POIG 8.1 jak Igrzyska?
13:13 4th March 2010

PKOL zapowiadał walkę o medale i zwycięstwa naszych olimpijczyków. PARP dotuje spółki w imię krzewienia przedsiębiorczości. Oba podmioty chcą dobrze – wychodzi jak zwykle. Tłumaczyć można to na wiele sposobów. Najprościej – na przykład brakiem utalentowanych sportowców tudzież przedsiębiorców. Bo żadnej z tych dwóch organizacji nie przychodzi do głowy, że problem leży po ich stronie…
Na Igrzyska do kanadyjskiego Vancouver pojechała ekipa złożona z 47-miu (jeśli dobrze policzyłem) reprezentantów Polski. Mówimy tylko o zawodnikach bo do tego trzeba dodać trenerów, serwismanów, smarowaczy oraz ludzi od zaplecza technicznego (ktoś musiał pilnować tych 70 sztuk nart “Zimowej Królowej Polski”).
Jeśli się dobrze zastanowić to zapewne co najmniej tyle samo pojechało oficjeli z PKOL z żonami, kochankami i dalszymi znajomymi. Poszło kupę kasy (dokładnie 31 milionów złotych o 10 milionów więcej niż na igrzyska w Salt Lake City i więcek niż UK na swoich 52 reprezentantów przez cztery lata między Turynem a Vancouver ) na przygotowania, organizację i start na Igrzyskach.
Efekt? 6 (słownie:sześć) medali. W tym 5 (słownie: pięć) medali zdobytych przez dwoje zawodników (dwa Małysz i trzy Kowalczyk) oraz grupowo przez nasze panczenistki. W przeliczeniu wyjdzie zatem, że koszt przygotowań i wyprawy do Kanady na jednego zawodnika będzie ogromny. Czy zatem nie prościej, taniej i bezpieczniej jest sypać kasą, fundować treningi i stypendia ogólnie przychylać nieba tym, którzy mają szansę na osiągnięcie znaczących wyników?
Czy nadal mamy marzyć, że np. nasi snowboardziści (w postaci “klanu Ligockich”) pokonają takiego np. Shauna White’a, który jak miał 11 lat wyczyniał na desce takie rzeczy, których nasi dorośli zawodnicy nadal nie potrafią?
Widzę podobną analogię między PKOL a PARP. PARP też chce abyśmy wszyscy doznali jakościowej zmiany kiedy to projekty i biznesy pompowane kasą z 8.1 i 8.2 końcu ujrzą światło dzienne. Pytanie tylko czy nie skończy się podobnie jak w przypadku olimpijczyków – z całej grupy “obiecujących” sportowców medale zdobędzie bardzo wąska grupa. Oczywiście jeśli przyjmiemy perspektywę, że nie chodzi o żadną innowację tylko wpuszczanie kasy do obiegu i przeciwdziałania skutkom kryzysu (słyszałem i takie teorie) to nawet brak jakiegokolwiek pozytywnego efektu można uznać za zwycięstwo.
Mnie się jednak widzi, że decydentom z PARPu naprawdę śnią się drugie i trzecie Skype’y i Facebooki wyrosłe z dofinansowania 85% z kasy publicznej. Być może nawet ktoś już roztacza wizję stworzenia “drugiej polskiej doliny krzemowej” i przygotowuje plan pod kolejne inwestycje dla działających i odnoszących sukcesy podmiotów. Być może tak się dzieje.
Pomysł, że każdy kto wypełni prostą tabelkę i wyciągnie rękę po kasę jest odpowiednią osobą do tego by prowadzić biznes jest lekko naiwne. Tak samo naiwne jest sądzić, że każdy z polskich olimpijczyków jest kolejnym Małyszem, Kowalczyk czy w najgorszym razie Sikorą. Ja raczej w tym tłumie projektów z 8.1 widzę raczej naszych snowboardzistów, którzy nie do końca rozumieli po co i gdzie się znaleźli (“eee to tu chodzi o jakieś ziom?”).
Zostały upubliczniona Lista wniosków zatwierdzonych do dofinansowania z III naboru POIG 8.1. Nie wiem czy wszyscy, którzy tam się znaleźli mogą już zacierać ręce (być może ktoś jednak stwierdzi, że nie ma swojej części wkładu i musi się wycofać). Lektura zakwalifikowanych projektów jest bardzo ciekawa. Po pierwsze 90% firm to spółki w organizacji czyli inaczej mówiąc firmy “na papierze” stworzone pod wzięcie kasy z 8.1. Fajnie – zarobią notariusze i sądy na opłatach. W kolejnej rundzie w 2010 roku każdy składający musi mieć już założoną firmę (co pewnie wytnie 50% osób).
Przypomnijmy sobie definicję działania POIG:
“Kluczową rolą Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka jest wsparcie rozwoju innowacyjnych przedsiębiorstw oraz konkurencyjności polskiej gospodarki. W ramach PO IG dotowane będą projekty innowacyjne w skali kraju lub na poziomie międzynarodowym. Mają być one związane głównie z zastosowaniem nowych rozwiązań technologicznych, produktów, usług czy organizacji.
Zadaniem programu jest ułatwienie dostępu do finansowania innowacyjnych przedsięwzięć podejmowanych przez małe i średnie przedsiębiorstwa (MSP). W ramach PO IG planowane są działania promocyjne na rzecz gospodarki, eksportu, jak i wzmocnienia wizerunku Polski, jako kraju atrakcyjnego dla inwestorów.
Program ma zachęcić firmy do prowadzenia działalności badawczo-rozwojowej, transferu rozwiązań z sektora nauki do biznesu, a także pomiędzy przedsiębiorstwami, zakupów i wdrożenia wyników prac badawczo-rozwojowych, a następnie ich realizacji.”
Tak więc moi mili założenia są cholernie ambitne. Czy któryś z projektów 8.1 ma szansę przyczynić się do “wzmocnienia wizerunku Polski, jako kraju atrakcyjnego dla inwestorów”? Zachodzę w głowę który projekt realizowany ze wszystkich trzech naborów będzie miał szansę na zdobycie takiego miana. Mam nadzieję, że jeśli już się pokaże na rynku (polskim bądź międzynarodowym) to PARP nie omieszka go ozłocić, oszklić i wozić po Polsce jako przykład “dobrego wykorzystania pieniędzy z dotacji”.
Kolejna obserwacja to taka, że urzędnicy w RIFach w ogóle nie mają żadnego kontaktu między sobą. A nawet nie rozmawiają ze sobą siedząc w pokoju – bo jak inaczej (nie wymyślając teorii spiskowych) wytłumaczyć fakt, że te same osoby dostały dofinansowanie na (prawdopodobnie) ten sam projekt tylko nazywający się inaczej? (mówię o: e-Buduje, e-WiemCoRobi, e-Zamawiam.). Chciałbym żeby to był przypadek ale wróbelki ćwierkają, że w zarządzie tych spółek figurują te same osoby. Ciekaw jestem jak PARP się z tego wytłumaczy.
Lista nazw wniosków jak zwykle mówi mało. Szkoda, że nadal nie można przeczytać czym dokładnie ma się zająć spółka, jaki jest biznes plan i jakie założenia stawia sobie składający wniosek. Bo jeśli (tak jak w II naborze) celem końcowym będzie samo…uruchomienie usługi to nie trudno będzie udowodnić urzędnikom, że znacząca liczba projektów zakończyła się powodzeniem. Pytanie tylko co się liczy – odfajkowanie przez urzędnika w raporcie czy faktycznie działający biznes?
I na koniec dobra informacja. Panie i Panowie – w tym roku będą jeszcze dwa nabory z 8.1! Kto żyw niech kopiuje to co zostało już złożone i składa jeszcze raz – wnioski, które przeszły powinny chodzić na Allegro za niezłą kasę. Tak też można rozkręcać biznes dzięki dotacjom z naszych podatków. A jeśli ktoś chce wylać swoje żale (bo nie wygrał) to zapraszam do stworzonego przez PARP portalu z forum – może któryś z urzędników przeczyta i się zawstydzi?
Jak zmienić świat i zarobić kupę kasy?
12:50 14th February 2010

Tak, to naprawdę bardzo proste. Wystarczy zająć się poważnym problemem, którego rozwiązanie realnie wpłynie na ludzkość. Aha i co oczywiste – zapomnijcie o “nowych technologiach” i “mediach elektronicznych”. Internet świata nie zbawił i nie zbawi…
Jak bardzo dziwnie (szczególnie dla użytkowników serwisów społecznościowych, mikroblogowych i tym podobnych) by to nie brzmiało na Internecie nie da się ani zarobić ani za jego pomocą skutecznie zmienić świata. Wiem, wiem – przecież miliardy są płacone za Skype’y, MySpace’y czy YouTube’y tego świata – zgoda ale płacone za ich przyszłe zyski w nadziei, że takowe wygenerują.
Przykład Facebook’a i Twitter’a pokazuje to wyraźnie – te dwa serwisy stały się naczelnym tematem mediów elektronicznych piszących o Internecie. Ewaluacje Facebooka rok temu opiewała nawet na 15 miliardów dolarów.
Niestety – ani Facebook (z 400 milionami użytkowników) ani Twitter (około 25 milionów użytkowników) nie zarabiają takich kwot na jakie liczy rynek – (Twitter planował na koniec 2009 roku zarobić 400 tys. dolarów, Facebook liczy na 300-500 milionów dolarów).
Oczywiście prognozy są bardzo dobre i Facebook liczy nawet na 700 milionów dolarów przychodu w 2010 roku natomiast porównując to do innych serwisów z (np. taki LinkedIn może zarobić 300 milionów z liczbą użytkowników opiewającą na 60 milionów) nie wygląda to tak dobrze.
Wróćmy zatem do pytania postawionego w tytule – co zrobić aby zmienić świat (i przy okazji) zarobić kupę szmalu? Odpowiedzi należy szukać rozglądając się wokół siebie: likwidacja głodu na świecie, dostarczenie czystej wody rejonom świata, które jej potrzebują, wynalezienie lekarstwa na raka i HIV, dostarczenie tańszych źródeł energii (najlepiej opartej o energię słoneczną), poprawienie opieki medycznej itd. itp.
Brzmi strasznie nudno? Zapewne słyszeliście to już tysiące razy. I macie rację – to są problemy, które nie zostały rozwiązane do tej pory a co gorsza powstają nowe (np. cyfrowe wykluczenie, bezpieczeństwo w Internecie itd.). Innymi słowy – część problemów rozwiązujemy ale pojawiają się nowe (częściowo w wyniku wprowadzenia rozwiązań poprzednich problemów..).
Lista wyzwań stojących przed naukowcami, które mają bardzo duży wpływ na życie każdego obywatela naszego globu znajdziecie tutaj.
Bardzo ciekawe wnioski wysnuwa autor artykułu zauważając, że obecnie “ciśnienie” inwestorów i osób oceniających projekty na technologię i rozwiązania, które są bardziej “sexy” dla mediów (coś w stylu “…20-to letni student został milionerem dzięki zakupowi domeny za 1 pln i pomysłowi na serwis społecznościowy…”) przesłaniają ich wartość użyteczną.
Komisja odrzuciła rozwiązanie pozwalające na komunikowanie się między ochotnikami a mieszkańcami wiosek, którzy potrzebują pomocy medycznej za pomocą SMSów a wybrała technologię zbierania i liczenia głosów w ankietach. Wśród ludzi oceniających byli ludzie z Zynga, Facebook, Y-Combinator. Trudno zarzucić im, że się nie znają na nowych technologiach – ale czy znają się na rozwiązywaniu prawdziwych problemów?
Producent m.in. pościeli firma Remes zarabia rocznie 100 milionów złotych na sprzedaży swoich produktów (głównie staruszkom). Firma interaktywna K2, giełdowa spółka wytwarzająca zaawansowane rozwiązania dla web i mobile miała w 2008 roku 40,8 milionów złotych obrotu z czego 2,7 milionów zysku.
Zguglujcie sobie ile zarabiają (zarobki nie obrót) rocznie takie serwisy jak: GoldenLine Fotka, Blip, o2, Onet, czy Nasza-Klasa. Zdziwicie się jak obroty firm, które znacie bardzo dobrze z przestrzeni Internetu są bardzo niskie w porównaniu do firm “starej gospodarki”.
I nic nie zapowiada się na to aby któryś z tych portali czy serwisów od list zakupowych na telefony komórkowe przeskoczył w zyskach takie podmioty jak: Pekao, Orlen czy ITI. Ba, gwiazdy “nowej gospodarki” nawet nie zbliżają się do rynkowych “średniaków” w obrotach i zyskach. Czemu więc są takie fajne? Bo kochają je media – nie rozumieją ale kochają bo są czymś nowym.
Co lepsze -porównajcie to potem do obrotów i zysków firm zajmujących się tak mało “fajnymi” rzeczami jak recyklingiem, produkcją ścianek działowych, czy sprzedażą części samochodowych. Okazuj się, że budka z kebabem, hurtownia alkoholu czy franczyza McDonald’s (w dobrej lokalizacji) może stać się lepszym źródłem przychodu niż bawienie się w kolejny “innowacyjny serwis społecznościowy dla…”.
Zanim wyciągniecie rękę po “innowacyjną” kasę z PARP może lepiej zrobić coś takiego. Bez kasy z podatków rodaków, cwanych inwestorów i nadymanych biznes planów.
Przeproście się więc z ambicjami swoich rodziców (”synu, chciałbym abyś został dentystą“), wywalcie TechCrunch i Mashable z RSSów , chrzańcie barcampy i geekowe nasiadów z linuksiarzami (którym tak naprawdę marzy się zajęcie pozycji Windows w świecie OS) i zacznijcie myśleć co Wy byście chcieli zmienić w otaczającym świecie. Tak naprawdę czego byście potrzebowali i chcieli.
W tym realnym świecie.
Tylko u mnie cała prawda o debacie!
22:27 7th February 2010

Premier Donald Tusk robi sobie PR zapraszając przedstawicieli środowiska telekomunikacyjnego, blogerów (ale tylko kilku) oraz organizacje pozarządowe (ale tylko te, które nie będą zadawały trudnych pytań). Cel jest jasny – spotkanie ma pokryć kolejny dzień pracy Komisji Śledczej w sprawie tak zwanej “afery hazardowej”…
To jasne jak słońce, że PO boi się Internautów i chce ich “uszczęśliwić” zakładając kaganiec na wolne medium. Ponieważ nie mogą ot tak wyłączyć Internetu to chcą go cenzurować. Zacznie się od pedofilów a nie wiadomo na kim się zakończy – na kucharzach? A może na programistach?
Każda okazja jest dobra żeby odwrócić uwagę mediów od spraw istotnych. Wiadomo też, że Premier Tusk decyzję podjął już wcześniej – teraz chce tylko zyskać społeczną aprobatę i tani poklask. Bardzo tani bo nie podano żadnego posiłku i po 4 godzinach trzeba było się ratować zjadając ciasteczka. Oburzające!
Spotkanie było ustawione od początku do końca. To widać było. Fałszywy bloger (kto go na tego blogera wybierał? Wiadomo coś w ogóle dlaczego to on został organizatorem tej debaty? Jakim miał pseudonim w WSI?) Maciek Budzich zaprasza znajomych i tylko sympatyków PO. Wcześniej ustalone są pytania ze stroną rządową a Centrum Informacji Rządowej dba aby nic poza oficjalnym scenariuszem nie pojawiło się podczas debaty.
Ha! A na sali okazuje się, że część osób się ze sobą zna! Czyli towarzystwo wzajemnej adoracji pod płaszczykiem debaty będzie lobbowało za rozwiązaniami dobrymi dla nich. Na przykład taka organizacja KidProtect.pl tak naprawdę to co tam robiła? Oni pewnie tylko mówią, że zwalczają tych pedofilów. Pewnie kasę dostają z UE za to grubą za łapanie tych zboczeńców. Bo po co by mieli to robić za darmo?
Dlaczego nikogo nie dziwi, że “fan mediów” nagle organizuje debatę z udziałem polityków? Coś tu pachnie bardzo brzydko – pewnie to Centrum Informacyjne Rządu wszystko przygotowało wcześniej a Maciek to upublicznił. Ktoś widział w ogóle teczkę “TW Budzika”? Ja widziałem i mówię Wam – są tam straszne rzeczy. A na pewno zaraz teczka zaginie i wszystkie kwity razem z nią – zobaczycie!
Premier znał pytania i miał przygotowane odpowiedzi. Cała rozmowa miała służyć tylko li wywołaniu wrażenia, że rząd i Premier “słuchają narodu” podczas gdy tak prowadzą prace nad ustawą aby tylnymi drzwiami wprowadzić cenzurę i możliwość blokowanie dowolnych stron. Putinada pełną gębą! Prasówka partyjna jak za czasów czerwonych towarzyszy. To po to Kaczyńscy komunę obalali? Wstyd i hańba!
Polska będzie gorsza teraz niż Chiny i Białoruś – cenzura będzie miała baczenie na wszystko – od forów poprzez blogi na rozmowach przez telefony komórkowe kończąc. Każde dziecko na Onecie o tym przecież wie tylko Premier nie? Dziwne. Bardzo dziwne.
Pytań internautów nikt nie słuchał ani ich nie przekazuje. Tym samym przepadają same najlepsze merytorycznie teksty a ich próbujący dowiedzieć się i walczyć o wolność są ignorowani. To zaczyna jako żywo przypominać najgorsze czasy komunistyczne. A Internauci pytali bardzo mądrze, merytorycznie i roztropnie. W zasadzie można by powiedzieć, że nikt tak dobrze nie reprezentuje Internautów jak oni sami.
Acha no i teraz największa wtopa (a raczej polityczna manipulacja). Na debacie nie było nikogo z Salonu24. Nikt nie zaprosił np. Rybitzkiego ani Kataryny. To żenada i kpina Panie Premierze! Tak działała ubecja. W końcu Salon24 to największa polska platforma blogowa na której światli ludzie dyskutują o rzecz ważnych i mądrych.
No bo się zastanówmy – co ten Tusk może wiedzieć naprawdę o internecie? Ile godzi siedzi na Naszej-Klasie? Ile w życiu “wykopał” wpisów? Czy brał udział w jakimś flejmie? No i czego używa do pracy? Pewnie ohydnego komercyjnego Windowsa. A wszyscy wiedzą, że otwarte oprogramowanie i Linux to jest to. Acha i na pewno Premier i rząd nie mają konta na Facebooku – so lame mr. prime minister, so lame.
Bo przecież każde dziecko z Wykopu wie, że jeśli coś czy kogoś się krytykuje w Internecie to żeby być branym na poważnie trzeba mieć w swoim dorobku co najmniej takie samo dzieło jak osoba krytykowana. Innymi słowy – żeby skrytykować Fotkę czy Naszą-Klasę trzeba być Markiem Zuckerbergiem. Inaczej spadaj bo LOL i ROTFL.
Na koniec usłyszeliśmy jakiś bełkot prawniczy (to znaczy wiele słów, których normalnym i prawdziwy internauta nie zrozumie jeśli nie ma pod ręką wiki) zapewne specjalnie przygotowany aby nikt nic nie zrozumiał. Mój apel – następnym razem postuluję o zakaz mówienia skomplikowanym językiem. Ministrowie mają mówić tak jak w Wiadomościach TVP – jasno i zrozumiale. Inaczej nie dostaną komcia.
Acha – Premier coś przebąkiwał o zorganizowaniu kolejnej debaty. Moje propozycje: Maciek Budzich nie może jej prowadzić bo już się wylansował i musi pozwolić lansować się innym. Po drugie taka debata nie będzie prawdziwą, polską debatą o wolności, cenzurze jeśli nie pojawią się na niej tacy goście jak: bracia Kaczyńscy, Jola z Dywit, Jasiu Śmietana, Michalkiewicz, Kataryna i ksiądz.
Najlepiej dwóch. Bo co to za debata w Polsce gdzie się nie zaprasza księdza? I o czym to świadczy? Nasi przodkowie pod Cedynią walczyli o to abyśmy mogli na debatach poznać zdanie Kościoła. Acha i ja oczywiście jak pisze “ksiądz” to mam na myśli księdza katolickiego a nie jakiegoś innowiercę czy tam popa.
I od razu propozycja jak taka debata powinna i musi wyglądać: otóż wszyscy polscy Internauci (a o tym kto jest Internautą decyduje ilość wpisów na forach Onetu) zadają pytania Premierowi. A Premier musi odpowiedzieć na wszystkie pytania bo od tego jest, po to na niego głosowaliśmy i nie ma to tamto, że czas się mu skończy.
I w szczególności niech Premier się przygotuje lepiej na odpowiedzi na pytania o sens życia, czy moja dziewczyna do mnie wróci i pytania czy w Polsce jest demokracja czy jej nie ma bo pani w szkole mówi, że jest a rodzice, że nie.
PS. A teraz na poważnie – jeśli szukacie informacji jak wyglądała debata zajrzyjcie do Mikołaja, Maćka, Jacka i znowu Maćka oraz zdjęcia Janka
Moje zdanie po debacie: absolutnie zakazać “konsultacji społecznych” w których może wziąć udział każda osoba. Okazuje się bowiem, że po raz kolejny ilość ludzi zadających pytania obniża jakość wypowiedzi a kilkadziesiąt tysięcy osób na czatach, komunikatorach czy posługujący się innymi narzędziami do komunikacji w sieci skutecznie rozmywa istotę dyskusji.
W kolejnej odsłonie debaty powinni się spotkać praktycy a nie sfrustrowani blogerzy, przedstawiciele organizacji kanapowych i autorzy fanpejdżów z FB ze 100 followersami.
13 komentarze »
