A zdychaj sobie blogosfero!
19:06 19th November 2008

Najpierw poczytałem sobie u Marcina podumałem i poklikałem dalej. Myślałem, że temat się wyczerpał. Niestety temat (chyba zastępczy żeby nie pisać, że w USA jest kryzys) powraca w wielu dyskusjach (ciekawe, że w większości w Ameryce). Blogosfera podobno umiera i wszyscy powinniśmy zatrzymać się i pochlipać nad tą pseudo tragiczną informacją. A ja mówię - niech zdycha…
Blogosfera według histeryzującego Carr’a umiera. Według Paula Boutin’a też. Super. A pies ją tracał. Nie będzie blogosfrey pojawi się infosfera czy inna głupota wymyślona na potrzeby konferencji i marketerów. Web 2.0 odeszło z tego świata - pojawia się Web 3.0. Nawet wirtualny świat nie lubi pustki. Nikt jednak nie podał mi normalnej definicji blogosfery więc sam nie wiem czy mam się czym przejmować.
Co to znaczy “blogosfera umiera”? Nikt już nie czyta blogów? Blogi straciły wiarygodność? Blogerzy skumali się z lewakami, zielonymi i terrorystami i będą nas indoktrynować? Czy to może oznacza, że Jagodziński, Marczak i Budzich przestaną jak jeden mąż pewnego dnia pisać swoje blogaski bo im się serduszka pokroją ze smutku, że komercjalizują zły świat mediów elektronicznych? Gorszej bzdury dawno nie słyszałem.
O czym w ogóle jest mowa? Zestawienie holdingów medialnych w stylu Gawkera z blogami prywatnymi czy firmowymi ma być “zabijaniem blogosfery”? A co ma piernik do wiatraka? Gawkera czytam bo chce się dowiedzieć ciekawych rzeczy - czy to będzie pisane przez jedną czy sztab osób nie interesuje mnie to dopóki będzie wiarygodne.
Rynek zweryfikuje prawdziwość i umiejętności prowadzących taką witrynę. Tak - niewidzialna ręka rynku weźmie i posprząta, wierzę w to. Pan Carr i Boutin twierdzą, że blogi nie są wiarygodne? A co jest? Gazeta naszpikowana reklamami? Program telewizyjny z product placement? Billboard przy drodze z gołą dupą reklamującą wszystko i nic?
Miał chyba wyjść manifest obrońców czystości i uwolnienia mediów od skomercjalizowania ale ja widzę i słyszę jeno marne “ojej, wszędzie reklamy co to będzie, co to będzie?”. Będzie to samo co było - nauczymy się z tym żyć. Albo przestaniemy oglądać telewizję.
Panie Carr i Panie Boutin. Zamiast się Pan rozczulać nad komercjalizacją blogosfery zacznij Pan krucjatę przeciwko firmom od marketingu szeptanego. To jest największe zło Internetu ery XXI wieku. Nie wierzycie? ~ 20% informacji na Naszej Klasie jest fikcyjnych powstałych w wyniku “szeptania”. Dlaczego tam i dlaczego tak dużo? Bo w jednym miejscu na raz może przebywać dużo osób do których prosto (niż gdzie indziej) jest trafić.
Ile jeszcze innych miejsc odwiedzacie na których pojawiają się szeptacze? Oni są wszędzie tam gdzie Wy - ich potencjalny klient. Czy to nie jest gorsze gówno, że wybierając nowe żelazko zostaną zasypany kłamliwymi recenzjami kupionymi za pieniądze firmy PR? Gdzie takiej masie bełkotu do głosu jednego blogera??
Wiecie ile jest w Polsce firm oferujących marketing szeptany? Wiecie jakiego typu armią młodych, pracujących za grosze “szeptaczy” dysponują? Jesteście pewni, że nigdy nie natknęliście się na sprzedawania Wam reklamy za pomocą specjalistycznego wpisu na forach czy komunikatorach? Bzdura - nawet nie wiecie ile razy zasugerowaliście się czyjąś opinią.
Naprawdę wierzycie, że oto otwiera się nowy bank, pole golfowe czy inne centrum handlowe i na blogu firmowym albo pod filmami na YouTube ktoś może napisać sam, z własnej woli takie pierdoły (nazwy podmiotu nie podaję, zguglacie sobie sami)?:
“Zaczynam dopiero swoją przygodę z posiadaniem własnego konta bankowego. mam nadzieję, że X mnie nie zawiedzie. PS. reklama mi się podoba :)”
“Zacznynam dopiero przygodę”????? Jezzuuuu ale sziiiiiit.
albo coś takiego:
“reklama mimo iż radosna i robiąca wiele nadzieii.. jakoś budzi wątpliwości w ofertach dla młodszego pokolenia.. przynajmniej ja doznałem takiego odczucia a zaliczam się to tej młodszej grupy .. pozdrawiam ;)”
Takim językiem mówią do siebie użytkownicy internetu? Wpisy o takim charakterze czytacie na Onecie czy Fotce? Ha ha. Hi hi. Buuueeehe he he he.
Sami sobie zakładam kaganiec a dziwimy się, że “blogosfera” zmienia się w reklamowe gówno. Zmienia się bo jakoś trzeba zarobić na serwery i pensje pracowników. Samo nie urośnie więc trzeba zasięgiem, kampaniami w modelu CPM i RON zasrać całą powierzchnię reklamową gdzie się da.
A gdzie nie da - wsadzić “szeptane” polecania. Proste? Nie? To zaczniemy płacić za dostęp do treści w zamian za brak reklam? Nie? To wracamy do punktu wyjścia.
Cytat z newslettera Heureki:
“W Polsce najpopularniejsze blogi (jeśli chodzi o zasięg) to blogoidalne inicjatywy polityków w serwisie Onet.pl. Dobre blogi, których przecież w polskim internecie nie brakuje, z trudem przebijają się do tradycyjnych mediów - chociaż media z chęcią z udostępnianych przez nie informacji korzystają.”
WTF? Nie rozumiem kogoś kto zakłada blog po to aby stać się a) wpływowy b) znany c)bogaty. Dla mnie to są oczywiste sprzeczności. Jeśli prowadzę bloga to jest to wyraz mojej chęci podzielenia się informacjami ze światem ale w domyśle - z kręgiem osób mi bliskich. Krąg moich znajomych i znajomych znajomych jest skończony. Jak za pomocą bloga mogę chcieć zbawiać świat swoimi przemyśleniami? Ja nie wiem.
Konkurowanie z blogoidami portali czy sieciami blogów w stylu Blomedia jest idiotyzmem. Sprzeczność pojawia się już na poziomie założeń - ja chcę podzielić się informacją z pewnym kręgiem osób a portale i sieci walą do wszystkich i chcą docierać do wszystkich. Chcesz być znany? Zostań politykiem, sędzią piłkarskim, biznesmanem lub księdzem.
Chcesz być blogerem - przyzwyczaj się do cholery, że czasami mówisz do ściany i nikt Cię nie słucha. Zaakceptuj to albo zmień medium przekazu ale nie mów mi, że cały świat zginie bo twój głos rozmywa się w krzyczeniu innych.
iPod blues albo użytkownicy Apple są głupsi?
22:56 17th November 2008

Przykładami dzielę się poniżej ale jeśli ktoś już czuje się śmiertelne obrażony na pocieszenie pod koniec wpisu podam receptę na szybkie wzbogacenie się dzięki Apple’owi i jego produktach (100% legal i w Polsce będzie niebawem dzięki temu pomysłowi)…
Podstawą do dzisiejszego wpisu jest śmierć mojego urządzenia stworzonego przez firmę Apple a zawierającego ponad 3500 (w tym radosna twórczość Piotra Roguckiego, którego liryka wpędza w histeryczną wściekłość moją osobistą żonę) moich piosenek wgranych na niego z płyt CD. Urządzenie (ipod o pojemności 60GB model classic) popsiuło się na śmierć chyba.
Pewnie padł dysk a naprawa nijak nie opłaca mi się (nowy dysk = 270 pln, nowy ipod ~ 600 w USA).
Pliki straciłem i mam przed sobą obecnie popsiutą obudowę kultowego urządzenia. Shit hapens my dear friends.
Załóżmy jednak, że mocą demiurga ożywię starego ipoda lub też po prostu banalniej dokonam drogą kupna zakupu kolejnego. Hurra. Pozostaje jeszcze mała kwestia co wgrać na to urządzenie skoro moje pliki wyparowały (tylko głupi robi backup ipoda, nie? He he he he he hi hi hi).
Mogę oczywiście pójść do sklepu i zakupić ponownie wszystkie płyty CD jakie rozdałem swoim znajomym mówiąc “weź, mam ipoda po co mi CD”? Ok, głupi byłem. Pozostaje mi więc ściąganie mp3 z kompletnie złych, brudnych, przestępczych sieci p-2-p i modlenie się żeby do moich drzwi nie zapukała RIAA albo jej polskie, zbrojne ramię ZAIKS.
Niestety nie stać mnie na ponowne wydanie fury pieniędzy więc będę ssał z sieci co leci. No sorry ale nie. Piosenku wgrałem, płyty rozdałem - frajer ze mnie, że nie uwzględniłem kruchości urządzenia przechowującego moje dane. Frajer i tyle.
Wniosek pierwszy: posiadając urządzenie przenośne rób backup jego zawartości. nawet jeśli to jest urządzenie kultowe i ma je nawet sam Papież i Bono i jego koledzy. Inaczej jesteś głupkiem płaczącym nad rozlanym mlekiem.
Tyle o mojej osobistej głupocie. Czas na przykłady ze świata.
Zapewne słyszeliście o AppStore. Założę się, że nie słyszeliście o najdroższej aplikacji jaką można było w nim kupić. Nazywała się “I’m Rich” i kosztował bagatela 999$. Tak. dziewięćset dziewięćdziesiąt dziewięć dolarów amerykańskich. But wait - there is more! Co ta aplikacja może? Otóż ta aplikacja pokazuje świecący diament (rysunek 2D). I tyle.
Aplikację “I’m Rich” zakupiło 8 ludzi na całej ziemi (co może nie jest dobrym argumentem żeby mówić o wszystkich użytkowniakach Apple’a, że są głupi). Autor “I’m Rich” dostał za nią 5600 $ a Apple 2400$ (podział 30%:70%).
Po kilku dniach Apple niespodziewanie zdjęło aplikację - widocznie uznał, że takie lecenie w kulki ze swoimi wyznawcami jest poniżej krytyki. Albo ktoś uznał, że teraz Jobs zrobi lepszą app (np. “I’m Steve Jobs”) i nie chcą konkurencji.
Wniosek drugi: na bazie kultowej marki można sprzedawać nawet powietrze. Byle odpowiednio wysoko wycenić jego wartość.
A na koniec obiecana nagroda za cierpliwość i wytrwałość. Sprzedaję receptę na to jak dzięki Apple stać się bogatym.
W Polsce samych iPhonów jest ponad 100 tys. sztuk - ile iPodów strach pomyśleć bo zbliżają się kolejne komunie i oprócz komputerów (MacBooki?) iPody są na liście życzeń każdego małego katolika. Tyle statystyki.
A teraz wpiszcie do Google’a frazę “naprawa ipoda” albo “ipod serwis” - co się okazuje? Ludzie szukają serwisu, miejsca napraw w Polsce jak kraj długi i szeroki.
W samej Warszawie okazuje się, że są jakieś takie punkty ale albo to “oficjalny serwis Apple’a” (uciekać!) albo małe zakładziki co to naprawią rondelek, stary rower i waszego cudownego kultowego ipoda wezmą na ten sam stolik na którym przed chwilą leżał stary i rozkładający się PeCet. Brrr…
Jednym słowem - jest rynek, jest nisza i jest zapotrzebowanie. Nie musisz mieć super duper narzędzi, laboratorium ani mega softu. Cały sprzęt kupisz w Tesco a soft ściągniesz z sieci. Hę? Świetny pomysł? Genialny.
Jeszcze ogłoś się na Allegro, że przyjmujesz i odsyłasz sprzęt pocztą i będziesz miał cały rynek w Polsce. Przy takiej ilości userów Apple’a w Polsce - robota na lata.
W ramach podziękowania poproszę o dożywotnią kartę stałego klienta i zniżkę 99% na usługi bo nadal zamierzam kupować iPody, iPhony i MacBooki…
Bo przecież nie przestanę kupować kultowych wyrobów tylko dlatego, że padają w nich dyski: w laptopie (w lato) i odtwarzaczu mp3 (na jesieni).
I’m Apple believer. Wierzę, że kolejny kupiony produkt będzie lepszy.
Amen.
Konferencja: Aula+GPW+KFK
15:29 11th November 2008

Wraz z GPW i KFK szykujemy dla Was bardzo ciekawe spotkanie skierowane do wszystkich, którzy zaczynają myśleć o swoim biznesie w kategoriach spółki, firmy i jej szybkiego oraz bezpiecznego rozwoju…
Giełda Papierów Wartościowych S. A., Krajowy Fundusz Kapitałowy S. A. oraz środowisko przedsiębiorców innowacyjnych Aula Polska mają zaszczyt zaprosić na prezentację prof. Hermanna Simona, który opowie o strategiach „Tajemniczych Mistrzów” – MŚP, które opanowały 70, 80, a nawet 90% rynku.
Poza prezentacją prof. Simona planowane jest wystąpienie dotyczące możliwości pozyskania kapitału dla MŚP poprzez Giełdę Papierów Wartościowych oraz możliwości jakie daje rynek Venture Capital (VC) dzięki Krajowemu Funduszowi Kapitałowemu, który jest pierwszym funduszem-funduszy VC w Polsce.
Termin: 17 listopada 2008, od 17:30
Miejsce: Sala notowań NewConnect Giełdy Papierów Wartościowych
ul. Książęca 4, 00-498 Warszawa
Agenda:
17:30 – 17:40 Wprowadzenie – dr Marek Dietl, Krajowy Fundusz Kapitałowy S. A.,
Igor Dzierżanowski/Krzysztof Kowalczyk - Aula Polska.
17:40 – 18:00 „NewConnect: szansa dla spółek innowacyjnych” – Emil Stępień,
Dyrektor Działu Rozwoju NewConnect GPW.
18:00 – 18:35 “Hidden Champions unknown world market leaders” –
– prof. Hermann Simon.
18:35 – 18:50 Sesja pytań i odpowiedzi z prof. Hermannem Simonem
18:50 – 19:15 „Kapitał dla funduszy VC = większa dostępność kapitału na
innowacyjne przedsięwzięcia” – Piotr Gębala, Prezes Zarządu,
Krajowy Fundusz Kapitałowy S. A.
od 19:15 Przekąski i rozmowy w kuluarach
Ze względu na ograniczoną liczbę miejsc oraz wymogi bezpieczeństwa prosimy o potwierdzenie uczestnictwa do dnia 14 listopada 2008.

Zapraszam na KreoAula #2!
19:44 3rd November 2008

Co: 2 spotkanie z cyklu KreoAula (Aula Polska)
Kiedy: 6 listopada (czwartek) o godz. 18:00
Gdzie: Agora, ul. Czerska 8/10
Serdecznie zapraszam na kolejną KreoAulę! Już 6 listopada o godzinie 18:00 w budynku Agory przy ul. Czerskiej 8/10 odbędzie się wyjątkowa edycja Kreo Auli w całości poświęcona zagadnieniom typografii.
Litery rozbierzemy na części, przekonamy się co tak naprawdę jest pięknego w mozolnym kreśleniu krojów pisma i jak sprawić by nasze teksty w Internecie były czytelniejsze.
Nie obejdzie się bez case studies w których przejrzymy trendy, przeanalizujemy problemy z którymi mierzą się projektanci przygotowując systemy identyfikacji wizualnej i reklamy, a także sformułujemy pożyteczne wnioski dzięki którym nasze projekty będą po prostu lepsze.
A do tego tradycyjnie odbędzie się bitwa graficzna. Tym razem designerzy, na żywo zmierzą się z zadaniem zaprojektowania plakatu typograficznego, a efekty oceni publiczność i to ona zadecyduje o zwycięstwie.
Zapraszamy!
Darek Zieliński i Zespół Auli Polskiej
Program (może ulec zmianie):
1. Robert Chwałowski, “451, czyli typografia bez papieru”
Autor Typografii typowej książki. Prowadzi witrynę typografia.info. Pomysłodawca i założyciel Akademickiego Kursu Typografii.
2. Łukasz Dziedzic., “Po co komu litery?”
Urodzony 1967 w drugiej połowie lipca. Projektuje litery, czasem coś innego.
3. Paweł Tkaczyk, “Jak za pomocą typografii zepsuć lub poprawić projekty reklamowe?”
Właściciel agencji reklamowej MIDEA. Z zamiłowania typograf, z zawodu projektant graficzny, specjalizuję się w projektowaniu identyfikacji wizualnej i budowaniu strategii marketingowej firmy i marki. Prowadzi też szkolenia z zakresu wyżej wymienionych zagadnień.
W tle wystąpień odbędzie się graficzna bitwa.
Uczestnicy bitwy:
Błażej Pieczyński
Poznański plakacista typograficzny, kreator logo i piktogramów, miłośnik gwary poznańskiej, gier słownych, twórczości Polskiej Szkoły Plakatu, znaków przestankowych i typograficznych. Fan oraz twórca (wraz z zespołem) rocka psychodelicznego i progresywnego. Po godzinach przenosi się ze świata sztuki do świata biznesu.
Maciej Janas
Grafik i projektant, wolny strzelec polujący dla sporych klientów, od czasu do czasu fotograf łapiący nie tylko chwilę. Basista i frontman kapeli metalowej Ketha.
Zapisy:
Przypominamy, że z powodu ograniczonej pojemności sali w spotkaniu będą mogły wziąć udział jedynie osoby, które zapiszą się na listę gości i zostaną zaproszone drogą e- mailową.
Zapisać na listę gości można się pod tym adresem:
Kto teraz ma Hoopla albo jak stracić 51 mln zł w rok?
23:59 2nd November 2008

Pochylania się nad polskim e-commerce ciąg dalszy. Zapraszam do lektury obserwacji poczynionych przez ex-pracownika firmy Hoopla.pl. Z powodów oczywistych nie mogę zdradzić imienia i nazwiska tej osoby - pozwólcie zatem, że będzie ona występowała pod pseudonimem.
Pseudonim wybrałem lekko pompatyczny - Deep Throat (bez skojarzeń z pewnym filmem proszę). Poprosiłem DT o zrelacjonowanie co działo się przed i po ogłoszeniu w Hoopla informacji o problemach finansowych spółki, jak wyglądały relacje zarządu z pracownikami - jednym słowem co działo się w firmie w najgorętszym okresie.
Nie uprzedzając faktów mogę tylko powiedzieć, że scenariusz jaki rzeczywistość zgotowała zarządowi Hoopla.pl nadaje się idealnie na case szkoleniowy jak NIE postępować w sytuacjach kryzysowych - zresztą przeczytajcie sobie sami:
A teraz oddaję głos panu Deep Throat:
AK74 - Musiało na Tobie zrobić to duże wrażenie - spółka aspirująca do wejścia na giełdę, poważny inwestor strategiczny, szybki rozwój, e-rynek w rozkwicie..
DT - Może niekoniecznie duże wrażenie… Tego typu odczucia rezerwuje raczej na coś naprawdę dużego, ale fakt, że firma wrażenie wyglądała na instytucję z aspiracjami: Laureat Deloitte, lawinowo rosnące obroty, zasady Balanced Scorecard wpisane w prospekt emisyjny zaraz obok programu pracowniczego na akcje itp.
AK74 - Kiedy zacząłeś Ty jak i inni pracownicy zauważać problemy Hoopla.pl? Były jakieś wczesne oznaki osłabienia firmy? Problemy z płatnościami itd.?
Chyba wielu widziało takie oznaki już przed moim przyjściem o czym świadczą odejścia, niestety nie wiedziałem o nich, nie dotarłem do tych ludzi robiąc wywiad na temat spółki… kiedy przyszedłem tam na początku sierpnia najpopularniejszym „tagiem” rozmów było chyba właśnie „znów nas zablokowali”, czyli wstrzymali dostawy, prace itp.
Problemy z płatnościami były na każdym polu, ale te sprawiające najwięcej problemów były związane z dostawcami. Jak łatwo się domyślić powodowały poważne problemy z terminowością dostaw towaru do klienta a to już pociągało za sobą lawinę negatywnych opinii na porównywarkach cen i spadek obrotów oraz coraz większe problemy ze spłatą zobowiązań wobec dostawców – prawdziwa równia pochyła.
AK74 - MCI nie reagował na to co się dzieje w spółce? Przecież ktoś odpowiedzialny za Hoopla.pl z ramienia MCI musiał mieć wgląd w papiery i widzieć dokładnie jaka jest realna sytuacja spółki?
MCI jak najbardziej reagował, jak widać dość nerwowo ratując siebie. Ale to subiektywne odczucie, przecież nikt z właścicieli z zespołem nie dyskutował, co akurat uważam za normalne. Z wypowiedzi funduszu wiemy o programach naprawczych. Sam też miałem zająć się takimi działaniami, które w mojej działce naprawią sposób postępowania.
AK74 - Hoopla chciała wejść na giełdę i tam szukać finansów - czyli sądząc z tego co powiedziałeś wcześniej tak naprawdę kasa z upublicznienia spółki była jej potrzebna nie tyle na rozwój co na przetrwanie?
DT - Pamiętajmy, że plan wejścia na giełdę to był plan z połowy zeszłego roku. Wtedy sytuacja nie była zła, problemem rzeczywiście był rozwój. Przy takiej wielkości obrotu i odwiedzin na stronie ciężko już skalować platformę OSCommerce, coraz ciężej ręcznie przekładać papiery, stąd pomysł na system ERP.
Nie chce dyskutować czy MSCommerce był właściwy, ponieważ moim zdaniem błąd popełniono zupełnie gdzie indziej ……platforma front i backoffice’owa nie została właściwie przetestowana, nie działała przez jakiś czas równolegle ze starym systemem.
Problemy integracyjne wypływały wiec dopiero wówczas, kiedy okazywało się, że z nieznanych przyczyn spada liczba zamówień. Nie wszystkie akcje były raportowane, co np. mi nie pozwalało monitorować i oceniać w sposób właściwy np.: systemów partnerskich.
AK74 - Kiedy plany giełdowe wzięły w łeb MCI się wycofał sprzedając swoje udziały. Wiedzieliście o tym w firmie? Zarząd komunikował pracownikom takie sprawy? Pracownicy i partnerzy znali realna sytuacje Hoopla?
DT - Plany wycofania ze spółki udziałów MCI przyszły dużo później. Nie łączmy tych dwóch faktów. Pracownicy wiedzieli tylko tyle ile mogą, znali np.: wielkość zadłużenia w ramach swoich kompetencji, partnerzy też. Żadnych oficjalnych informacji nie było, ale zarząd rozmawiał z partnerami negocjując warunki spłat itp. Przez jakiś czas to się udawało, bo przecież każdy chciał odzyskać zobowiązania.
AK74 - Co Twoim zdaniem stało się przyczyna upadku firmy, która jeszcze rok temu miała 51 mln przychodów? Kto zawinił - zarząd, pracownicy, inwestor a może kryzys na światowych rynkach?
DT - Rynek e-commerce AGD i RTV jest niesamowicie rozdrobniony. Istnieją setki sklepów z powtarzalną ofertą. Konkurencja w zasadzie sprowadza się do rywalizacji cenowej, którą zaostrzają przeglądarki ofert typu Ceneo.pl. Fakt konkurencji cenowej potęguje największy benefit rozpoznawany przez klientów, czyli taniość oferty internetowej.
Tak zakorzeniony schemat myślowy doprowadza do absurdu polegającego na wyszukiwaniu możliwie jak najniższej ceny na rynku internetowym podczas kiedy cały segment tego rynku dużo tańszy od handlu detalicznego off-line.
Konkurencja cenowa powoduje spadek marży oraz coraz niższa rentowność biznesu.
Konkurencję cenową wzmaga wejście na rynek detaliczny e-handlu przez dystrybutorów (tradycyjnych pośredników pomiędzy producentem a sprzedawcą). Ze względu na niską barierę wejścia i minimalne nakłady na logistykę, dystrybutorzy uruchamiają własne e-sklepy i przy naturalnie niższych cenach w dalszym stopniu rozdrabniają rynek i powodują dalsze obniżanie marż (własnych i konkurencji)
Rynek w obecnej fazie rozwoju traktuje marże jako jedyne narzędzie promocyjne (kanał komunikacji ceneo.pl). Klienci ze względu na aksjomat taniości Internetu w minimalnym stopniu zwracają uwagę na inne aspekty, choć paradoksalnie powstają serwisy z opiniami a klienci wykazują postawę ostrożną i ponoć kierują się też opiniami o sklepach.
Praktycznie żaden z graczy nie posiada własnych stocków magazynowych (z wyjątkiem dystrybutorów) i sprzedaż odbywa się na zasadzie bezpośredniego odebrania towaru przez kuriera od dystrybutora i przewiezieniu go do klienta. Wyjątek stanowi np. Agito.pl, największy pod względem obrotów gracz RTV/AGD.
Brak magazynów rodzi problemy z konfekcjonowaniem produktów i naliczanie odrębnej opłaty za transport każdego przedmiotu pomimo faktu, że czasem produkty przyjeżdżają do klienta jednym transportem.
Ale to przecież normalne, że otoczenie jest nieprzyjazne. Problemem był zbyt szybki wzrost firmy, z którą ktoś sobie po prostu nie poradził. Ten biznes z jednej strony przerósł możliwości percepcji zarządu pewnych problemów występujących w rosnącej organizacji.
Z drugiej strony zamydlił oczy, ponieważ zbyt dobra sytuacja i rosnące słupki obrotów spowodowały, że nikt nie myślał o rozwoju, dywersyfikacji ryzyka czyli np.: wejście w inne asortymenty. Alarm spadających marż powinien pojawić się przecież już rok temu.
AK74 - Kiedy w firmie pojawił się komornik i okazało się, że Hoopla jednak ma ogromne problemy z płynnością zarząd spółki starał się jeszcze ratować firmę czy po prostu każdy ratował się jak mógł?
DT - Zarząd ratował firmę jak mógł, głównie desperacko szukając inwestora strategicznego w postaci dystrybutora. Za późno, za szybko, zbyt desperacko. Kryzys od jakiegoś czasu był już tak zaawansowany, że wszelkie inne działania nie miały sensu co potwierdza zachowanie MCI.
Co ciekawe w firmie był już syndyk a nikt z zespołu o tym nie wiedział. Szefem tytułowaliśmy niewłaściwą osobę;-) Taka kuriozalna sytuacja trwała prawie miesiąc.
AK74 - Jakie obecnie długi posiada firma? Na ile wyceniana jest spółka obecnie? Są jacyś chętni?
DT - Z informacji nieoficjalnych wiem, ze dług jest bardzo duży, kilkanaście razy większy od tego co spółka jest winna K2 S.A. W spółce chyba nie pozostało nic do wyceny, nie ma żadnego know-how, a największa wartość spółki, czyli marka w tej chwili jest warta tyle ile domena w promocji… w związku z czym nie liczyłbym na chętnego.
AK74 - Na koniec chciałbyś coś powiedzieć ludziom z zarządu Hoopla.pl albo odpowiedzialnym z ramienia MCI?
DT - Był taki trafny transparent na niedawnej demonstracji w Nowym Jorku przeciw zasileniu publicznymi pieniędzmi z podatków. Odwoływał się on do sumień cwaniaków bankierów którzy nakręcili kryzys swoim nieodpowiedzialnym zachowaniem.
Sytuacja podobna, bo w tym wypadku niepowodzenie finansowane spowodowane jest?przez masy klientów, którzy wpłacili pieniądza za towary, partnerów usługowych i dostawców, nie wspominając o pracownikach, którzy nie mając pojęcia o nowym szefie pracowali przez blisko miesiąc za darmo zamiast szukać pracy.
Na transparencie było napisane „jump fuckers”.
***
Na koniec pozwalę sobie na zacytowanie Tomasza Czechowicza prezesa funduszu MCI niedawnego inwestora Hoopla.pl poproszonego o komentarz do pozbycia się przez MCI akcji Hoopla.pl:
“Jeszcze do niedawna byliśmy przekonani, że sklepy internetowe, sprzedające sprzęt RTV/AGD, to doskonały biznes. Tymczasem okazało się, że przegrywają z tradycyjnymi dystrybutorami, którzy po stworzeniu ogólnopolskich sieci sklepów teraz mocno wchodzą w wirtualne kanały dystrybucji.”
Ciekawe odnośniki dla tych co chcieliby poczytać o historii Hoopla.pl, Vivid i Ulubiony w innych źródłach:
> To się nazywa prawdziwy social shopping: http://calaprawdaoulubiony.pl/
> Link do artykułu o zamknięciu Ulubiony.pl
> Link do artykułu o końcu Vivid
> Ciekawy wpis na blogu E-commerce.pl.
> Żegnamy Ebay w Polsce.
> Ciekawy (po raz pierwszy od dłuższego czasu) wpis na Interaktywnie.com
David Eriksson z North Kingdom w Krakowie
14:30 2nd November 2008

Na prośbę Krzyśka Adamusa z Opcom vel Interaktywnie.com zamieszczam info prasowe dla wszystkich zainteresowanych wizytą Davida Erikssona, dyrektora kreatywnego North Kingdom…
Na zaproszenie Opcom Grupa Eskadra oraz IAB Polska w Krakowie pojawi się David Eriksson, dyrektor kreatywny North Kingdom (www.northkingdom.com) - jednej z najbardziej rozpoznawalnych i najczęściej nagradzanych agencji interaktywnych ostatnich lat.
David opowie o historii i wizji rozwoju North Kingdom oraz przedstawi studia przypadków wybranych projektów.
Spotkanie jest bezpłatne i kierowane dla osób związanych z branżą interaktywną. Odbędzie się w sobotę 8. listopada 2008 o godzinie 14:00 w klubie Lizard King w Krakowie przy ul. Św. Tomasza 11. W związku z ograniczoną liczbą miejsc prosimy o rejestrację online.
Patronem medialnym spotkania jest interaktywnie.com.
Krzysiek Adamus podrzucił mi następujące dodatkowe informacje:
“Od wczorajszego wieczoru (sobota 1 listopada) zarejestrowało się już 100 osób. Najprawdopodobniej po oficjalnej części skoczymy z Davidem Erikssonem do jednej z krakowskich knajpek (jeszcze nie wiem gdzie) aby rozpocząć część nieoficjalną przy browarku. Everyone’s invited :)
Eriksson przylatuje do Warszawy z żoną i dzieckiem. W czwartek ( 6 listopada) David zabierze głos na Forum IAB. W piątek zgarniamy go do Krakowa aby pokazać mu to piękne miasto :) W sobotę jest spotkanie i imprezka. W niedzielę rano wraca do Wa-wy i stamtąd leci do Szwecji.”
Polski e-commerce ma się dobrze!
23:41 30th October 2008

Przez jakiś czas będę trochę więcej pisał o e-commerce. Polskie media wydały wyrok a ja chcę odczarować rzeczywistość i pokazać, że ani nie ma żadnej fali bankructw ani też firmy sprzedające w internecie nie są odcięte od podstawowych praw ekonomii…
Wkurzam się gdy widzę kolejny nagłówek w stylu: “ojej ojej - padł jeden sklep internetowy idzie globalny kataklizm!”. Głupie to i bardzo źle swiadczące o dziennikarzach, którzy w redakcjach zamiast grać w kulki czy żabę (zainteresowani wiedzą o czym mówię) powinni dokładać więcej starań do weryfikacji materiałów i źródeł. Bo wyjdzie jak z raportem Wprost i Money.
Dlatego postanowiłem na własną rękę pobawić się w dziennikarza śledczego i potropić co się dzieje w polskim internecie jakie problemy (i czy wogóle) wynikają z zamieszania na światowych giełdach dla naszego rodzimej e-branży.
Na pierwszy ogień przedstawiam opinię Michała Chmielińskiego - osoby młodej rocznikowo ale doświadczonej i w moim mniemaniu posiadająca ciekawe opinie na temat tego jak wygląda handel w sieci z punktu widzenia np. porównywarek cen a jak postrzegany jest przez zwykłego klienta szukającego informacji o produktach w sieci.
Nie chciałbym kreować Michała na mega speca i guru (choć osobiście bardzo sobie cenię jego opinie i często z nich korzystam) - przeczytajcie i rozważcie sami z czym się z Michałem zgadzacie a z czym nie. Przy okazji - jeśli będziecie mieli dodatkowe pytania do Michała albo być może pomyślicie o nim jako o fajnym współpracowniku tutaj jest namiar na niego :)
Anonsuję jednocześnie kolejny tekst dotyczący polskiego e-commerce - case o upadku Hoopla.pl widziany z perspektywy insidera, osoby pracującej bezpośrednio przy projekcie. Będzie kontrowersyjnie, gorąco i być może (w końcu!) otrzemy się o proces cywilny :)
Niemniej jednak zapraszam najpierw do przeczytania tego co ma na temat kondycji polskiego handlu w internecie Michał. Voila!:
AK74 - Jak z Twojej perspektywy wygląda rynek e-commerce w Polsce A.D 2008? Mamy około 4 tys. podmiotów sprzedających w sieci. Ostatnio upadłość ogłosiło kilka. Jest więc stagnacja na rynku, tfu tfu - kryzys? A może wręcz przeciwnie?
Michał Chmieliński - Odpowiedź b :) Pomimo kryzysu na światowych rynkach finansowych, rynek e-commerce w Polsce miewa się dobrze. Przyczyn ostatnich upadków sklepów szukałbym w miejscu innym niż stagnacji czy krachu. Sklepy upadały zawsze (Piotr Jarosz, ze Sklepy24.pl pisze „na polskim rynku e-commerce codziennie pojawia się średnio 5 nowych sklepów, ale równocześnie 2 inne sklepy na zawsze znikają”. I to jest rzecz, z którą ciężko się nie zgodzić. Sytuacja z ostatnich tygodni różni się tylko tym, że z rynku zniknęli więksi gracze.
AK74 - Pracowałeś w Skąpcu. Ze swoich doświadczeń uważasz, że model biznesowy przyjęty przez porównywarki (najważniejsza jest cena) na dłuższą metę jest opłacalny i zdrowy dla branży? Czy może porównywarki cen zabijają polskie e-sklepy?
MCH - Sprawa porównywarek jest nieco skompilowana, bo to dzięki nim (i kilku innym czynnikom) mogliśmy i nadal możemy obserwować dynamiczny wzrost w handlu on-line. To dostępność produktów po niższych cenach ściągnęła kupujących do internetu (bądź odciągnęła od serwisów aukcyjnych).
Ciężko się nie zgodzić z faktem iż w ich przypadku najważniejsza jest cena, jednak w ciągu kilku lat istnienia porównywarek marże w sklepach zmalały do granic możliwości. Nie da się rywalizować ceną, a nawet jeśli to różnice pomiędzy 10 czy 20 najtańszymi sklepami będzie kilku / kilkunastozłotowa.
W tym momencie można zabłysnąć terminami dostawy czy jakością obsługi (te dwa czynniki chyba najbardziej „leżą” w polskim e-commerce). Nie wiem jak często kupujesz przez Internet, ale pewnie zauważyłeś, że notoryczne są opóźnienia przy dostawie, albo jak rzadko słuchawka w sklepie jest podnoszona.
Część sklepów zdała sobie z tego sprawę i zaczyna dbać nie tylko o ceny, ale i swój wizerunek w sieci. Dbają o to, aby po każdej transakcji w porównywarce pojawiła się opinia kupującego. Na te negatywne odpowiadają (w stylu o niebo lepszym niż kontrkomentarze na aukcjach ;) i próbują wyjaśnić i wyeliminować przyczynę problemu.
Ale w wielu wypadkach wystarczy odbierać telefony i w miarę szybko odpisywać na maile…
AK74 - Media szybko wychwyciły zamknięcie Hoopli i bankructwo Ulubiony.pl oraz Vivid. Gazeta zagrała chyba najostrzej dając taki tytuł. Naprawdę Czekają nas masowe zwolnienia i bankructwa e-commercowych podmiotów?
MCH - Nie wierzę w masowe bankructwa. Nie wierzę w kryzys na rynku. Może się zdarzyć, że upadną gorzej zarządzane spółki (pod wpływem złych wiadomości, których teraz pełno inwestorzy zaczną zakręcać kurki z pieniędzmi), ale w moim przekonaniu najbliższych kilka lat branża zakończy dwucyfrowym wzrostem.
Ciężko mi brać na poważnie rewelacji prasowych, bo publika lubi złe wiadomości - to się sprzedaje, więc dziennikarze piszą. Na tą chwilę nie widzę racjonalnych przesłanek mówiących o tym, że handel online ma się źle. Mam nadzieję, że nie tylko ja.
AK74 - Konkurencja dość tajemniczo i wymijająco odpowiadała na pytania o przyczynę upadku Hoopli i Vividu (opisana choćby tu) Czy Ty masz na ten temat jakieś swoje przemyślenia albo teorię?
MCH - Wiele na ten temat zostało już powiedziane:
> brak strategii
> brak pomysłu
> brak know-how
> w przypadku Hoopli brak magazynu
> zbytni optymizm
> bardzo słabe zarządzanie
I rzecz chyba najważniejsza – obsługa klienta i logistyka.
Wydaje się, ze Hoopla w pewnym momencie pominęła te elementy. Wygodnie było sprzedawać produkty, które znajdują się w magazynach hurtowników nie dbając o wysyłkę. Na dłuższą metę to nie wystarcza. Przy dużej ilości zamówień pojawiają się opóźnienia, przesyłki giną itd.
Przez to nie można zaproponować klientom wysokiej jakości obsługi, a wiadomo, że klient w sieci jest wybredny i szybko się frustruje. Najlepiej obrazują to opinie o Hoopli. Przeglądając tylko je, można było wieścić szybki koniec.
Inną sprawą jest odcinanie od siebie klientów.
Za dawnych czasów, kiedy Hoopla bazowała na damowych OsCommerce, na stronie można było znaleźć numer telefonu. Po zmianach engine’u oraz grafiki telefon ze strony znikł - został zastąpiony formularzem kontaktowym. Rozwiązanie to (chyba) nie zdało egzaminu, bo praz kolejny zdecydowano się na zmianę stron z kontaktem, by na samym końcu numer telefonu pojawił się na stronie głównej sklepu. Pojawił się… jako obrazek, w który można kliknąć. I w tym szukałbym części problemów Hoopli.
Dla chętnych stara strona z kontaktem oraz obecna
AK74 - A Ulubiony.pl? Dlaczego padli? Czy taki model sprzedaży w ogóle można nazwać sklepem?
MCH - Ulubiony.pl nie był sklepem, przynajmniej oficjalnie, a jedynie platformą dla sprzedawców.
W ich przypadku można szukać wielu powodów, które wpłynęły na upadek. Po pierwsze, byli pośrednikiem, pomiędzy sklepem a kupującym. Prawdopodobnie sklepy to również pośrednicy ze stanami magazynowymi od hurtownika. Nadmierna ilość produktów (ponad 62 000) i znikoma ilość ludzi obsługujących klientów też nie ułatwia zadania. Zaczynają się schody, nieterminowość, braki na koncie przyciągające widmo upadku.
Ludzie są różni, więc zaczynają się problemy. Pozwolę sobie nie wyrażać publicznie do końca mojej opinii, a jedynie polecę lekturę.
Resztę zostawiam do przemyślenia Czytelnikom Twojego bloga :)
AK74 - Kuriozalne wypowiedzi szefa Telefonii Dialog S.A, który publicznie przyznaje, że biznesplan Vividu każą się zapytać o poziom menadżerów i osób odpowiedzialnych za akwizycję Vivid oraz za jego prowadzenie.
MCH - Czy mogę coś tu dodać? Managerowie Vividu nie popisali się, nie wiem czy to przez politykę Dialogu, czy też przez własny brak umiejętności czy też brak chęci.
Z usług Telefonii Dialog korzystam już kilka lat (za karę pewnie odetną mi Internet :) ), co miesiąc dostaję rachunki. Pamiętam tylko jedną ulotkę informującą o Vividzie, która przyszła raz z fakturą. Może było ich więcej, ale tylko jedną pamiętam, co każe mi twierdzić, że potencjał abonentów dialogu nie został wykorzystany w żadnym stopniu.
Obawiam się, że prawdę mówią przedstawiciele telekomu, mieli ZERO pomysłów. A jeżeli pomysłów zero (wszyscy wiemy jak jest z pomysłami) to gdzie cała reszta?
Moje kontakty z VIVIDem ledwo pamiętam, może dlatego, że z ich strony nigdy nic nie było. Czy to na linii b2b, czy to na linii ja = klient, oni = pan i władca. Może dlatego nigdy nic nie kupiłem w tym sklepie.
I w tym konstrukcie (bardzo prosty, ładny i mój) wydaje mi się, że wręczenie wypowiedzeń rok temu i obsadzenie etatów nowymi ludźmi mogło uratować VIVID. To wrażenie jest tym mocniejsze, że „Vivid przynosił straty od samego początku”.
Wiem, że na rynku jest mało specjalistów od e-commerce, ale rozwiązaniem w tym wypadku był „zakup” ludzi od konkurencji. A ktoś w Dialogu chyba nie traktował sklepu jako inwestycji. Szkoda, bo mając z jednej strony pokaźną pulę abonentów, z drugiej działający sklep, a z trzeciej możliwości jakie niesie dzisiaj Sieć, wszystko padło przez złe zarządzanie…
AK74 - Mając trochę doświadczenia - jak byś sam zorganizował sklep? Na co byś postawił w co zainwestował a bez czego nie byłbyś w stanie zacząć sprzedaży? Poproszę o parę złotych rad dla start-upów e-commercowych.
MCH - To pytanie jest podwójnie ciężkie, bo:
a) wiem jak to wygląda od drugiej strony
b) nie czuję potrzeby posiadania własnego sklepu (bo wolę wspierać je własnym doświadczeniem)
Gdyby jednak przyszło mi zakładać sklep, zainwestowałbym w:
> dobre oprogramowanie (niekoniecznie własne, ale oparte o dobrą platformę),
> obsługę klienta (aplikacje CRM, ludzie, telefony, czas dla klientów)
> obecność w porównywarkach cen i Google,
> magazyn (a jeżeli środki nie pozwalają, to przynajmniej magazyn podręczny na najczęściej kupowane produkty),
> trochę czasu w lekturę książek Wojtka Kyciaka (ta o sklepach i ta o Allegro. Dla osób nie zaznajomionych z tematem będzie to kopalnia wiedzy), stworzenie biznesplanu i rozeznanie rynku.
Nie mniej ważna jest tożsamość firmy, więc cała otoczka związana z Corporate Identity i PR to dla mnie podstawa jakiejkolwiek działalności, tym bardziej ecommerce’owej. Mamy tu więc spójny wizerunek, papier firmowy, szablony maili, standardy obsługi klienta, cele firmy.
W celu zwiększenia zaufania, pojawiłbym się w serwisach opinii (np. Opineo.pl, Sklepy24.pl) i zachęcał użytkowników do podzielenia się z innymi własnymi doświadczeniami z zakupem w moim sklepie. Nawet tymi negatywnymi, bo w większości serwisów sklep może się odnieść do opinii kupującego (polecam przyjrzeć się opiniom o sklepie Tagomago.pl na Opineo – można w nich znaleźć przynajmniej dobre odpowiedzi sklepu na komentarze negatywne)
Obok wyżej wymienionych rzeczy nie mogę zapomnieć o asortymencie. Częstym (i łatwym do zauważenia) błędem jest nadmiar towaru. Sklepy zatrudniające kilka osób mają w ofercie kilka/naście tysięcy produktów (wszystkie w magazynie hurtowni), nad którymi nie są w stanie zapanować. Nie aktualizują na bieżąco stanów magazynowych i cen a pracownicy mają najczęściej zerowe pojęcie o tym co sprzedają.
Rada: zmniejszyć ilość towarów do najlepiej schodzących, przeszkolić załogę.
And last but not least, KLIENT W SKLEPIE TO PARTNER W INTERESACH A NIE PETENT. ZAWSZE I NIEZALEŻNIE OD TEGO ILE PIENIĘDZY ZOSTAWIA!
AK74 - Jak oceniasz wejście w e-commerce o2 i ich platformy Otwarte24.pl? Z Radarem nie dali rady się przebić a teraz chcą wejść na poletku Allegro.
MCH - Każde nowe przedsięwzięcie ma dobry wpływ na rynek, dlatego cieszę się, że o2.pl coraz aktywniej działa w obszarze e-commerce. Jeżeli wierzyć licznikowi na stronie Radar.pl, to mają blisko 3 miliony oferty z 1900 sklepów, na polskie warunki to dość dużo.
Niestety szumne zapowiedzi, przekierowywanie ruchu z portalu i prezentacja ogromnej ilości nie wystarczą dobycia numerem jeden. Ani dwa, ani…
W przypadku Radar.pl problemu dopatrywałbym w kiepskiej funkcjonalności serwisu, słabo działającej wyszukiwarce i źle kategoryzowanych produktach. Wydaje się, że ekipa o2.pl poszła w kierunku całkowitej automatyzacji, co niestety porównywarce nie służy.
Tylko czy Radar ma być numerem jeden? Prawdopodobnie nie musi, bo i tak przynosi zyski właścicielowi.
Otwarte24.pl - podobnie do swojego starszego brata - spektakularnego sukcesu nie odniesie, bo era darmowych platform w takim stylu już się skończyła.
Po pierwsze, od kilku lat istnieje konkurencja, po drugie ciężko budować własną markę sprzedając za pomocą takiego narzędzia co prowadzi do dużego współczynnika porzuceń sklepów.
Ponadto mi, jako kupującemu, ciężko będzie zaufać sklepikowi, który nie zainwestował nawet we własną domenę.
Na szczęście Internet w Polsce ma już kilka lat, a Polacy wręcz szturmują esklepy, co przyczynia się do wzrostu świadomości kupujących. Osób, które zaufają „sklepowi Zdzicha” jest i będzie coraz mniej, co skazuje serwis na sieciowy niebyt w niedalekiej przyszłości.
Cały czas trzymam kciuki za ekipę Michała Brańskiego i mam nadzieję, że z Radar.pl uda się jeszcze coś wyłuskać, a dookoła niego zbudować kilka innych ciekawych projektów. Może zmiana filozofii, może oddelegowanie obecnych managerów Radaru do innych zadań i zastąpienie ich innymi coś pomoże. o2.pl już kilka razy udowadniało, że potrafi zrobić coś (nawet jeśli poziom ich twórczości mi nie do końca pasuje), dlatego apeluję: Więcej odwagi we wprowadzaniu nowych rzeczy, więcej funkcjonalności, ludzie ponad roboty skanujące :)
AK74 - Widzisz jakieś inne duże podmioty, które zamierzają się zająć na poważnie e-commerce?
MCH - Mogę tylko podejrzewać, że każda duża i nowoczesna firma handlowa będzie się starała istnieć w Sieci. Już w tej chwili większe sieci posiadają swoje sklepy internetowe. Czy to jako dodatek do bieżącej działalności, czy jako nowa spółka, która w szybkim czasie ma przynieść zyski.
Dużo wolnego miejsca widzę w odzieży i obuwiu, bo ta branża rozwija się bardziej niż dynamicznie. Orsay, House, Reserved, Atlantic, BigStar, Scotch&Soda [...]. Te wszystkie sklepy mogą istnieć w sieci, tak jak Bata.pl czy Levi’s za pomocą Jeans-online.pl, czego sobie życzę – znam rozmiarówki w ulubionych sklepach, więc zakupy online, to dla mnie sporo wolnego czasu.
No… i prywatnie, z lenistwa, liczę na Tesco Online ;)
AK74 - Na koniec porozmawiajmy o czołówce. Co się stanie z Empikiem i Merlinem za następne 2-3 lata? Któryś z nich zniknie, będą walczyli ze sobą na śmierć i życie? Co wygra - zaplecze i sieć salonów Empik czy skala i rozmach Merlina? Odważysz się pobawić się we wróżkę? :)
MCH - Patrząc na czołówkę, muszę dodać Agito – jak na razie świecą przykładem, sprawny marketing, sprawny PR, dość dobra jakość obsługi.
Jedną z lepszych decyzji było zlecenie obsługi magazynu firmie ESM Logistic, przez co można skupić się na rozwoju firmy.
Dlatego dla mnie, Agito to też czołówka, która obok dobrej roboty, bierze na siebie (może w niewielkim stopniu) działalność misyjną.
Patrząc na podane przez Ciebie sklepy nie widzę wielkiej wojny pomiędzy nimi. Merlin obok dostarczania dóbr kultury skupia się na elektronice, domu i ogrodzie, fotografii, co zapewne wymusza rosnąca konkurencja.
Przez kilka lat obecności na rynku osiągnął, mocną i stabilną pozycję, przez co nie martwię się o losy Merlina.
Empik to dla mnie inna liga. Mają dużo salonów, ogromne zaplecze sprzęgnięte z działalnością tradycyjną, rzeczy z Empik.com mogę odbierać w najbliższym Empiku (a tam jestem dość często), więc tu zawsze będą zaglądać ludzie jeszcze nie przekonani do zakupów przez internet.
Przez charakter salonów stacjonarnych nie widzę dla Empiku pola do rozwoju w innych dziedzinach niż obecnie. Tym bardziej, ze jeszcze niedawno slogan głosił: „pełna kultura”. Dziś niestety nie mogę go znaleźć na stronach E., (innego zresztą też) ale misja firmy nadal mówi wiele o kierunkach rozwoju.
Wszystkim trzem firmom (i całej reszcie) życzę powodzenia i dalszego dynamicznego rozwoju i zdrowej konkurencji stymulującej rozwój i rynek, bo pole do popisu cały czas jest i będzie coraz większe.
Raport mniejszości
0:39 29th October 2008

Jeśli za ocenę e-commerce w Polsce bierze się portal finansowy (a co nie wolno?) oraz tygodni opinii (chociaż w przypadku “Wprost” raczej powinno się używać innego określenia) to możemy otrzymać ciekawe a nawet bardzo ciekawe wyniki. Niestety dla potencjalnych kupujących mało obiektywne…
Mam straszny dylemat w ocenie tego raportu. Kompetencje redakcji Wprost dotyczące Internetu i e-marketingu są małe, Money.pl pozycjonuje się jako spec od finansów - wypuszczanie takiego raportu przez akurat te dwa podmioty traktuje więc tylko jako PR-owe zagranie.
Oprócz katalogu kryteriów twórcy raportu nie przedstawili wyników cząstkowych - nie mamy więc pojęcia o wagach poszczególnych kategorii. W wyniku brak powyższych nie rozumiem jak sklep o obrotach, wielkości i asortymencie jak Merlin czy Empik znalazł się niżej niż sklepik (w zestawieniu z Merlinem i Empikiem takiego sformułowania trzeba użyć) z e-bookami Złote Myśli?
Przykładów można mnożyć. Weźmy kategorię “sklepy specjalistyczne” - obok Iperfumy.pl jest serwis Opony.com. Proszę mi wytłumaczyć jak porównywano kompetencje w obsłudze klienta sklepu z perfumami i sprzedającego opony? Zadzwoniono i poproszono o wybór opon i perfum i zmierzono co - czas reakcji? Zasób językowy sprzedawcy? Jego IQ? Kształt małżowiny usznej?
Szybkość dostawy w oczywisty sposób różni się w przypadku np. apteki (Vitanea.pl) i militariów (Militaria.pl). Sklep z oponami (Opony.com) ciężko porównywać jest do farmaceutyków czy kwiatów. Jak taka ekwilibrystyka udała się twórcom raportu nie mam pojęcia.
Zwróćcie uwagę - nie protestuję ponieważ duży sklep (jak np. Komputronik) w ogóle nie znalazł się w zestawieniu. Zdziwienie moje budzi to, że o wiele mniejsze sklepy uzyskały wyniki lepsze w kategoriach zaopatrzenia, dostępności towarów itd. Mogę zrozumieć stosowanie “long tail” przez małe sklepy ale nie wierzę, że np. Lideria wygrywa z Merlinem pod kątem szybkości dostawy i zasobów magazynowych.
Część “opisowa” też nie jest wolna od błędów:
“Dużo większym zawodem jest fakt, że wciąż jeszcze nieliczne tylko sklepy pozwalają klientowi na śledzenie przesyłki z zamówionym towarem.”
Nie sklepy tylko firmy kurierskie Panie i Panowie dziennikarze. Firmy kurierskie w Polsce rzadko udostępniają taką usługę więc “don’t hate the player, hate the game”.
“Warto odnotować natomiast postęp technologiczny, Czołowe sklepy internetowe w Polsce działają z wszystkimi najważniejszymi przeglądarkami.”
Hmmm czyli którymi? Jakie to są najważniejsze przeglądarki? Jakaś lista by się przydała w kontekście następnego stwierdzenia:
“Problemy, które zdarzają się sporadycznie, dotyczą najczęściej Opery lub starszych wersji Firefoxa. Szkoda jednak, że w rodzimym e-biznesie do rzadkości należy udostępnianie kanałów RSS.”
Autorom polecam lekturę rankingu dot. użytkownika przez polskich internautów przeglądarek. Jeśli nadal postulują, że brak wsparcia Opery jest kluczowym błędem i powoduje, że duża część internautów nie moża przez brak supportowania dokonać zakupów to poproszę o dodanie również takich rodzynków jak: Netscape, SeMonkey, Shiira, iCab, Meleon i Camino. Tego też ktoś używa - supportować mi to zaraz!
“Maksymalnie w naszym badaniu sklep mógł uzyskać 100 punktów. Jedynym wyjątkiem była branża turystyczna, gdzie z oczywistych względów nie dało się ocenić dostawy zakupów do klienta i związanych z tym kryteriów.”
A to ciekawe. Czy to oznacza to, że w przypadku pozostałych kategorii twórcy sprawdzali dotarcie produktu do klienta? Złożyli zamówienie w każdym z wymienionych 15 sklepów? Co zamawiali - te same produkty czy inne? Jak mierzony był czas dostawy? Od złożenia zamówienia czy otrzymania potwierdzenia? Pytania można mnożyć.
Podsumowując - raport w takiej postaci wprowadza użytkowników w błąd. Niejasne podstawy metodologiczne powodują, że można zakwestionować całość wyników. A szkoda bo raportów o e-commerce nie ma na naszym rodzimym podwórku dużo - chyba, że są płatne.
Wniosek - chyba jednak lepiej zapłacić i otrzymać coś sensownego niż zaprosić dziennikarzy z tygodnika opinii wspartych finansistami i wyprodukować mało wiarygodny raport. A może się mylę i jak zwykle szukam dziury w całym?
Polisz brołdband
9:39 24th October 2008
Ten wpis będzie jednym z najkrótszych bo uważam, że nie ma co komentować. Koń (sorry, polski internet) jaki jest każdy widzi (bo z niego korzysta)…
Podaję za Gazetą Prawną i Tomaszem Świderkiem:
“W czerwcu w krajach OECD działało 251 mln szerokopasmowych łączy internetowych, czyli o 14 proc. więcej niż rok wcześniej. W Polsce w tym czasie liczba łączy wzrosła o ponad 19 proc. do 3 mln 650 tys. Liderami są Dania, Holandia, Norwegia, Szwajcaria, Islandia, Szwecja, Korea Płd. i Finlandia. W każdym z tych państw zakres dostępu przekracza 30 proc. Średnia w państwach OECD to 21,3 szerokopasmowego łącza internetowego na 1000 mieszkańców. W Polsce jest to 9,6. Pod względem penetracji zajmujemy 27 miejsce i wyprzedzamy Słowację, Turcję i Meksyk.
Według danych OECD, w końcu czerwca w Polsce działało 3 mln 650 tys. szybkich łączy. Co nam daje 14 pozycję wśród krajów OECD. OECD za szerokopasmowe łącze internetowe uznaje takie, które umożliwia ściąganie danych z prędkością nie mniejszą niż 256 kb/s.”
I dla tych co lubią wykresy i rysuneczki:

Pesymista powie - po cholerę w tym kraju coś robić skoro jest taka mała grupa posiadająca szybkie łącze? Optymista - zobaczcie na inne kraje! Możemy urosnąć ponad dwa razy! Telewizja z internetu to nie mrzonka!
A do której grupy Ty się zaliczasz szanowny czytelniku?
Good Times Gone
23:01 20th October 2008

Dziś zacznę od pewnej oczywistości - każdy czas ma swoich bohaterów i autorytety. W świecie Web 2.0 i n-milionowych społeczności (których nie udaje się spieniężyć) w Dolinie Krzemowej takim piewcą nowego porządku jest (był) Michael Arrington, twórca i stały felietonista TechCrunch. Obecnie Arrington publicznie uśmierca dwa-zerowego złotego cielca i kreuje się na pierwszego z nawróconych. Czy można zatem jeszcze komuś ufać?…
Słusznie prawi Kuba, że taktyka Arringtona „srania do własnego gniazda jest” dziwna. Dodam, że jest bardzo głupia bo kto będzie chciał słuchać i cytować gościa co zmienia zdanie co parę miesięcy? Z czego Michael będzie żyć kiedy poziom start-upów spadnie do polskiej średniej?
Jedyny pozytyw jaki widzę z tej Arringtonowej konwersji - może w końcu u nas nad Wisłą spadnie procent postów z cyklu “Arrington powiedział to czy siamto”? Whose blog is this? – Arrington’s. – Who’s Arrington? – Arrington’s dead, baby, Arrington’s dead. W ekstremalnych warunkach podobno najlepiej poznaje się kto jest mężczyzną a kto ledwie małym chłopczykiem. Sytuacja w Dolinie Krzemowej jest ekstremalna.
W USA dobre czasy wielkiej kasy za free i głupoty ubierane w gładkie frazesy właśnie się skończyły. Niektórzy nadal wolą patrzeć z optymizmem w przyszłość (to bardzo ludzkie i zrozumiałe - sam czasami ulegam takim stanom) ale faktów się nie oszuka. Wielcy z VC właśnie biją w tarabany i radzą (za darmo!), że kryzys już zbiera żniwo, że trzeba zaciskać pasa i zacząć w końcu zarabiać (sic!)
Nie dziwię się wcale jeśli zaraz i w Polsce nie pojawią się dziwne uśmieszki i zakłopotanie na licznych konfach kiedy prelegentowi wymsknie się, że “jego serwis bazuje na filozofii web 2.0″. Oj będzie wstyd, będzie, że bie idziesz chłopie z modą.
W Polsce może nie być podobnie. Choć trwa bal na Titanicu. Na blogu Grześka Marczaka można poczytać jak nasi lokalni VC prężąc PR-owe muskuły zaklinają rzeczywistość. Co gorsza może im się udać. Dlaczego?
Polskie fundusze przegapiły dobrą passę i zainwestowały tak śmiesznie mało, że żaden kryzys ich nie ściągnie pod wodę. Wtopiły jakieś promile tego co cały czas deklarują publicznie. W co włożyli swoje środki w 2008 roku nasi VC (wymienię tych większych - od nich wymagać powinniśmy więcej)?
Jakie to czysto internetowe inwestycje poczynili? IIF - Wroom oraz Monetto. BAS dał kasę Chce.to, wsparł Websgo (”firma rozwijająca innowacyjne produkty internetowe w oparciu o najnowsze technologie i trendy.”). MCI wrzucił finanse do Belysio i Invia (czeska firma). Tyle.
Dla porównania - E-puls zakupił dla siebie koncern medialny G+J a prawdziwy skarb i kurę znoszącą złote jaja (Nasza-Klasa) zgarnęła sprzed nosa polskich inwestorów rosyjska firma. Agora ma Trader’a. Czyli interesy robią w Polsce nie VC ale koncerny medialne (UPDATE: Gadu-Gadu zakupiło Trees.pl aka ZRodzina.pl oraz Bliziutko a Polsat PoSzkole.pl oraz Gery.pl).
Nasi rodzimi inwestorzy w optymalnym czasie na inwestycje dali ciała a teraz przekuwają to na swój sukces. Zachowawczość, brak wizji i słabe przygotowanie rynkowe A jak teraz będziecie drodzy Panowie i Panie z VC realizowali swój “exit” skoro NewConnect nurkuje coraz bardziej? Gdzie znajdziecie kolejnych do zainwestowania w projekty w kolejnych fazach?
Ja bym wcale nie był taki pozytywnie nastawiony - kryzys finansowy możne nam nie grozi ale odwrót kasy od inwestowania w spółki IT jest możliwy. Zbyt “innowacyjnych spółek” może stać się trudny i wyciąganie z nich 10x wartości inwestycji mało realne. Bardzo mało.
Panowie z VC - witajcie w trudnych czasach. Rada - jak się pośpieszycie i w końcu zainwestujecie w coś z głową i z dużym kapitałem to za 7 lat to się załapiecie na kolejną bańkę. Również i dla Was te następne naście miesięcy będzie testem czy nadajecie się do tego aby pracować w tej branży. Nie każdy musi być przedsiębiorcą i nie każdy inwestorem. Prawda?
Przespanie czasów kiedy kaska odkładała się tłuszczykiem na koncie z PARPu i prywatnych kieszeni i to w czasach kiedy każdy “wannabe start-uperów” miał 19512212 pomysłów jest złe. Nie posiadania żadnych fajnych firm w portfolio w momencie kiedy pytanie o realne zyski są bardzo realne - mało rozsądne.
Czyżbyśmy w Polsce oprócz krachu na giełdzie i w nieruchomościach odczuli też tąpnięcie w funduszach VC? Pewnie niestety nie. Niestety ponieważ z rynku powinny znikać tak samo bez wyjątku złe spółki w które dokonuje się inwestycji jaki i same podmioty inwestujące.
Jest jednak światełko w tunelu! Pociąg z napisem Web 3.0 właśnie opuścił peron! Za parę miesięcy będziecie mogli już spokojnie mówić o “filozofii web 3.0″, “sprawdzonych modelach biznesowych” czy “innowacyjnych technologiach”.
PS. Bardzo mi się podoba takie podsumowanie różnic w web 2.0 i web 3.0. Do powieszenia w każdym biurze i garażu.
Good Times Gone But You Missed Them What’s Gone Wrong In
Your System Things They Bounce Just Like A Spaulding What’d
You Think Did You Miss Your Calling It’s So Free This Kind Of Feeling
It’s Like Life It’s So Appealing When You’ve Got So Much To Say
It’s Called Gratitude
Tak śpiewali Chłopcy Bestie oczywiście w innym kontekście ale jakże pięknie.
12 komentarze »
