przez Ciebie zagadnienia są bardzo na czasie i zapewne często wyszukiwane. W dobie dominacji sieci informacja, która w niej się nie znajduje jest martwa.
Kusi. Bardzo kusi. Ze słownikiem najmłodszej polszczyzny kiedyś tak zrobię. Przymierzam się tylko do tego, jak do tego podejść. No i brakuje mi trochę czasu, bo wszystko trzeba by odpowiednio opracować – Internet jest bezwzględny, gdy chodzi o aktualność.
Zgadzam się z Twoją diagnozą i cieszę się, że coś się rusza na polskim rynku – moja nowa książka powinna być niebawem dostępna także w wersji elektronicznej, w postaci e-booka. Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że jeśli będzie na nią zapotrzebowanie, pewnie i tak pojawi się w sieci nielegalnie.
I bez względu na to, w jaki sposób ta książka trafi w ich ręce, chciałbym życzyć jej czytelnikom miłej lektury.
PS. A dla zaostrzenia apetytu i podgrzania atmosfery wokół Bartka jako autora (dobry beef nie jest zły) wypada przypomnieć jak Bartek (jeszcze w czasach Przekroju) pojechał Kominkowi ;)
Autentika: teraz robimy swoje
16:01 10th July 2010

AK74 – Michale – Po sprzedaży Onetowi Waszego serwisu „Jak Elvis” chyba zasmakowało Wam tworzenie własnych projektów? Inicjatywa MamStartup.pl ma na celu pomoc w realizacji projektów za zamian za pewien procent udziałów. Możesz powiedzieć coś więcej na ten temat?
Michał Samojlik – Nie wyjawię chyba wielkiego sekretu, jeśli powiem, że zadania agencji interaktywnej są często “powtarzalne” i tak niespokojny duch jak ja potrzebuje ciągłych odskoczni od podstawowej działalności.
Mając doświadczenie w realizacji kilku ciekawych projektów, które sprzedaliśmy, a także widząc realną potrzebę na niskobudżetowe ale wysokojakościowe produkcje, powstała idea Mam Startup. Trochę mylnie kojarzy się z kolekcjonowaniem pomysłów, ale tak naprawdę chodzi o ludzi. Bez nich nie ma projektu ani sukcesu. Także w Mam Startup szukamy ludzi z pomysłami, nie odwrotnie.
AK74 – Mnie martwi jeden aspekt „chodzi o profesjonalną produkcję internetowych startupów przez Autentikę, po kosztach, bez marży. Naszą marżą będzie część udziałów w projekcie.” Znając rynek agencji interaktywnych (szczególnie warszawskich) nie jestem w stanie wyobrazić sobie, że Wasze „po kosztach” zamknie się w sumie poniżej kilkunastu tysięcy złotych..
MS – Długo przygotowywaliśmy się do uruchomienia projektu. Gotowe są zespoły projektowe, dedykowane Mam Startup, odpowiednie procedury. Zresztą pierwszy projekt już się tworzy. Koszty w tej układance są kwestią kluczową.
Udało się to tak ułożyć, że naprawdę otrzymujemy rozsądne kwoty. Od początku celowałem w efekt, który pozwoli każdemu kto zarabia już kilka tys. zł miesięcznie zamówić swój startup. To nie mrzonki, inaczej to nie miałoby racji bytu.
Podejmujemy ryzyko, bo wiemy, że w zamian za tak duże rabaty mamy szansę w kilku projektach osiągnąć większą stopę zwrotu niż przy standardowym zleceniu.
AK74 – Nie prościej było ogłosić, że poszukujecie fajnych pomysłów i wybranym z nich oferujecie np. 10-20% udziałów przy czym realizacją i pokrywaniem kosztów zajmujecie się Wy? Największym problemem polskich startupów jest zerowa płynność finansowa..
MS – Największym problemem moich startupów byli ludzie, a w zasadzie ich brak. Zajęło mi chwilę, nim się nauczyłem, że nic się nie dzieje samo, że projekt nie kręci się jak przysłowiowa “śnieżna kula”. Szukamy więc zaangażowanych ludzi. Ich wkład finansowy gwarantuje, że wniosą to co mają najlepsze. Bo Autentika daje z kolei swoje atuty: wiedzę, produkcję, kontakty.
AK74 – Za kasę z programu 8.1 właśnie wypuszczacie na szerokie wody Wasz najnowszy projekt czyli Admatik albo „automagiczna sieć reklamowa”. Ponieważ nadal nie znajduję w tym pomyśle zdecydowanej jakościowej różnicy pomiędzy Waszym pomysłem a AdTaily poproszę zatem Ciebie o wyjaśnienie – dlaczego blogerzy i „mali wydawcy” mają zacząć zgłaszać się do Was?
MS – Ale dlaczego tylko blogerzy i mali wydawcy? Własnie to jest spora różnica – my jesteśmy dla wszystkich: mamy sprawdzone modele rozliczeń – CPM i CPC (za parę dni), mnogośc kreacji (m.in. billboardy i rectangle), adsensowy system licytacji, który optymalizuje kupno i sprzedaż.
Moim zdaniem jest dużo różnic, które pozwolą i Adtaily i Admatikowi jednocześnie działać na rynku reklamy, niekoniecznie bijąc się o te same budżety.
AK74 – Mam pewne przeczucia, że Admatik powstał w celu sprzedaży jakiemuś konkurentowi Agory np. portalowi Onet albo Interia czy WP. Możesz zaprzeczyć albo potwierdzić?:)
MS – Bliżej mi do zaprzeczenia niż potwierdzenia. Wierzę w ten projekt i robimy wiele by go rozruszać. Byłbym jednak głupi czy nieszczery, nie biorąc pod uwagę jakiejkolwiek transakcji w przyszłości.
AK74 – Wróćmy do rynku interaktywnego w Polsce. Z Twojej perspektywy co się zmieniało w czasie ostatnich 2-3 lat? Budżety, świadomość klientów, zakres usług w samych agencjach?
MS – Z pewnością Klienci są ostrożniejsi w wydawaniu pieniędzy. Złotówki są obracane na wiele stron, zanim ktokolwiek złoży podpis pod umową realizacji. To wymusza więcej wysiłku po stronie agencji, ale jest też mobilizujące.
Drugą rzeczą jest pęd technologii i nowych trendów, za którym często nasi Klienci nie nadążają. Co tu dużo mówić, sami musimy niemal codziennie kopać sieć w poszukiwaniu aktualnych rozwiązań. Spory wysiłek kładziemy na edukację i szerzenie dostępnych możliwości. Z satysfakcją przyznaję, że parę razy nas za to chwalono.
AK74 – „Social media szał” – jak ocenisz zmiany i powstawania kilkunastu nowych podmiotów zajmujących się tylko tworzeniem i obsługą fanpages na Facebooku? Mają szansę na utrzymanie się na rynku?
MS – Jest tak jak ze wszystkim. Są ludzie, którzy to robią dobrze, są tacy, którym się to jedynie wydaje i szukają sposobu na modny zysk. Rynek jest bezlitosny i umie liczyć fanów, czy lajki. Na koniec dnia zostaną jedynie Ci pierwsi, jak w każdej nowej usłudze.
AK74 – Czy bariera rynkowa aby funkcjonować jako „agencja interaktywna” nie jest nadal za niska? Zdarza Ci się stawać do przetargów dla dużych klientów z firmami złożonymi z dwóch studentów programistów i ich kolegi grafika?
MS – Po pierwsze mało kiedy wiadomo kto jest konkurentem, więc trudno powiedzieć. Może nie jest aż tak ekstremalnie jak mówisz, ale rzeczywiście podmiotów jest cała masa. Przewagą większych jest fakt, że student nie wyprodukuje tony papierów jaka jest niezbędna do porządnego konkursu czy przetargu (i może na szczęście). Druga sprawa, że widziałem projekty małych zespołów będące klasę lepsze od ich profesjonalnych agencyjnych kolegów.
AK74 – Po przygodach z PewnaGrupa.pl mam bardzo mieszane i raczej negatywne wrażenia związane z poziomem profesjonalizmu polskich freelancerów. Ciekaw jestem jaki Wy macie wrażenia i doświadczenia w pracy w Autentika? Korzystacie z freelancerów czy raczej staracie się wszystko robić „in-house”?
MS – Wszystko prócz animacji mamy w środku. A jako, że bardzo rzadko nasi Klienci potrzebują ruchomych efektów, to i z freelancerów korzystamy rzadko. Do tego są to ciągle Ci sami, sprawdzeni ludzie.
Nie wrzucałbym wszystkich freelancerów do jednego worka. Są słabi partacze, są solidnie ludzie z dobrym warsztatem.
AK74 – Autentika brała udział w pracach nad między innymi GoldenLine i Gover.pl. Takie duże projekty posiadające określone cele są mile widziane przez agencje? Czy raczej podejmujecie się ich ze względu na prestiż i „fajny case w portofiio”?
Duże projekty to ulubione nasze tematy. Robiąc małe rzeczy nie w pełni wykorzystujemy posiadanej wiedzy i oprogramowania. Nie boimy się ani złożonych funkcjonalnie platform, ani serwisów z wysokimi wymogami bezpieczeństwa czy wydajności.
Nieskromnie powiem, że gdyby ktoś miał świadomość jak wygląda Admatik od środka to Oscar dla Autentiki murowany. Wystarczy powiedzieć że napisaliśmy własny adserwer i system statystyk.

2 komentarze »
