Telewizja umiera. Na śmierć.
16:18 24th April 2008

Wiem, że wiele osób, firm konsultingowych i podmiotów ciszej lub głośniej powtarza takie twierdzenie od wielu lat. Niestety (dla bossów szklanego ekranu) perspektywa zmiecenia przez Internet i mobile tradycyjnej telewizji w modelu w jakim znanym jest bliższa, coraz bliższa…
Na takie rewelacyjne wnioski wpadłem po 2 miesięcznej abstynencji od odbiornika TV w domu. Brak telewizora okazał się być kompletnie mało istotnym elementem w życiu codziennym. Nie potrzebuję oglądać informacji wieczornych czy też TV24 w czasie dnia aby wiedzieć co się dzieje. Ba jeśli odczuwam potrzebę zobaczenia czegoś w postaci ruchomych obrazków - włączam tvn24.pl czy też inne portale stacji telewizyjnych.
Co więcej - poczytajcie co mówią ludzie, którzy byli u źródła czyli piastowali urząd prezesa Telewizji Polskiej. Wiesław Walendziak w wywiadzie dla Przekroju mówi o cyfryzacji telewizji:
“W 2012 roku, lecz pierwsze kroki to już przyszły rok. Dziś trzeba zaprojektować kształt tego rynku, jacy gracze będą na nim funkcjonowali i jakie będzie miejsce telewizji publicznej. Szefowie telewizji chcą mieć połowę rynku. A jakimi siłami, jak to zrobią, to w ogóle nie jest przedmiotem dyskusji. Telewizja publiczna może produkować sto więcej projektów komercyjnych i co z tego? Tylko szybciej sobie grób wykopie. Problem polega na tym, że tę połowę rynku trzeba wypełnić własną, oryginalną propozycją programową. A nie widzę tego wysiłku czy tej wyobraźni związanej z kosztami, z zapleczem producenckim, twórczym. Więc to jest znowu sen o potędze, ale sen gracza komercyjnego albo sen górników węgla kamiennego w XXI wieku.“
Oczywiście pan Walendziak mówi stricte pod kątem sytuacji w Polsce ale jak popatrzeć po rynkach ościennych to widać, że w mniejszych lub większym stopniu taka sytuacja spotykana jest powszechnie.
Co to oznacza? Większe formatowanie i tworzenie nowych sub i mini kanałów. Dlaczego? Bo to co w Internecie jest stało się żyłą złota dla małych i średnich graczy (tworzenie grup odbiorców i społeczności na bazie jasno zdefiniowanych i ściśle określonych tematów) zaczyna się przekładać na TV.
Szybki test. Pytanie: “jaki kanał przyjdzie Wam do głowy jeśli powiem - podróże, natura, przyroda?”. Założe się, że National Geographic Channel. Sport? EuroSport. Sporty ekstremalne? Extreme Sports Channel. Zaraz zaraz - przecież każda stacja telewizyjna (komercyjna i publiczna) ma w swojej ramówce informacje sportowe, naukowe czy przyrodnicze. Dlaczego pomimo ogromnego zasięgu w stosunku do stacji stacje “kanałowe” zarabiają na siebie? Bo przyciągają dokładnie sprecyzowaną grupę odbiorców za co “kanał” każe sobie płacić więcej.
Telewizja musi naginać się do gustów i upodobań odbiorców, którzy coraz chętniej korzystają z monitora na biurku i klawiatury niż ekranu telewizora. Chcą personalizowanych treści? Dajmy im! Tylko, że TV jako medium “zimne” nie jest w stanie wejść w taką interakcję jak Internet.
A telewizja bardzo by chciała położyć łapę na użytkownikach internetu - stąd nagminne cytowanie “wypowiedzi na forach” odwołania do tego “co mówią internauci” (najbrdziej debilne sformułowanie jakie słyszałem w ustach “analogowych” dziennikarzy - jak wiadomo opinie w Internecie są spolaryzowane więc aby udowodnić swoją tezę dziennikarz wybiera takie opinie, które potwierdzają jego tezę) oraz puszczania w pasku na dole zapisów czatów i inne bzdury.
Trend i rysę na pancerzu “największego z mediów” wyznaczył TiVo. To z pozoru mało seksy urządzenie (w działaniu przypomina magnetowid) pokazało kły kiedy okazało się, że dzięki softowi wgranu do tego małego pudełka można samemu tworzyć swoją ramówkę (i to na kilka miesięcy do przodu!) oraz uwaga, uwaga - pomijać reklamy. Reklamy, które cytując Walendziaka są bardzo ważne dla telewizji:
“To będzie wielki kryzys natury nie politycznej, ale czysto organizacyjnej. Telewizja zwali się pod własnym, zbyt rozległym ciężarem. Nie będzie w stanie robić rzeczy, które się wpisują w definicję misji, tylko będzie się musiała coraz bardziej ścigać z telewizjami komercyjnymi, żeby przetrwać na rynku. Tak wielki parowiec będzie potrzebował coraz więcej paliwa, czyli reklam. Tymczasem paliwo z rynku będzie można ściągnąć jedynie poprzez formaty komercyjne. A i tak na koniec kotłownia wybuchnie. I wtedy będzie inna dyskusja – o tym, jak ratować coś z tej masy upadłościowej. Być może to jest ostatni moment, żeby temu zaradzić.“
Przepis zatem jest prosty - chcesz walczyć z telewizją zabierz jej reklamę. A reklamy nie lubią oglądający (podobnie jak z reklamą w Internecie). Czas więc tworzyć takie kanały i produkty reklamowe, które współgrają z treścią - tutaj pojawił się cudowne pomysł na wrzucanie różnych produktów do treści i budowanie wokół nich fabuły (product placement). I na takiej formule telewizja się zatrzymała - nic więcej nie da się z tego rekliktu ubiegłego wieku wykrzesać. No może pseudo interaktywne konkursy z dzwonieniem do studia w czasie programu aby odpowiedzieć na super proste pytania.
Jak zatem będzie wyglądała telewizja za parę lat? Znikną odbiorniki telewizyjne zastąpione przez duże wielofunkcyjne (gry / komputer / tv) matryce. Zniknie program. Pamiętajmy, że to stacje telewizyjne kupują gwiazdy aby podbić sobie oglądalność. Tu stanie się to samo co w wypadku molochów fonograficznych - artyści dojdą do słusznego wniosku i będą chcieli pozbyć się “pośrednika” czyli wytwórnię, która zżera ich zyski i negocjując z pozycji siły ograbia ich. Po co Majewskiemu czy innemu Wojewódziemu stacja skoro ludzie znają jego twarz i jego nazwisko - i tę twarz i nazwisko sam zainteresowany może sprzedać. Sam. Bo będzie miał narzędzia pod ręką.
Przykład? Proszę bardzo. I proszę mi nie mówić, że Farrel jest mało znanym aktorem. YouTube pokazał, że może kreować gwiazdy na poczekaniu. Nie potrzeba tourne ani kosztownej promocji aby stać się bożyszczem i sprzedawać w milionach kopii swoje dzieła. A poza YouTubem są przecież inne serwisy również przebierające nogami aby mieć swoją gwiazdę.
Ktoś powie - a co z programem Lisa? Dlaczego nie pobił na głowę ratingów? Dlaczego nie stał się hitem? Ano program Pana Lisa został zrobiony na kolanie, w zasadzie przerzucony 1:1 z formatu telewizynego co spowodowało, że jako streaming w internecie nie wniosił nic nowego. Zresztą widać było, że decyzja o zaistnieniu w sieci spowodowana była ego Lisa wywalonego z Polastu niż przemyślaną strategią marktetingową. A to się mści - program robiony gdzieś “na korytarzu”, od czapy bez zaangażowania nawet wykorzystujący znaną “twarz” w Internecie nie będzie miał ogromnej rzeszy widzów.
Wracając do tematu przyszłości telewizji - mało odkrywczo powtórzę za innymi, że to będzie mix internetu / mobile i starej telewizji. Nie będzie stacji jako miejsc gdzie tworzone są treści ale duża ilość małych domów producenckich które produkować będą dużą ilość materiałów. Dominować będą wyszukiwarki i agregatory treści łączące chaotycznie rozsiane treści w ciąg logicznie poukładanych plików dający się otagować i uporządkować. Reklamy będą ale w innej postaci - jako elementy służące wyszukiwaniu i lepszemu informowaniu o produktach - SEO będzie panowało jeszcze bardziej.
Ramówka zniknie jako przeżytek poprzedniej epoki - kto będzie miał czas siadać przed odbiornikiem akurat w piątek o 13.00 skoro jest w pracy? Strumień kanałów będzie sterowany przez nas i dla nas. Mierzalność programów wzrośnie poprzez bardzo dokładne możliwości trackingowania widza (podobnie jak w przypadku reklamy internetowej).
Popularność danego serialu czy produkcji będzie mierzona globalnie - najlepsze show zamiast milionów widzów będą miały setki jak nie miliardy (do Chin i Indii zapewne rewolucja dotrze później ale dotrze) - jednocześnie ściągany w Polsce i w Niemczech program będzie miał inny dubbing, napisy i promowane (globalnie!) produkty i usługi. TV będzie chodziła za nami - mobilność pozwoli na docieranie z treściami zawsze, wszędzie i świetnie dopasowanymi (nasze komórki są z nami wszędzie - pod tym kątem są lepsze niż laptop).
Dość tych fantazji - wróćmy na ziemię na własne podwórko. Ciekaw jestem czy PO faktycznie uda się przegłosować tę ustawę ponieważ oznaczałoby to gwałtowny spadek przychodów TVP. Pożyjemy zobaczymy.
Good night, and good luck
E-apteki - legalne ale czy opłacalne?
14:26 20th April 2008

Niestety wygląda na to, że nowa władza nie jest aż tak nastawiona na biznes jak to deklarowała. Być może działania Minister Zdrowia i innych urzędów odpowiedzialnych za obrót produktami leczniczymi mają tylko i wyłącznie zabezpieczać dobro pacjenta ale przy tej okazji poważnie ogranicza się konkurencję na rynku farmaceutycznym…
Niestety nie są to tylko czcze spekulacje. Miałem okazję na własne uszy usłyszeć interpretację nowych przepisów podczas konferencji organizowanej przez CEMED. Na sali zasiadło wiele osób z tzw. branży aptkerskiej oraz właścieli aptek internetowych - jak się okazało wszyscy czekali na spotkanie z Panią Dyrektor Departamentu Organizacyjno-Prawnego z Głównego Inspektoratu Farmaceutycznego.
I zaczęło się. Ustawa, która wchodzi w życie 3 maja br. jasno precyzuje co wolno a czego nie aptekom prowadzącym sprzedaż produktów leczniczych - zwróćcie uwagę, że w rozporządzeniu ani razu nie pojawia się określenie “apteka internetowa”.
Jest to świadome działanie ponieważ ustawodawca traktuje aptekę internetową jako…aptekę. Wszystkie przepisy, obostrzenia i nakazy tyczące się apteki dotyczą także “apteki internetowej” albo jak to określono we wspomnianym dokumencie ”
Zasadniczo za pomocą jednego przepisu (§ 4 pkt 3 podpunkt 3 i 4) dotyczącego warunków transportu (w środku transportu musi być temperatura określona przez producenta leku za bezpieczną) sprawadzono biznes e-apteki na krawędź opłacalności. Dlaczego? Ano dlatego, że obecnie w większości firm przewożących paczki nie ma odpowiednich (zgodnych z ustawą) samochodów.
Jest kilka firm wyspecjalizowanych ale ich ceny są o wiele wyższe. Ergo - apteki będą musiały dołożyć cenę transportu i dla pacjenta już nie będzie aż takiej różnicy w cenie końcowej.
Potrzeba składowania wszystkich danych przez 3 lata jak i zbieranie od klientów prawdziwych danych (ważne w przypadku kontroli) podawanych przez fax, telefon bądź maila w kontekście powyższego przepisu są nawet mało dotkliwe.
Pytanie tylko dlaczego sprzedaż takiej samej aspiryny w kiosku ruchu nie owocuje nałożeniem podobnych (jeśli nie takich samych) ustaw?
Czym różnią się te same odżywki i suplementy diety sprzedawane w centrach handlowych i na bazarach od towarów z apteki? Dla mnie niczym - w obu przypadkach konsekwencje złego użytkowania czy wady produktu są takie same.
Kolejnym zabójczym elementem jest nakaz niszczenia zwrotów. Jeśli ktoś zamówi 100 opakowań leków po 100 pln ale rozmyśli się i zwróci towar (ma na to 10 dni od daty zakupu) to apteka musi utulizować zwrócone produkty.
Uwaga! A teraz podam pomysł jak wykończyć aptekę internetową zgodnie z literą prawa - należy zamówić za 10 tys. towaru i zwrócić go. Czynność powtarzać co miesiąc - po 2-3 miesiącach apteka się sama zamknie. Proste, prawda?
Przy okazji dowiedzieliśmy się, że Dom Zdrowia spółki MCI ma dwa wyroki i prawdopodobnie otrzyma b. wysoką karę i być może będzie miał odebraną licencję na prowadzenie puntku aptecznego.
Dlaczego? Ponieważ DZ starał się omijając obostrzenia dot. sprzedaży leków na receptę za pomocą upoważnienia kurierów do przekazywania recept i leków (rozumowanie w stylu: jeśli jestem osobą starszą to proszę kogoś np. sąsiadkę aby ta poszła do apteki i zrealizowała receptę na moje leki).
Taka interpretacja według GIF nie jest zgodna z prawem polskim i DZ czekają poważne konsekwencje. Tak samo jak sieć aptek Dbam o Zdrowie, które to znowu przekraczają i naginają wg GIF prawo reklamując online leki refundowane. Zobaczymy - podobno wnioski są już skierowane do odpowiednich ciał.
Zobaczymy 3 maja kto i jak będzie próbował działać na rynku. Konkurencja zapewne będzie patrzeć na siebie i powielać działania innych. Wątpię żeby wszystkie apteki zaprzestały sprzedaży i potulnie czekały na decyzję GIF. W tym biznesie jest kasa i wiele firm nie odpuści sobie tak intratnego poletka zarobku.
Ja w każdym razie poczekamy z Apteo.pl (które działa już wewnętrznie, testujemy soft) do 3 maja i będę pilnie śledził doniesienia z branży. Może pojawi się jakaś jaskółka nadzieji i któraś z firm kurierskich zdecyduje się na zainwestowania w dodatkowe wyposażenie?
WWWódko pozwól klikać
18:05 7th April 2008

Premier Kaczyński miał rację i pomimo, że swojego urzędu już nie piastuje ku uciesze europejskich żydo-masonów jego myśl wielką jest nadal. Nasz olbrzym intelektu stwierdził, że przeciętny internauta podczas korzystania z internetu pije piwo i ogląda pornografię. Pornografię wycofał już EMPiK a sprzedaż alkoholu w sieci została właśnie oficjalnie ocenzurowana…
No dobra, tym razem Kaczyński nie miał z tym nic wspólnego (oby). Bomba wybuchła już wcześniej - 25 stycznia 2008 kiedy to dziennik “Polska” opublikował artykuł, w którym poinformował, że zdaniem PARPA handel alkoholem w sieci jest nielegalny. Według gazety zgodnie z ustawą sprzedaż detaliczna alkoholu może być prowadzona wyłącznie w stacjonarnych sklepach inaczej sprzedawcy grozi utratę koncesji na lat 3.
Krzysztof Brzózka szef Polskiej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych (PARPA) oficjalnie deklaruje: “Prowadzenie sprzedaży alkoholu zarówno za pośrednictwem stron internetowych, jak i z dostawą na telefon wykracza poza warunki sprzedaży dopuszczalne przez ustawę o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi”. Kto chce może nawet zobaczyć tego Pana w krótkim nagraniu video.
Trudno dyskutować z faktami - od lat w Polsce mówi się o gwałtownym spadku granicy wieku związanej z pierwszym kontaktem z alkoholem i wzrostem liczbu uzależnień wśród osób młodych czy wręcz dzieci. Działania PARPA uznać należy za chwalebne, potrzebne i szczytne. PARPA za główny argument swojego sprzeciwu sprzedaży alkoholu w internecie podaje chęć ograniczenia dostępu do trunków przez osoby nieletnie. To również należy wspierać.
Zakaz sprzedaży alkoholu w sieci wynika według PARPA z uchwalonej w 1982 roku Ustawy o wychowaniu w trzeźwości. W 1982 roku na pewno nikt nie przewidywał, że coś takiego jak internet połączy kiedyś wszystkie socjalistyczne narody i pozwoli im na zakup alkoholu. No może tacy tytani pióra jak Jerofiejew. Facet miał łeb jak sklep u miał do niego nalać.
Wracając do meritum - generalnie dyrektor Brzózka ma rację. Ustawodawca (państwo) nie zweryfikował ustawy pod kątem zmian, które zaszły w otaczającej nas rzeczywistości. Pytanie tylko czy ustawodawca zapomniał tylko o sprzedaży alkoholu przez sieć? Całkiem niedawno przez sejm poprzeniej kadencji przetoczyła się batalia o sprzedaż leków sieci - argumenty były podobne podpierane dowodami i wspierane przez środowisko aptekarzy krzyczące, że apteki w sieci to najgorsze co się mogło przydarzyć. Ustawa w obliczu walk wyborczych została wrzucona do kąta, ale jej widmo nadal wisi nad wszystkimi e-aptekami. Jak to będzie wyglądało ze sprzedażą alkoholu?
Dyrektor Brzóska nawet przedstawia podobną argumentację - brak kontroli tożsamości, brak mechnizmów weryfikacji wieku kupującego (”kurier dostarczający paczkę to nie kierownik sklepu”). Dziwi nagłe zainteresowanie Agencji (najstarsze polskie sklepy sprzedające alkohol robią to już od ponad sześciu lat) i fakt, że PARPA tworzy bardzo zły precedens związany z handlem w sieci. Pozytywnym sygnałem jest reakacja Krajowej Izby Gospodarczej (KIG), która ustami jej szefa Andrzeja Arendarskiego wyraziła zaniepokojenie z zaistniałej sytuacji i problemami przedsiębiorców.
W opinii KIG obecne przepisy ograniczają prowadzenie działalności gospodarczej, są też niedostosowane do obecnych realiów rynkowych, prawnych i technologicznych. Brawo. W końcu ktoś to dostrzegł i być może na czas zareaguje. Szkoda, że nie było / nie ma organizacji broniącej apteki internetowe.
Niestety PARPA idzie dalej i chce ściagć także te sklepy i ich właścicieli, którzy…zakończyli już działalność polegającą na sprzedaży alkoholu. Tak tak. Ostrze sprawiedliwości zatem sięgnie w przeszłość aby ukarać tych, którzy rozpijali pańszczyźnianych chłopów.
“To dziwne, bo w 2003 roku PARPA przesłała nam swoje oficjalne stanowisko, że jeżeli ktoś posiada sklep, w którym sprzedaje alkohol i ma stosowne zezwolenie, to sprzedaż alkoholu przez internet jest jakby ofertą tego sklepu. Problemem było sprawdzenie wieku nabywcy. Teraz PARPA zmienia swoje stanowisko, mimo że nie zmieniły się przepisy prawa” - twierdzi Joanna Tymińska, dyrektor Biura Działalności Gospodarczej i Zezwoleń Urzędu m.st. Warszawy w wywiadzie dla Gazety Prawnej. I komu wierzyć?
Konsekwencje są proste i znane. Brzózka: W stosunku do tych, którzy zostaną “przyłapani” na sprzedaży alkoholu w sieci, będą prowadzone postępowania, które mogą skończyć się utratą koncesji. - Nieznajomość prawa nie zwalnia od odpowiedzialności. Koncesję będą mogli odzyskać dopiero po 3 latach. Tyle PARPA i jej szef.
W wywiadzie dla Przekroju aktor i właściel firmy Winarium Marek Kondrat skomentował doniesienia o zakazie handlu w taki sposób:
“Ta ustawa to nieporozumienie – wyraża swój sprzeciw Marek Kondrat, aktor, właściciel sieci sklepów Winarium sprzedających alkohol również w Internecie. To hipokryzja, wywalczyliśmy w Unii zezwolenie na nazywanie winem jaboli, a nie umiemy bronić tradycji picia wina.”
Nasuwa się wiele pytań o odpowiedzi na które powinno zacząć powinni się martwić wszyscy Polacy handlujący w internecie. Przecież pewnego dnia moż okazać się, że wózki dziecięce, wyroby z drewna i plastiku, pierniczki i czekoladowe zajączki również nie mogą być sprzedawane za pomocą internetu ponieważ “ustawodawca nie stworzył warunków prawnych do sprzedaży za pośrednictwem internetu”. Ładna formułka? Ładna. A jaka prawdziwa.
Oczywiście można biadolić nad tym, że żadna ustawa nie pomoże w zachowaniu przepisów prawa jeśli nie zmieni się mentalności sprzedawców tradycyjnych (to przecież w sklepach, supermarketach, straganach czy punktach barowych sprzedawana jest większość alkoholu). O tym PARPA zapomina bo prościej pokazać jest kilkadziesiąt sklepów i powiedzieć “oni są winii, oddawajcie licencje!”.
Podsumowując - ze smutkiem coraz częściej stwierdzam, że internet stanowi świetny przykład “czegoś złego czychającego w ciemnościach” na każdego Kowalskiego tego świata. Bo przecież reklamy i sponsoring przemysłu spirytusowego jakoś PARPie nie przeszkadza. Założe sie, że nawet “wspaniała” akcja “szukania” testera wódek upiecze się firmie Bols. A handel w sieci trzeba ocenzurować, prześwietlić i postawić pod pręgierzem. I będzie jak za dawnych czasów - po wódkę będą jeździć taksówki z korporacji “Egzotik”. Może o to w tym wszystkim chodzi?
Ustawa na którą powołuje się PARPA:
Ustawa z 26 października 1982 r. o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi (Dz.U. z 2007 r. nr 70, poz. 473 z późn. zm.)
Medale za Tybet
10:00 23rd March 2008

Sukces! Polscy zawodnicy mają zagwarantowane, że jeśli nie będą protestować i siedzieć cicho podczas letniej olimpiady w Chinach to dostaną medale. Szef Polskiego Komitetu Olimpijskiego Piotr Nurowski słusznie prawi, że każdy akt publicznej symaptii dla Tybetańczyków chińskie władzy ukarzą odebraniem medalu…
I ma całkowitą rację. Generalnie to ja w życiu pewnie nie pojadę do takiego na przykład Tybetu i guzik mnie obchodzi, że chinole kogoś biją i do kogoś strzelają. To jest bardzo daleko stąd a w Polsce jak wiadomo są Święta i ważniejsze sprawy i poważniejsze problemy. Nikt nie chciał umierać za Gdańsk to nie będziemy się martwili jakimś Tybetem (gdzie to w ogóle jest??)
Dlatego w pełni zgadzam się z szefem PKOLu Panem Piotrem Nurowskim, że po co nam to całe zamieszanie z władzami chińskimi i narażanie się na odebranie tego wora medali jaki zapewne przywieziemy z tej imprezy. Zacytujmy ponownie Pana Nurowskiego:
“Nie powiem może czegoś odkrywczego i nowego, ale my jako wolontariusze, działacze ruchu sportowego, olimpijskiego ciągle podkreślamy, że polityka jak najdalej od sportu, że sportu nie należy wykorzystywać do polityki”
Bo jak wiadomo polityka nigdy nie mieszała się ze sportem. Tak jak USA, Rosja ani Niemcy nigdy nie używali sportowców jako marionetek w politycznych przepychankach. Po prostu nie wypada kalać świętej tradycji igrzysk kiedy to (ale głupi byli kiedyś ludzie!) przerywano wojny na czas trwania. Acha no i ten stary piernik, francuski baron w kółko golony co on tam mógł wiedzieć o imprezie sportowej. Sport to piwo, czipsy i reklamy w kablówce.
Cały wywiad z ex szefem Elektrimu, który jak widać nie do końca odnajduje się w roli reprezentanta sportowców bo jego myśli są po prostu zbyt genialne dla tak przyziemnej rzeczy jaką jest sport. Dobroć i wiara w reżim chiński jaka bije z jego słów może się chyba tylko równać z dobrocią Jarosława Kaczyńskiego.
“Jako działacz sportowy, jako człowiek jestem optymistą czasami trochę niepoprawnym. Wierzę, że tak jak w Korei Południowej w 1988 roku, w tym okresie poprzedzającym igrzyska zmieniła się, nie było już reżimu totalitarnego, dyktatury, nie było gwałcenia praw człowieka, w dalszym ciągu – może naiwnie - wierzę, że Chińczycy wykorzystają tę szansę.”
Podpowiem Panu Prezesowi - niech Pan się dobrze ustawi podczas imprezy otwarcia na trybunach. Może nawet będzie Pan potem widoczny w jakimś dokumencie jakie władze chińskie zapewne nakręcą z okazji igrzysk żeby pokazać, że cały świat swoją obecnością potwierdza słuszną linię polityki rządu. Może nawet wyjdzie z tego takie dzieło?
Podczas igrzysk w 1936 roku w Berlinie Amerykanie ugieli się pod presją nazistów i nie wystawili w jednym z finałowych biegów dwóch zawodników żydowskiego pochodzenia - pewniaków do medali. Na pewno z perspektywy czasu dla takiego mocarstwa jak Ameryka jest to upokarzające doświadczenie i mało chwalebny fakt historyczny. Błędy popełniają jak widać wszyscy - małe i duże kraje. Uczmy się na cudzych błędach.
Jeśli któryś z polskich sportowców podczas olimpiady pomimo oportunizmu i braku jaj PKOL zdecyduje się na nie na zademonstrowanie sympatii z Tybetem (w jakikolwiek sposób) będę dumny i szczęśliwy jako obywatel tego kraju. Czasami nie liczą się zdobyte medale by móc mówić, że dzięki temu coś się zmieniło w świecie.
Czasami po prostu jest potrzebny jakiś ludzki gest. Daliśmy radę ruskim to chińczycy będą nam mówili co mamy mówić i robić?
Nie nawołuję do bojkotu olimpiady przez sportowców (w tym polskich) ale do pokazania władzom chińskim, że sportowcy przybyli na igrzyska nie są bezwolnymi marionetkami. Mówienie o rozdzieleniu polityki i igrzysk w momencie kiedy organizuje je państwo świadomie gwałcące prawa człowieka od wielu lat jest przerażającym i ponurym żartem z całej idei igrzysk.
Pojedźmy na tę olimpiadę ale pokażmy, że niektórych spraw nie można ukryć pod warstwą flag, konfetti i tłumów na rozkaz uśmiechających się widzów.

Wolny Tybet
Save Tibet!
PKOL
The Official Website of the Beijing 2008 Olympic Games
Walka klas
12:39 9th January 2008

Historia (świata) nie skończyła się jak wieścili Fukuyama czy Hegel. Historia lubi zataczać koła, powtarzać się i wskrzeszać wydawałoby się dawno zdezaktualizowane teorie. Czy jednak Karol Marks miał rację? Czy walka klas jest motorem napędowym historii? A czy dziś możemy mówić o walce klas pod kątem pojawienia się Internetu? Jak pokazuje historia wydarzeń ostatnich kilku miesięcy możemy a nawet musimy…
Okres świąt dobitnie mi uświadomił, że najwyższy czas zrobić rodzinny “coming-out” i przyznać się do tego, że a) wiem co to jest internet i niestety dużo czasu w nim spędzam b) tak, wiem co to jest nasza-klasa i też mam tam konto. Jak możecie sobie wyobrazić 30-50% osób przy stole wigilijnym wiedziała, znała a nawet korzystała z takiego serwisu jak nasza-klasa. W pewnym momencie kiedy powiedziałem, że nie jest prawdą, że twórca jest milionerem zapadła kłopotliwa cisza.
Co sie okazało? Zdecydowana większość ludzi uznała, że po prostu trzeba wejść i zarejestrować się w NK skoro ktoś dał na te serwis “tyle milionów złotych”. Nie ważne czy Pan Gąbka pokazuje się często czy rzadziej ale liczy się efekt “ja też to zrobiłem!” i możliwość uczestniczenia w rozmowach o ilości odnalezionych kolegów i koleżanek, ich dzieciach i i dzieciach ich dzieci. Temat NK połączył polaków tak jak rozmowy o polityce i rządzie skuteczie dzieliły rozmówców podczas poprzednich świąt.
Media (te, które do tej pory zaspały) prześciagają się w prognozach i wizjach upadku NK po tym, jak pojawiła się informacja o wycofaniu się z emisji akcji amerykańskiego serwisu Classmates.com. Automatycznie uznano, że skoro protoplasta NK zza wielkiej wody ma kłopoty to w Polsce klon również musi zacząć przeżywać kłopoty. Otóż nie. Po pierwsze NK nie ma sprecyzowanego modelu biznesowego więc nie ma się co walić.
Po drugie zapaść na rynku kredytów mieszkaniowych nie wywołała jakoś spadku cen metra kwadratowego w Polsce. Jesteśmy globalną wioską i naczyniami połączonymi (w sensie ekonomicznym) ale Classmates ma się tak do NK jak Webvan.com do Frisco.pl - nie ta skala, nie ten rejon, nie ci użytkownicy.
Ergo - NK może sobie bimbać dopóki będzie mieć finansowanie. A fundusze European Founders już może sobie pogratulować pomysłu - w zamian za 20% w postaci 3 mln rozdmuchał serwis do (słyszałem i taką wycenę) 150 mln pln obecnie. Czyli jego akcje są teraz warte 10 razy tyle - w 3 miechy! Widzicie teraz dlaczego opłaca się inwestować w start-upy?
Wróćmy do klasyka czyli do Karola Marksa. Co ten twórca podwalin komunizmu ma wspólnego z kilkoma studentami z Wrocławia? Koncepcja Marksa można streścić (przepraszam wszystkich znawców za tak brutalne uproszczenie) do stwierdzenia, że w każdej społeczności istnieją problemy i tarcia prowadzące do konfliktów między warstwami (słynne i powszechnie znane -klasy społeczne). Prznieśmy się zatem na grunt internetu - robotniczy i proletariat to osoby, które dzięki NK zaczęły swoją przygodę z siecią albo Ci, którzy do tej pory ściągali sporadycznie maile przez Outlooka.
Byli klasą uciskaną i gnębioną bo wszyscy wokół korzystali z dobrodziejstw sieci (czytaj: ściągali dema gier, ripowali muzykę, zasysali pornole) a oni mogli tylko patrzeć jak idea “digital divided” coraz bardziej ich przygniata. Powiedzieli dość i zaczeli rewolucję. Strzałem z Aurory w tym wypadku stał się fakt powstania NK a atakiem na Pałac Zimowy przegonienie Grona i Fotki w kategoriach “serwisy spolecznosciowe” w rankingach wszystkowiedzacego Gemiusa.
Burżuazja i kapitaliści (czyli tacy użytkownicy internetu co to siedzą w nim od dawna i co gorsza wiedzą jak np. skonfigurować klienta poczty aby zasubskrybował np. pl.rec.praca.oferowana) oczywiście dają odpór - podważają sensowność istnienia, pokazują meandry biznesu, kpią z wydajności serwisu. Klasa uciskana jednak się nie poddaje - masowo korzysta z prawa do rejestracji i NK staje się największym polskim serwisem nie tyle społecznościowym co nawet przegania Google’a. Wow. Rewolucja dokonała się!
Komitety (czyli grupy wszelakie zarejestrowane na NK) zaczynają rządy - dostęp do sieci za darmo (żeby zawsze móc korzystać z dobrodziejstw kosmopolityczneg internetu), więcej Windows, więcej dużych czcionek i serwisów ala Pudelek. Pod nóż idą grupy dyskusyjne dotyczące “open source” (po co komu jak mamy kochane i dobrze znane produkty MS?) oraz blogi (bo blogi to pamiętnik nastolatek, każdy to wie).
Wylącza się inne portale i serwisy żeby nie zabierały cennego pasma dla jedynie słusznego programowo NK. Nastaje era kiedy to przeciętny i szary internauta może krzyknąć i ofukać wszystko co jest bardziej skomplikowane niż panel logowanie do NK oraz zawiera więcej niż 3 funkcje (logowanie, odbieranie poczty, wylogowanie).
Z historii wiemy, że komunizm ani w wykonaniu marksistów czy też nawet praktyków takich jak Stalin nie ziścił się chociaż stawiane przez niego pytania i problemy sa trafne. Czy z gwałtwonego rozrostu NK wyniknie “samo dobro” czy też wykształci się całkiem nowa grupa dzięki swojej sile dyktuące prawa w sieci - nie wiem i powyższy tekst jest oczywiście bardziej paszkwilowaty i ironiczny niż badawczy.
PS. Większość komentarzy w prasie dot. NK jako podstawowy element sukcesu serwisu podaje…inewstycje w serwis przez VC i stanie się M.Popowicza dzięki temu milionerem. To pokazuje jak mała jest wiedza i świadomość działania VC i procesu inwestycji w Polsce. A my chcemy mieć drugiego Facebooka i wynaleźć nowe Google. Panie i Panowie dziennikarze - nie piszcie głupot tylko dlatego, że tak napisała Gzeta, Przekrój czy Polityka. Sprawdzanie informacji stało się nagle passe? Odkąd inwestycja w projekt jest zyskiem dla właściciela??
Cudowne Platfusy
12:17 22nd October 2007

Mam takie marzenie. Jest 21 pazdziernika 2007 roku godzina 22.56. W tym momencie chcialbym przez chwile znalezc sie w pokoju na Woronicza pani Koteckiej, pana Czabanskiego lub Urbanskiego. Chcialbym posluchac o czym mowili miedzy soba Bielan z Kaminskim zaraz po ogloszeniu oficjalnych wynikow. Chcialbym na moment moc wejsc w glowy tuzow PiS takich jak Kuchcinski, Karski czy Putra. I sprawdzic jak smakuje gorycz porazki…
Jakie pierwsze mysli pojawily sie glowach w chwile kiedy dotarly pierwsze informacje o frekwencji i rozkladzie wieku wyborcow? Czy w TVP czesto siegano po telefon do sztabu PO aby ze skrucha w glosie prosic o litosc i zapewniac o swojej wiernosci nowym panom? Czy tez moze w wisielczym nastroju barykadowano sie w pokojach i wydawano ostatnie sluzbowe polecenia?
Jakie emocje i mysli przebiegaly w glowach osob odpowiedzialnych za kampanie? Czy dekapitacja PiSowskich “spin doktorow” bedzie upubliczniona ku przestrodze innych mlodych wilkow? Czy teraz masowo zaczna pojawiac sie “skruszeni” czlonkowie PiS, ktorzy tlumaczyc sie beda na oczach mediow ze swojej slepej milosci do braci K.?
Czy panowie Ziobro i Szczygło z opuszczona glowa poddadza swoje reduty czy beda bronic ministerialnych stolców do krwi ostatniej? Czy sieroty po IVRP wyjda na ulice protestowac przeciwko liberalom i innym zboczencom? Komu puszcza nerwy i publicznie porowna Tuska do szatana? Kto z koscielnej ambony wyklnie nowy rzad i jego ministrow zadajac aby wszyscy pokazali wpierw akty chrztu? Czy najwiekszy dyrektor wsrod ksiezy i ksiadz wsrod dyrektorow - o.Rydzyk - przyjmie premiera Tuska w swojej stacji i utnie sobie przyjacielska pogawedke?
Pytan jest wiele.
Wieczor wyborczy obfitowal w wiele zagadek. W sztabie Samoobrony dziennikarz TVN24 o godzinie 22.00 informowal, ze Lepper i spolka chca zaskarzyc wynik wyborow. Dziwne bo przeciez oficjalnie te mialy byc podane za 55 minut. W sztabie PiS kamery lapiace zgromadzonych zwolennikow mialy problem z uchwyceniem jeden usmiechnietej mordy. Za to w sztabie PO byly same mordy ty moje.
W ciagu najblizszych dni bedziemy przezywali niczym w “Dniu Swistaka” te same emocje a media serwowac beda te same wycinki z przemowien liderow z wyborczego wieczora i nocy.
Ci, ktorzy zmuszeni byli plaszczyc sie przez 2 lata wezma teraz odwet. Poleca glowy i dupska z wielu stanowisk i spolek. Pojawia sie nowe fakty i informacje zwiazane z ocena 2 lat dzialalnosci ministrow, specow i zaufanych starej wladzy. Pewnie bedziemy swiadkami kilku skandali i dramatycznych wyznan.
Mam tylko nadzieje, ze kiedy emocje opadna nowa wladza nie zacznie swoich rzadow od stworzenia lotnych komisji anty Pisowskich i walka z ludzmi starego ukladu. Nie powtarzajmy starych bledow. TKM nie powinnien stac sie mantra ludzi, ktorych haslami politycznymi bylo przywracanie normalnosci.
Zwyciezcy niech nie zapominaja, ze czesc osob glosowala przeciwko PiS a nie za PO. To jest elektorat domagajacy sie zmian i rozliczen - czesto ekipa wchodzaca do rzadu stara sie zadowolic swoich wyborcow fundujac im pokazowe procesy i rzucaja na zer mediow kilka brudnych spraw. Jesli PO tak zrobi nie bedzie roznilo sie niczym od PiS. Ponad 55% frekwencja pokazala, ze ludziom zalezy na glosie, mozliwosci decydowania o swoim kraju. Niech PO pamieta o tym i zastanowi sie kilka razy zanim podejmie akcje odwetowe.
Sa wazniejsze sprawy: obecnosc wojsk polskich w Iraku, przygotowania do Euro 2012, alarmujaca sytuacja sluzby zdrowia, nasze zle relacje z UE i sasiadami. Niech PO skanalizuje swoja polityczna pare i radosc na pozytywne dzialania. Rozliczac sie bedziemy za 4 lata i lepiej jesli zrobia to sami wyborcy przy urnach niz politycy w gabinetach. Byc moze jeszcze w miedzyczasie uda sie “cieniasom z PO” odspawac prezydenta od Belederskiego palacu?
Co do samego PiS. Tak po ludzki zal mi ich. Apeluje wiec - zlitujmy sie i nie kopmy lezacego. Lezacy przeciez sam sie sfaulowal i poderznal polityczne gardlo na wlasnie zyczenie. Zaslepiony rzadza wladzy lider poprowadzil swoja trzode w przepasc. Podajmy mu chusteczke i poczekajmy. Kiedy poziom jadu we krwi spadnie, bedzie mozna zaczac normalnie rozmawiac.
Pytanie tylko co jesli nadal jadu bedzie wiecej niz krwi?
McDebata
12:03 15th October 2007

Pewnego pazdziernikowego wieczora telewidzowie, ktorzy od dawna wyczekiwali na glosna i szeroko rekalmowana debate z udzialem dwoch przeciwnikow i politycznych wrogow zasiedli przed odbiornikami TV. Widzowie zobaczyli jak typowany na zwyciezce lider partii rzadzacej jest zdenerowany, czesto gubi sie w swoich odpowiedziach i na tle mlodszego i wyraznie swobodniejszego rozmowcy traci rezon. Obserwujacy debate przekonali sie, ze na spizowym pomniku kandydata obozu rzadzacego jest o wiele wiecej rys i pekniec niz do tej pory dostrzegali…
Nie, nie jest to recenzja debaty Tusk-Kaczynski chociaz analogii mozna znalezc wiele. W 1960 roku Wiecprezydent Richard Nixon i notowany nizej, uznany za mlodego i zdolnego ale nie mogacego zagrozic rzadzacemu od 8 lat wiceprezydentowi - John F. Kennedy starli sie na oczach telewidzow (po raz pierwszy w historii tego medium). Wynik czterech debat (tzw. “Great Debates”) przesadzil o zmianie nastawienia wsrod wyborcow i koncowych wynikach. W USA mowilo sie po wyborach o “ukradzionym zwyciestwie”, o oszustwach i licznych naduzycia do ktorych miala dopuscic sie partia Demokratow.
Nixon popelnil cala mase bledow - wygladal (i byl) zmeczony i schorowany. Jego sztab liczyl na to, ze debaty pomoga utrzymac przewage nad kandydatem Demokratow i dzieki temu zadadza ostateczny cios politycznym przeciwnikom. Okazalo sie dokladnie odwrotnie - w telewizji malo znany polityk okazal sie byc charmyzmatycznym i pelnym wigoru mowca. Liczne bledy (zarost, brak pudru, kolor garnituru zlewajacy sie z dekoracja itd.) po stronie sztabu Republikanow okazaly sie nie do zneutralizowania w ostatnich dniach kampanii prezydenckiej. Widzowie zobaczyli i wyrobili sobie zdanie.
Wiekszosc kobiet wyborcow poszla glosowac na Kennedy’ego ujeta jego uroda i meskimi cechami. W kontrascie do gapciowatego, paternalistycznego i duzo starszego Nixona Kennedy wygladal na promieniujacego sukcesem mlodego sportowca z latwoscia finiszujacego na ostatnich metrach. Kennedy tego wieczora spelnil sny i oczekiwania rodakow o wodzu i przywodcy. Byl lustrem odbijajacym pragnienia i aspiracje spoleczenstwa zmeczonego wojna wietnamska i targanego napieciami spolecznymi na tle rasowym.
Debat odbylo sie cztery wiec republilkanscy spin-doctors mieli mozliwosc na poprawienie bledow z pierwszego spotkania. Okazalo sie, ze jednak pamiec widzow jest bardzo trwala - do konca kampanii nie udalo sie zamazac negatywnego obrazu Nixona z pierwszego spotkania. Nixon przegral cala kampanii i w rezultacie fotel prezydecki przez jedna trwajace 60 minut spotkanie.
57% Amerykanów, którzy głosowali w wyborach roku przyznało, że telewizyjne debaty wpłynęły na ich decyzje dotyczace kandydatow. 6% głosujących (czyli prawie 4 mln osób) decyzję podjelo wyłącznie w oparciu o telewizyjna debate. Z tych 4 mln tylko 1 mln głosował na Nixona i 3 mln na Kennedy’ego. Dzięki debatom Kennedy zyskał az 2 mln głosów wiecej. Jesli to przyrownac do wynikow głosowania okaze się, że Kennedy pokonał Nixona minimalna różnicą 112 tys glosow. Prezydentem USA zostal John F. Kennedy sentor z Massachusetts.
Przeniesienie politycznych sporow do telewizji (i to w czasie prime time) stalo sie symbolem dla demokracji w USA jak i w innych czesciach swiata - regularne debaty telewizyjne zaraz po wyborach w Ameryce wprowadzily stajcje w Niemczech, Szwecji i Finlandii. Telewizja mogla wynosci i stracac w niebyt osobowosci i gwiazdy rozrywki - to samo mogla od teraz zaczac robic z politykami. Flirt polityki, wladzy i mediow zaczal przybierac na sile. “Kto ma media ma wladze” zaczeto mowic juz calkiem na serio.
Niezaleznie od wynikow wyborow nalezy zadac sobie podobne pytania jaki stawialy media po debatach Nixon-Kennedy: czy telewizja jako medium kladaca nacisk na obraz jest dobrym kanalem do przedstawiania racji kandydatow jesli wiadomo, ze widzowie zwracac beda wieksza uwage do wygladu i zachowania uczestnikow niz do elementow merytorycznych.
Czy naprawde w ciagu godziny czasu da sie rzeczowo przedstawic swoje racje? Czy da sie nawet czytajac tekst z kartki przedstawic plan i wizje danej partii na kluczowe dla obywatela i kraju sprawy? Czy porazka / zwyciestwo w debacie powinno wplywac na cala polityke prowadzona przez lidera i jego partie?
Czy naprawde chcemy aby kandydaci tworzyli klipy reklamowe streszczajace nam w 15” czy 30” cale swoje polityczne credo? Kto ma o tym decydowac jesli nie my - konsumenci tresci i odbiorcy mediow? Nie chcemy dowiedziec sie konkretow? A moze telewizja jako medium znane i powszechnie dostepne po prostu mobilizuje wyborcow do akcji i za to trzeba byc jej wdziecznym? Czy moze jest tez tak, ze dzieki telewizji ci, ktorzy nie interesuja sie politycznym dyskursem moga rowniez wyrobic sobie zdanie? Pytan i odpowiedzi od prawie 50 lat po pierwszej debacie politycznej przybywa.
W Polsce moda na debaty pojawila sie juz za czasow Okraglego Stolu (pierwszym byl pojedynek w studio miedzy Miodowiczem a Walesa). Wydaje sie jednak, ze podczas obecnych wyborow debata staje sie niemal fetyszem dzieki ktoremu kandydaci chca budowac swoja pozycje bez wzgledu na dotychczasowy dorobek. Spotkanie Kaczynski - Tusk bylo anonsowane jak walka bokserska. Podzial na rundy wzmaga i narzuca agresywny styl prowadzenia rozmowy - wet za wet. Uderzenie i odskok. Podniesc garde i wyprowadzic kolejny cios. Bo kto by sluchal i ogladal spotkanie kilkudziesieciu doradcow z obu stron klocacych sie na argumenty, liczby i fakty? To sie dobrze nie sprzeda w TV. Zawsze przeciez o zgrozo widz moze zmienic kanal.
Naprawde tego chcemy?
Głosuj na avatara mego
15:06 27th September 2007

Spot za spot, przeciąganie ludzi “lokomotyw” wyborczych między ugrupowaniami, socjotechniczne hocki-klocki ustawiające w szyku adwersarzy. Wybory za 3 tygodnie a do tej pory sam nie wiem po co i dlaczego miałbym wybrać partię X czy Y a może Z?…
W pamiętnym roku 2000 roku kiedy wybory prezydenckie wygrał (po raz pierwszy przez reelekcję w historii III RP) Aleksander Kwaśniewski grzebiąc marzenia “pięknego Mariana” Krzaklewskiego oraz Lecha Wałęsy (tylko 1,01% poparcia!) na wygodne lokum w Belwederze większości osób przeoczyła fakt, że oprócz “żywych” kandydatów pojawiła się Wiktoria Cukt będąca wirtualnym kandydatem. Kiedys jeszcze wspomnicie tą datę.
Wiktoria byłem eksperymetem artystycznym majacym pokazac, ze wszyscysmy zalatani, zabiegani i zaglosujemy na byle gie jesli tylko ladnie wyglada i mowi to co chcemy uslyszec (no prawie). Eksperyement tu i owdzie zostal dostrzezony, postulaty obsmiane zgodnie z zalozeniami i sprawa umilkla. Minelo kilka lat (dokladnie siedem) i mam wrazenie, ze ktos probuje juz nie tyle manipulowac mna ale robi to majestacie prawa.
Spoty wyborcze, ktore za nasze pieniadze (partie dostaja z budzetu kase na finansowanie) produkuja filmki w ktorych glowny udzial maja mniej lub bardziej profesjonalni aktorzy. Politycy sa ledwie wciskani na koniec jako element przekazu “a to na mnie masz glosowac”. Nie ma co analizowac samych produkcji - nie ma w nich nic co powinno sie znalezc w czasie dyskusji o kandydatach do Parlamentu - nie dowiedzialem sie jak partie zapatruja sie na sprawy np. wprowadzenia Euro w Polsce, jak widza role Polski w strukturach Unii itd. itp. W zasadzie nie dowiedzialem sie nic. Program nie jest istotny - istotne jest obecnosc w medium oraz sila przekazu.
Opozycja gra role narzucona przez partie rzadzaca. To smutne. Transfery, ktore rozpalaja umysly dziennikarzy i innych politykow odgrywaja role wew. barometru populranosci danej partii - jesli duzo osob przechodzi do partii X to znaczy, ze ta partia ma wieksze szanse wygrania mowia sobie inni “politycy” jeszcze nie zdecydowani. To rowniez smutne. Tabloidyzacja mediow, ktore maja okienko na newsy co godzine powoduje, ze politycy stali sie przyzwyczajeni do uwagi widzow oraz dziennikarzy - wystarczy powiedziec cos bardziej glupiego niz inni aby zaklepac sobie miejsce w newsach przez caly dzien.
Wsrod Pan poslanek i Panow poslow zasiadali juz piosenakarze, aktorzy, uczestnicy show telewizyjnego, przestepcy skazani wyrokiem, gangsterzy, lobbysci, detektywi i bogacze. Nic dziwnego, ze obecnosc mniej lub bardziej wirtualnego bytu nie wplynela by znaczaco na prace Wysokie Izby. Kto wpadnie pierwszy na to aby np. naklonic cala obsade “M jak Milosc” do wstapienia do partii X aby zlowic glosy widzow? Ktora partia sie odwazy na wystawienie na “jedynki” list wyborczych reprezentacje Polski w pilce noznej jeslii ta awanasuje do Mistrzostw Europy (wdziecznosc fanow pilki nie bedzie miala granic wtedy)?
A moze po prostu wychodujmy sobie AI i zawalczym o prawna mozliwosc wykorzystania takiego tworu. Japonczycy maja swoje Idoru a my co? Mamy byc gorsi? Moze nie beda to tak ladne AI jak Kyoto Date ale coz - nawet cos na ksztalt Dody Elektrody (dla mnie ona juz jest tak sztuczna, ze w zasadzie nie zdziwie sie jak podczas ktoregos koncertu oblana woda zacznie iskrzyc) nie bedzie takie zle. W koncu zawsze mozemy zamienic ja na model robota Mandaryna (tylko ten nie umie spiewac) albo meska wersja Rubik (tylko w tym wypadku problemem moze okazac sie utrzymanie grzywki w odpowiednim stanie).
Co ciekawe - wszystkie partie (wlacznie z opozycyjnymi) odrzucaja dyskusje na temat sensownosci dofinansowania z budzetu panstwa dzialalosci. Wyglada na to, ze te swiete krowy, ktore juz raz sie dostaly na wymarzona laka ciezko bedzie je stamtad przegonic.
PS. Jak ilustrację wpisu użyłem zdjęcia z plakatu do filmu “Simone”. Film kiepski (Al Pacino chyba nie do konca wiedzial w czym gra) ale wazne, ze w temacie :)
Nowy wspaniały świat
21:58 23rd September 2007

Wykrakałem. Stało się. Nadchodzi pogromca wszystkich sekond lajfów, łorkraftów i innych tibii. Nic tak nie rozwija gry jak tworzenie jej przez samych graczy (hmm gaming 2.0 ?) prawda stara jak świat. Pokolenie graczy RPGów tworzących własne systemy, postacie i bohaterów wie to doskonale. Panie i Panowie - powitajmy meta-grę za pomocą której możemy stworzyć własny świat massive multiplayer online…
Jestem geniuszem i wizjonerem. Tak proszę się do mnie zwracać (będę banować komentujących jeśli nie będziecie się tak do mnie zwracali - tak jak to robi inny geniusz Rubik na swoim forum) Wykrakałem bo na początku tego roku popełniłem ten wpis wskazując kierunki zmian jakie powinny zajść w przyszłości w dziedzinie tworzenia nowych rozwiązań i platform oferujących wirtualne światy. Proszę przeczytać co w swojej skromnej genialności napisałem:
“Czego możemy oczekiwać w przyszłości po grach sieciowych “MMO 2.0?
> social game developing - tworzenie rozwiązań i opcji na zasadzie zamian w otwartym kodzie.
> mash-upy - branie części świata (np. ekonomia) i implementowanie go do drugiego uniwersum
> swobodne przemieszczanie się między światami = możliwość konwersji postaci (współczynniki / finanse itd.)
> upowszechnienie kodu = szybszy czas developowania nowych rozwiązań i funkcjonalności
> otwarcie świata gry lub też wydzielenie jego części i oddanie pod zarządzanie użytkownikom”
Otóż dziś trafiłem na informację o projekcie Metaplace. A Metaplace to:
“Metaplace is a next-generation virtual worlds platform designed to work the way the Web does. Instead of giant custom clients and huge downloads, Metaplace lets you play the same game on any platform that reads our open client standard. We supply a suite of tools so you can make worlds, and we host servers for you so that anyone can connect and play. And the client could be anywhere on the Web.”
Dawno temu w grze “Populus” gracz wcielał się w rolę Boga. Teraz może stać się twórcą gier - i nie jest to produkt z serii “tycoon” tylko platforma z krwi i kości do budowy wirtualnych światów.
TADAAAM! Po pierwsze jeśli dobrze zrozumiałem z tego co jest na stronie opisane, wszystko ma się dać skalować - niezależnie od tego jaki sobie świat wykreujemy twórcy Metaplace (czyli firma Areae) poradzą sobie z kilkoma milionami naszych graczy. Wszystko oparte o te same rozwiązania, które znamy: RSS, wyszukiwanie, tagowanie itd. Jakiego typu gry można będzie tworzyć? Każde - shootery, klasyczne RPGi, puzzle - wszystko co sobie wymyślimy i zażyczymy. Ja chyba bym chciał spróbować np. wrzucić swój wirtualny świat jaki stworzyliśmy z kolegami grając wspólnie w AD&D.
Na razie dostępna jest tylko grafika 2D ale na tym filmie pomysłodawca Metaplace, Raph Koster wyjaśnia i pokazuje co będzie dostępne w przyszłości - avatary 3D są już w planach.
“Build a virtual apartment and put it on your website. Work with friends to make a huge MMORPG. Share your puzzle game with friends. We have a vision: to let you build anything, and play everything, from anywhere.”
Podstawową różnicą dotyczącą wszystkie gry MMO obecne na rynku jest ograniczenie się do własnego zamkniętego świata. Jest to naturalne dla twórców - chcesz pograć, zapłać. Metaplace będzie platformą zatem “no more walled gradens”. Mój komandos będzie mógł pograć w berka z ninją z gry kolegi. Jeśli narzędzie udostępnione będą proste Metaplace ma szansę szybciutko zakasować Second Life. Ciekaw jestem ich modelu biznesowego - czy będą narzucali coś (np. pobierali 10% flat fee od obrotu w każdym wirtualnym świecie stworzonym na systemie Metaplace?) czy podejdą w styli “web-dwa-zero” i dadzą szansę samym graczom na wymyślenie nowej formy dzielenia się przychodami. Jeśli będzie fajna na pewno znikną koszmarni “chińscy farmerzy” i boty, które są udręką i zmorą wszystkich MMO.
Dlaczego uważam, że Metaplace może być hitem na skalę MySpace? Daje możliwość kreacji dowolnego wirtualnego świata. Platforma jest otwarta (żadne tam API nie jest potrzebne, grzebiesz w kodzie jak chcesz) i daje możliwość łączenia różnych uniwersów. Pomyślcie o takiej platformie, która łączyłaby google, myspace i itunes. kosmos.
Metaplace wspiera, hostuje, rozwija kod - ludzie tworzą treść (content), nadzorują i rozwijają własne światy. Każdy nowy film może sobie stworzyć w ramach promocji uniwersum z postaciami z tegoż filmu. Każda firma tworząca gry może szybciutko stworzyć wersję multiplayer i przetestować swój produkt. A to wszystko da się operować za pomocą narzędzi znanych twórcom stron www. Twórcy zapewniają o wsparciu widżetami - kto by nie chciał zamieścić swojego player taga z historią postaci z WoW z jej poziomem, broniami? Ha. Teraz możesz sobie wstawić to na Facebook’a. Po prostu wszystko co zawsze chciałem zrobić z wirtualnym światem teraz będę mógł robić sam!
Metaplace brzmi jak utopijny pomysł. A każda utopia niesie ze sobą zagrożenia. Pojawią się na pewno światy “pirackie” czyli np. ktoś skopiuje założenia np. z Eve Online albo z WoW i zrobi z nich swój własny. Ktoś zrobi grę opartą o cykl “Star Wars” i nie będzie chciał płacić tantiemów Lucasowi. Ktoś zrobi po prostu wirtualny burdel z nastolatkami. Ktoś inny włamie się do czyjegoś świata i zmieni tekstury bohaterom na wzorki z penisami. Ech. Na pewno będzie sporo kwestii prawnych do rozwiazania - biedni prawnicy!
I na koniec ostatni cytat: “Metaplace allows more diversity. Right now, there are lots of people who want to use virtual worlds for research, or education, or business, but it’s just too darn hard to get one going. Now you can create a world in just a few minutes and start tailoring it to your needs. Basically, we wanted to democratize the process of making online spaces of all sorts.”
Demokracja jak część reguł gry komputerowej? Hmm czemu nie. W niektórych państwach nawet teraz demokracja jest już tylko zabawą dla tych, którzy mają władzę.
PS. Pamiętacie z filmów z cyklu “Alien” korporację która często pojawiała się (m.in jej wytorem był android Bishop)? Nazywała się Weyland-Yutani a jej hasło brzmiało “building better worlds” - jakże pasuje do Metaplace!:)
PPS. I jest już kolejny rywal - ScreenCaster. Idea podobna jak w przypadku Metaplace - zbuduj własny wirtualny świat z gotowych elementów. Trochę wyglądem przypomina Second Life.
UPADATE (za Wirtualnymi Mediami):
“Koncerny medialne, technologiczne i spółki kapitałowe zainwestowały w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy ponad miliard dolarów w firmy działające w segmencie wirtualnych światów.
Jak informuje serwis Marketing Charts, powołując si8ę na badanie firmy Virtual Worlds Management, w okresie od października ubiegłego do października obecnego roku, inwestycje w 35 wirtualnych światów przekroczyły poziom miliarda dolarów.
Przeważająca część pochodzi z dwóch transakcji. Koncern Walt Disney Co. wyłożył 700 milionów dolarów na zakup skierowanego do dzieci Club Penguin, a Intel Corp. za 110 milionów dolarów przejął firmę Havok, zajmującą się tworzeniem grafiki w wirtualnych światach.
Pozostałe 196,8 miliona dolarów zostało zainwestowanych w 33 firmy, m.in. Doppelganger, Double Fusion, Emergent, Gala i Network Game Interaction. Poza Walt Disney Co. i Intelem, największymi inwestorami byli w badanym okresie Redpoint Ventures, Charles River Ventures, Rustic Canyon Partners, CBS, Time Warner i Peacock Equity Fund.”
Polska jest partią
11:43 20th September 2007

Nie, nie popadlem w jesienna depreche. To trawestacja hasła Partii Kobiet o której głośno zrobiło sie wczoraj kiedy to media obiegl projket plakatu wyborczego z nagimi paniami zaslonietymi tylko biala tablica z logo partii i haslem…
Przed polityka w Polsce nikt nie ucieknie. Wie to nawet szef Prokomu Ryszard Krauze (czy moze za chwile Ryszard K.), ktory mial ta watpliwosc przyjemnosc przyjaznic sie z obecnym prezydentem i za to panowie z firmy “C” ganiaja za nim po calym swiecie. Moze to zemsta za to, ze Krauze nie zapraszal Kaczynskich na turnieje tenisowe w Sopocie?
Przed polityka i wyborami nie da sie uciec - po prostu bedziemy zmuszeni do kosumownia medialnego belkotu i watpliwej jakosci popisow “ynteligncji” z lewa czy prawa. Niestety w Polsce ubywa rownie szybko wiarygondych politykow co i dziennikarzy - Tomasz Lis zostal w Polsacie bana od Solorza. Zyczliwi podpowiadaja, ze stalo sie to w wyniku znalezionych akt WSI w ktorych krol polskich mediow (kto pamieta ile paszportow ma p. Solorz? Oprocz paszportu Polsatu rzecz jasna) jawi sie jako wspolpracownik wiadomych sluzb. Czyli teraz wystarzczy znalezc haka na Wejcherta i Waltera aby media zostaly “odzyskane”. Brawo!
Wrocmy jednak do pani Gretkowskiej. Wbilem sie na strone jej partii poczytalem sobie postulaty i musze powiedziec, ze sa sensowne. Problem jaki widze podstawowy to taki, ze niestety jak kazda partia wyksztalciuchow kieruje swoje sluszne postulaty do bardzo waskiej grupy. To o czym do mnie pisze Gretkowska jest czasami temat spotkan wyksztalconych pan w duzych miastach (zaraz po ploteczkach i dawce zakupowych porad). Jesli pani Maneula z ekipa chce przeskoczyc sejmowe progi musialaby polecic bardziej populistycznie. I tutaj zonk. Populistycznie jada juz wszystkie partie poczawszy od PiS a skonczywszy na nowym LPR (tak, tak mamy nowy LPR = Liga Prawicy Rzeczpospolitej).
I tutaj pozytyw - zdaje sie, ze panie z PK dobrze odrobily prace domowa bo na swojej stronie opublikowaly wdzieczny, populistyczny i do bolu seksistowski spot z Agnieszka Rylik pt. “w obronie praw kobiet”. Jak Partia Kobiet wyobraza sobie obrone praw w Polsce prosze sobie obejrzec tutaj. Sweet :) Od “Seksmisji” rozni sie tym, ze w filmie Machulskiego baby mialy przynajmniej fajne seksowne ciuszki i generalnie wszystkie byly raczej les.
Czyli albo szczytne i wywazone hasla, albo klepanie bzdur na uzytek gawiedzi z nadzieja, ze ciemny lud to kupi. A ciemny lud kupuje w Polsce kupuje bajki nasiakniete religia i duza doza strachu. Taki wyborczy “koktajl molotowa” serwowany jest nam od 2005 roku non stop. Kto za to placi? Ja, pan - spoleczenstwo.
Wlaczam dzis TVN24 i widze Nelly Rokite podczas swojej pierwszej konferencji w Palacu Prezydenckim. I co mowi ta wyksztalcona kobieta? Otoz zona Jana Rokity oznajmuje, ze pragnie dialogu feministkami. Czyli dla pani Rokity feministki to twory pokroju Ben Ladena - chowaja sie gdzies po bramach i knuja w celu obalenia porzadku spolecznego. Nie mozna ich zwalczyc wiec trzeba pertraktowac. Zapewne te najbardziej radykalne feministki juz szykuja sie do spotkania ze slodka Nelly ostrzac bron biala i palna.
Kolejna wypowiedz z ust Doradcy Prezydenta ds. Kobiet powalila mnie tekstem, ze zamierza uwaga, uwaga nawiazac dialog z siostrami zakonnymi bo w Polsce jest ich ponad 30 tys. Czyli juz wiemy jak konserwatywna kobieta polityk zamierza broni praw swojej plci - zaprosi do okraglego stolu przedstawicieliki wszystkich zakonow i bede deliberowac o wyzszosci swiat Wielkiej Nocy nad swietami Bozego Narodzenia w asyscie chlopcow z BORu. Przylaczam sie do slow Radka Sikorskiego - Panie Rokita, wymien pan zamki w drzwiach!
Pazdziernikowe wybory przez PO i PiS zapowiadane sa jako nie tyle starcie ale prawiej jak zderzenie cywilizacji. Ci chca na wschod krzyczy Platforma - nie pozwolimy zgnilem zachodowi wejsc glebiej odpiera PiS. Fajnie, strasznie i glupio przed znajomymi z innych krajow, ze nasz rzad i opozycja kloca sie o to czy jestesmy czy nie w Europie.
Czy beda zatem jakies pozytywy tych wyborow? Zapewne tak - jesli PO da ciala na co sie zanosi (kazde zwyciestwo PiS nawet o 0,5% bedzie odtrabione jako “miazdzaca przewaga”) to “Donaldu Tusku” jak mawia o nim min.Ziobro zostanie zgilotynowany przez swoich dzialaczy. Byc moze Samoobrona i nowy LPR nie dostana sie do Sejm i znikna bez dofinansowania patyjnego ze strony panstwa. Acha no i last but not least - nie bedzie Euro 2012 bo przeciez po wyborach to nie bedzie temat numer jeden. UEFA w grudniu odbierze nam prawa do organizowania zebysmy sie nie skompromitowali.
A na koniec wiersz Juliana Tuwima -co prawda temat jest inny, ale zamiast slowa “wojna” wstawcie “polityka” i wszystko bedzie sie zgadzalo. Jak ktos chce posluchac w wersji audio to polecam ten zespol z tym kawalkiem.
Do prostego człowieka
Gdy znów do murów klajstrem świeżym
Przylepiać zaczną obwieszczenia,
Gdy “do ludności”, “do żołnierzy”
Na alarm czarny druk uderzy
I byle drab, i byle szczeniak
W odwieczne kłamstwo ich uwierzy,
Że trzeba iść i z armat walić,
Mordować, grabić, truć i palić;
Gdy zaczną na tysięczną modłę
Ojczyznę szarpać deklinacją
I łudzić kolorowym godłem,
I judzić “historyczną racją”,
O piędzi, chwale i rubieży,
O ojcach, dziadach i sztandarach,
O bohaterach i ofiarach;
Gdy wyjdzie biskup, pastor, rabin
Pobłogosławić twój karabin,
Bo mu sam Pan Bóg szepnął z nieba,
Że za ojczyznę - bić się trzeba;
Kiedy rozścierwi się, rozchami
Wrzask liter pierwszych stron dzienników,
A stado dzikich bab - kwiatami
Obrzucać zacznie “żołnierzyków”. -
- O, przyjacielu nieuczony,
Mój bliźni z tej czy innej ziemi!
Wiedz, że na trwogę biją w dzwony
Króle z pannami brzuchatemi;
Wiedz, że to bujda, granda zwykła,
Gdy ci wołają: “Broń na ramię!”,
Że im gdzieś nafta z ziemi sikła
I obrodziła dolarami;
Że coś im w bankach nie sztymuje,
Że gdzieś zwęszyli kasy pełne
Lub upatrzyły tłuste szuje
Cło jakieś grubsze na bawełnę.
Rżnij karabinem w bruk ulicy!
Twoja jest krew, a ich jest nafta!
I od stolicy do stolicy
Zawołaj broniąc swej krwawicy:
“Bujać - to my, panowie szlachta!”.
3 komentarze »
