O Empik, Where Art Thou?

15:43 12th August 2008

empik dot com

Co robimy na wakacjach? Wypoczywamy. Pijemy drinki z parasolkami. Kąpiemy się w promieniach słońca (i nie tylko) leżąc na rozgrzanym piasku. Jemy rybę z frytkami gdzieś na nadmorskim deptaku. Coś jeszcze? Tak. Zapominamy zapłacić za firmową domenę jednego z większych e-sklepów w Polsce…

Nie chcę sobie wyobrażać co się musi dziać teraz w Empiku (dot com) a dokładnie w jego Zarządzie. Jeśli ktoś jeszcze z osób odpowiedzialnych za sprawy techniczne jest jeszcze na urlopie to prawdopodbnie dlatego, że a) jest gluchy i nie słyszy dzwonka komórki b) już popełnił samobójstwo.

Błaha sprawa słana od poniedziałku mailami i poprzez GG jak żart w następnego dnia już na żart nie wygląda. Przynajmniej nie tego kalibru. Nie wiem kto personalnie odpowiada za taki stan rzeczy, ale jego głowa (albo głowy) zapewne zostaną wywieszone na długich tyczkach przed drzwiami Prezesa.

Kilka dolarów za przedłużenie umowy z firmą Network Solutions handlującą domenami może spowodować bardzo duże i wymierne straty majątkowe na o wiele wiele większe kwoty idące w setki tysięcy. Głupota, lenistwo, faktyczna awaria czy (zapewne tę wersję wybrałbym G.W. Bush) sabotaż konkurencji?

Sam naliczyłem co najmniej dwie akcje promocyjne związane z Empikiem jakie miały mieć miejsce od poniedziałku - jedna z nich (partnerem jest UPC) namawiała do przejścia na stronę Empik.com w celu wzięcia udziału w promocji

Empik (ustami Pani Moniki Marianowicz, dyrektora PR w Empik Media & Fashion) próbował wyjaśniać sytuację, ale wyszło to dość komicznie (cytuję za IDG.pl):

W dniu dzisiejszym sklep internetowy empik jest dostępny pod adresem www.empik.pl. Sklep działa w normalnym trybie, zamówienia są przyjmowane i realizowane bez zmian. Chwilowo serwis nie jest dostępny pod domeną empik.com z przyczyn proceduralno-administracyjnych.

Wznowienie działania pod tym adresem powinno nastąpić dziś w późnych godzinach wieczornych. Pozostałe serwisy internetowe empiku: empikfoto.pl oraz teksty.org działają bez zmian.”

Komicznie ponieważ wczoraj domena empik.pl działała a dziś już nie. Naprawiono i zepsuto jednocześnie?

Moje zdziwienie budzi skala problemu - jeśli ktoś zapomniał zapłacić za domenę (Empik płaci co roku po kilka dolarów? Nie, raczej wykupili na kilka lat do przodu..) to taka operacja “odkręcenia” zajmuje góra kilka godzin. Wczoraj pod domeną empik.pl był widoczny całys sklep - dziś z empik.pl następuje przekierowanie na domenę empik.com czyli w kosmos..

Empik.com tak jest przedstawiany na stronie firmy matki Empik Media & Fashion:

“empik.com - sklep internetowy spółki Empik, oferujący pełny wybór produktów dostępnych w sieci salonów Empik we wszystkich kategoriach, m.in. książka, film, muzyka i multimedia. Łączna liczba produktów dostępnych w sprzedaży internetowej (włączając książki w 92 językach) wynosi 2 miliony. Empik.com to także źródło informacji o nowościach wydawniczych i muzycznych, a także medium w promocji wydarzeń kulturalnych organizowanych w salonach Empik. Empik.com jest jedną z pięciu najczęściej odwiedzanych witryn e-commerce w Polsce.”

Nie jest ważne kto zawinił - szeregowy informatyk, szef działu czy sam Wielki Pan Prezes. Ważne jest, że z błachą w sumie sprawą (ciężko to nazwać awarią) tak duża firma nie może poradzić sobie od przeszło 24 godzin.

Jak mam wierzyć, że zamówienia są przyjmowane skoro nie mogę wejść do sklepu? Jak mam wierzyć, że wszystko jest okej z moimi zakupionymi produktami skoro taka firma nie radzi sobie z prostą usterką?

Jakie straty może spowodować taki przestój? Pamiętając sprawę ataku na Max24.pl i deklaracje jego właścicieli, którzy twierdzili, że trzy dni braku możliwości handlowania za pomocą witryny naraziło ich na straty sięgające 3 mln pln (moim zdaniem 10 razy zawyżona wartości) to patrząc na Alexę i jej wykresy straty Empiku dzienne powinny iść w miliony złotych.

Naprawdę szczerze żal mi osoby odpowiedzialne w Empik.com za taki rozwój wypadków - na szczęście nie doszło do zakupu domeny przez inny podmiot czy osobę bo odzyskanie jej kosztowałoby na pewno znacznie więcej niż kilkudziesięcio godzinny przestój - wszak taki zakup nie mógłby podpaść pod cybersquatting.

Za oknem lato w pełni, słońce świeci jeszcze są wakacje - cieszmy się pozytywami.

Przed nami Gwiazdka i kto wie czym jeszcze zaskoczy nas wtedy rodzimy e-commerce?

HackFest.pl

14:43 12th August 2008

hackfest.pl

Poniżej metodą copy+paste zamieszczam informację o ciekawej inicjatywie, której mój blog będzie patronował w tej edycji…

HackFest.pl

Masz pomysł na start-up, który zrewolucjonizuje Internet? Zrealizuj go podczas 24-godzinnego maratonu programistycznego HackFest!

HackFest to kolejna inicjatywa organizowana przez netguru, tym razem przygotowana z myślą o programistach z pasją, których motywuje (bardzo) krótki czas realizacji projektu i intensywne tempo pracy.

Termin: 5 września (piątek), godz. 18:00 - 6 września (sobota), godz. 18:00.

Opis spotkania: Podczas spotkania uczestnicy w 2-3 osobowych zespołach, będą konkurować ze sobą w tworzeniu najciekawszych serwisów i aplikacji na wybrany przez siebie temat. Przygotowane projekty ocenią Internauci, którzy przez dwa tygodnie będą brać udział w głosowaniu na ich zdaniem najbardziej interesujący pomysł i najlepsze wykonanie.

Uroczyste ogłoszenie wyników wraz z wręczeniem nagród odbędzie się na pierwszym powakacyjnym spotkaniu Barcamp Poznań.

Dlaczego warto wziąć udział?

- przekonasz się czy 24 godziny wystarczą na przygotowanie porywającej serca aplikacji webowej
- spędzisz dobę w doborowym towarzystwie night-koderów
- staniesz przed szansą wygrania atrakcyjnych nagród
- przygotowane aplikacje zostaną poddane wnikliwej ocenie internautów
- nawet jeśli nie jesteś wstanie przyjechać na HackFest do Poznania będziesz mógł wziąć zdalny udział w imprezie.

Podejmiesz wyzwanie?

Szczegółowe informacje znajdziesz na www.hackfest.pl

Kali robić łebsajt

12:36 6th August 2008

jak kali ukraść krowa dobrze..

Zawsze uwielbiałem dyskusje na temat co jest a co nie jest zerżnięciem czyjegoś pomysłu. Na forach przeważnie pojawiało się tyle pomysłów ilu dystkutantów. Niektórzy nie widzieli nic zdrożnego w robieniu kopii 1:1 niektórzy natomiast protestowali jeśli w layoucie widniał chodź jeden podobny kolor…

Poruszę temat wcale nie lekki i wakacyjny. Przez polskie branżowe media przetoczyła się dyskusja na temat zapożyczeń warstwy graficznej (ładnie brzmi?) dokonanej przez właścicieli Adreso a poczynionej po obejrzeniu serwisu Wroom (to oczywiście sugestia właścieli Wroom). Poniżej zamieszczam zrzuty ekranu z “jedynek” obu serwisów:

adreso

wroom

Co na ten temat mówią sami zainteresowani. Mariusz Modzelewski (inwestor w Adreso) tak tłumaczy absurdalność zarzutów Wroom:

“O tym że nie może być mowy o skopiowaniu pracy to oczywiste, ponieważ serwis jest napisany od zera.”

Nie. Nie przesłyszeliście się. Logika formalna w starciu z tak postawioną tezą po prostu głupieje. Dalej jest jeszcze lepiej:

“Nie może być tutaj mowy o naruszeniu żadnych praw a żaden z elementów graficznych nie został skopiowany. Oczywiście lauout jest podobny ale nie jest o przez nikogo zastrzeżony i jest to jedyny sensowny i możliwy layout dla wyszukiwarki - zresztą wroom skopiował go od Google”.

Zauważyliście? Pojawiły się dwa ogromnie ważne argumenty - pierwszy to taki, że w zasadzie nic poza design stworzony przez Wroom w Internecie już nie występuje. Drugi - skoro ktoś zerżnął layout od kogoś innego to ja mogę ukraść go bez poczucia winy. Gloria Victis!

Na koniec Modzelewski próbuje wyciągnąć dłoń na zgodę (tak to odczytałem) poprzez wystosowanie bardzo szczególnego apelu:

“Nie zamierzamy być ani dla wroom ani dla innych serwisów konkurencją, nasza strategia polega na zjednaniu sobie jak największej liczby partnerów. Z takiej partnerskiej współpracy wszyscy mogą tylko czerpać korzyści i dziwię się wroom, że nie postrzega nas jako potencjalnego partnera, bo łącząc siły w dwóch branżach moglibyśmy naprawdę wiele osiągnąć - no, chyba że nieruchomości są konkurencją dla motoryzacji ale ja o tym jeszcze nie słyszałem.”

I w sumie na tym można by zakończyć całą opowieść - mamy negatywnych bohaterów, mamy zły serwis kopiujący rozwiązania konkurencji. Sprawa w wyniku wniosku Piotra Oblickiego (Prezesa Zarządu Wroom) została przekazana do sądu i czeka na rostrzygnięcie. Ale…

…Ale życie pisze najlepsze scenariusze. Katarzyna Bargielska (Dyrektor Marketingu Gratka.pl zarzuciła właścicielom Wroom, że…bezprawnie wykorzystują (poprzez agregowanie ogłoszeń) treści serwisu Gratka.pl (jak i kilku innych, dużych polskich serwisów ogłoszeniowych). Bargielska tak oceniła zarzuty Wroom względem Adreso:

“Wyszukiwarka Wroom bardzo chętnie i bez skrupułów korzysta z dorobku największych serwisów ogłoszeniowych w Polsce, w tym Gratka.pl. Kilkakrotnie prosiliśmy przedstawicieli Wroom, nawet za pośrednictwem kancelarii prawnej, o zaprzestanie agregowania ogłoszeń z Gratka.pl. Bez skutku. Sprawa najprawdopodobniej znajdzie swój finał w sądzie.

Stąd dziwi, że to właśnie Wroom oburza się, że ktoś korzysta z ich dorobku. Przecież Wroom powinien wiedzieć z praktyki, że to łatwe, mimo dość restrykcyjnego prawa i wyraźnego sprzeciwu innych zaangażowanych podmiotów.”

Żeby było jasne - nie wnikam w polskie prawo i problemy związane z wykorzystywaniem (agregacją) treści przez różne podmioty (w komentarzach do wypowiedzil K.Bargielskiej pojawiły się zdania, że w takim razie i Google należy pozwać bo też agreguje). Chodzi mi o etyczną stronę tworzenia biznesu i oskarżaniem konkurencji o złe praktyki kiedy samemu jest się nie do końca czystym.

Na koniec chciałbym pokazać layouty dwóch serwisów. MamBiznes.pl powstał około miesiąca temu. Na łamach GoldenLine prowadziłem z jego twórcą Grzegorzem Marynowiczem interesującą rozmowę w temacie, który można podsumować “dlaczego tak strasznie Twój serwis przypomina mi Money.pl?”. Grzegorz niestety nie dał się przekonać do mojego poglądu, że większość (ja zrobiłem test na grupie 10 osób - 9 wskazało silne wzorowanie się na Money.pl) osób widząc zestawione layouty obu serwisów wskażą na MamBiznes.pl jako naśladowcę. Tylko po co robić sobie zły PR na samym początku działalności?

money.pl

mambiznes.pl

Oczywiście rozumiem tłumaczenia Grzegorza - użyte fonty nie są zastrzeżone, kolory nie są takie same jak w Money.pl, rozkład treści różni się, odcienie szarości nie są 100% podobne. Problem jednak mój leży w tym, że pomimo względnych różnic po załadowaniu się grafiki coś we mnie krzyczy “copy+paste z money!”.

I co mam z tym zrobić patrząc na dwa serwisy informacyjne z dziedziny biznesu i finansów z których jeden działa na rynku 8 lat a drugi deklaruje, że nie wzorował się na nim? Uwierzyć w tłumaczenie Grzegorza czy jednak uznać, że nie jest możliwe aby nigdy nie oglądać, nie korzystać i nie wzorować się na liderze?

Nie mam podstaw podejrzewać aby Grzegorz stworzył serwis bazując świadomie na grafice Money.pl Jeśli tak nie jest to należy zmienić szatę graficzną asap aby pozbyć się nawet tych być może jakichkolwiek zarzutów. Ja przynajmniej bym tak zrobił - nie ma nic gorszego niż przyklejenie się błota do wizerunku firmy.

Grzegorz złamał się w końcu i usnunął (co widać poniżej) czerwoną kropkę znajdującą się w logo MamBiznes.pl, która była hmm przypadkowo zapewne nawiązująca do logo Money.pl. Niestety to są jedyne zmiany poczynione od początku działania serwisu - na resztę argumentów Grzesiek odpowiadał, że nie widzi podobieństw między jego serwisem a Money.pl.

money.pl

mambiznes.pl

Wpis ten popełniłem pod kątem edukacyjnym. Fajnie się robi coś z niczego, pisze samemu kod, klepie grafikę. Dlatego bardzo fatalnym sposobem na tworzenie własnego projektu jest korzystanie w sposób widoczny z doświadczenia i dorobku konkurencji.

I proszę darować sobie komentarze w rodzaju “wszystkie portale są takie same”, “wszystkie serwisy społecznościowe mają taki sam prosty design” - nie, nie są i nie mają. Naprawdę nie ma różnic między NYT a Yahoo, MSN a Onet, Facebookiem a MySpacem czy między Grono a N-K? Naprawdę??

Śmiem wątpić. Jeśli ktoś nie umie zaprojektować i zbudować własnego serwisu bez ordynarnego zapożyczania (to uwaga do Adreso i Wroom niż do Grzegorza i MamBiznes.pl) niech się zastanowi czy wogóle dorósł do zabawy w biznes. Bo taka działania są bardzi etycznie niebezpieczne - są obosieczne.

A my kiwając głowami i mówiąc “ech to tylko design, parę kolorków na krzyż i pole logowania, big deal” dajemy ciche przyzwolenie do tego typu działań. Krok dalej - jaka jest różnica w skopiowaniu rozwiązań koszyka sklepowego czy panelu pomocy od skopiowania layoutu serwisu? Mała. Niebezpiecznie mała.

Nie życzę ani Grześkowi ani żadnemu właścicielom serwisu, biznesu czy innego projektu aby obudził się któregoś dnia i odkrył ze zdumieniem, że właściciel nowego, konkurencyjnego start-up’u skopiował grafikę mówiąc “…no co, przecież Ty też skopiowałeś!”.

Naprawdę nie życzę.

Google szpieguje Baracka Obamę

8:00 28th July 2008

Znajomy podesłał mi kilka zdjęć z Berlina z okresu kiedy w mieście pojawił się demokratyczny kandydat na prezydenta senator Barack Obama. Przypadkiem tam gdzie jeździł Obama pojawiać się miał za nim samochód Google rejestrujący trasę podróży i robiący zdjęcia ulic…

Może to zbieg okoliczności i samochód Google akurat po prostu obywał rundkę po mieście ale być może zobaczymy w przyszłości trasę pobytu senatora Obamy wraz ze zdjęciami na którymś z serwisów Google. Może to tylko plotka wygenerowana w okresie leniwych wakacji - całkiem możliwe.

Rejestrowanie (jeśli zaiste tak było) wizyty Baracka Obamy dodaje nową kategorię do wachlarza możliwości Google - oprócz utrwalania miejsc (przestrzeń) mogą również archiwizować przestrzeń publiczną z zachowaniem elementu daty (czas). Czy zatem Google będzie się chciało rejestrować nie tylko ulice i okolice ale dodatkowo pokazywać je ze względu na daty?

Taki specyficzny “zeitgeist” zdokumentowany rok po roku w Twojej okolicy - to byłoby coś niesamowitego dla badaczy kultury, socjologów i antropologów.

Wracając do zdjęć ilustrujących ten wpis - ich autorem jest M.Werkhausen (któremu bardzo serdecznie dziękuję za możliwość opublikowania jego zdjęć na moim blogu). O “Google street view car” pisał na swoim blogu 9Gods Mariusz Mickiewicz i dzięki linkowi z jego strony możecie sprawdzić na mapce czy google interesuje się waszą okolicą.

TechCrunch też odnotował pojawienie się specjalnego wehikułu Google fotografujący okolicę.

Widok samochodu wywołuje często niezdrowe podniecenie ponieważ wizja uwiecznienia swojej skromnej osoby na którejś z map google jest bezcenna - sprawdźcie sobie ten link żeby zrozumieć dlaczego :)

Innymi słowy - pojawienie się “spycar’a” wielkiego G w Twojej okolicy oznacza inwazję…zdjęć :)

obama barack and google car

obama barack and google car

obama barack and google car

obama barack and google car

obama barack and google car

obama barack and google car

obama barack and google car

obama barack and google car

obama barack and google car

obama barack and google car

obama barack and google car

obama barack and google car

obama barack and google car

Aula wants you!

19:31 25th July 2008

aula polska wants you!

Dziś kompletna prywata - wrzucam informację o poszukiwanej osobie do rozwoju projektu Auli Polskiej. Jeśli będziesz zainteresowan(a)y proszę skontaktuj się proszę z podaną na końcu wpisu osobą.

Aula Polska - poszukujemy osoby (płeć i wiek nie istotne!) posiadającą następujące przymioty i umiejętności: dobry organizator, project manager, łebski zarządzający, osoba interesująca się zagadnieniami pojawiającymi się na spotkaniach z cyklu Aula (oraz innych imprezach tego typu w całej Polsce) mająca rozeznanie w nowych mediach.

Zakres zadań - współpraca nad merytoryczną i organizacyjną stroną spotkań Aula Polska (oraz TechAula i KreoAula). Praca zdalna odpada więc tak naprawdę szansę mają osoby mieszkające w stolicy (chyba, że zadeklarujesz się, że podróżowanie pociągiem relacji Warszawa-Szczecin kilka razy w miesiącu na własny koszt jest okej)

Nie wymagamy znajomości na pamięć wpisów z TechCrunch ale umiejętności zorganizowania co dwa tygodnia spotkania dla 100 osób i kilkoma ciekawymi prelegentami. Praca w ciekawych warunkach z bardzo ciekawymi ale wymagającymi ludźmi.

Poznasz wszystkich mikro i makro celebrytów, pogrzejesz się w blasku start-up’ów i dowiesz się co to znaczy robienie imprezy po której zostaje 20 pustych pudełek pizzy. Kontakty i znajomości gratis.

W miesiąc będziesz miał więcej wizytówek niż masz do tej pory na LinkedIn czy GL. Naprawdę warto! Mówimy o pracy oczywiście z wynagrodzeniem finansowym - nie szukamy darmowych jeleni.

Zainteresowany? Zainteresowana? Kontaktuj się z Igorem Dzierżanowskim pod mailem: igor (małpa) revolver.pl

Quo vadis Seedcamp?

23:47 24th July 2008

reshma sohoni ceo seedcamp

Ponieważ wiele osób jest zainteresowanych kolejną edycją Seedcamp 2008 poprosiłem Reshmę Sohoni (CEO) o kilka słów wyjaśnienia czego można oczekiwać po kolejnej odsłonie, dlaczego europejskie start-up’y powinny atakować rynek amerykański i jak wygląda współpraca z wygranymi projektami z poprzednich edycji…

Z Reshmą miałem już przyjemność przeprowadzić mini wywiad przed Aulą w TVN oraz TMT. Obecnie wszyscy chętni na Seedcamp mogą składać wnioski do 10 sierpnia. Szczegóły na blogu Aula Polska. Jeśli macie jakieś pytania, problemy z wypełnieniem wniosku - zgłoście się do mnie (artur małpa revolver.pl) a ja przekieruję Was do odpowiedniej osoby. Śpieszcie się! Czasu został mało!

AK 74 - Reshma, Seedcamp idea seems to expand rapidly. What do you want to do in next 1-2 years?

Reshma Sohoni - True. It’s amazing how the brand has built and how well most of the SC ‘07 companies are developing. In the next 1-2 years we want to refine the model more, prove some successes from our 3 years of investing, and actually to put more money to work in the early stage.

Along with this look for some announcements of how we are investing outside the main Seedcamp event. So, it’s a great opportunity for early stage teams all across Europe to access funding through Seedcamp beyond the main Week. We are already seeing our platform of bringing and helping build the ecosystem working. So, we’ll do more events and raise the bar on entrepreneurship in Europe

AK 74 - Let’s talk about CEE markets. US economy is now in trouble - do you agree that maybe it is the time for more aggressive promotions of european start-ups? Perhaps weak dollar is the best way to conqure western markets?

RS - The dollar is weak but so is the economy and so is therefore the world’s largest group of consumers. Consumption is key so I do agree that we can leverage Europe’s strengths, the Euro, and definitely be more aggressive. But it is important to ensure the US consumer is included in these solutions. Plus it’s important to keep thinking about how to solve problems and dislodge incumbents with better solutions.

Not just to think of it from a pure economic standpoint. The weak economy in the US is a strong reality check and maybe the ROW is not as dependent or singularly tied to the US but lasting economic weakness in the US will have a domino impact everywhere and isn’t really good for anyone

AK 74 - What do you expect from Seedcamp in this year? Can we see any brilliant new services or products?

RS - We do expect to get more complete/whole teams applying (strong technically and business-wise). We keep sounding the horn on this all across the 15 or so cities we’ve traveled. Along with that message we keep saying over and over again we want ambitious new ideas solving real problems addressing large market needs.

So, we’ve set that challenge. We do expect to see less me too ideas and more unique concepts. Again, the applications will tell if these messages have been taken on board or not

AK 74 - Do you have feedback from selected teams? Do you know what is going on with Kublax, MyBuilder, Tabelfinder, Rent Mine Online or Zemanta?

RS - Absolutely, we continue to support and work very closely with each of our SC ‘07 winners. Just follow the story of Zemanta (a CEE company). That’s really a prototypical team and company we’re trying to attract to Seedcamp. Ambitious, super techie, really balanced, articulate, incredibly hungry team. Kublax is in the Fin Svcs space and so it’s no easy feat to launch what they are doing.

They’re plugging away, have raised capital, and are in private Beta right now. MyBuilder is realizing Revenue, the site is improving all the time, have raised money, and have a huge partnership with an offline giant as well. RMO, Hypernumbers, and TF are moving along as they’ve had to adjust their models, go through some growing pains. But they continue to move forward as they are incredibly passionate about what they are building.

Pomysły są bardzo tanie. Nadal.

18:00 23rd July 2008

tani armani - tani pomysł ale dobry  (chyba)

Do zapoznania się z moimi przemyśleniami zapraszam dziś wszystkich, którzy budzą się rano i mają 10 przełomowych pomysłów, które mają wygenerować więcej kasy niż N-K i Pudelek razem wzięte. Masz łeb pełen nowatorskich pomysłów? Wake up Neo. Nie jesteś sam a w dodatku zapewne zaliczasz się do grupy osób, które swoją przygodę z biznesem zaczynają i kończą od zapisania swojego pomysłu…

Pamiętam, że nie tak dawno temu strasznie mnie parę razy przeciągnął i publicznie piętnował m.in. Rafał Agnieszczak za moje “wizjonerstwo” i kłapanie dziobem na blogach i forach zamiast popracować i coś pokazać skończonego. Rafał krytykował w swoim stylu to (który ugh, często gęsto trudno znieść), że zamiast coś zrobić z tych kilkunastu projektów jakie szumnie zapowiadałem na razie żadnego nie widać. Wtedy obruszałem się bo nie wiedziałem różnicy między wymyśleniem projektu a jego realizacją. Dziś przyznam rację. Błądziłem.

Powiem oczywistą oczywistość - pomysły są tanie jak barszcz. Nadal. Tym bardziej teraz w dobie bardzo taniej technologii. Pomysły pojawiają się z zaskoczenia. Atakują swoją wizją z ukrycia i potrafią nieźle namieszczać w głowach. Każdy z nas ma kilka “killerów” pomysłów zdolnych w ich przekonaniu zmienić świat a w najgorszym wypadku potwornie się wzbogacić.

Problemem nie jest ilość pomysłów czy też ich jakość. Problemem jest ich egzekucja. Jeśli Ty wpadłeś na dany pomysł oznacza to, że statystycznie szansa na wykiełkowanie takiej samej w przybliżeniu idei jest duża. Bardzo duża. Pomysł na papierze równa się zero złotych. ZERO.

Opowieści o dawaniu kasy na biznes po obejrzeniu skrawka papierku z zapisanymi wytycznymi włóżcie między bajki - zdarza się to może raz na 1000 firm. Masz tysiące pomysłów dziennie? Nie zarobiłeś więc ani złotówki. Sam pomysł jest w 99,9% przypadków guzik wart.

Przestałem się dziwić inwestorom, że wolą zobaczyć konkret - prototyp, wersję beta, pierwszych użytkowników. Cokolwiek co pozwoli na uwiarygodnienie pomysłu na podstawie którego projekt jest realizowany. Dziwicie się? Ja nie. Widziałem i słyszałem tak absurdalne pomysły, których właściciele zaklinali się, że działają - szkoda, że nigdy nie próbowali ich realizować bo wtedy całe to szaleństwo wyszło by na wierzch.

Szansa na to, że kiedyś myślałeś o tym, że fajnie by móc zrobić serwis do wymiany kontaktów z kolegami z klasy nie oznacza, że właśnie wymyśliłeś Naszą-Klasę. Z dużym prawdopodobieństwem zrobiłbyś kolejny serwis networkingowy taki jak Sztambuch czy Szkolne Lata - poprzedników N-K którzy nie odnieśli sukcesu. Dlaczego? Pomysł był przecież taki sam. Był i co z tego - różniło się wykonanie.

Znam i widziałem wiele prostych, wręcz prostackich pomysłów w różnych branżach, które na papierze wydawały się tak sztampowe, że szczęki bolały od ziewania w czasie lektury ich biznes planów. W praktyce okazywało się, że realizacja pomysłu stanowiło o sukcesie całego biznesu. Wzięcie się za bary z problemami często oznaczało zmianę pierwotnych założeń i weryfikowanie całości planów.

Pamiętaj, że w Excelu napiszesz każdy plan bizesowy i wyliczysz wirtualny zysk - niestety to nadal będzie wirtualny zysk. Fetyszyzacja BP przez VC czy BA opiera się na założeniu, że skoro poświęcisz trochę czasu i zmastrujesz BP to znaczy, że wykonałeś mały krok w stronę realizacji projektu. Pokładanie ogromnej wiary w zapiski excela kończy się bardzo boleśnie.

Zachłystywanie się wynikami w trzecim kwartale drugiego roku jest bardzo głupie. Być może nie będziesz miał czasu nawet przeżyć jednego roku ze swoim nowym projektem jeśli nie zbudujesz solidnych podstaw dla swojego projektu.

Przełomowe pomysły trafiają się bardzo rzadko. Liczenie, że to właśnie Ty wymyślisz coś co zmieni bieg historii i uczyni Cię milionerem są bardzo bardzo małe (co nie znaczy, że nie należy próbować).

Co zrobić aby postarać się pozbyć się gorączki pomysłów? Moja sugestia - zrób porządnie jeden mały, malutki projekt od początku do końca. Wyznacz sobie realistyczne założenia i wdroż je. Postaraj się mieć panowanie nad całym projektem od startu do jego końca.

Po takim “test drive’ie” możesz skuteczniej skalować problemy i wyzwania stojące za kolejnymi projektami. Wiedza jaką nabierzesz będzie Twoim kapitałem. Wiedzy dotyczącej prowadzenie projektów nie można wyczyrać z blogów czy e-booków.

W życiu nie dałbym pracy przy swoich projektach Project Managerowi, który nie ma realnego doświadczenia. Nie wierzę w szkoły wyższe, studia reklamowo-biznesowe, nie zaryzykuję kasy i projektu dla osoby, której realne doświadczenie nie obejmuje pracy z grafikami, programistami, liderami projektu. Nie.

Doświadczenie prowadzenia projektów opartych o nowe media wykuwa się w ogniu walki. Tego nie można nauczyć się z jednej książki czy podczas sesji. Teorię zostawmy uniwersytetom - jeśli chcesz robić duże i dochodowe biznesy nie możesz działać w oparciu o wiedzę teoretyczną nawet sprzedawaną przez jakiegoś lokalnego guru.

Informacje dla wszystkich wiecznych “start-uperów”. Jeśli nadal uważasz, że masz wartościowe pomysły leżące w szufladzie Twojego biurka to jesteś w błędzie.

Dobre pomysły to tylko te, które są zrealizowane.

Nie próbuj zrozumieć Apple

8:36 16th July 2008

apple phone 1.0

Premiera nowego iPhone’a (określana “ipokalipsą”) prawie na całym świecie (bo bez Polski) udowodniła, że racjonalność wyborów konsumentów łatwo jest zmanipulować. Pisanie artukułów przez tuzów i znawców branży telekomunikacyjnej, rysowanie infografik czy porównywanie modeli konkurencji - wszystko to stało się tylko paliwem dla lepszej sprzedaży nowego-starego telefonu made by Jobs…

Nie jestem fanboyem nadgryzionego jabłka, nie piszę tego aby bić pokłony ego Jobsa (które jest wieeelkie). Chcę pokazać, że jeśli nawet coś jest gorsze technologicznie to dzięki odrobinie relatywizmu i wszczepienia całej masy pozytywnych skojarzeń produkt może stać się obiektem pożądania wbrew logice. Miliony wyznawców nie mogą się mylić, prawda? Prawda.

Czyżbym zaczął zdradzać objawy schizofrenii? Przestaję lubić i wielbić produkty z logo Apple’a? Skądże. Próbuje tym postem pomóc wszystkim tym posiadaczom innych i lepszych w ich rozumieniu produktów takich koncernów jak Nokia, Samsung czy Sony dlaczego nie mają szans z kultem iPhone’a. Po prostu jesteście z innej ligi.

Im szybciej to zrozumiecie i wzruszycie ramionami na kolejnej imperezie na której zamiast sluchać waszych wakacyjnych opowieści z Meksyku ktoś brutalnie skradnie uwagę tłumu słuchaczy (znowu!) wyjmując apple-cacko tym prędzej zaczniecie spokojniej spać po nocach (i może wróci do Ciebie dziewczyna?).

11 lipca ruszyła sprzedaż iPhone’a 3G jak się określa w mediach - nowy telefon został wyposażony w możliwość transmisji danych 3G właśnie i odbiornik GPS a do jego obsługi zaprzegnięto App Store czyli sklep / bank oprogramowania. I co? Przez weekend w USA tylko sprzedano 1 mln słuchawek. Czyli w dwa dni sprzedano 1/10 tego co Apple upłynił w skali całego roku.

Widzieliście kiedyś kolejki pod sklepem Nokii (są wogóle takowe?) albo biwakujących klietów pod szyldem Samsunga? Pewnie nigdy ich nie zobaczycie bo wyżej wymienione firmy działają zgodnie z logiką rynkową - jest zapotrzebowanie, zapewniamy sprzęt. Apple dziala inaczej.

Robi zamieszanie, wypuszcza plotki i dawkujemy informacje. Potem ogranicza sprzedaż. A potem z uśmiechem wali Cię w ryj kiedy chcesz już wystany aparacik uruchomić. Why Steve? For money. W przeciwieństwie do retoryki PiS ciemny lud to kupuje!

Nie wierzę żeby nikt w Apple nie uczył się na własnych błędach. Podobnie jak przed rokiem brak nowych serwerów uniemożliwił obsługiwanie autoryzacji przez co iTunes i iPhone stały się na parę ładnych godzin iBrickiem. Mało tego - nowy iphone został już złamany ku uciesze sprzedawców z ebay i allegro.

Czyli co - robią nas w konia? Tak. Widać układ sado-maso świetnie współpracuje z nowoczesnymi strategiami sprzedaży. Poniżyć klienta, odebrać nadzieję a potem rzucić na koniec jakiś ochłap.

I co? I nic. iPhone sprzedaje się jak zimna woda z limonką na pustyni Gobi. Ludzie pragną go a Apple go im daje. Proste jak drut. Nie pomogą apele o zachowanie rozsądku, pokazywanie, że z iPhone’a nie da się wysłać MMS, zaznaczyć tekstu i go skopiować i dziesiątki innych błędów i ograniczeń. Nikt nie słucha, wszyscy kupują. Na całym świecie.

Jeśli doczytałeś do tego momentu i jesteś wkurzony na Jobsa, Apple i to małe “gie” zwane iPhonem to mam dla Ciebie prezent. Dowód, że Jobs nie jest bogiem i popełnia błędy. Otóż iPhone wcale nie jest pierwszym telefonem wyprodukowanym przy współpracy Apple. W 2005 roku na rynku pojawiła się Motorola ROKR E1 (znana też jako model E790) posiadająca uwaga, uwaga - support iTunes! Nie słyszłeś o tym telefonie? Nic dziwnego - został szybciutko wycofany (za info dziękuję Kacprowi Suliszowi).

Nie sprawdził się, rynek nie zaakceptował, ludzie nie kupili. Apple poniósł klęskę i musiał rakiem się wycofać się ze współpracy z Motorolą. Ha! Czyli jednak Apple potrafi robić knoty, których ludzie nie kupią! Co nie znaczy, że sam Jobs nie uczy się na własnych błędach - to zła informacja dla nokiofilów co i rusz wciskających mi jakieś błyskotki popełnione na mulącym się Symbianie.

Nokia chce kupić i otworzyć Symbiana? Po co, dla kogo? Zanim to zrobi Google przejedzie się po rynku swoim Androidem i zaleje świat słuchawkami ze swoim softem. Zostanie tylko Appe i Google i pokój zapanuje w galaktyce. Tako rzeczę ja.

A co słychać u nas w związku z całym tym zamieszaniem? Play pręży muskuły i chce wprowadzić iPhone’a szybciej niż Orange. Poczekamy, zobaczymy. Jak na razie kluczem do sukcesu jest aktywacja via iTunes na co wpływu nie mają żadne firmy z Polski.

poczta polska

Jak to możliwe, że w środku Europy w 40-to milionowym kraju w XXI wieku państwowa firma nie jest zainteresowana zwiększanie ilości przesyłek? To możliwe jest tylko w Polsce. Poczta Polska bowiem dokłada do przesyłek i nie w smak jest jej wzrost liczby przesyłek…

W kontekście informacji Gazety (od 1 lipca 2008 ceny paczek zdrożeją średnio o 20%) mówienie o tym, że Poczta Polska działa normalnie i prawidłowo jest absurdalnym żartem. Model biznesowy tej organizacji zakłada dofinansowanie paczek jest wpisany w jej działania i jak się wydaję traktowany jest jako efektywny model walki z konkurencją.

“Ceny tej usługi pozostają znacznie poniżej deklarowanych przez Pocztę Polską kosztów jej świadczenia” mówi o cenach Poczty urzędnik z Urzędu Komunikacji Elektronicznej. Bardzo ciekawe - to znaczy, że im więcej e-sklepów w Polsce powstanie tym większe straty generować będzie Poczta. Jednym słowem przedsiębiorczość naszych rodaków jest przyczyną upadku Poczty Polskiej.

Ktokolwiek musiał korzystać z usług pocztowych wie jakiego poziomu się spodziewać - niszczenie paczek, problemy z obsługą na prostym poziomie, opóźnienia w dostarczeniu korespondencji (mnie zdarzyło się czekanie na list polecony przez dwa tygodnie! List został nadany w Warszawie i miał trafić do firmy oddalonej w lini prostej o 10km).

Strajk pocztowców (a dokładnie związkowców z “Solidarności) z początku czerwca pokazuje, że związaki zawodowe zachowują się czasami jak ludzie chcący rozpalić ognisko na tonącym statku więc tną i piłują resztki drewna. Znam wielu ludzi (spoza branży e-commerce), której strajk przyniósł dotkliwe straty finansowe w wyniku zaprzestania świadczenia usług przez Pocztę.

Ci ludzie będą pierwszymi, którzy zmienią firmę jeśli tylko będzie taka możliwość choćby cena nawet był taka sama albo lekko wyższa. Korzystanie z usług firmy, która działa na takim poziomie jak Poczta Polska jest biznesowym tańcem na linie - reklamacje związane z zaginionym, opóźnionymi bądź po prostu zniszczonymi przesyłkami na Poczcie jest jakimś ponurym żartem.

Czy jest wyjście z tej sytuacji? Oczywiście. Konkurencja w postaci Kolportera i InPost zapowiedziała, że będzie starała się pomóc rynkowi e-commercowi. Kolporter chce dystrybuować paczki i listy poprzez sieć saloników i punktów sprzedaży (czyli około 1 tys. punktów) co umożliwi odbiór i wysyłkę w większości miejsc w Polsce.

InPost pod koniec roku chce wprowadzić nową usługę o której mówi tajemniczo, że będzie przełomowa. Tak się składa, że miałem okazję już tę usługę zobaczyć. Pomysł nowatorski, ma siłę przebicia i myślę, że będzie szybko zdobywał popularność. Nie widziałem czegoś takiego na rynku polskim i hmm za granicą również nie.

Jeśli InPost zaiwestuje odpowiednią sumę w swój projekt to może śmiało myśleć o wyparciu wraz z Kolpoterem Poczty Polskiej z rynku obsługi podmiotów żyjących z e-commerce. A to spora biznes wystarczy spojrzeć sobie na wykresy poniżej:

e-commerce w polsce

Sektor e-commerce rosnący o około 60% rocznie jest jak dla mnie lepszym biznesem niż reklama - powierzchni portalu nie da się rozbudować tak aby wygenerować dodatkowe odsłony a powierzchnię magazynu i owszem.

Sukces Allegro pokazał, że Polacy kochają handel (zresztą nadal widać to spacerując po polskich ulicach) i dziwnym nie jest, że Internet jest dla naszych rodaków naturalnym narzędziem do zarabiania pieniędzy.

Czy Poczta Polska przegra bitwę o polski e-commerce? Przepraszam, ale to jest głupie pytanie. Ona już rzuciła rękawicę i dawno machnęła ręką na ten sektor gospodarki. Widać to po zachowaniu dyrektorów, przewodniczących związków i członkach zarządu biernie pozwalających aby konkurencja połykała rynek.

Nie wiem czy istnieje jakieś prawo i paragraf pod które podpaść mogą osoby zarządzające Pocztą Polską ale gdyby przyjąć spiskowy punkt widzenia ala PiS to polska firma rozkładana jest przez podejmowanie decyzji narażających ją na straty finansowe w ogromnym wymiarze. Jeśli ktoś świadomie walkowerem oddaje prywatnej konkurencji rynek przesyłek wart 500-800 mln rocznie to ja pytam się kto rządzi w takiej firmie? Myszka Miki? Reksio i spółka? W takim kontekście czytając kodeks pocztowca można odnieść wrażenie, że ktoś sobie robi jaja.

Decyzja o podwyższeniu opłat zamiast wdrożenia programu naprawy zmierzającego do poprawienia sytuacji wew. firmy (pewnie bez zwolnień grupowych się nie obędzie) pokazuje, że takie molochy jak Poczta w zasadzie są żywymi trupami. Kolejne podwyższki wiszą w powietrzu tylko UKE zażądał jedynie, by rozłożyć je w czasie, aby “uniknąć znacznego spadku przystępności usługi dla użytkowników, szczególnie konsumentów”.

PS. Inny ciekawy artykuł można znależć tu. Wynika z niego, że 40% mieszkańców UE deklaruje chęć robienia e-zakupów. Biedna, biedna Poczta Polska..

Twoja bardzo osobista domena

17:48 29th June 2008

domeny domain NASK ICANN

Jak donosi Gazeta.pl amerykańska organizacja ICANN (nadzorująca światowy system internetowych adresów) przegłosowała nowy i rewolucyjny system tworzenia domen. W skrócie - będzie można tworzyć własne domeny!..

ja.arturkurasinski albo głupi.artur albo one.night.in.paris (”Paris” jako nazwa miasta oczywiście!) - takie skojarzenia na szybko przyszły mi do głowy. ICANN argumentował stworzenie możliwości rejestracji nowych domen jako wyraz zwiększania sie znaczenia Interentu w życiu społeczeństw.

Obecnie jest 21 (Gazeta.pl piisze o 19-tu ale na stronie ICANN jest informacja o 21 - podaje zatem za ICANN) domen tzw. najwyższego poziomu (np. “.com”, “.org”) oraz 240 domen krajowych (np. “.pl”, “.us”, “.tv”). Za chwilę ICANN może zarządzać kilkoma milionami domen.

Poza argumentacją związaną z “oddawaniem władzy ludziom” można oczywiście wskazać wątek czystko komercyjny - nowe domeny to nowy zastrzyk kasy. Można sobie wyobrazić, że większość firm będzie chciała mieć własną domenę (np. my.cola, we.love.iphone, your.apple) więc potencjał wpływów dla firm zajmujących się handlem domenami jest ogromny.

Decyzja ICANN jest to o tyle dziwna poniewważ w zeszłym roku ta sama organizacja odrzuciła po raz kolejny wniosek lobby pornograficznego domagający się wprowadzenia domeny z końcówką “xxx”. Wtedy argumentowano, że stworzenie takiej domeny pozwoli na kontrolę odgórną przez państwo tresći zawartych na tak oznaczonych witrynach co stanowi dość poważne ograniczenie praw obywatelskich.

Czy tworzenie nowych domen będzie atrakcyjne? Stawiam, że tak - firmy SEO z radością powitają nowe możliwości pozycjonowania marek i produktów. Po drugie wprowadzenie takiego systemu spowoduje odchodzenie od żmudnego zapamiętywania dziwnych adresów - na przykład kampania produktu finansowego może opierać się o domenę “zajrzyj.do.naszego.banku”.

Domeny będą coraz bardziej przypominały potoczny język i brały z niego przykład jeśli chodzi o wykorzystanie składni. Ciekawe może być to, że zamiast wpisywać np. coca-cola możemy wpisać ugaś.pragnienie. Fajne? Sam nie wiem.

Czy oznacza to, że firmy rzucą się rejestrować swoje domeny - pewnie nie tak ochoczo bo w końcu trzeba będzie zdecydować się jaki adres podajemy w reklamie czy na wizytówce - czy ten stary na przykład w domenie “com” czy ten w nowej domenie.

Czeka nas rewolucja? Poczekamy i zobaczymy. Na razie “dotcomy” mogą spać spokojnie.