Głowy w chmurach

22:00 25th May 2009

głowy w chmurach 2k9

Pierwszego dnia konferencji 2K9 jednym z punktów programu były prezentacje portali – w domyśle ich pomysłów na ściganie się z konkurencją, umiejętności wyciągania wniosków z obecnych problemów, nowych produktów i wizji rozwoju…

Trochę mi głupio, że nie będę mówił w samych superlatywach o 2k9 bo wbiłem się na nią na “krzywy ryj” jako pomoc techniczna Maćka Budzicha ale obiecuję, że krytykować konstruktywnie będą samych panelistów i atmosferę niż samą imprezę i jej twórców (których pozdrawiam i zapraszam do wysłania mi następnym razem bezpłatnego zaproszenia! :)

Pominę występ gościa specjalnego (Diego Semprún de Castellane) bo nie miałem okazji zobaczyć stojąc w porannych korkach – skupię na tym co według mnie jest pewnym trendem wśród największych graczy (przy okazji – wśród prezentacji pojawiał się pewien termin. Otóż portale nazywają siebie teraz “wydawcami” – jak rozumiem ma to zbliżać kolegów i koleżanki z portali do starych mediów i pokazywać, że w portalach to nie tylko “papowskie” przedruki ale własne treści powstają).

Gazeta, WP i Onet (Tomasz Jażdżyński zamiast o portalu Interia, któremu przewodzi mówił o rynku, wycenach i akwizycjach firm internetowych – bardzo ciekawe bo okraszone dużą porcją liczb i statysty) mówiły o tym co mają zamiar zrobić zamiast spróbować wyjaśnić jakimi środkami zamierzają pokonać kryzys (to straszne słowo na “k”) i dalej dynamicznie rozwijać się. Przynajmniej taki był zamiar.

Prezentacja Tomasza Józefackiego z Agory zrobiła na mnie złe wrażenie – nie ze względu na styl ale na fakt, że tak jak i pozostali w ogóle nie podjął tematu i uciekał od odpowiedzi na temat kondycji portalu i pomysłów na wyjście z impasu (deliktanie mówiąc), zgotowanego przez byłego prezesa zakupem Tradera. Pojawiając się na spotkaniu branżowym na pewno musiał liczyć się z pojawieniem się takich pytań – niestety uciął je w najprostszy sposób mówiąc, że na nie nie odpowie. Szkoda.

Jasne – nie wymagam abym na branżowej konfie gdzie są wszyscy konkurenci szczerze spowiadać się ze swoich dokładnych planów rozwoju – chciałem tylko usłyszeć, że firma ma problemy ale ma też plany czy coś podobnego. Zamiast tego usłyszałem, że Agora ma dużo marek i umie nimi zarządzać. To trochę za mało jak na reprezentanta koncernu, który wykazała stratę dziewięćdziesięciu paru milionów na początku tego roku w wyniku przejęcia internetowej firmy.

Analizując po spotkaniu wydaje mi się, że w końcu udało mi się znaleźć podstawowe różnice w prezentacji Michała. Różniła się od innych “portalowych” prezentacji adresatem. Michał mówił do zebranych na sali i “marketerów” a jego konkurenci do swoich rad nadzorczych i prezesów spółek. Onet, WP, Interia i Gazeta to firmy zamocowane w dużych firmach z bardzo rozbudowaną strukturą: zarządami, prezesami, osobami decyzyjnymi.

Te prezentacje były kierowane właśnie do nich z ukrytym przekazem “mamy wizję i pomysły, poczekajcie nie ścinajcie jeszcze naszych głów!”.

Michał pokazywał sytuację obecną wynikłą z konsekwencji decyzji podjętych kilka la temu. Panowie z WP, Onetu i Gazeta uciekali do przodu raz chcąc zanegować sytuację (“jest źle ale bez przesady – inni mają gorzej”) a dwa, że tak naprawdę nie mają pojęcia jak i co mają zmieniać (nie twierdzę, że wiedzą to zarządzający o2).

Te prezentacje były przygotowane na podstawie tezy “jest kryzys – mój przełożony będzie chciał się dowiedzieć jaki ja mam pomysł na odbicie się od dna”. Niestety prawie wszystkie pomysły (np. Onet i WP ze swoją strategią “trzech ekranów”) wzięte rodem z końca bańki 1.0 i tak samo kiepsko się ich słuchało.

To było jakieś próby wyciągania z rękawa zgranych kart – mobile, iptv, które od lat nie mogą w Polsce na dobre wypalić. Czy dla Grupy Onet stworzenie nawet 10 serwisów wielkości “Onet lajt” pozwoli na pokrycie strat związanych ze spadkiem reklamodawców? Chyba nie bo reklamodawców na “mobajlu” jeszcze trudniej namówić.

Na tle poprzedników prezentacja Michała Brańskiego wyglądała na (w moim przekonaniu) lekko ironiczną i ucierająca nosa przez skoncentrowanie się na “tu i teraz”. Michał zamiast pokazywać “przyszłość” i czytać z fusów skupił się na analizie problemów rynku AD 2009 – braku edukacji klientów, wmawiania im, że zasięg rozwiąże wszystko (wielbienie Megapanelu i kupczenie ruchem mniejszych serwisów), brak przygotowania do sprzedaży w modelu CPA tam gdzie to można robić i last but not least – zwalanie na kryzys wszystkich problemów, podczas gdy należy mówiąc brutalnie zamknąć się i zapieprzać aby jak najszybciej z tej zapaści wyjść.

To jest również dobra ilustracja co do tego jak myśli się i pracuje w “dużych firmach” – szybkość reakcji, ilość stanowisk i ludzi, których trzeba przekonać do swojego pomysłu czy wreszcie czas wdrożenia nowego pomysłu zajmuje czasem o wiele więcej czasu niż czasami trwa proces zmian rynkowych. Innymi słowy reakcja na kryzys u “dużych” może się pojawić w momencie kiedy część rynku z którego żyją przestanie istnieć. Wiem, brzmi kasandrycznie ale zerknijcie na statystyki dzienników, tygodników i miesięczników z pierwszego kwartału – równia pochyła.

Od liderów rynku w 2009 roku chciałbym dowiedzieć się co chcą zrobić w dziedzinie mobile poza zbudowaniem “lajtowej” wersji swojego portalu i pokazywaniem w Plejadzie treści z TVN (case Onetu). Robi zapewne dużo wewnątrz, ale do świadomości “branży” przenikają bardziej takie wydarzenia jak cięcia w zatrudnieniu na wysokich szczeblach – komentowane zresztą żywo na forum Internet Standard przez byłych i obecnych pracowników co na pewno nie służyło budowaniu dobrego PR portalu z Wiertniczej.

Idąc dalej – co WP jako portal może dać polskiemu rynkowi poza chwaleniem się związkami z telekomem – wszak WP Mobi czyli pomysł na bycie wirtualnym operatorem zdechł całkiem niedawno (pomimo posiadania w grupie Orange!). Czy Interia poza wywalaniem kasy na szumne kampanie z coraz dziwniejszym przekazem jest w stanie stworzyć coś oryginalnego.

Czy Agora mogłaby wyjaśnić po co oddziela Wyborczą.pl od Gazeta.pl i z uporem mówi, że tak jest lepiej (może dla struktur wew. firmy jest lepiej ale do internauty to jest bajzel semantyczny). Rozumiem, że Gazeta ma Bobery a Wyborcza drukuje wywiady z Michnikiem natomiast można jakoś wymyśleć istnienie treści tak od siebie różnych w ramach jednego podmiotu. Innym jakoś to się udaje.

Ptaszki w wielu branżach ćwierkają, że te największe tąpnięcie i szatkownia budżetów reklamowych są jeszcze przed nami – dopiero do nas dochodzi kolejna fala. Jeśli niektóre stacje TV straciły już 20%-30% swoich budżetów, gazety 30%-50% i nawet reklamodawcy internetowi zaczynają przykręcać kurek to jesień po okresie wakacyjnej plaży jawi się jako bardzo bardzo ciekawy czas rozliczeń, dymisji i bankructw dużych i znany marek.

Obserwujcie i wyciągajcie wnioski z tego co się dzieje w Merlinie i Empiku. Rynek e-commerce w Polsce zmieni się znacząco w czasie następnych 6 miesięcy. Nie tylko portale będą miały ciężko – cała branża medialna i reklamowa dostanie po nosie. Nie będzie zwycięzców i pokonanych tylko Ci którym udało się zminimalizować skutki recesji.

Być może nie w czasie tego kryzysu ale w następnym zobaczymy jak modele zasięgowe i wciskanie kitu, że “każdy user jest taki sam – nieważne czy walimy do niego reklamą na Onecie, Pudelku, blogu czy społecznościówce” w końcu się wywróci. Bynajmniej nie wieszczę szybkiego końca CPMów i reklamy “displayowej” – podobnie jak w usługach GSM nadal tryumfy święci stary, brzydki SMS. Zmiany jednak dokonują się i erozja starych modeli postępuje od paru lat.

Na koniec pozwolę sobie zacytować oficjalne podsumowanie konferencji:

“Wystąpienia prelegentów podczas konferencji Internet 2k9. Złoto tylko dla zuchwałych potwierdziły, iż krajowa branża on-line jest sektorem wyraźnie ukształtowanym, silnym i co ważne posiadającym strategię rozwoju, również w okresie spowolnienia gospodarczego. Nikt nie zamierza spocząć na laurach, kryzys jest dla internetu niewiarygodną szansą, której chyba nikt nie chce zaprzepaścić i nie wykorzystać. Złoto zdobywają zuchwali – tych wśród polskich graczy on-line nie brakuje, o czym z pewnością będzie można się przekonać już za rok na kolejnej konferencji z cyklu 2k. Oby było to udane i pełne fajerwerków podsumowanie trudnego i pełnego wyzwań roku 2009.”

Niektórzy nadal mają głowy w chmurach. Dobrze jeśli spojrzą w dół bo inaczej za chwilę nie będą mieli po czym stąpać.

apple app store

W ostatnich dniach korporacje Apple opublikowała kilka wyników, które pokazują kondycję finansową firmy jak i rynków na których działa. Jakie to są wyniki? Ano niestety dla konkurencji bardzo dobre…

Oficjalnie potwierdzono – z App Store została pobrana MILIARDOWA aplikacja. App Store’owi udało to się osiągnąć w czasie 9-ciu miesięcy. Patrząc na to jak App Store zmienił rynek dystrybucji aplikacji można tylko zastanawiać się dlaczego dopiero teraz tak się stało? Ano może dlatego, że zamiast multi pazernej polityki większości agregatorów w stylu 60:40 postawiono na odwrócenie proporcji na 30:70?

Badania pokazują, że posiadacze iPhone’ow po prostu korzystają z platformy dystrybucji software’u w przeciwieństwie do posiadaczy komórek innych producentów. A przecież to nie Apple wymyślił taki model sprzedaży.

Ilość iPhone’ów i iPod’ów Touch wzrosła do 37 milionów sztuk z 17-tu w grudniu 2008. Skąd taki nagły skok? To proste: “The sum of iPhone plus iPod touch is now about 37 million units… The iPod touch is the runaway hit and it’s clearly being driven by the App Store.”

iPhone i jego system operacyjny ma około 50% rynku urządzeń określanych jako “smartphones”. Google z Androidem, Microsoft z Windows Mobile nie tyle co powiększają udział ale wręcz tracą. Jedynie RIM czyli BlackBerry może stawać w szranki i konkury z iPhone OS. I pomyśleć, że Apple wymuszając na operatorach komórkowych przygotowanie specjalnych pakietów (mniejsze opłaty, większe limity) związanych z transferem danych doprowadziło do sytuacji w której użytkownicy iPhone’ów w 95% przypadków korzystają z Internetu w telefonie. Dziwne, nie?

No dobra, mamy kryzys. Ile kasy stracił Apple w wyniku tąpnięcia światowych rynków, recesji i chaosowi w branży finansowej? Wygląda na to, że mało skoro obecnie posiada nadwyżkę w wysokości 29 miliardów dolarów. Widocznie na drogim sprzęcie wychodzi się lepiej niż na sprzedaży kiepskiego softu (tu odniesienie do MS i kampanii “laptop hunters”).

I na koniec zagadka – a jaki procent wśród globalnej sprzedaży telefonów komórkowych zajmuje Apple?

…1% (jeden procent).

Bo jak głosi stara prawda – czasami warto mieć tylko 1% jeśli rynek jest warty kilkaset miliardów dolarów.

Halo Nokia (90% w plecy w porównaniu do analogicznego okresu w poprzednim roku)! Halo Microsoft (6% wartość całej firmy w dół – po raz pierwszy od 23 lat)!

Augmented Reality i komórki

8:00 27th March 2009

Pokazywałem na żywo na Auli Polskiej jak prosto i szybko można przygotować trójwymiarowy model, sprzęgnąć z kamerą wbudowaną w laptopa i zacząć się bawić w AR. Teraz powoli powoli wygląda na to, że w końcu telefony komórkowe dojrzały do tego żeby zacząć myśleć o AR poważnie…

Poniższy filmik pokazuje obecne możliwości (z wykorzystaniem nie tylko iPhone’a. Ufff.) AR z wykorzystaniem wbudowanej w słuchawkę kamerki oraz skryptów animacji. Bawienie się z wirtualnym psem, pojenie go wodą albo strzelanie do zombie – cóż może nic skomplikowanego ale pomyślmy o żetonach sprzedawanych jako dodatki w prasie które powodują dodanie nowych postaci do Twoje armii..Fajne? Fajne :)

Bardzo wirtualni operatorzy

22:11 23rd March 2009

bardzo wirtualni operatorzy

Wygląda na to, że pierwsze miesiące 2009 roku bardzo ostro zweryfikowały biznes plany naszych rodzimych MVNO’ów – przynajmniej jeden z nich pójdzie pod młotek a jeden zostanie zamknięty aby ograniczyć dalsze straty. Dlaczego rynek wirtualnych operatorów jest tak bardzo mało przyjazny? Co trzeba mieć albo co zrobić aby zacząć zarabiać w tej branży?

Na pewno nie wystarczy ruch na serwisie. Tu boleśnie rozczarował się portal WP, który oznajmił, że odstrzeliwuje swój projekt WPmobi. Jak podaje RP: “Grupa Telekomunikacji Polskiej, do której należy portal Wirtualna Polska, zdecydowała, że nie będzie utrzymywać marki WPmobi, która w szczytowym okresie miała ok. 2,5 tys. aktywnych użytkowników. Ostatnio ich liczba spadła poniżej 1 tys. W poniedziałek z głównej strony portalu Wirtualna Polska zniknęła reklama usług komórkowych właśnie pod tą marką.”

Dwa i pół tysiąca użytkowników pozyskanych przez drugi co do wielkości portal w Polsce. To robi wrażenie pamiętając ile kasy WP wrzuciło na promocję – były billboardy, jakieś konkursy dużo zamieszania.

Kto jeszcze planował rozbić rynkowe bariery aby znaleźć się wśród baronów komórkowych? W Polsce koncesje na usługi MVNO ma kilkanaście firm m.in: Mobilking, mBank, Carrefour, PKO, Allegro a nawet Biedronka (w której nie można płacić zwykłą kartą!! Zuuuoo!!). Gadu Gadu Network przebąkiwało coś ostatnio, że również chcą wejść w skórę wirtualnego operatora ale pewnie obecnie skutecznie zapał został ostudzony rynkowymi wynikami konkurencji.

Śmiejecie sie z WP i TPSA? Poczekajcie. Jeśli duży portal (ale jednak tylko portal) ma problemy z pozyskaniem użytkowników to może lepszy będzie tradycyjny gigant medialny? Co powiecie na Polsat? Proszę bardzo – firma Solorza pozyskała 39 tysięcy użytkowników. Jeśli porównamy to z danymi dotyczącymi całego rynku MVNO ( w zależności od źródeł szacuje się rynek na od 160 do 300 tys. użytkowników) to okaże się, że Polsat ma prawie 1/4 całego rynku – nieźle ale zapewne Mr. “I have many passports” Solorz miał aptetyt na znacznie więcej.

Idźmy dalej. Mój ulubieniec – Mobilking, którego seksowne spoty miał być znakiem rozpoznawczym dla całej masy panów w średnim wieku kupujacych “pyfko” i “starterek” ledwo zipie do tego stopnia, że fundusz, który wywalił kasę na reklamy w stylu enerdowskie soft porno czyli Penta do końca lutego chciał sprzedać Mobilkinga bo inaczej spółkę czeka bankructwo. Mamy koniec marca, nie słychać nic o wyprzedaży masowej własności Mobilkinga więc może się udało dostać kasę od bogatego wujka.

“MEC nie podaje wyników finansowych, ale z monitoringu mediów wynika, że tylko na reklamę spółka wydała w 2008 r. ponad 20 mln zł. Mobilking sprzedał ok. 150 tys. kart SIM. Z szacunków „Rz” wynika, że jego obecne miesięczne przychody mogą wynosić 0,5 – 1 mln zł miesięcznie.”
Czyli jeśli dobrze pójdzie to możliwe nawet, że w czasie dwóch lat spółka stałaby się rentowna jeśli nic nie spowoduje gwałtownego spadku ilości użytkowników.

Główna przyczyna problemów operatorów? Łatwo zgadnąć…ceny. Stawki 0,25 – 0,29 zł za minutę po odliczeniu kosztów usług operatorów od których kupowany jest ruch dają bardzo małą marżę co oznacza, że aby wyjść na swoje usługi MVNO musiałby być konsumownae przez dużą liczbę użytkowników. Przykład WP pokazuje, że nie jest łatwo.

Czyli Panowie i Panie – branża mobilna jest fajna jeśli jest się operatorem nie wirtualnym, posiada się własną infrastrukturę i dyktuje warunki – reszta peletonu może tylko płakać i płacić.

Technika noszona

8:00 19th March 2009

Coraz bardziej zbliżamy się do momentu kiedy nasze własne ciało stanie się jedynym elementem potrzebnym do interakcji z techniką – będziemy zasilali, wyświetlali, analizowali otaczającą rzeczywistość za pomocą technologicznych “upgrade’ów” noszonych na albo w naszych organizmach…

Kolejny filmik wyłowiony z archiwów TEDa (dzięki Garmilowi) pokazujący, że za 350$ możemy już teraz zbudować coś co radykalnie zmienia sposób korzystania z informacji. Może za 5 lat coś takiego będzie po prostu wszczepiane jako ozdoby?

OMG Samsung!

8:00 24th February 2009

W Barcelonie mobilny szał i wypas. Dziennikarze i aspirujący blogerzy raczą nas newsami i njusami. Nowy model, cudowne funkcje, kolejny ajfon killer, większy wyświetlacz, lepszy obiektyw. A czasami po prostu wystarczy wziąć do ręki słuchawkę aby przekonać się, że to po prostu nie działa…

I zanim znowu dacie się nabrać na kolejny marketingowy slogan, bajer czy wymyślony przy okazji akcji promocyjnej pierdolet pamiętajcie, że nic nie zastąpi starego, dobrego macania.

Podpatrzone u Maciasa na 2UP.


How Not To Do Touch Technology from Gizmodo on Vimeo.

Jak wygrać Seedcamp?

1:54 24th February 2009

mini seedcamp warsaw

Finaliści Seedcamp Week z Adtaily.com radzą tegorocznym konkursowiczom. Już tylko 9 dni pozostało twórcom z Polski, Węgier, Czech, Ukrainy i pozostałych państw Europy Wschodniej na zgłaszanie swoich projektów do Mini Seedcamp, międzynarodowego konkursu na dobrze zapowiadający się startup, który odbędzie się 18 marca br. w Warszawie. Wyróżnieni w ubiegłorocznej edycji Seedcamp Polacy podpowiadają jak dostać się do ścisłego finału w Londynie, zainteresować inwestorów i dostać szansę…

Zainteresowani uczestnictwem w Mini Seedcamp mają jeszcze czas do północy 3 marca 2009, aby zgłosić swój projekt za pomocą platformy aplikacyjnej na stronie http://seedcamp.com/pages/warsaw09.

Jakub Krzych i Marcin Ekiert z Adtaily.com, finaliści ubiegłorocznego Seedcamp Week w Londynie, przygotowali listę wskazówek dla uczestników tegorocznej edycji Seedcamp jak i innych tego typu konkursów.

Strona internetowa

1. Opisz swój startup – po ogłoszeniu listy startupów zakwalifikowanych do finału Mini Seedcamp w Warszawie Twoja strona może być odwiedzona przez kilka tysięcy użytkowników z całego świata. Informacje o założeniach projektu, najlepiej w języku angielskim, pomogą Ci zainteresować nim internautów już na etapie wstępnych planów.

2. Informuj o swoim projekcie – pozwól śledzić internautom wiadomości o rozwoju swojego projektu – poprzez RSS na blogu, konto na Twitterze (platforma umożliwiająca prowadzenie mikrobloga z wiadomościami do 140 znaków długości), newsletter.

Prezentacja

Najważniejsza część dla startupów podczas Mini Seedcamp w Warszawie. To właśnie w trakcie 5 minutowej prezentacji w głównej mierze rozstrzygnie się czy dany projekt zakwalifikuje się do Seedcamp Week w Londynie.

1. Przygotuj się do prezentacji – powinna ona być po angielsku. Wybierz jedną osobę z zespołu, która będzie ją prowadzić. Poćwicz wcześniej jej prowadzenie przed znajomymi (przyda się stoper do odmierzania 5 minut).

2. Zabezpiecz się – jeśli chcesz pokazać demo aplikacji najlepiej zrób to w postaci screencastu (film będący zapisem zdarzeń prezentowanych na ekranie komputera) lub screenshotów. Nie masz gwarancji, że akurat w momencie Twojej prezentacji Internet będzie działał.

3. Pamiętaj o kompleksowym przygotowaniu – Masz 5 minut i musisz w tym czasie opowiedzieć o problemie, który rozwiązujesz oraz jak to robisz. Powinieneś umieć wskazać konkurencję – inaczej nikt nie uwierzy, że jest rynek na Twój produkt lub usługę. Wskaż swoje zalety i przewagi nad konkurencją. Opisz kto jest Twoją grupą docelową i jak chcesz zdobyć ten rynek. Wytłumacz Kim jesteś i dlaczego akurat Tobie to ma się udać. Przedstaw jak będziesz zarabiać, na jakim etapie jesteś i dlaczego potrzebujesz inwestora. Jeżeli szukasz inspiracji jak przygotować dobrą prezentację sprawdź jak robią to inni lub poczytaj na ten temat.

4. Skup się na idei – jeśli jesteś startupem w bardzo wczesnym etapie rozwoju nie przejmuj się – większość innych projektów prezentowanych na Seedcampie także. Podczas prezentacji pokaż szkice, demo lub prototyp i powal oceniających na kolana pomysłem.

5. Liczby pomagają – w prezentacji pokaż aktualne i przewidywalne statystyki liczby i przyrostu użytkowników i przychodów.

6. Wizytówki – wydrukuj przynajmniej po 50 wizytówek dla wszystkich członków zespołu, którzy wezmą udział w Mini Seedcampie. Spotkasz się z polskimi i europejskimi inwestorami oraz przedstawicielami branży internetowej – to świetna okazja do zbudowania, tak ważnej w każdym biznesie, bogatej sieci kontaktów. Najmodniejsze wizytówki w tym sezonie to Mini Cardy od Moo.

7. Korzystaj z wiedzy doświadczonych – podczas sesji z mentorami traktuj porady i uwagi jako darmowe prezenty od ludzi, którzy się na tym dobrze znają.

8. Bądź w kontakcie – po każdym spotkaniu zrób follow-up. Jeszcze w czasie Seedcampu lub dzień po odpisz na maila z każdej wizytówki, którą dostałeś dziękując za rozmowę i grzecznie informując, że pozwolisz sobie na kontakt, gdy będziesz miał pytania.

Seedcamp to coś więcej, niż kilkudniowy konkurs na najlepiej zapowiadający się startup. Jest to próba budowania europejskiej społeczności przedsiębiorców, inwestorów i specjalistów. Pomocny w przygotowaniu odpowiedniej prezentacji może być także kontakt z którymś ze startupów, który już przez to przechodził. Wsparciem już po Seedcampie będzie także dostępność organizatorów i mentorów.

Więcej porad oraz doświadczeń polskich startupów z Seedcampu można znaleźć w prezentacjach polskich projektów wyróżnionych w tej inicjatywie: Szuku.pl zatytułowanej „Lekcje z Seedcampu” oraz w prezentacji Adtaily.com pod tytułem „Relacja z Seedcamp 2008 w Londynie” + video z prezentacji na Krakspot.

Dalszych informacji udzielą:

Paweł Loedl
Imago Public Relations
tel. 032 608 29 85
kom. 693 790 242
p.loedl(at)imagopr.pl

Jakub Krzych
Adtaily.com
kom. 602 181 481
jakub(at)adtaily.com

Marcin Ekiert
Adtaily.com
kom. 607 399 087
marcin(at)adtaily.com

Blogowe jabłko Pawła Nowaka

15:00 12th December 2008

paweł nowak

Jako “świeży” nabywca MacBooka 2 lata temu pamiętam jak wiele razy kląłem pod nosem “nowości” zainstalowane w sofcie Apple tudzież różnice w klawiaturze (polskie znaki, print screen). Nienawidziłem Jobsa i wariatów wychalających wyższość Apple nad PC. Wystarczyło jednak trochę cierpliwości, zguglować polski net albo popytać na forach aby szybko i sprawnie otrzymać masę cennych porad i wskazówek…

Ze swojego okresu walki z mac’kiem zapamiętałem bloga Pawła na łamach którego co i rusz wpadałem na ciekawe i przydatne informacje dotyczące wszelkiej gamy produktów Apple – od laptopów po iPody. Paweł jest ciekawym przypadkiem człowieka, który utrzymuje się z prowadzenia bloga oraz sprzedawania swojej pasji komercyjnie. Poczytajcie co Paweł ma do powiedzenia na temat Apple’a, Nokii i polskiej apple’owej sceny :)

AK74 – Pawle Twój blog AppleBlog.pl uznawany jest za jeden z najlepszych (pod kątem merytorycznym) w Polsce w kategorii traktującej o sprzęcie i oprogramowaniu Apple – sam też tak uważasz czy są lepsi od Ciebie?

Paweł Nowak: Myślę, że moja opinia nie jest szczególnie obiektywna, ale wydaje mi się, że w tej chwili nie ma lepszego bloga w Polsce od Apple Blog (AB). Zresztą o popularności decydują czytelnicy i to ich wybór, że Apple Blog jest takie, jakie jest. Są chyba jeszcze dwa albo trzy inne blogi oprócz AB, które są prowadzone w miarę regularnie, ale mają wzloty i upadki. Myślę, że siła AB leży w konsekwencji – piszę od trzech lat niemal dzień w dzień.

AK74 – Jak narodził się pomysł na bloga? Od kiedy go prowadzisz? Jak udało Ci się pozyskać tak liczną rzeszę piszących oprócz Ciebie?

PN: Aż wróciłem do pierwszych wpisów na AB, żeby Ci odpowiedzieć na to pytanie. Myślę, że brakowało mi czegoś w polskim środowisku makowym. Kiedy zaczynałem istniały dwa poważne, liczące się blogi: makowiec i fotogenia. Paweł pisał sporo o fotografii a Bartek o fotografii i felietony. Brakowało mi stricte newsowego bloga, gdzie każdego dnia pojawiały by się jakieś informacje i ciekawostki o Apple. Blog będzie miał trzy lata 20 grudnia.

Nowi autorzy dołączali do AB w trakcie ostatniego roku. Niestety część z nich dopadło zniechęcenie. Jeśli przejrzysz archiwum bloga zobaczysz, że piszę głównie ja oraz Mariusz Ostrowski (dzięki!).

Pozostałych autorów dopadła niestety ta sama choroba, która męczy początkujących blogerów – zniechęcenie. Aby pisać często i dużo, trzeba poświęcić bardzo dużo czasu i niektórzy nie są gotowi na takie poświęcenie.

AK74 – Co byś odpowiedział na taki zarzut dotyczący użytkowników Apple’a: “Apple produkuje przereklamowane gówniane rzeczy dla metroseksualnych gadżeciarzy. Nie dość, że się psują cześciej niż inne komputery to dodatkowo kosztują drożej”. Hę? Podejmiesz się obrony ?:)

PN: Oczywiście :) Komputery Apple to sprzęt klasy premium, więc ich cena jest odpowiednio wysoka – nie można ich porównywać do Asusa z supermarketu czy PCta złożonego w akademiku. Naturalnie zdarzają się mniej dopracowane komputery (jak białe MacBooki) ale należy pamiętać, że w cenie komputera Apple zawiera się także kilkanaście programów i najlepszy na świecie system operacyjny.

Odnośnie gadżetów – myślę, że komputery czy iPhone jednak nie pasują do tej kategorii, bo gadżetow używa się rzadko a bez komputera czy telefonu trudno się obejść. Myślę raczej, że niektórych boli, że jeśli ktoś wyrwie mój kabel zasilający z komputera, to zostanie on na stole a przeleci przez pół pokoju :) Ot, taki gadżet.

AK74 – Przeglądając wpisy i komentarze na różnych forach i blogach poświęconych Apple mam wrażenie, że widuję te same osoby :) Nie masz czasami wrażenia, że jesteśmy wszyscy jednym
wielkim towarzystwem kółkiem wzajemnej adoracji?

PN: Mam, na prawdę mam. Myślę że powodem numer jeden jest to, że nasze środowisko nie jest znów takie duże. Nie ma nas na tyle, żeby nie móc spamiętać imion czy loginów jakimi się posługujemy. Użytkownicy Maka są także bardziej aktywni, w porównaniu z użytkownikami np. Windows.

Spotkałem się wielokrotnie z przypadkiem, kiedy osoba pytająca o coś na forum była pozytywnie zaskoczona, że dostała odpowiedź w 10 minut.

AK74 – Podobno Apple na serio ma zająć się polskim rynkiem – wierzysz w zmianę podejścia Jobsa do kraju w którym sprzedał raptem 100 tys. iPhone’ów? A może zaczęliśmy być widoczni jako konsumenci iPodów lub Mac’ów?

PN: “Podobno” to jest słowo klucz w przypadku Apple. Nigdy nie będzie wiadomo na 100%, jeśli nie pojawi się to na stronie www lub nie usłyszymy tego podczas Keynote Jobsa. Jeśli chodzi o efekt halo związany z iPhone, to na pewno będzie on zauważalny w sprzedaży komputerów. Myślę, że iPhone będzie dla Maków w Polsce tym czym był siedem lat temu iPod w Stanach.

Jeśli zaś chodzi o ewentualnie zainteresowanie Apple polskim rynkiem – jeśli kiedyś pojawi się Apple Online Store, to będzie to wielki dzień. W tej chwili nie mamy też na co narzekać, bo sporo rzeczy się zmieniło przez ostatnie lata.

AK74 – Nie boisz się wychodzić z domu? Wiesz można dostać w głowę od świra zakochanego w Nokii czy Samsungu. Po flame’ach na forach i blogach na temat “wyższości / niższości Nokii nad iPhonem” mam wrażenie, że oprócz polityki w Polsce właśnie kwestia “co ma a czego nie ma iphone” jest idealnym tematem do pokłócenia się z rękoczynami włącznie…

Mam podziemny garaż :) A na serio: nie mam takich obaw, czuję się dość bezpieczny. Zauważyłem, że ludzie online – co nie jest zresztą dziwne – pozwalają sobie znacznie więcej niż w prawdziwym życiu.

Na przykład nie wyobrażam sobie, aby niektóre osoby odważyły się powiedzieć w rozmowie ze mną to, co można przeczytać w komentarzach na AB (patrz: ostatnie cztery odcinki appleblog.tv).

AK74 – iPhone killer według Ciebie zostanie skonstruowany w przyszłym roku? Jobs da sobie wydrzeć palmę pierszeństwa jako czołowa innowacyjna firma? Patrząc na propozycje ostatnich tygodni ekran dotykowy jest już w zasadzie standardem większości nowych modeli konkurentów “jabłka”…

Podobnie jak w przypadku komputerów, tak z iPhone sukces składa się z trzech części: dobrego/innowacyjnego sprzętu, doskonałego oprogramowania oraz marketingu. Myślę, że nieprędko zobaczymy połączenie tych trzech rzeczy w wydaniu konkurencji. Co z tego, że mają dotykowy ekran, jeśli dalej nie można go używać palcem bo oprogramowanie pochodzi z czasów rysika?

AK74 – Oprócz AppleBlog.pl prowadzisz podcast oraz całkiem niedawno videocast (appleblog.tv) oraz czasami jeszcze w przeciwieństwie do mnie warsztaty GetApple oraz szkolenia, wydałeś książkę prowadzisz jeszcze inny blog – “Mój pierwszy Mac“. Serio – jak na to wszystko znajdujesz czas? Utrzymujesz się z pisania bloga i możesz się realizować zawodowo jako fan Apple’a?

Teraz już tak. Przez pierwsze lata prowadzenie bloga było dość skuteczną przeszkadzajką dla mnie, ale teraz skoncentrowałem się już na tej dziedzinie w pełni. Utrzymuję się z bloga, książek, szkoleń i konsultacji dla firm. Można powiedzieć, że znalazłem swoją niszę i ją eksploatuję, ale ja to widzę bardziej jako sposób na życie pozwalający mi się przy okazji utrzymać na jako takim poziomie.

AK74 – …a ostatnio nawet zaangażowałeś się w społeczną akcję ratowania Radia Jazz….

Heh mało społeczna na razie ta akcja :) Ale tak, zaangażowałem się w ratowanie Jazz Radia i myślę, że coś może z tego wyjść. Jazz Radio towarzyszy mi całe moje dorosłe życie i bez niego odczuwam sporą dziurę. Mam środki i wiedzę potrzebną do uruchomienia internetowego radia i chcę pomóc – cieszę się, że mogę współpracować z ludźmi, którzy myślą podobnie. Po więcej szczegółów zapraszam zainteresowanych pod adres chwilami.pl/jazz

AK74 – Mamy w zasadzie koniec roku – czego można życzyłbyś sobie w nadchodzącym? Polskiej pełnej wersji iTunes czy może obniżek cen w iSpotach ?:)

Z rzeczy które wymieniłeś wziąłbym iTunes Store. Pojawienie się tego sklepu na pewno by wywróciło polski rynek muzyczny do góry nogami – i dobrze. A czego bym sobie życzył sam? Wytrwałości w prowadzeniu Apple Blog i odrobinę lepszą organizację czasu, żebym miał go więcej dla bliskich.

Kto kupi pomysły Nokii?

11:32 9th December 2008

design nokia

Jeśli ktoś nie wierzy zapraszam do zapoznania się w pełni z rewelacjami prezesa fińskiego do niedawna potentata na rynku wśród telefonów komórkowych. Wiem, że być może zacznę być podejrzewany o “fanboyizm apple’owy” ale fakty są faktami…

Czytam i czytam ostatnio newsy o Nokii i drapię się w głowę. Dziś nie jest 1 kwietnia więc odpada dowcip dziennikarski. Może to jakiś fiński narodowy zwyczaj o którym nic nie wiem? A może to jest zasłona dymna i te wszystkie ostatnie informacje są wyssane z palca a Nokia pokaże naprawdę COŚ? Chciałbym, naprawdę chciałbym bo nie chcę mi się wierzyć, że tak doświadczona firma popełnia szkolne błędy marketingowe.

Nokia już nie tylko chce wyprodukować “iPhone killera” ale jeszcze za jednym zamachem pogrążyć Google’a na jego własnym polu. Pomysły zarządu Nokii są tak rewelacyjne co absurdalne w obliczu tego co się dzieje na świecie – użytkownicy zagłosowali portfelami w Japonii skąd Nokia się musiała wycofać (halo, halo czy wszyscy mnie słyszą? Nokia wycofała się z jednego z najbardziej stechnicyzowanych i głodnych nowinek rynków na świecie).

Czym Nokia chce zabłysnąć? Otóż spece z Fin odgrzali pomysł na usługi lokalizacyjne (nazwali Friend View a wchodzi to w skład aplikacji nazwanych “Social-Location”) jako wariant ucieczki do przodu. Zamierzają za pomocą serwisu / usługi Ovi przekonać nas, żebyśmy spontanicznie spotykali się namierzając wzajemnie za pomocą swoich komórek. Acha i bawili się w mikroblogowanie na telefonie. Czy to nie brzmi jak pomysł sprzed 2-3 lat?

Przypomnijmy – jak dotąd na całym świecie nie wypalił na masową skalę żaden serwis oferujący takie możliwości. Pisałem o tym szerzej tutaj. Wraz z wprowadzeniem GPSów do komórek to problem zacznie powoli znikać ale jeśli Nokia chce mnie przekonać do zmiany obecnej słuchawki na model za 550 euro pozwalający mi znaleźć Ziutka czy Balbinę (jeśli oczywiściw Ziutek czy Balbina zarejestrują się, wyrażą zgodę na korzystanie z usługi i nomen omen będą posiadali komórki z GPSem) to ja mówię pas.

Google ma paść na kolana po tym jak Nokia umożliwi swoim klientom korzystanie ze swoich map na których będzie można identyfikować budynki.

“Technologią point&find pozwala na automatyczne wyszukanie w Internecie informacji o obiekcie, np. zabytku. Wystarczy nakierować na niego w obiektyw aparatu zainstalowanego w telefonie. – Dzięki temu usługi oferowane przez np. Google nie będą już potrzebne – powiedział Anssi Vanjoki wiceprezes Nokia”

Nie wiem czy wiceprezes Nokii korzystał ze StreetView Google’a. Nie wiem czy ktoś w Nokii przespał wystrzelenie prywatnego komercyjnego satelity który dla Google’a będzie robił foty na potrzeby ich map.

Nie wiem czy ktoś z Nokia widział takie cuda jak wsparcie telefonów softem “augmented reality” (co to robi pokazywałem na ostatniej Auli jako ciekawostkę) działając już np. w Szwajcarii gdzie można zobaczyć nie tylko jaki widzimy dom (adres) ale jak samo miejsce wyglądało kilkaset lat temu.

Rozumiem, że wszystkie nowe pomysły zmieszczone hurtem w N97 zabiją w kolejności: iPhone’a (około 10 tys. aplikacji napisanych przez deweloperów), iTunes (5 miliard sprzedanych piosenek do lipca 2008), mapy Google’a (ile mają rynku – 90-95%?) oraz na deser wszystkie mobilne serwisy społecznościowe razem wzięte.

Cholernie ambitny plan jak na jeden zwykły telefon komórkowy.

Dziennikarska menażeria

18:54 5th December 2008

piotr wrzosińki w akcji

Era copy+paste czy po prostu zmiana dziennikarskiego paradygmatu? Wypada pisać o wszystkim i być omnibusem czy specjalizować się? Młody wilk z laptopem pod pachą czy siwy jegomość z trudem trafiający palcami w klawiaturę? Blogi i blogoidy kontra redakcje, nasiadówy i kolaudacje?…

Pytań podobnej treści można mnożyć. Można toczyć naukowe dysputy i sypać z rękawa definicjami i przykładami na podparcie argumentów obu stron. Nie przeczę.

Zastanawia mnie jednak czego trzeba aby ktoś w końcu uderzył się otwartą dłonią w swoją głowę a potem tę samą dłonią w czoło swojego pracownika. Może taki tekst jak zamieszczony poniżej?

Przeczytajcie sobie ten tekst a potem spojrzyjcie na komentarze pod artykułem.

Nie musicie być znawcami tematów mobilnych – przeczytajcie komentarze (szczególnie w mojej opinii wyważony i merytoryczny głos pod koniec komentarzy niejakiego Sizara) i wyrobicie sobie zdanie bardzo szybko. Wypadek przy pracy młodego neofity czy też permanetny brak kontroli co wchodzi na “łamy”?

Bardzo słaba jest reakcja Piotra Wrzosina (autora bloga Wnet) autora artykułu – zamiast pokajać się strofuje (polskich) komentatorów oskarżając ich o fascynację amerykańską blogosferą. Tak można zachowywać się na swoim blogu ale czy wypada “w pracy”?

Dostało się ode mnie P.W. ale miało polecieć tak naprawdę gdzieś tam do kogoś kto Piotrkowi zlecił(a) napisanie artykułu, wysłał(a) go na konferencję (Piotrek był, potwierdził to ucinając dyskusje o przepisaniu z materiałów PR) i zatwierdził(a) w końcu napisany tekst do wpuszczenia online.

Pytanie, które mi się nasuwa brzmi – czy w koncernach medialnych zanikła funkcja kontroli wypuszczanych tekstów? Czy budownie blogoida (w znaczeniu: czegoś prostego z płytkimi treściami) musi oznaczać, że zatrudnia się do nich ludzi, którzy nie znają się na tym o czym piszą? Co gorsze – kto kontroluje pracowników w tak dużej firmie jaką jest Agora?

Czasami mam wrażenie, że dziennikarzom (bo przecież nie blogerom) płacone są pensje ale nikt nie kontroluje co i kiedy jest publikowane. Masa literówek, głupot po prostu oraz jawne “pisanie na kolanie na ostatnią chwilę” pojawia się na serwisach Agory często i gęsto. Oczywiście nie tylko w Gazeta.pl – Onet Interia czy Pino (xoxo – mój ulubieniec!) w różnym stopniu też takie gafy popełniają.

Czy tylko Blomedia w Polsce może budować sieć blogów tematycznych tworzoną przez pasjonatów i znawców tematów poruszanych (mały lodzik a jak)?

Pytanie jest natury retorycznej ale z chęcią poznam opinię innych osób.

Halo, halo?